KOCHANY POETO RUIN!
Pozwól, że pisząc do ciebie zacznę od apologu, który mi opowiedziano nad Salaminy zatoką.
Stary i ślepy harfiarz z wyspy Scio przyszedł nad brzegi Morza Egejskiego, a usłyszawszy z wielkim hukiem łamiące się fale; myślał, że szum ów pochodził od zgiełku ludzi, którzy się zbiegli pieśni rycerskich posłuchać. — Oparł się więc na harfie i śpiewał pustemu morza brzegowi: a kiedy skończył, zadziwił się, że żadnego ludzkiego głosu, żadnego westchnienia, żadnego pieśń nie zyskała oklasku. Rzucił więc harfę precz daleko od siebie, a te fale, które śpiewak mniemał tłumem ludzkim, odniosły złote pieśni narzędzie i położyły mu je przy stopach. I odszedł od harfy swojej smutny Greczyn nie wiedząc, że najpiękniejszy rapsod nie w sercach ludzi, ale w głębi fal Egejskiego Morza utonął.
Kochany Irydionie! ta powiastka o falach i harfiarzu zastąpi wszelką do Balladyny przemowę. Wychodzi na świat Balladyna z ariostycznym uśmiechem na twarzy, obdarzona wnętrzną siłą urągania się z tłumu ludzkiego, z porządku i z lądu, jakim się wszystko dzieje na świecie, z nieprzewidzianych owoców, które wydają drzewa ręką ludzi szczepione. Niech naprawiacz wszelkiego bezprawia Kirkor pada ofiarą swoich czystych zamiarów; niech Grabieć miłuje kuchnią Kirkora; niechaj powietrzna Goplana kocha się w rumianym chłopie, a sentymentalny Filon szuka umyślnie męczarni miłosnych i umarłej kochanki; niechaj tysiące anachronizmów przerazi śpiących w grobie historyków i kronikarzy: a jeżeli to wszystko ma wnętrzną siłę żywota, jeżeli stworzyło się w głowie poety podług praw boskich, jeżeli natchnienie nie było gorączką, ale skutkiem tej dziwnej władzy, która szepce do ucha nigdy wprzód nie słyszane wyrazy, a oczom pokazuje nigdy, we śnie nawet, nie widziane istoty; jeżeli instynkt poetyczny był lepszym od rozsądku, który nieraz tę lub ową rzecz potępił: to Balladyna wbrew rozwadze i historii zostanie królową polską — a piorun, który spadł na jej chwilowe panowanie, błyśnie i roztworzy mgłę dziejów przeszłości.
Uśmiechnij się teraz, Irydionie, bo oto naśladując francuskich poetów: powiem ci, że Balladyna jest tylko epizodem wielkiego poematu w rodzaju Ariosta, który ma się uwiązać z sześciu tragedii, czyli kronik dramatycznych. Cienił już różne ludzi niebyłych wyszły ze mgły przedstworzenia i otaczają mnie ciżbą gwarzącą: potrzeba tylko, aby się zebrały w oddzielne tłumy, ażeby czyny ich ułożyły się w postacie piramidalne wypadków, a jedną po drugiej garstkę na świat wypychać będę; i sprawdzą się może sny mego dzieciństwa. Bo ileż to razy patrząc na stary zamek, koronujący ruinami górę mego rodzinnego miasteczka, marzyłem, że kiedyś w ten wieniec wyszczerbionych murów nasypię widm, duchów, rycerzy; że odbuduję upadłe sale i oświecę je przez okna ogniem piorunowych nocy, a sklepieniom każę powtarzać dawne Sofoklesowskie „niestety!” A za to imię moje słyszane będzie w szumie płynącego pod górą potoku, a jakaś niby tęcza z myśli moich unosić się będzie nad ruinami zamku. — O! nie mów mi, że z dzwonków polnych większa ozdoba ruinom niż z tego wieńca myśli, w który je ubierze poeta: — bo choć róże rosnące na ruinach pałacu Nerona rozwidniały nam pięknie te gruzy: to jednak jaśniej mi je oświecił ów duch Irydiona, któregoś ty pod krzyżem w Kolosseum położył i nakrył złotymi skrzydłami anioła.
Tak więc, kiedy ty dawne posągowe Rzymian postacie napełniasz wulkaniczną duszą wieku naszego; ja z Polski dawnej tworzę fantastyczną legendę, z ciszy wiekowej wydobywam chóry prorockie — i na spotkanie twojej czarnej, piorunowej, dantejskiej chmury prowadzę lekkie, tęczowe i ariostyczne obłoki, pewny, że spotkanie się nasze w wyższej krainie nie będzie walką, ale tylko grą kolorów i cieni, z tym smutnym dla mnie końcem, że twoja chmura, większym wichrem gnana i pełniejsza piorunowego ognia, moje wietrzne i różnobarwne obłoki roztrąci i pochłonie.
Doniosły mi sylfy, żeś powędrował teraz odwiedzić Etnę czerwoną: posłałem natychmiast Skierkę, aby ci na drodze wszystkie pootwierał kwiaty i wszystkie gwiazdy nad tobą zapalił; za to przez wdzięczność, stanąwszy na szczycie wulkanu, spojrzyj na mórz rozległe błękity i pomyśl, że niedawnymi czasy przez te zwierciadła wędrował okręt mój, jak łabędź żaglami nakryty. Powiedz, czy nie dojrżysz jakiego rysu na fali, jakiego śladu po zniknionym okręcie? Księża wtenczas śpiewali hymn do Najświętszej Panny, a ja stałem z wlepionymi w ogień Etny oczyma, smutny, że mnie fala znów tylko do Europy odnosiła. Słuchaj w ciszy powietrznej, czy echo tego hymnu, który mi serce uciszał, nie drga dotąd w kryształowej atmosferze? Szukaj mojego śladu w powietrzu i na fali, a jeśli o mnie na fali i w powietrzu nie słychać, to znajdź mnie w sercu twoim i niech ja będę jeszcze z tobą przez jedną godzinę. Wszak darem to jest Boga, że my umiemy myślą latać do siebie w odwiedziny.
Rozpisałem się długo, a zamierzyłem był tylko napisać
Autorowi Irydiona
na pamiątkę
Balladynę
poświęca Juliusz Słowacki
Paryż, d. 9 lipca 1839 r.
Za czasów bajecznych, koło jeziora Gopła.
1Rady zasięgnąć warto u człowieka,
Który się kryje w tej zaciszy leśnej;
Chłop, Król, Szaleniec, SzlachcicPobożny starzec — ma jednak w rozumie
Nieco szaleństwa: ilekroć mu prawisz[3]
5 O zamkach, królach, o królewskich dworach,
To jak szalony od rozumu błądzi,
Miota przekleństwa, pieni się, narzeka;
Musiał od królów doznać wiele złego,
I z owąd został przyjacielem gminu[4].
10Puk! puk! puk!
Kto tam?
Kirkor.
Witaj synu…
Czego chcesz?
15Rady.
Zostań pustelnikiem.
Lat dwadzieścia z górą
Jak żyję w puszczy…
Cóż stąd?
Te, co rozkwitały
Z dzieciństwa pączków, gdyś ty żył na świecie,
30 Są dziś pannami… czerwony li biały
Pączek na róży, taka będzie róża…
Przypomnij niegdyś najpiękniejsze dziecię,
Białą, jak w ręku anielskiego stróża
Kwiat lilijowy — niech jej słowik śpiewny
35 Zazdrości głosu, a synogarlica[6]
Wiernością zrówna… gdzie taka dziewica,
Wskaż mi, o starcze? Władza, ZbrodniaMówią, że królewny
Słyną wdziękami?
Nieba! to ród węża.
40 Żona zbrodniami podobna do męża,
Córki do ojca, a do matek syny;
Jak w jednym gnieździe skłębione gadziny.
O bogdaj piorun!…
Nie przeklinaj.
45Młody,
Przeklinaj ze mną — oni klątwy warci.
Bogdaj doznali, co pomór[7] i głody!
Bogdaj piorunem na poły pożarci,
Padając w ziemi paszczą rozdziawioną,
50 Proch mieli płaszczem, a węża koroną.
Bogdaj! — Klnąc zbójcę potargałem siły,
Wściekłem się jako brytan uwiązany.
Bo też ja kiedyś byłem pan nad pany,
Stutysiącznemu narodowi miły,
55 Żyłem w purpurze[8], dziś noszę łachmany;
Muszę przeklinać. Dziecko, ŚmierćMiałem dziatek[9] troje,
Nocą do komnat weszli brata zbóje,
Różyczki moje trzy z łodygi ścięto!
Dziecinki moje w kołyskach zarżnięto!
60 Aniołki moje!… wszystkie moje dzieci!
Któż jesteś, starcze?
Ja… Król Popiel trzeci…
Królu mój!
Któż mię z żebraki rozezna?…
Młodzieńcze, rozwagi!
Krew, Sprawiedliwość, WładzaBezprawie gorzej od Mojżesza plagi[11]
Kala tę ziemię i prędzej się szerzy;
70 Popiel, skalany dzieci krwią niewinną,
Niegodny rządzić tłumowi rycerzy.
Niech więc się stanie, co się stać powinno,
Pod okiem Boga, na tej biednej ziemi.
O mężu ze stali!
Ty jesteś z owych, którzy walą trony.
85Król, Władza, ZbrodniaTy wiesz, jak nasza ziemia wszeteczeństwem
Króla skalana. Wiesz, jak Popiel krwawy
Pastwi się coraz nowym okrucieństwem…
Zaczerwienione krwią widziałem stawy:
Król żywi karpie ciałem niewolników.
90 Nieraz wybiera dziesiątego z szyków
I tnąc w kawały, ulubionym rybom
Na żer wyrzuca; resztę ciał wymiata
Na dworskie pola i czerwonym skibom
Ziarno powierza. Sąsiad ziemię kata
95 Na pośmiewisko zwie Rusią Czerwoną.
Głód, ŚmierćDotąd żyjącym pod Lecha koroną
Bóg dawał żniwo szczęścia niezasiane,
Lud żył szczęśliwy; dzisiaj niesłychane
Pomory, głody sypie Boża ręka.
100 Ziemia upałem wysuszona pęka;
Wiosenne runa złocą się, nim ziarno
Czoła pochyli, a wieśniacy garną
Sierpami próżne tylko włosy żyta.
Ta sama Polska, niegdyś tak obfita,
105 Staje się co rok szarańczy szpichlerzem;
Niegdyś tak bitna, dziś bladym rycerzem
Z głodami walczy i z widmem zarazy.
Ach jam przeklęty! przeklęty! trzy razy
Przeklęty! winien jestem nieszczęść ludu.
110Jako, tyś winien?…
Z rozlicznego cudu
Korona Lecha sławną niegdyś była,
W niej szczęścia ludu, w niej krainy siła
Cudem zamknięta… oto ja, wygnany,
115 Lud pozbawiłem tej korony.
Starcze?…
Korona brata mego jak liczmany
Fałszywa… moja pod spróchniałe karcze
Lasu wkopana… miałem ją do grobu
120 Ponieść za sobą.
Skądże tej koronie
Cudowna władza?
Ku ojczystej stronie
Wracali niegdyś od Betleem żłobu
125 Święci królowie — dwóch Magów i Scyta[12].
Ów król północny zaszedł w nasze żyta,
Zabłądził w zbożu jak w lesie — bo zboże
Rosło wysokie jak las w kraju Lecha;
Więc zabłądziwszy rzekł: „Wyprowadź, Boże!”
130 Król, PolakAż oto przed nim odkrywa się strzecha
Królewskiej chaty — bo Lech mieszkał w chacie. —
Wszedł do niej Scyta i rzekł: „Królu! bracie!
Idę z Betleem, a gwiazda błękitna
Twoich bławatków ciągle szła przede mną,
135 Aż tu zawiodła”. — Lech rzekł: „Zostań ze mną.
Kraina moja szczęśliwa i bitna,
Jeśli chcesz, to się tą ziemicą z tobą
Dzielę na poły”. — Scyta rzekł: „Zostanę,
Lecz kraju nie chcę, bo ziemie złamane
140 Rozgraniczają się krwią i żałobą
Dzieci i matek”. Więc razem zostali;
Ale to długa powieść…
Mów! mów dalej!
Więc jako dawniej czynili mocarze,
145 Z Lechem się mieniał Scyta na obrączki;
A pokochawszy mocniej sercem, w darze
Dał mu koronę… stąd nasza korona.
Zbawiciel niegdyś wyciągając rączki
Szedł do niej z matki zadumanej łona
150 I ku rubinom podawał się cały
Jako różyczka z liści wychylona,
I wołał: caca! i na brylant biały
Różanych ustek perełkami świecił.
O biedny kwiatku! na toż ty się kwiecił,
155 By cię na krzyżu ćwiekami przybito?
Pycha, ZemstaCzemuż nie było mnie tam na Golgocie,
Na czarnym koniu, z uzbrojoną świtą!
Zbawiłbym Zbawcę — lub wyrąbał krocie[13]
Zbójców na zemstę umarłemu.
160Synu!
Bóg weźmie twoją pochopność do czynu
Za czyn spełniony. Wróćmy w nasze czasy.
Gdy mię brat wygnał, uniosłem w te lasy
Świętą koronę…
165Wróci ona! wróci!
Przysięgam tobie… Lecz…
Co chcesz powiadać?
Nim Kirkor w przepaść okropną się rzuci
Szukając zemsty — chcę — chciałbym cię badać,
170 Na jakim pieńku zaszczepić rodowe
Drzewo Kirkorów, aby kiedyś nowe
Plemię rycerzy tronu twego strzegło?
Kogo wprowadzić w podwoje zamkowe
Z żony imieniem?
Z pierścionkiem ślubnym za marą[14] wielkości,
A prawie wszyscy wzięli kość niezgody
Zamiast straconej z żebra swego kości[15].
Postąp inaczej — ty szlachetny, młody;
180 PtakNiechaj ci pierwsza jaskółka pokaże,
Pod jaką belką gniazdo ulepiła;
Gdzie okienkami błysną dziewic twarze,
A dach słomiany, tam jest twoja miła.
ChłopAni się wahaj, weź pannę ubogą,
185 Żeń się z prostotą, i niechaj ci błogo
I lepiej będzie, niżbyś miał z królewną…
Tak radzisz, starcze?
Jaskółeczko czarna!
Ptaszyno moja, gdzie mię zaprowadzisz?
Słuchaj mię, synu…
Starcze, dobrze radzisz…
195 Prowadź, jaskółko!
O! ci młodzi ludzie,
Odchodzą od nas i wołają głośno:
Idziemy szukać szczęścia. Więc my, starce,
Cośmy przebiegli po tej biednej ziemi,
200 A nigdy szczęścia w życiu nie spotkali;
Możeśmy tylko szukać nie umieli…
Idź! idź! idź, starcze, do pustelnej celi…
O! złote słońce! drzewa ukochane!
O! ty strumieniu, który po kamykach
205 Z płaczącym szumem toczysz fale śklane!
Rozmiłowane w jęczących słowikach
Róże wiosenne! z wami Filon skona!
Bo Filon marzył los Endymijona[17],
Marzył, że kiedyś po blasku miesiąca
210 Biała bogini, różami wieńczona,
Z niebios błękitnych przypłynie, i drżąca
Czoło pochyli, a koralowemi
Ustami usta moje rozpłomieni.
Ach! tak marzyłem! Ale na tej ziemi
215 Nie ma Dyjanny. Samotny uwiędnę
Jako fijołek — albo kwiat jesieni.
225Marzenie, MiłośćŚwiat cały
Na próżno zbiegłem przeglądając mnóstwa
Dziewic śmiertelnych. Nieraz wzrok łakomy
Śledził spod złotej kapeluszów słomy
Żniwiarek twarze, podobne czerwienią
230 Makom zbożowym. Nieraz poglądam
Na białe płótna, łąk jasną zielenią
Słońcu podane; rojąc serca szałem,
Że z bieli płócien jako z morskiej piany
Alabastrowa[19] miłości bogini
235 Wyjdzie na słońce. Ach! tak obłąkany,
Żyłem na świecie jako na pustyni;
Nienasycony, dumający, rzewny.
Byłem na dworach, widziałem królewny
Podobne gwiaździe Wenus[20], co wynika
240 Wieczorem z nieba różowego zorzą,
Zaczerwieniona, ale bez promyka.
Serca nie mają, a sercem się drożą[21]
Więcej niż koron brylantami.
Głupota, Pozycja społecznaGłupcze!
245 Niedoścignionych gwiazd szalony kupcze!
Ty, co na dworach szukałeś kochanki:
Precz! precz ode mnie, kwiecie beznasienny,
Studniom niezdatny jak stłuczone dzbanki,
Światowi jako słońca blask jesienny
250 Bezużyteczny. Szaleniec, SzaleństwoSkoro na tron wrócę,
Zamknę cię w szpital szalonych lub rzucę
Na bakalarską[22] ławę między dzieci.
Mój dobry ojcze! niechaj ci Bóg świeci!
Musisz być chory, gadasz nieprzytomnie.
Wsadź, starcze, głowę w strumień kryształowy,
260 Może ochłonie.
Woda nie obmyje
Na moim czole czerwonego pasu.
Widzisz! czy widzisz, jak korona ryje?
Dwudziestoletnie życie w głębi lasu
265 Nie zagoiło rany. Pas na czole,
A drugi taki pas mi serce płata;
Ten od korony,
Nudzi mię ten stary,
W głowie ma jakieś bezcielesne mary,
Pewnie oszalał samotnością, postem.
O luba!
Nie znaleziony twój obraz
285tu żyje!
Nieznalezienie gorsze niźli zguba;
Jam cię nie znalazł, a widzę przed sobą!
Idę do lasu, gdzie będę sam — z tobą…
Błogosławiony wyobraźni cudzie,
290 Ty mnie ocalasz!
Jak szaleją ludzie!
Gdzie jest Goplana, nasza królowa?
Spi jeszcze w Gople.
Praca, LenistwoZanadto skoro
Zbudzi się jędza i będzie
Do pracy nas zaprzęgać. To w puste żołędzie
Wkładać jaja motylic — to pomagać mrówkom
305 Budującym stolice i drogi umiatać
Do mrównika wiodące… to majowym krówkom
Rozwiązywać pancerze, aby mogły latać,
To zwiedzać pszczelne ule i z otwartej księgi
Czytać prawa ulowe lub rotę przysięgi
310 Na wierność matce pszczelnej od zrodzonej pszczółki;
To na trzcinę jeziora zwoływać jaskółki
I uczyć budownictwa pierworoczne matki.
Już zamykać stawiane na ptaszęta klatki,
Nim jaki biedny ptaszek uwięźnie w zapadni,
315 Na przekor ptasznikowi; już to pani sroce
Ciągle trąbić do ucha naukę: nie kradnij;
Albo wróblowi wmawiać, że pięknie świegoce,
Aby ciągle świegotał nad wieśniaczą chatą…
Pracuj jak koń pogański, pracuj całe lato,
320 A zimą spij u chłopa za brudnym przypieckiem,
Między garnkami, babą szczerbatą i dzieckiem.
Bo też ty jesteś leniwy, Chochliku!
Czary, WiosnaAch, patrz! na słońca promyku
Wytryska z wody Goplana;
325Jak powiewny liść ajeru,
Lekko wiatrem kołysana;
Jak łabędź, kiedy rozwinie
Uśnieżony żagiel steru,
Kołysze się — waha — płynie.
330I patrz! patrz! lekka i gibka,
Skoczyła z wody jak rybka,
Na nezabudek[23] warkoczu
Wiesza się za białe rączki,
A stopą po fal przezroczu
335Brylantowe iskry skrzesza.
Ach czarowna! któż odgadnie,
Czy się trzyma z fal obrączki?
Czy się na powietrzu kładnie?
Czy dłonią na kwiatach się wiesza?
O nie… to na włosach wróżki
Uśpione leżą jaskółki.
Tak powiązane za nóżki
345Kiedyś, w jesienny poranek,
Upadły na dno rzeczułki:
Rzeczułka rzuciła wianek,
Wianek czarny jak hebany
Na złote włosy Goplany.
350Lenistwo, PracaRadzę ci, uciekajmy, mój Skierko kochany,
Wiedźma gotowa zaraz nową pracę zadać.
Albo obracać młyny, skąd woda uciekła
Biednemu młynarzowi, lub każe spowiadać
Leniwego szerszenia, nim pójdzie do piekła
355 Za kradzież słodkich miodów… lub malować pawie
Więc uciekaj… ja się bawię…
PtakPromienie słońca przenikły
Jaskółeczek mokre piórka…
Ożyły — pierzchły — i znikły
360Jak spłoszonych wróbli chmurka
Królowa nasza bez ducha.
Zadziwiona stoi, słucha;
Nie śmie wiązać i zaplatać
Kos rozwianych, nie wie, czemu
365Wianeczkowi uwiędłemu
Przyszło ożyć? skąd mu latać?
Goplano! Goplano! Goplano!
Narwij mi róż, Chochliku! poleciał mój wianek.
Już się zaczyna praca.
370Czy to jeszcze rano?
Pierwsza wiosny godzina.
Ach! gdzież mój kochanek?
Nie!
Chcesz tronów
Z wypłakanych nieba chmurek?
Czy ci przynieść pereł sznurek?
385Z owych pereł, które dają
Lep na ptaszki; ale mają
Takie blaski, takie wody,
Jak kałakuckie jagody.
Chcesz? lecę na trzęsawice[24],
390Dojrzę — dogonię — pochwycę —
Błędnego moczar ognika;
I zaraz w lilijkę białą
Oprawię jak do świecznika,
I nakryję białym dzwonkiem,
395By ci świecił… Czy to mało?
Rozkaż, pani! Co pod słonkiem,
Co na ziemi, wszystko zniosę:
Drzewa, kwiaty, światło, rosę.
Co nad ziemią, w ziemi łonie:
400Dźwięki, echa, barwy, wonie,
Wszystko, o czym kiedy śniły
Myśli twoje w jezior burzy
Kołysane.
Skierko miły,
405Ja się kocham.
W czym? czy w róży
Bezcierniowej? czy w kalinie?
W czterolistnej koniczynie?
Może w kwiatku: „niech Bóg świeci”,
410Który posadzi macocha
Na grobie mężowskich dzieci?
Może w Magdaleny nitce,
Co bez wiatru leci płocha?
Może w białej margieritce,
415Co piątym listkiem: „nie kocha”
Zabiła młodą pasterkę?
W czym się kochasz? poszlij Skierkę,
A przyniesie ci kochanka,
I wplecie do twego wianka,
420I będziesz go wiecznie miała,
Pieściła i całowała
Do przyszłej wiosny poranka,
Do drugiego kwiatów wieku.
Ach! ja się kocham, kocham się w człowieku!
425To ludzkie czary.
Tej zimy, gdym usnęła
Na skrysztalonym łożu, światło mię jakieś
Z głuchego snu gwałtownie ocuciło.
Otwieram oczy — patrzę… płomień czerwony
430 Jako pożaru łuna bije przez lody
I słychać głuchy huk. Rybacy to rąbali
Przełomkę biednym rybkom zdradliwą… Nagle
Okropny krzyk — w przełomkę człowiek pada.
Na moje upadł łoże; a czy to światło
435 Podobne barwie róż, które świeciło
W moim pałacu szklistym? czy też prawdziwe
Róże na jego licach śmiercią mdlejące;
Ale się piękny wydał — ach! piękny tak, że chciałam
Zatrzymać go na wieki w zimnych pałacach,
440 I nie rozwiązać z wieńca ramion, i przykuć
Łańcuchem pocałunków. Wtem zaczął konać…
Musiałam wtenczas, ach! musiałam go wypuścić!
Gdybym przynajmniej mogła była go wynieść
Z wody na rękach moich, usta z ustami
445 Spoić i życie wlać w ostygłe jego piersi;
Ale ty wiesz, co to za męka dla nas,
Kiedy podobne kwiatom, musiemy składać
Rumieniec nasz i piękne barwy wiosny,
I do kamieni białych podobne leżyć
450 W głębiach jeziora. Taką ja wtenczas byłam.
Musiałam leżeć na dnie, ani się płocho
Na światło dnia wyrywać. Na pół martwego
Wyniosłam drzącą ręką i przez otwory
W lodzie wybite rzucam: sama boleśnie
455 Wracam na puste łoże, na zimne łoże;
A moje serce rozdarł okrzyk rybaków,
Którzy witali wtenczas, gdy ja żegnałam.
WiosnaJakżem czekała wiosny, przyszła nareszcie!
Z miłością w sercu budzę się… kwiaty
460 To nic przy jego licach — gwiazdy gasną
Przy jego jasnych oczach… Ach kocham, kocham!
Kobieta, MężczyznaKtoś idzie tutaj lasem.
To on!to on! mój miły.
Bądź niewidomym, Skierko.
465Ach, cóż to za panna?
Ma twarz, nogi, żołądek — lecz coś jakby szklanna.
Co za dziwne stworzenie z mgły i galarety.
Są ludzie, co smak czują do takiej kobiety;
Ja widzę coś rybiego w tej dziwnej osobie.
470Jak się nazywasz, piękny młodzieńcze?
Nic sobie…
Miły nic sobie!
Jakżeś głupia, mościa pani —
Nic sobie, to się znaczy, że nic nie przygani
475 Mojej piękności, to jest, żem piękny. A zwę się
Grabiec.
Cóż cię za anioł obłąkał w tym lesie?
Proszę, coż za ciekawość w tym wywiędłym schabku!
Proszę cię, panie Grabiec!
480Wolno mówić: Grabku!
Panie Grabku!
Któż jesteś?
Aśćki panny sługa…
A pytasz, kto ja jestem?… to historia długa;
485 W naszym kościółku stały ogromne organy,
Mój tata grał na dudach; pięknie grywał pjany,
Ale kiedy na trzeźwo, okropnie rzępolił;
Do tego był balwierzem i całą wieś golił,
Golił i grał na dudach, bo golił w sobotę,
490 na dudach grał w niedzielę; a miał taką cnotę,
Że nie pił, kiedy golił, a pił, kiedy grywał.
I wszystko szło jak z płatka. Wtem kogut zaśpiewał
I mój ojciec małżeństwem z zoną los zespolił.
Panna młoda wąs miała, ojciec wąs ogolił
495 I wszystko szło jak z płatka. Lecz tu nowe cuda!
Żona grała na dudach, a tatuś był duda;
Grała więc po tatusiu i dopóty grała,
Aż go na cmentarzyku wiejskim pogrzebała.
Ja zaś, pośmiertne dzieło pana organisty,
500 Jestem, jak mówią, ojca wizerunek czysty,
Bo lubię stary miodek i kocham gorzonnę[25],
I uciekam od matki…
Coż to za dziewucha?
Obcesowo zaczyna. Wprawdzie to nie dziwy.
Ilekroć przez wieś idę, to serca jak śliwy
Lecą pod moje nogi… wołają dziewczęta:
510 Panie Grabku! Grabiątko, niech Grabiec pamięta,
Że jutro grabim siano — pomóż, Grabku, grabić
A to znaczy, że za mnie dałyby się zabić,
I to, że się na sienie dadzą pocałować.
Czy mię kochasz, mój miły…?
515Ha!… trzeba skosztować…
Na przykład… daj całusa
Stój!… Dziewictwo, Miłość, Śmierćpocałowanie
To ślub dla czystych dziewic. Na dziewiczym wianie
Za każdym pocałunkiem jeden listek spada.
520 Nieraz dziewica czysta i smutkami blada
Dlatego, że spadł jeden liść u serca kwiatu,
Nie śmie kochać i daje pożegnanie światu,
I do mogiły idzie nigdy nie kochana.
Coś waćpanna jak mniszka.
525Raz pocałowana
Będę twoją na wieki — i ty mój na wieki…
Ha, pocałunek bliski, a ten „mój” daleki.
O mój luby!
Dalibóg… pfu!… pocałowałem
530 Niby w pachnącą różę… pfu… róża jest ciałem,
Ciało jest niby różą… niesmaczno!…
Miłość romantycznaMój drogi!
Więc teraz co wieczora na leśne rozłogi
Musisz do mnie przychodzić. Będziemy błądzili,
535 Kiedy księżyc przyświeca, kiedy słowik kwili,
Nad falą szklistych jezior, pod wielkim modrzewiem
Będziemy razem marzyć przy księżycu[26]…
Nie wiem,
Co odpowiedzieć babie…
540Ty smutny? ty niemy?
O! my z tobą będziemy szczęśliwi!
Będziemy,
Lecz nie wieczorem — i nie przy jeziorze…
Czemu?
545Bo ja nie lubię wody jak wściekły.
Mojemu
Kochankowi rwać będę poziomki, maliny.
Lecz ja nie lubię malin… a kiedy dziewczyny
Niosą dzbanek na głowie, nieraz zrzucam dzbanek,
550 Ale to nie dla malin.
Lecz ty mój kochanek…
Ty musisz lubić kwiaty… Więc przyjdź co wieczora.
A to już tego nadto!… co za nudna zmora!
Nie przyjdę w żaden wieczór…
555Dlaczego?
Za borem
Pewna dziewczyna czeka na Grabka wieczorem.
Dziewczyna?
Tak… dziewczyna…
560Czy piękna dziewczyna?
Ha?… co pannie do tego?… zwie się Balladyna.
Siostra Aliny?… córka wdowy?… ale ona
Złe ma serce…
Waćpanna, widzę, coś szalona…
565 Nie wierzę w babskie dziwy, sądy i przestróżki
Wszystkie dziewczęta, które mają małe nóżki,
To mają piękne usta i serca — a właśnie
Ona piękną ma nóżkę…
Miłość, Miłość silniejsza niż śmierć, ZazdrośćNiech słońce zagaśnie,
570 Jeśli mi ciebie kto wydrze, kochanku.
Ty jesteś moim! moim! moim wiecznie!
Choćbyś miał księżyc za ślubny pierścionek,
Choćbyś miał księżyc, to ja go rozłamię,
Zagaszę księżyc, który cię prowadzi
575 Do pocałunków, do kochanki domu.
Ach bądź mi wiernym! błagam cię! zaklinam!
Na twoje własne szczęście. Ach! zaklinam!
Bo zginiesz, luby… nie… razem zginiemy,
Ale ty zginiesz także, gdy ja zginę…
580 Więc nie chcę zginąć, abyś ty nie zginął.
Przynajmniej dzisiaj nie chodź tam wieczorem,
Przynajmniej dzisiaj nie chodź tam… ja każę…
A któż ty jesteś, co każesz?
Królowa!
585 Królowa fali, Goplana.
Ej!… w nogi!
Jezus Maryja! a tom popadł w biedę,
Szatana żona chce być moją żoną.
MiłośćNiech słońce gaśnie! niechaj gwiazdy toną
590 W bezdrożne niebo! niechaj róże więdną!
Co mi po słońcu, po gwiazdach, po kwiatach,
Wolę je stracić niż kochanka stracić.
Co mam potęgi, co nadprzyrodzonej
Siły nad światem; to obrócę na to,
595 Aby to serce podbić i mieć moim…
Skierko! Chochliku!…
Czy słyszałeś, Skierko,
Moją rozmowę z kochankiem? aniołem?
Nie karz… ciekawość… szczera moja skrucha,
600 Biały powoju kwiatek uszczyknąłem
I końcem rożka włożywszy do ucha
Słyszałem… przez kwiat…
Gdzie Chochlik?
Leniwy
605 Ciągnie się z wiankiem…
A wstydź się, Chochliku!
Patrz, coś ty narwał chwastu i pokrzywy,
Brzydkich piołunów, koniczyn, trawniku.
Pozwól mi, pani, niech ja go wysiekę
610 Za taki wianek…
Ej!… ja cię urzekę…
CzarySłuchajcie mię cicho, diabliki…
Oto, Chochlo, polecisz za moim kochankiem;
Idź przy nim, przed nim, za nim, jak skoczne ogniki,
615 I błąkaj po murawach tak, by przed porankiem
Nie trafił do mieszkania — ani do tej chaty,
Gdzie mieszkają dwie piękne dziewczęta — dwa kwiaty,
Córki wdowy… rozumiesz… a o wschodzie słońca
Tu miłego przyprowadź.
620Będę go bez końca
Błąkał i sadzał w błocie… cha! cha! cha! cha! cha! cha!
A ty, mój Skierko, leć na mały mostek
Gdzie jest mogiła samobójcy stracha
Ukryj się w łozy[27] zarostek.
625Za godzinę przez ten mostek
Będzie jechał pan bogaty,
Ustrojony w złote szaty,
Jak do ślubu — bez oręży,
I kareta złotem błyska,
630I pięć rumaków w zaprzęży;
Cztery karych i klacz biała
Przodem lecąc iskry ciska.
A na mostku wypróchniała
Leży belka drżąca, śliska.
635Czy rozumiesz?
Wywrócić?
Lecz nie szkodzić żywym.
Ani ludziom, ni koniom.
A potem?
640Tego pana w płaszczu złotym,
Hymnem wiatru czułym, tkliwym
Zaprowadzić aż do chaty,
Gdzie mieszka uboga wdowa
I dwie młode córki chowa.
645Kobieta, Przemiana Uczyń tak, by pan bogaty
Wziął tam żonę i we dwoje
Odjechał złotą karetą.
Luby Skierko! dziecię moje!
Więc rozesłałam sylfy[28]; niechaj pracują
Na moje szczęście. Teraz nie idzie o to,
Aby wojskami kwiatów zdobywać niwy;
655 Miłość tragicznaNie kwiatów strzec mi teraz, nie tęcze winąć,
Ani słowiki uczyć piosenek, ani
Budzić jaskółki wodne… kocham!… ginę!…
ŁzyA jeśli on mię kochać nie będzie? cała
W mgłę się rozpłynę białą, i spadnę łzami
660 Na jaki polny kwiat, i z nim uwiędnę.
Praca, Chłop, KobietaZakończony dzień pracy. Moja Balladyno,
Twoje rączki od słońca całe się rozpłyną
Jak lodu krysztaliki. Już my jutro rano
Z Alinką na poletku dożniemy ostatka;
665 A ty, moje dzieciątko, siedź sobie za ścianą…
Córka, Matka, Mąż, MarzenieDobre moje córki,
675 Z wami to nawet ubożyzna miła;
A kto posieje dla Boga, nie straci.
Zawsze ja myślę, że wam Bóg zapłaci
Bogatym mężem… a kto wie? a może
Już o was słychać na królewskim dworze?
680 A my tu żniemy, aż tu nagle z boru
Jaki królewic — niech i kuchta dworu
Albo koniuszy — zajeżdża karetą…
I mówi do mnie: „Podściwa kobieto,
Daj mi za żonę jedną z córek”. — „Panie!
685 Weź Balladynę, piękna jak dziewanna”. —
Obyczaje, PrzemijanieTobie się także, Alino, dostanie
Rycerz za męża… ale starsza panna
Powinna prędzej zostać panną młodą.
W rzeczułkach woda goni się za wodą.
690 Mój królewicu, żeń się z Balladyną.
Gdzie ty mój grzebień podziałaś, Alino?
Marzenie, Życie snemCo ty tam słuchasz, jak się matce marzy.
Wiesz, Balladyno, że to jej do twarzy,
Kiedy śni głośno, kiedy się uśmiecha.
Pewnie chcą konie napoić…
Ot właśnie!
Pan poi konie na drodze po prostu…
710Ha! jeśli pić chcą…
Już słoneczko gaśnie,
Trzeba zapalić sosnowe łuczywo[29]…
Ach lampę zaświeć… ach lampę… co żywo…
O! gdzie mój grzebień?
715Cóż to? co?… ktoś puka…
Otwórz, Bladyno.
Niech siostra otworzy…
Prędzej otwórzcie… ktoś do chaty stuka.
Ach ja się boję…
720Niech wszelki duch Boży
Boga wychwala… ja odemknę chatę…
O jakie stroje złocisto–bogate!
Czy w imię Boga?…
Tak, z Boga imieniem.
725 Proszę wybaczyć, ale nad strumieniem
Mostek pod moim załamał się kołem,
Szukam schronienia…
Matko,
Dosyć — daj panu mówić…
Czary, Muzyka, MiłośćPrzed tą chatką
Słyszałem dźwięki luteń… czy to córki
740 Wasze grywają na lutni?
Przepraszam —
Nie… królewicu…
Z niewidzialnej chmurki
Sympatycznymi kwiaty poukraszam[30]
745 Obie dziewice, bo moja królowa
Nie powiedziała, do której nakłonić
Serce Kirkora… Muzyka echowa
Zacznie hymnami powietrznymi dzwonić;
A wieniec kwiatów taką woń rozleje,
750 Że serce tego człowieka omdleje,
Że jednym sercem dwa serca pokocha.
Może królewic chce odpocząć trocha?…
Czy się panu nie śni?
Tu w chacie… cicho…
NudaAch! jakże mi nudne
Wspomnienie zamku pustego!…
760Czar działa…
Z jakich kadzideł ta woń się rozlała?…
To z pewna wasze wieńce, uroszone
Łzami wieczora, dają takie wonie?
Lecz my nie mamy wieńców.
765Naprawione
Koło w powozie…
Wyprząc z dyszla konie,
Ja tu zostanę…
Chłop, SzlachcicCóż to za zjawienie?
770 Królewic w chacie! Na jakim on sienie[31]
Spać będzie?… Jemu listki róży cisną…
Prawdę wróżyłeś, pustelniku stary:
Gdzie okienkami dwie różyczki błysną,
Gdzie dach słomiany…
775Zakończone czary…
Konflikt wewnętrzny, Miłość, MałżeństwoSłuchajcie, matko! na świat wyjechałem
Szukać ubogiej i cnotliwej żony;
Dalej nie jadę, bo tu napotkałem
Cudowne bóstwa!… O! gdybym dwa trony —
780 Ach! powiem raczej, gdybym miał dwa serca!
Lecz zdaje mi się, że dwa serca noszę…
Dwoma sercami o dwie córki proszę;
Ale Bóg jedną tylko wziąść pozwala
I do ślubnego prowadzić kobierca;
785 Więc trzeba wybrać… Czemuż losu fala
Rozbiła serce moje o dwie skały?
Ach czemuż oczy pierwej nie wybrały
I nie powiodły czucia? Dziś nie umiem
Wybrać…
790Ja ciebie, panie, nie rozumiem…
Proszę o rękę jednej z córek… może
Pozycja społecznaSłyszałaś kiedy o hrabi Kirkorze,
Co ma ogromny zamek, cztery wieże,
Złocisty powóz, konie i rycerze
795 Na swych usługach?… Otóż Kirkor… to ja…
Proszę o jedną z córek…
Córka moja?…
Ja dwie mam córki — ale Balladyna…
Czy starsza?
800Tak jest… a młodsza Alina
Także jak anioł…
Kochanek, MążJaki wybór trudny!
KobietaStarsza jak śniegi — u tej warkocz cudny
Niby listkami brzoza przyodziana;
805 Ta z alabastrów — a ta zaś różana —
Ta ma pod rzęsą węgle — ta fijołki —
Ta jako złote na zorzy aniołki,
A ta zaś jako noc biała nad rankiem.
Więc jednej mężem — drugiej być kochankiem;
810 Więc obie kochać, a jedną zaślubić?
Lecz którą kochać? którą tylko lubić?…
Niech się przynajmniej z ust różanych dowiem,
Która mnie kocha?…
Moje smugłe łanie,
815 Czy mnie kochacie?
Ach! ja ci nie powiem:
„Nie”… ale nie śmiem wymówić: „Tak, panie” —
Może ty zgadniesz, choć będę milczała;
Zgadnij, rycerzu.
820A ty, różo biała?
Kocham…
Obiedwie kochają.
Któraż z was, dziewice,
Będzie mię więcej kochała po ślubie?
830 Jak będzie kochać? lubić, co ja lubię?
Jak mi rozchmurzać gniewu nawałnice?
Miłość, Ofiara, PoświęcenieO panie! jeśli w zamku są czeluście,
Z czeluści ogień bucha, a ty każesz
Wskoczyć — to wskoczę. Jeśli na odpuście
835 Ksiądz nie rozgrzeszy, to wezmę na siebie
Śmiertelne grzechy, którymi się zmażesz.
Jeżeli dzida będzie mierzyć w ciebie,
Stanę przed tobą i za ciebie zginę…
Czegóż chcesz więcej?…
840Weź! weź Balladynę
Szczera jak złoto.
A ty, młodsza dziewo,
Co mi przyrzekasz?
Kochać i być wierną.
845Konflikt wewnętrznyAch nie wiem, której oddać rękę lewą
Jako szwagierce — a której z pierścionkiem
O! gdybym ujrzał tę gwiazdę przedsterną[33],
Co wiodła króle do Dzieciątka żłobu!
Serce mam jedno, a ciągnie do obu.
850 Którą odrzucić? której być małżonkiem?
Obie kochają, więc niesprawiedliwość
Poniesie jedna, jeśli wezmę drugą.
W obojgu jedna prostota i tkliwość,
W obojgu miłość jednaką zasługą…
855 Którą tu wybrać?…
Córka, Matka, ObowiązekJeśli mnie wybierzesz,
Szlachetny panie, to musisz obiecać,
Że mię do zamku twojego zabierzesz
Z matką i siostrą… Bo któż będzie matce
860 Gotować garnek? kto ogień rozniecać?
Ona nie może zostać w biednej chatce,
Kiedy ja będę w pałacach mieszkała.
Patrz, ona siwa jak różyczka biała.
O! widzisz panie… musisz także ze mną
865 I matkę zabrać…
O! jakąż tajemną
Rozkoszą serce napełnia… o! miła…
Lecz Balladyna to samo mówiła
W sercu i w myśli… Wierzaj mi, rycerzu,
870 I Balladyna kocha matkę starą.
Jużem był wybrał i znów mi w puklerzu
Dwa serca biją…
Byłabym poczwarą
Niegodną twojej ręki, ale piekła,
875 Żebym się matki kochanej wyrzekła.
Prócz matki, siostry, wszystko ci poświęcę.
Oślepionego chyba losu ręce
Wskażą mi żonę…
Matko, w lesie są maliny,
880Niechaj idą w las dziewczyny.
Która więcej malin zbierze,
Tę za żonę pan wybierze.
Coś matce staruszce
Przyszło do głowy… Mój ty królewicu,
885 Jeśli pozwolisz twej pokornej służce,
To ci poradzi, piękny krasnolicu[34].
Oto niech rankiem idą w las dziewczyny,
A każda weźmie dzbanek z czarnej gliny;
I niechaj malin szukają po lesie:
890 A która pierwsza dzban pełny przyniesie
Świeżych malinek, tę weźmiesz za żonę.
Wyborna rada… Chłop, Marzenie, SzlachcicO! złota prostoto!
Ty mi dasz szczęście niczym nie skłócone,
Dnie rozkoszami przeplatane z cnotą.
895 Tak, moja matko… niech o słońca wschodzie
W las idą córki z dzbankami na głowie.
A my w lipowym usiądziemy chłodzie;
Która powróci pierwsza, ta się zowie
Hrabini Kirkor… Sądź sam, wielki Boże.
900Chłop, SzlachcicKrólewic znajdziesz w tej chateczce łoże,
Pachnące siano zakryte bielizną.
Wierzaj mi, panie, żabki się nie wślizną
Do twego sianka… proszę do alkowy[35].
Bądźcie mi zdrowe, piękne narzeczone…
Siostrzyco moja… o! jakież to dziwo,
O! jakie szczęście!
Jeszcze nie złowione,
910 To szczęście, siostro, może nie dla ciebie…
O! moja siostro… wszakże to na niebie
Jeśli nie słońce, to gwiazdy nad głową:
Jeśli nie będę panią Kirkorową,
To będę pani Kirkorowej siostrą.
915 KochanekA tobie jutro trzeba wziąść się ostro
Do tych malinek, bo wiesz, że ja zawsze
Uprzedzam ciebie i mam pełny dzbanek.
Nie wiem, czy na mnie jagody łaskawsze
Same się tłoczą… czy tam… twój kochanek…
920Milcz!…
Ha, siostrzyczko? a ja wiem, dlaczego
Malin nie zbierasz…
Co tobie do tego?
Nic… tylko mówię, że ja bym nie chciała
925 Rzucić kochanka ani dla rycerza,
Ani dla króla… a gdybym kochała,
Wzajem kochana, rolnika, pasterza,
To już by żaden Kirkor…
Nie chcę rady
930 Od głupiej siostry…
Pocałunek, ZdradaHa!… zaklaskał w borze —
Wyszła ze świeczką… O, mój wielki Boże!
Co tam pan Grabek powie na te zdrady.
Bo też ta siostra chce iść za Kirkora,
935 A jam widziała na kwiatkach ugora,
Ba! i pod naszą osiną słyszałam
Sto pocałunków… przebacz mi, o! Chryste,
Że sądzę miłość, której ach! nie znałam…
Widzisz, mój Boże! ja mam serce czyste,
940 A przysięgając nie złamię przysięgi…
Boże! ptaszęta u Twojej potęgi
Mogą uprosić o wiszeńkę czarną,
Jaskółkom w dziobek dajesz muszkę marną.
Jeśli ty zechcesz, Boże mój jedyny,
945 Gdzie stąpię… wszędzie czerwone maliny…
Wszędzie maliny! maliny! maliny…
950KONIEC AKTU PIERWSZEGO
Nie pójdę krokiem dalej.
Ale tu już blisko
Do twojego domostwa.
Moje czarne psisko,
955 Nie wierzę tobie… bo mię błąkasz — sadzasz w błocie
I wykręcasz ogonem… Nie… mój czarny kocie,
Chciałem ciebie pogłaskać, a ogień wytrysnął…
Spać chcę.
Zażyj tabaki…
960Patrz, dąb mię uścisnął…
I nie dziw, dąb przyjaciel grabiny… Mój dębie.
Wierz mi, że cię szacuję; co w sercu, to w gębie.
Chodźmy dalej…
PijaństwoZnalazłem dęba przyjaciela;
965 Choćbyś mi raj pokazał, gdzie Bóg wróble strzela,
To nie porzucę dębu, co się cały chwieje
I potrzebuje wsparcia. — Patrz, biedaczek mdleje.
Tu, psie! tutaj z latarnią! zgubiłem dębinę.
Ha! dąb uciekł… nie poznał mnie… obrosłem w trzcinę
970 Siedząc w błotach noc całą…
Chodź do karczmy.
Na to
Masz ze mnie przyjaciela — na to jak na lato…
Nie… to już nie przystoi… jeśli karczma dama
975 Kocha mię, jak ja kocham… to nadejdzie sama…
Głupstwo chodzić do dziewcząt… Skąd ty masz tabakę?
Od pana Lucyfera.
Ty mi świecisz bakę.
Psie mój miły, poszukaj zająca — a strzelę.
980Czym?…
Gromem… Cośmy z tobą dobrzy przyjaciele,
Przepraszam ciebie bardzo, żem cię zawiódł w błota,
Siedzieliśmy w kałuży po uszy jak cnota,
I kichali — kichali… mój nos w nos waćpana.
985Pamiętasz, co nam trzcina mówiła?
Kochana!
Przyszła na pomoc…
Trzcina ratowała dudę…
Ja zawsze obwiniałem trzciny o obłudę…
990Chodź dalej…
Spać chcę…
Lepiej wleź na dąb…
Na dębie
Siedzą gołębie,
995Na stawku pływają kaczki…
Jeżeliś przyjacielem, to zanieś do praczki
Moje spodnie…
Co? jak to? chcesz spać bez szlafmycy[38]?
Nie chcesz?… to idź do diabła, kocie czarownicy.
1000Dobrej nocy…
Dobranoc… dobranoc, psie miły.
Szedłbym jeszcze do karczmy, ale nie mam siły.
Dobranoc…
Co za głupie stworzenia ci ludzie!
1005 Spił się, cały w czerwonej umazgał się rudzie
I śpi; niech sobie teraz nadchodzi Goplana.
Orzech świstun, zgniłą
1015 Pełny tabaką… dzięki ci, królowo,
Przez dwa dni będę częstował hiszpanką
Chłopstwo pijane…
Któraż jest kochanką
Kirkora?…
1020Obie…
O szalona głowo!
Przyjdą do lasu szukać malin obie,
Jak ci mówiłem…
Poradź mi, co zrobię?
Cóż robiły w nocy?
Alina boskiej wzywając pomocy
1030 Usnęła cicho, marząc o malinach;
A Balladyna zapaliła świecę
I wyszła, bo ktoś zaklaskał w osinach.
Leciałem za nią śledzić tajemnicę
Nocnej przechadzki… Jako mgliste mary
1035 Szła po murawach i drżąca, i cicha:
A płomyk świecy przez różowe szpary
Białych paluszków, jak z róży kielicha,
Błyskał i gasnął, to błyskał, to gasnął.
Zbudził się ptaszek w osinach i zasnął,
1040 Tak cicho przeszła wietrznymi poloty,
Tak cicho przeszła… Ćmy wianeczek złoty
Zwinął się, leciał nad dziewicy głową.
Stanęła… słucham… ona ciche słowo
Wmieszała w szmery listeczków osiny…
1045 Ktoś odpowiedział…
Może Balladyny
Drużka?…
Nie, pani.
Kto?
1050Mamże powiedzieć?
On?
Tak…
Chochliku!… kazałam ci śledzić,
Przeszkodzić.
1055Diabeł kochankom przeszkodzi.
Zamknij Chochlika, Skierko, w muszli żabiej
I na jezioro puść by[39] kota w łodzi.
O pani! pani! lepiej ty mię zabij…
Zabić nie mogę, lecz mogę ukarać…
1060Pójdź, panie Chochlo, o łódkę się starać.
Więc on ją widział… on ją widział nocą;
Przekleństwo! wczoraj widział ją w osinie.
Niechaj te gwiazdy nigdy się nie złocą,
Co im świeciły! Niech ten miesiąc ginie!
1065 Niechaj anielskiej drogi mleczne stopnie
W proch się rozsypią!… On był tam? — okropnie.
Żeby ta dziewa jedno mi spojrzenie
Przedała dzisiaj za brylanty światów…
Jak go ukarać?… ach ja się zamienię
1070 W błękitny powój i węzłami kwiatów
Na śmierć uścisnę… O nie… z tego wianka
Kochanek żywy wyjdzie, a kochanka
Rozpłomieniona miłością omdleje.
Jak go ukarać?… ŁzyNiechaj wrośnie wszystek
1075 W płaczącą wierzbę, korą się odzieje,
Niech się na drzewie skłoni każdy listek,
Jakoby smutny przewinieniem spadał
I płakał… Luby, gdy cię tak zobaczę,
Że będziesz płaczem na płacz odpowiadał,
1080 To będę płakać, ach! że wierzba płacze.
Zamknięty w muszli po strumykach skacze
I na jezioro wyjeżdża w powozie
Nieboszczki żaby.
Wytnij rózgę w łozie.
1085Obudź się teraz! obudź się, kochany!
Powiedz, dlaczego?…
Śpię… bo jestem pjany.
Powiedz, dlaczego? jak miłosny słowik
Piosnką wieczora?…
Czary, Drzewo, Zemsta, Czarownica, WładzaWięc poznaj władzę Goplany!
Wrośnij w ziemię i z tej ziemi
1095 Wyrośnij korą odziany
I liściami płaczącemi.
Rośnij, wierzbo płacząca:
Skarż się, gdy ptaszek trąca,
Gdy cię strumyk podrywa;
1100 Kiedy wietrzyk rozniesie
Twoje listki po lesie
Łzy, Miłość, NaukaSkierko! przyszlij słowika, niech tej wierzbie śpiewa
Słowa miłosne i niech ją nauczy
Kochać i płakać;
1105 Ale niech żaden dziób kruczy
Nie śmie nad nią smutnie krakać
Pieśni pogrzebu,
Bo ta wierzba nie umarła.
O! jakże pięknie listki rozpostarła!
1110 Jak się kłania kwiatom, niebu.
Wierzba wyrosła z człowieka
I piękniejsza niż był człowiek.
Widzę dwie dziewczyny.
Niosą na głowach czarne dzbanki z gliny,
Szukają malin.
Skryjmy się w gęstwiny.
1120Marzenie, Kobieta, MałżeństwoAch pełno malin — a jakie różowe!
A na nich perły rosy kryształowe.
Usta Kirkora takie koralowe
Jak te maliny… Fijołeczki świeże,
Wzdychacie próżno, bo ja nie mam czasu
1125 Zrywać fijołków — bo siostrzyczka zbierze
Dzban pełny malin i powróci z lasu,
I weźmie męża; a ja z fijołkami
Zostanę panną… Choćbyście wy były,
Fijołki moje, złotymi różami,
1130 Wolę maliny.
Mój miły! mój miły!
Złoty wielki pan.
Mojemu miłemu
Niosę malin dzban,
1135 Bo on woli, mój kochanek,
Taki pełny malin dzbanek
Niż zbożowy łan. Oh!
Niż zbożowy łan.
Krew, Słońce, PrzeczucieJak mało malin! a jakie czerwone
1140 By krew. — Jak mało — w którą pójdę stronę?
Nie wiem… A niebo jakie zapalone
Jak krew… Czemu ty, słońce, wschodzisz krwawo?
Noc wolę ciemną niż taki poranek…
Gdzie moja siostra?… musiała na prawo
1145 Pójść i napełnić malinami dzbanek;
Rozpacz, SzaleństwoA ja śród jagód chodzę obłąkana
Jakąś rozpaczą i łzy gubię w rosie.
Siostrzyczko moja! siostrzyczko kochana!
A gdzie ty?…
1150Jaki śmiech w Aliny głosie!
Musi mieć pełny dzbanek…
Cóż, siostrzyczko?
Co?…
Czy masz pełny dzbanek?
1155Nie…
Balladyno,
Coż ty robiłaś?
Nic…
Weź tę malinę z mego dzbanka.
Miła!…
Siostrzyczko moja, powiedz, gdzieżeś była?
Wyszłyśmy razem, miałaś dosyć czasu;
1165 Wszak ja ci, siostro, nie ukradłam lasu.
Dlaczegóż teraz z taką białą twarzą
I z przyciętymi ustami?…
Zazdrość, Wąż, Pozycja społeczna, SiostraWyłażą
Z twojego dzbanka maliny jak węże,
1170 Aby mię kąsać żądłami wymówek.
Idź i bądź panią! siostra się zaprzęże
Jak wół do pługa, będzie tłoczyć olej
Z kolących siemion i z brzydkich makówek.
A wstydź się, siostro… proszę cię, nie bolej
1175 Nad moim szczęściem.
Cha! cha! cha!
Co znaczy
Ten śmiech okropny? siostro! czy ty chora?
Jeżeli wielkiej doznajesz rozpaczy,
1180 To powiedz… Ale ty kochasz Kirkora?
Ty bardzo kochasz? Siostro! powiedz szczerze!
Bo widzisz, rybko, są inni rycerze,
Jak będę panią, to ci znajdę męża…
Ty będziesz panią? ty! ty!
1185Balladyna!…
Co ten nóż znaczy?…
Ten nóż?… to na węża
W malinach…
Siostro, jesteś blada, sina.
1190 Kalinko moja! co tobie? co tobie?
Czemu ty blada? ach! jak to okropnie!
Przemów choć słówko! Usiądźmy tu obie
I mówmy z sobą otwarcie, roztropnie,
Jak dwie siostrzyczki.
Ach nie dlatego, że Kirkor bogaty,
Że wielki rycerz, pan możnego dwora,
Że ma karetę złotą, złote szaty;
A jednak miło mi, że chodzi w złocie,
1200 Że miecz ma jasny, służebników krocie:
Bo to jak rycerz w bajce, co się rodzi
Z wielkiego króla i w lesie znachodzi
Jakąś zaklętą królewnę.
Och!…
1205Miła!…
Co tobie?
Gdybym cię, siostro, zabiła…
Co też ty mówisz?
Daj mi te maliny!…
1210A kto wie, siostro? gdybyś poprosiła,
Pocałowała usteczka Aliny,
Może bym dała?… spróbuj, Balladynko…
Prosić?…
Inaczej żegnaj się z malinką.
1215Co?…
Kobieta, Małżeństwo, Marzenie, MążBo też widzisz, siostro, że ten dzbanek
To moje szczęście, mój mąż, mój kochanek,
Moje sny złote i mój ślubny wianek,
I wszystko moje…
1220Oddaj mi ten dzbanek.
Siostro?…
Oddaj mi… bo!…
Bo!… i cóż będzie?..
Bo?… Nie masz malin, więc suche żołędzie
1225 Uzbierasz w dzbanek — czy wierzbowe liście?…
I tak… ja prędzej biegam i przez miedzę
Ubiegnę ciebie…
Ty?…
Ty!
O! nie zbliżaj się do mnie z takiemi
Oczyma… Nie wiem… ja się ciebie boję.
Puszczaj!… oh!… konam…
Co moje
Ręce zrobiły?… O!…
Jezus Maryja…
1240Kto to?… zawołał ktoś?… czy to ja sama
Za siebie samą modliłam się?… Żmija,
Krew, Morderstwo, ZbrodniarzKobieta, siostra — nie siostra… Krwi plama
Tu — i tu — i tu —
i tu. — Ktoż zabija
1245 Za malin dzbanek siostrę?… Jeśli z bora
Kto tak zapyta? powiem — ja. — Nie mogę
Skłamać i powiem: ja! — Jak to ja?… Wczora
Mogłabym przysiąc, że nie… W las!… w las!… w drogę,
Wczorajsze serce niechaj się za ciebie
1250 Modli. — Ach jam się wczoraj nie modliła.
To źle! źle! — dzisiaj już nie czas… Bóg, Kondycja ludzkaNa niebie
Jest Bóg… zapomnę, że jest, będę żyła,
Jakby nie było Boga.
Ach okropność,
1255 Ludzie tak siebie zarzynają nożem.
Nie wiem, jak ludzka poczyna roztropność
W takim zdarzeniu?… My duchy nie możem
Znać owych ziółek, które rany leczą;
A ona ciepła, może jeszcze żywa?
1260 Pustelnik nieraz ziółka w lesie zrywa,
Więc może, gdyby miał koło niej pieczą[42],
Do życia wróci… Ach Skierko mój drogi,
Sprowadź tu pustelnika.
Kara, Morderstwo, ZbrodniarzWy ciernie i głogi,
1265 Jeżeli zabójczyni padnie na kolana,
Bądźcie pod jej kolanami.
ŁzyNiech leci wiatrem ścigana,
Przerażona strumyka mruczącego łzami
Jak siostry płaczem…
1270Kochanek romantycznyWidzę tego pasterza, co się zwie tułaczem,
Wygnanym z kraju szczęścia, i po całym świecie
Szukał próżno kochanki… dziś kocha się w kwiecie,
W słońcu, w gwiazdach… w jutrzence… niech ujrzy te ciało[43]…
Po co mi świecisz, małżonko Tytana,
1275 Twarzą, co przeszła z różowej na białą?…
Po co mi świecisz, Febie[44]? Tyś do rana
Miłością konał na Tetydy łonie;
A teraz puszczasz rozhukane konie,
I z szat wilgotnych srebrną trzęsiesz rosę,
1280 Szczęśliwy Febie!… Tam blada Dyjanna[45],
Patrząc na twoje czoło złotowłose,
Przed Endymionem kryje się w błękicie,
Do głębi serca promieniami ranna…
Kobieta, Kochanek romantyczny, ŚmierćMiłość — to światło, to niebo, to życie!
1285 A jam nie kochał! o biada mi! biada!
Cóż to za bóstwo?… Jak marmury blada!
Nieżywa?… Boże! a taka podobna
Do nieśmiertelnych bogiń — i nieżywa —
Jak nad nią płacze ta wierzba żałobna!
1290 A moja dusza na marzenia tkliwa
Łez dla niej nie ma?… Samotność popsuła
Źródło łez moich!… Jaka postać cudna!…
Jak ona wczoraj musiała być czuła!
Jak do niej wianek przypadał weselny!
1295 Jak mogła kochać!… A dziś!… śmierć obłudna
Życie wydarła, a wdzięk pośmiertelny
Na moją zgubę nieżywej nadała…
O! mój aniele! ty śmierci kochanka!
O! jak miłośnie twoja ręka biała
1300 Ujęła czarny dzbanek… z tego dzbanka
Płyną maliny, a z alabastrowej
Piersi wytryska drugi taki strumień
Piękniejszy barwą od krwi malinowej.
Ach! twój zabójca od dwu będzie sumień
1305 Ścigany za te dwa strumienie krwawe…
Nie… to zwierz leśny musiał zabić ciebie,
Człowiek by nie mógł — Boże!… oto rdzawe
Leży żelazo — to człowiek!… Ach w niebie
Szukać schronienia przed tłumem tych ludzi!
1310 PocałunekSpij, moja luba! ciebie nie obudzi
Ten pocałunek… a mnie niech zabije…
Stój! stój, zabójco. — On żelazo kryje
Do swoich piersi…
Ojcze! patrzaj na nią!
1315 Znalazłem przecie kochankę… nieżywą.
Czyjeż to miecze takie kwiaty ranią?
Któż te pustynie krwią czerwieni żywą?
Czy tu król Popiel zawitał i plami
Białe lilije naszych lasów?…
1320Łzami
Krew tę obmyję…
Wstydź się łez…
Ach ona
Śmierć, Trup, KobietaUmarła… patrzaj… tu! tu! tu… niebieski
1325 Kwiatek — znak śmierci śród białego łona..
Gwiazdeczka śmierci…
Ty młody i rzeźki,
Podnieś umarłą i weź na ramiona;
Ja ci pomogę dźwigać lekkie ciało.
1330 W celi mam ziółka…
Ty duszę omdlałą
Krzepisz nadzieją; ty podajesz ramię
Duszy nieszczęsnej, która się już kładła
W mogiłę żalu…Miłość romantyczna, Śmierć pozwól, że ułamię
1335 Gałązkę z wierzby, pod którą upadła
Kochanka moja okropnie zabita…
Tum ją zobaczył — tu pokochał — stracił
Wprzód, nim pokochał… Ach w przeszłości świta
Szczęście stracone; jam się nie zbogacił,
1340 A skarb znalazłem…
Nie trącaj, bom pjany…
Ta wierzba gada…
W lesie są anieli,
Ale umarli…
Chodź z twoim aniołem…
Ach! coś się wylewa
Gorzkiego z rany… to zapewne woda
Z ziarnek pszenicy ogniem wymęczona,
1355 Którą ci ludzie piją…
Łza stracona…
Ach każdej łezki brylantowej szkoda,
Kiedy nie dla mnie płynie ze źrennicy.
Jutro ty będziesz wolny, mój kochanku;
1360 Jutro wymawiać będziesz okrutnicy,
Że cię dręczyła z ranka do poranku…
Szaleniec, SzaleństwoUkryj się, Skierko — patrzaj! Balladyna
Zbłąkana w lesie tu nadchodzi, sina,
Okropnie blada, z rozpuszczonym włosem.
1365 Wyrzuty sumieniaJa twarz zakryję i pod wierzbą siędę;
Będę mówiła do niej siostry głosem
I obłąkaną gryźć będę… gryźć będę…
Wyrzuty sumienia, Zbrodniarz, Siostra, OfiaraWiatr goni za mną i o siostrę pyta,
Krzyczę: „Zabita — zabita — zabita!”
1370 Drzewa wołają: „Gdzie jest siostra twoja?”…
Chciałam krew obmyć… z błękitnego zdroja[48]
Patrzała twarz jej blada i milcząca...
O… gdzie ja przyszła?… to wierzba płacząca…
Ta sama… gdzie ja… — Siostra moja!… żywa!…
1375Siostro…
Okropnym wołasz mię imieniem!
Gotycyzm, Trup, Wyrzuty sumieniaTrup… trup… trup na mnie białą dłonią kiwa…
Wszystkie mi włosy przesiękły sumnieniem
I ciągną nazad, wstając z głowy. — Ale
1380 Nogi przykute…
Czy ci smutne żale
Nie mówią, siostro, żeś ty źle zrobiła?
I gdyby siostra twoja żyła?…
Żyła?
1385Mogłażbyś ty ją zabić po raz drugi?
Zgubiłam mój nóż.
Ach nie dosyć długi
Nóż twój był, siostro…
To nie moja wina.
1390Siostro! lecz jeśli przebaczy Alina?…
Jeśli zapomni… i powie: „Siostrzyczko,
SenMiałam sen taki — do chaty wieczorem…
Nim wyszłaś w ciemne osiny ze świeczką,
Przyjechał rycerz; rycerz był upiorem,
1395 Upiór dwie siostry pokochał szalenie
I obie wysłał na maliny; …śniłam,
Że gdyśmy zaszły w głuche lasu cienie,
Siostra mnie nożem… Wtem się obudziłam…
Chodźmy do wróżki, niech sen wytłumaczy”…
1400To sen… ach, prawda… i mnie się wydaje,
Że to sen, siostro…
Ten sen nic nie znaczy…
To sen…
I tylko matka nas połaje,
1405 Żeśmy się długo zabawiły w borze.
A rycerz…
Zniknął… to sen…
Być nie może…
Co? ha okropnie, rycerz jak sen zniknął?
1410Ale ja żyję…
Bogdajbyś umarła!
To sen… to sen — ha?… Krewrozum już przywyknął
Do twojej śmierci. Skoro bym otarła
Krew z mojej ręki… byłabym szczęśliwa.
1415Bądź nią, szatanie! twa siostra nieżywa.
O wielki Boże! a ty co za widmo?…
Bańka z kryształu, którą wichry wydmą
Z błękitu fali… i barwami kwiatu
Malują zorze. — Ale bądź spokojną,
1420 Los, Zbrodnia, TajemnicaJa nie wyjawię tajemnicy światu,
Zostawię ciebie przeznaczeniem spójną
Z ręką rycerza i ze zbrodni ręką;
A ręka zbrodni dalej zaprowadzi.
Usychaj wiecznie tajemnicy męką.
1425 Drzewo, RoślinyKażda malina może ciebie zdradzi,
Ta wierzba ciebie widziała,
Korą wyśpiewa…
Lękaj się drzewa!
Lękaj się kwiatu!
1430 Każda lilija albo róża biała
I na ślubie, i po ślubie
Będzie plamami szkarłatu
Na wszystkich liściach czerwona.
Idź… weź ten dzbanek… Natura, Zemstaja ciebie nie zgubię.
1435 Ale natura zbrodnią pogwałcona
Mścić się będzie — idź do chaty.
Piętno, Krew, Zbrodniarz, KaraOdeszła i splamione krwią obmyje szaty.
Ale na czole plama zostanie czerwona;
Nie ostrzegłam jej, próżno byłoby ostrzegać,
1440 Ta plama nie zejdzie z czoła. — Ja zaś idę po fali kryształowej biegać.
Rzucę ten ciemny obraz zbrodni w jasne koła
Zwierciadlanego Gopła… O blasku miesiąca
Wrócę słuchać, jak szumi ta wierzba płacząca.
Nie widać córek…
1445Wrócą, panie! wrócą
Jedna za drugą jak dwie gąski białe,
Jedna za drugą. Ach łzy mi się rzucą
Ze starych oczu, na Chrystusa chwałę,
Gdy je zobaczę…
1450Któraż pierwszą będzie?
Czy Balladyna?
Pewnie Balladyna.
Wszak ona pierwsza w kościele i wszędzie
Pierwsza… z organem piosenkę zaczyna.
1455 Alina także pierwsza.
Więc Alina
Może powróci?
Ha! może Alina;
Bogu to wiedzieć…
1460Czy wiesz, moja stara,
Żem niespokojny o twoje dziewczęta…
To i ja właśnie… jakaś niby mara
W głowę mi wlazła. Choć nikt nie pamięta,
Aby na wiosnę kiedy być nie było
1465 Malin… a gdyby się też przytrafiło,
Że nie ma malin… tak marzyłam wczora,
Nim sen przyleciał… Chłop, Dwór, Król, Wieśgdyby też śród bora
Nie było malin? — potem sama sobie
Mówiłam: „Głupiaś… wszakże koń przy żłobie,
1470 Gdy nie ma owsa, to zajada siano;
Jeśli dziewczęta malin nie dostaną,
To nazbierają poziomek”. — Wy, króle!
Może wam w zamkach nie znać się, co ziomka,
A co malina, co siano a słomka,
1475 A co są dziuple, a co pszczelne ule.
Wam tylko złoto, złoto, zawsze złoto…
Ach! nie wierz temu… nieraz my zgryzotą
Trapieni w zamkach dnie pędzimy liche.
Po stokroć, matko, wolę twoje ciche
1480 I wiejskie życie… Miło na tym ganku
Czekać wieśniaczej małżonki, jak lubo
Kołysze sercem ten powiew poranku;
Ty taka dobra, choć masz szatę grubą.
To mój świąteczny przecie ubiór — proszę!
1485 Cycowa suknia!… tylko w święto noszę
Takie ornaty… Wraca Balladyna…
Gdzie?
O! nie widać… lecz matce wiadomo.
Patrz, panie! Ptakoto jaskółeczka sina
1490 Zamiast wylecić, kryje się pod słomą,
I cicho siedzi… Gdyby zaś Alina
Wracała z gaju, tobyś to, mój panie,
Usłyszał w belkach szum i świegotanie,
Jedna za drugą pyrr… pyrr… lecą z gniazdek
1495 Do tej dziewczynki i nad nią się kręcą
Niby chmureczka małych, czarnych gwiazdek
Nad białą gwiazdką…
Dlaczegóż się nęcą
Ptaszki do młodszej córki?
1500Któż to zgadnie?…
Idzie Bladyna, widzisz?…
Jak jej ładnie
Z tym czarnym dzbankiem na głowie.
Brylanciki świecą…
Oby nam życie było słodkim rajem.
Obyczaje, ŻonaIdź do komnaty, starym obyczajem
1510 Niechaj ci warkocz zaplatają swatki,
Niechaj świeżymi przetykają kwiatki,
A za godzinę, drżącą, uwieńczoną,
Wezmę z rąk matki, i będziesz mi żoną.
Kareta czeka, po księdza pojadę.
1515Och!
Czegóż wzdychasz? i coś niby blade
Usteczka ściskasz?…
Matko moja droga,
Nie wiem, jak wyznać?
Siła
Złego mam donieść…
1525Co?
Ach! nie dasz wiary.
Ale Alina… Ach… ta siostra młoda
I tak kochana… Ach jaka jej szkoda!
Co, córko?
1530Bo też psułaś ją bez miary.
Twoja to wina, że dziś…
Mów, bo skonam.
Córko… Alina?
Uciekła…
Gdzie… jak? z kim? — Boże! Matki się wyrzekła.
1540Ach przewidziałam dawno, że tak będzie.
Jakiś obdarty młokos chodził wszędzie
Za tą dziewczyną, szeptał jej do ucha.
Napominałam. — Wiesz, jak ona słucha
Kazań od siostry… I dziś… z nim uciekła…
1545Wyrodne dziecko!… Więc idź aż do piekła!
ŁzyNie pomyślałaś na te stare oczy,
Że będą płakać… dobrze, bo nie będą
Płakać po tobie. — Bo matka ma smoczy
Płód zamiast serca, można serce krajać,
1550 To się kawałki węża znowu sprzeda
Jak płótna kawał… Chciałabym ją łajać[49]…
Przeklinać… dręczyć… Ot, wiesz… że te oczy
Jak noże, ot tak… wlepiłabym w łono
Jak noże… tylko bez tej łzy, co mroczy.
1555 Może byś ty mnie widziała szaloną,
Ale co płakać… Nie! nie! nie!
Mój Boże!
I tak zasmucić!…
O! i tak zasmucić!
1560Zasmucić matkę starą?…
O! mój Boże!
Tak starą… Ale ona może wrócić.
Kto wie!… Nieprawdaż, ona wrócić może?
Jak sama kiedy siądzie przy oświatce
1565 Nocą… pomyśli: „Gdzie matka?” a już by
Serca nie miała, żeby też o matce
Nie pomyślała nigdy…
Idą drużby…
Jak oni grają smutnie i wesoło…
1570 Ty teraz skarbem moim… Zbrodniarz, Piętno, Krewdaj mi czoło,
Niech pocałuję… Cóż to! jakaś plama,
Jak krew czerwona?
Krew?…
To od maliny
1575 Może… daj… zetrę…
Matko… zetrę sama.
Jeszcze jest…
Teraz?…
Jeszcze — jak rubiny
1580 W twoim pierścionku pięknie sobie świeci.
A teraz?…
Jeszcze jest… by na osieci
Listek czerwony…
O! o! to okropnie!
1585Daj mi tu czoło, a zetrę roztropnie.
Może to ranka…
Matko! nie dotykaj
Tej plamy…
Czy cię boli?…
1590Nie — nie boli…
Przyniosę wody spod owej topoli,
Gdzie piją wróble…
Plamo krwawa, znikaj!…
Nie odwracaj czoła,
1595Wstydliwa dziewczyno;
Mąż na ciebie woła,
Młodziutka kalino.
Nie odwracaj czoła…
Kwiaty ciebie nie obronią
Ni białością, ani wonią,
Od kochanka…
1605Precz! precz. — Odkąd zaczęły kwitnąć białe róże
Z czerwonymi plamami?… Wynieście te kosze…
Pogardziła kwiatami, które ja przynoszę,
Ja, dawna przyjaciółka.
Patrzcie, w pyłu chmurze
1610 Błyska złota kareta, jedzie Kirkor z księdzem.
Przy tej karecie słońce zdaje się mosiędzem.
KONIEC AKTU DRUGIEGO
Oj widzicie, jak Bieda, Diabeł, Szczęściediabły ludziom szczęście noszą.
Ta nędzarka, ta wdowa ze swoją kokoszą,
1615 W złotej karecie błotem na nas biednych bryzga.
ZazdrośćOj prawda, że to gorzko, nam się to wyślizga,
Co się drugim dostało.
Bo bez zębów, jabłek by nie jadła.
Lekarz, WieśPamiętajcie, że ona ubogie leczyła.
Ty sama, co tu wrzeszczysz, moja pani miła,
1625 Już by cię dawno szatan pojął do swej chwały,
Gdyby nie ta staruszka.
I mój Stasiek mały
Także jej winien życie, więc jej nie zazdroszczę,
Dalibóg nie zazdroszczę; wóz sianem wymoszczę
1630 I pojadę w zamczysku odwiedzić staruszkę…
I Balladynie miło będzie widzieć drużkę.
Pojadę z tobą, matko.
Oj, nie jedź, kobieto!
Ogień Widzisz ten pożar?
Pozycja społecznaCóż stąd — że słomą podbitą
Chatę spalili — cóż stąd?
1640Widać, że się wstydzą
Chaty, słomy, bławatków i nas…
Na to zgoda,
A mówiłam, że oni z biednych chłopków szydzą.
Dajcie im święty pokój.
Nim słońce dogrzeje,
Jedźmy, dziewczyno, wozem do zamku Kirkora…
Nie jedź! nie jedź!…
1655Nie jadę.
Stara wóz wymości
I pojedzie… Jak do nich mówić po godności?
Grzecznie mówić.
Pojadę.
1660Tego im i trzeba;
Bieda, Bogactwo, Pozycja społecznaKażą ci na dziedziniec wynieść kawał chleba,
A ty się kłaniasz nisko jak wieko u skrzyni;
A pani z okna plunie. — Ha! mościa grabini[52],
Przyniosłam ci kosz jajek. — Wiecie wy, że ona
1665 Była już na grabinie[53] z dawna przeznaczona,
Bo miała wziąść za męża Grabka pijanicę.
Wiecie o tym? na Boga… to nie tajemnice,
Zwąchali się z Grabiczem — to dziw, gdzie on siedział?
Nie było go na ślubie.
1670Może się dowiedział…
I poszedł do jeziora z rozpaczy.
Niełatwo
Wisusowi utonąć…
Niech z wami gawędzi.
Jeśli dotąd nic nie wie, nie mówcie o niczem;
Narwę grochu na wianek.
1680Z Grabiczem! z Grabiczem!
Tańcujmy! tańcuj, Grabku!
Precz, bachury!
Gdzieżeś to bywał? czemu tak ponury?
Co? gdziem ja bywał?
1685I coś robił?
Rosłem.
Co ty powiadasz?
Rosłem.
On był osłem!
1690 Grabiec był osłem…
Milcz, przeklęty tłumie,
Bo mi się zdaje, że liściami szumię.
Gdybym przynajmniej miał tyle gałązek,
Co miałem wczora; nie szczędziłbym wiązek
1695 Na wasze plecy.
Co pan Grabek plecie?
Powiedz mi, starcze! czy to można w lecie?…
Czy można to być? — dotąd korą świerzbię! —
Być wierzbą?…
1700Wierzbą można zostać wierzbie,
Ale grabinie to nie…
A ja byłem
Wierzbą…
Co mówisz?…
1705Mówię, co mówiłem.
Bogdaj was diabeł pozamieniał w łozy,
Córki tej wierzby, i piekielne kozy
Wypuścił na was… Ale ja w rozpaczy;
Ja byłem wierzbą…
Wprzód nim wierzbą byłem,
To byłem w karczmie.
I piłeś?…
1715A piłem…
Więc to sen, panie Grabku, wierzba owa!…
A gdzie ta chata?
Jaka?…
Ta, gdzie wdowa
1720 Żyła z córkami?…
A toż chata stoi…
Gdzie?
Ty pijany!…
Gdzie?
1725Tu!…
Niech was poi
Rosą diablica, jak mnie napoiła,
Jeśli tu chata…
Bogdaj cię ożenił
Sztokfisz w habicie z diabłem — Obyczajea gdzie ona?…
Kto?
1735Balladyna?
Także przemieniona
W ten grochowy wianuszek, w grochowy wianuszek…
Cha! cha! cha! groch na wierzbie rośnie zamiast gruszek!
Cha! cha! cha! panie Grabku! Grabku, gdzieś ty bywał?
1740 A tu słowik kochance mężulka wyśpiewał…
A pan Grabek był wierzbą!
Grabek rosnął[54] w lesie!
A żoneczka w złocistej smyknęła kolesie[55].
Cha! cha! cha!
1745Żeń się, Grabku, z miotłą czarownicy!
Cha! cha! cha!
Chodź do karczmy, przy miodu szklanicy
Ja ci wszystko opowiem.
Gil, wróbel i dzierzba
1750 Śpiewały na grabinie — a on rzekł: „Jam wierzba”.
Nuż z niego kręcić dudy… Smyknęła dziewczyna!
Cha! cha! cha! wierzba, wierzbie, wierzbiątko, wierzbina.
Więc mam już wszystko… wszystko… teraz trzeba
Używać… pańskich uczyć się uśmiechów,
1755 I być jak ludzie, którym spadło z nieba
Ogromne szczęście… Wyrzuty sumieniaWszakże tylu ludzi
Większych się nad mój dopuścili grzechów
I żyją. — Rankiem głos sumnienia nudzi,
Nad wieczorami dręczy i przeraża,
1760 A nocą ze snu okropnego budzi…
O! gdyby nie to!… Cicho. — Mur powtarza:
„O! gdyby nie to…”
Moja młoda żono!
Jakże ci w moim zamczysku?…
1765Spokojnie.
Rycerze zbrojni czekają przed broną[56].
Grabio! dlaczego tak rano i zbrojnie?
Kochanie moje, odjeżdżam…
Gdzie?
1770Droga!
Przysiągłem święcie taić cel wyprawy.
Odjeżdżasz! ach, ja nieszczęsna!
Na Boga!
MiłośćNie płacz, najmilsza… bo ci będzie łzawy
1775 Głos odpowiadał nierycerskim echem…
Ani mię trzymaj przymileń uśmiechem,
Bo moje oczy olśnione po słońcu
Drogi nie znajdą… Niech pierś uniesiona
Ciężkim westchnieniem z krągłego robrońcu
1780 Czarów nie rzuca, niech twoje ramiona
Wiszą ku ziemi jak uwiędłe bluszcze.
Gdzie jedziesz? Mężu… ja ciebie nie puszczę!
Dlaczego jedziesz? czyś poprzysiągł komu?
Sobie przysiągłem.
1790Za trzy dni wrócę…
Czyś ty kiedy liczył,
Ile w dniu godzin? ile chwil w godzinach?
Lecz ty winien żonie
Pozostać z żoną…
Nic mię nie zatrzyma,
PocałunekMuszę odjechać — daj mi białe skronie!
1800Przed ludzi okiem ty wiesz, że prawdziwe
Pocałowania dają się oczyma,
A biedne usta, tak jako pierzchliwe
Jaskółki, muszą w lot z białego kwiatka
Chwytać miodową pocałunku muszkę —
1805 Bądź zdrowa, żono… Gdzie jest nasza matka?
Może spi jeszcze, pożegnaj staruszkę:
Nie mogę czekać.
W skarbcu masz pieniążki,
Szafuj… i baw się… — Piętno, Tajemnicadaj mi czoło białe,
1810 Jeszcze raz… — żono! nie lubię tej wstążki,
Czoło należy do mnie, czoło całe,
Rozwiąż tę wstążkę…
Mężu, uczyniłam
Ślub…
1815Ślub po siostrze… tak… lecz gdy powrócę,
To wiedz się z Bogiem, ale mi się wyłam
Z takiego ślubu…
Tak…
Bo się pokłócę
1820 Z tobą, kochanko… i to nie na żarty. —
Bądź zdrowa. — Chamy na koń! — niechaj warty
Czuwają w zamku…
Wspominaj mnie…
Mężu!…
1825Wyrzuty sumieniaOdjechał. Po co? Gdzie? — Sumnienia wężu,
Ty mi powiadasz: „Oto mąż odjechał
Szukać Aliny”… ona w grobie — w grobie?
Lecz jeśli znajdzie grób? — Tak się uśmiechał,
Jakby chciał mówić: „Przywiozę ją tobie,
1830 A zdejmiesz wstążkę, jak przywiozę”.
Pani!…
Hrabia zaklina, abyś mu przez okno
Posłała uśmiech…
Mężowie, żegnani
1835 Żon uśmiechami, sami we łzach mokną.
Dowodźca
Warty zamkowej. —
1840Nagrodzę ci hojnie
Czujność i wierność…
Nie potrzeba bodźca
Temu, kto służy rycersko i zbrojnie
Tobie, grafini… Otośmy dostali
1845 Zamkowi temu obronę tajemną;
Ach! my oboje będziemy czuwali,
Ja nad aniołem — ty, anioł, nade mną.
Jak się nazywasz?
Fon Kostryn…
1850Nie z Lachów?
Z niemieckich książąt rodzę się.
Wygnany?
Co?
Ty jesteś z raju.
1860Jak się ja prędko poznałam spojrzeniem
Z tym cudzoziemcem. — Ja mu nic nie winna —
Szukałam okiem przerażonym w tłumie
Kogoś. — Wierzyłam, że tu być powinna
Bratnia mi dusza… dusza moja… z moją…
1865 Zacząć — jak? Spojrzeć — jeżeli zrozumie,
Przemówić. – BógDziwnie, że się ludzie boją
Ludzi jak Boga i więcej niż Boga. —
Będę odważną z ludźmi…
Córko droga!
1870 Co to się stało? Królewic odjechał?
Cóż stąd?
1880Chłop, Pozycja społecznaRóżaniec
Mów lepiej, matko.
Czy ty chcesz kaganiec
Włożyć na usta matce?
Jakaś tam hołota
Stoi przed bramą i wykrzyka hardo,
Aby ją puścić przez zamkowe wrota.
1890 A straż złożoną na krzyż halabardą
Zamknęła bramy… Ta chłopianka stara
Z drabiniastego woza bez ustanku
Krzyczy żołnierzom: „Powiedz, mój kochanku,
Matce Kirkora żony, że Barbara,
1895 Jej przyjaciółka, zjeżdża w odwiedziny”.
To moja kuma… jakie tam nowiny?…
Odprawić ten wóz.
Balladyno?…
Co?… klatką?
Tym drabiniastym wozem? — A! na Boga,
Córko, co mówisz?
1905O! to żarty… żarty…
Każ, matko, wóz ten wyprawić…
Wyprawcie. —
Powiedzcie, że śpię.
Tylko nie nabawcie
Biedy… to stara.
Prawda, córko moja,
1915 Gdyby przyjmować, toby tu jak z roja
Sypało chłopstwo. — Niechaj nas kochają
Z daleka — prawda? Ksiądz, Rozum, MądrośćCórki rozum mają,
Ty nie głupiutka; kiedy zaczniesz prawić,
To księdza nawet nie zrozumie głowa.
1920 Córka, MatkaMoja córuniu! każ ty przecie sprawić
Sukienkę matce, bo już ta cycowa
Ma blade kwiatki, a jak tu kobiecie
W szarak się ubrać? Córko! moje życie!
Ach nudno jak w grobie
Tak samej siedzieć… Czy ty chcesz zagrodzić
Zamek matuli?…
1930Nie — nie…
Balladyna
Kocha mię?… prawda, córko? A malina
Na twoim czole? ta plama… o! pokaż…
Czy boli ciebie? Ty nigdy nie kwokasz,
1935 Kurko, choć boli… a to może boli?…
Dosyć już, matko…
Woda spod topoli
Obmyć nie mogła… o! córko kochana…
To jakaś dziwna i okropna rana,
1940 Bladniesz, by o niej wspomnieć…
Więc dlaczego
Wspominasz, matko?…
To z serca dobrego…
Z dobrego serca…
1945Wierzę! wierzę! wierzę!
Matko, idź teraz do siebie na wieżę.
Do mojej ciupy?…
Tam ci jeść przyniosą…
I pić przyniosą…
1950I pić jak ptaszkowi?…
Idź, matko!
To już z moją siwą kosą
Będę się bawić… Tylko służalcowi
Każ mi jeść przynieść… nie zapomnij…
1955Strach, Wyrzuty sumienia, ZbrodniarzPiekło!
Mieszam się — bladnę… Ja się kiedyś zdradzę
Przed matką, mężem… Wszystko się urzekło
Na moją zgubę. Ludzie jako szpaki
Uczone mowy, Sprawiedliwośćprzez okropną władzę
1960 Sprawiedliwości, nie myśląc o mowie,
Tak mówią, jakoby tajnymi szlaki
Dążyli ciągle w głąb serca. Surowie
Kładą sędziego pytanie: czyś winna?
Krętymi słowy… Matka, mąż, oboje,
1965 I mąż, Matka, Miłość, Obowiązeki matka — ta kobieta gminna…
Trzeba ją kochać, to matka.
Pokoje
Kazałem suto osnuć w złotogłowy.
Dziś dzień poślubny… dziś na dwór zamkowy
1970 Zjadą się liczne pany i rycerze,
Wasale twoi…
Mój rycerzu,
Złote masz usta…
1985Ty dyjamentowe
Serce. — Kazałem na Gopła pobrzeżu
Zapalić smolne beczki i ogniowe
Słupy; do ognia weselnego lecą
Weseli goście. Czy pochwalasz, pani?
1990Czyń, jak przystoi.
Wieże się oświecą
Jasnym kagańcem, i tylko wybrani
Goście do zamku mają być przyjęci.
Właśnie dziś jakiś prostak bez pamięci
1995 Wdzierał się tutaj, kazałem go psami
Poszczwać za wrota… Śmiałek nad śmiałkami,
Psom odszczekiwał ciągle, że znał ciebie,
A w takich ustach to bluźnierstwo srogie.
Któż by to mógł być?
Co? Grabiec? Tego chłopstwa chmura
To jak szarańcza.
O! ty, syn książęcy,
Mieszasz się próżno z tymi, co na niwie
Wiejskiej wyrośli… z tysiąca tysięcy
Możesz być pierwszym, byleś tajemnicy
2020 Umiał dochować.
Chodźmy do skarbnicy
Zaczerpnąć nieco złota, aby godnie
Gości przyjmować…
Poniosę pochodnie.
Widzisz, jak ją złocą
2030 Promienie słońca; dobra wróżba.
Boże,
Świeć naszej sprawie… Dam ci jedną radę.
Młodziutką żonę pojąłeś, Kirkorze?
Pełna prostoty, spokojny odjadę.
2035Wtenczas w kobiecie całą ufność kładę,
Jeżeli wolna od wad matki Ewy.
Doświadcz ją. Poszlij zapieczętowaną
Skrzynię[58] małżonce i srogimi gniewy
Zagroź, jeżeli znajdziesz rozłamaną
2040 Pieczęć małżeńską.
Dobrze, niech tak będzie.
To moja pieczęć, dwie złote żołędzie
W paszczy dzikowej. Pójdź sam, wierny sługo.
Na twoim czole już zwycięstwo czytam.
Na koń, rycerze!
Czemu się ten rycerz
Dwudziestą laty pierwej nie urodził?…
2055 Byłem na tronie, to kraj cały płodził
Same poczwary; jak niezdatny snycerz,
Który w kamieniach szuka ludzkiej twarzy
I czyni ludziom podobne kamienie,
Ale bez duszy… Czyliż przyrodzenie,
2060 Nim stworzy, długo o stworzeniu marzy,
Długo próbuje, naprzód tworząc karcze,
A potem ludzi jak Kirkor.
O! starcze!
Gdzie jest kochanka moja?
2065Nie ożyła.
Ach to mi pokaż, gdzie leży mogiła
Serca mojego?… Niechaj widzę, jakie
Kwiaty wyrosły z posianej nadziei.
Blade być muszą…
Gdzie jej mogiła?… gdzie?
O nie! ona w ziemi
Jako rzek nimfa, na glinianym dzbanku
Dłonią oparta, dzban malinowemi
Leje gwiazdami i w różowym wianku
2085 Trzyma zaklętą na malin ruczajek
Białą jej postać… zbudzić się nie może;
Oczki, aż listkiem niezapominajek
Z grobu wyrosną, w rubinowe zorze
Mogiły patrzą gwiazdami błękitu.
2090 W grobie się błyszczy.
W grobie tyle świtu,
Co nad kołyską marzeń.
A cień blady
Nieraz tam błądzi, gdzie zwieszone smutnie
2095 Nad grobowcami brzozy, jako lutnie
Od słowikowej trącane gromady,
Płaczą i szumią listkowymi struny.
Nieraz ją srebrne uplączą piołuny,
Nieraz rozkwitły zatrzyma bławatek;
2100 Nieraz jak dziecko staje — i westchnieniem
Zdmucha cykorii opuszony kwiatek.
Ciało jej leży pod zimnym kamieniem;
Duch na promykach księżycowych pływa
I nieraz płocho te kwiatki obrywa,
2105 Co każdym listkiem liczą szczęścia chwile.
Ach powiedz, starcze… więc ludzie w mogile
Marzą o szczęściu?…
Umrzyj, to się dowiesz.
A jeśli wrócisz z grobu, to opowiesz
2110 O tych marzeniach sumnieniom zbrodniarzy;
A może będą spali cicho w łożu…
Pójdę… i stanę na leśnym rozdrożu.
Jeżeli jaka jaszczurka zielona
Pobiegnie w prawo, to w grobie się marzy…
2115 Jeśli na lewo… to człowiek — nic — kona
I nie śni…
Szaleniec, Obraz świata, Kondycja ludzkaIleż rodzajów nędzarzy
Na biednym świecie — ziemia, to szalona
Matka szalonych — któż to znowu?
2120Kto ty?
Pani z bliskiego zamku.
Czego żądasz?
Wiem, że znasz ziółek lekarskie przymioty,
Że leczysz rany.
2125Zdrowo mi wyglądasz.
Pokaż zranione miejsce.
Starcze!
Lekarz
Powinien widzieć…
2130Czy ty mi przyrzekasz
Wyleczyć?
Pokaż tę ranę!
Na czole.
Patrz! ha… co?
2135Niby miesiąc w mglistym kole
Krwi… twoja rana… czerwona i sina.
Powiedz mi, jaka, jaka straszna wina
Przyczyną?
Żadna.
2140Lekarz musi wiedzieć
Wprzód, nim wyleczy.
Czerwona malina
Splamiła czoło.
Musisz mi powiedzieć,
2145 Kiedy to było?
Wczora.
Wczora rano?
Tak.
Daj mi ręką posłuchać uderzeń
2150 Twojego serca. — Czy pod zapłakaną
Wierzbą nie rosły maliny? Mów śmiało;
Żądam od ciebie spowiedniczych zwierzeń.
Czy ta malina była kiedyś białą?
A tyś ją może sama sczerwieniła?
2155 Przyłóż do serca tę, co cię zraniła,
Malinę…
Biada tobie! serce twoje
Wydało…
Starcze!
2160Siostra, Morderstwo, ZbrodniaTyś siostrę zabiła!
Nie — nie — Pieniądzmasz złoto — jeszcze tyle troje
Przyniosę…
Słuchaj! za co płacisz?
Nie wiem…
2165Ta rana ciebie piekielnym zarzewiem
Pali… ha?…
Pali…
I spałaś dziś?
Spałam.
2170Z tą raną?…
Starcze, ja nic nie wyznałam.
Nic! o przeklęta! a za coś płaciła?
Za twoje leki.
Bogdaj rana gniła,
2175 Aż cienie śmierci na całą twarz padną;
A moje zioła piekłu nie ukradną i bólu…
Starcze biada tobie!
Co ty mi grozisz, kiedy ja chorobie
Obmyślam leki? czary piekieł trudzę,
2180 Aby tę ranę zmazać z twego czoła.
Chcesz? siostrę twoją umarłą obudzę.
Obudzisz?
Gdybym miała trzy wybladłe twarze,
Na każdej twarzy trzy
Straszniejsze plamy,
Wolę je nosić aż do Boga sądu,
2190 Niż…
Milcz, zbrodniarko! teraz my się znamy
Do głębi serca… GotycyzmNiechaj z tego trądu
Lęgną się w mózgu gryzące robaki,
W sumnieniu węże; niech kąsają wiecznie,
2195 KaraAż umrzesz wewnątrz, a zgniłymi znaki
Okryta, chodzić będziesz jako żywe
Trupy… precz! precz! precz! ty musisz koniecznie
Czekać, co Boga sądy sprawiedliwe
Uczynią z tobą… A coś okropnego
2200 Bóg już przeznaczył, może jutro spełni.
Może odmówi chleba powszednego,
Może ci włosy kołtunami zwełni,
Potem zabije nie wyspowiadaną
Ogniem niebieskim… Biada! jutro rano
2205 Na murach zamku ujrzysz Boga palec.
Ty jesteś jako zjadliwy padalec,
A jeszcze gorszą plamę masz wyrytą
Na twoim sercu niż na twoim czole.
Co… czyś ty martwa?… Obudź się, kobieto…
2210 Obudź się… słuchaj.
Co to? ha! wyrzekłeś,
Że siostra moja zbudzi się?… ja wolę
Umrzeć. — Dlaczego ty się, starcze, wściekłeś?
Biada ci! Biada!
2215Bóg, Obraz świata, Koniec świata, Sprawiedliwość, ZbrodniaW smutnej lasów ciszy
Zbrodnia jak dzięcioł w drzewa bije suche;
A cięcie noża daje takie głuche;
Echo jak topor kata, kiedy rąbie
Głowy na pniaku. Bóg to wszystko słyszy,
2220 Wszystko zamyka w tej okropnej trąbie,
Co kiedyś będzie na sąd wołać ludzi.
To łowiec umarły
Mglistymi psami mgliste pędzi tury
Błyskawicowym wichrem oślepione.
Pójdę… i łowy przeżegnam, niech giną
2230 Na wieki wieków… Lecz to nie rozsądek
Sąsiedztwo diabłów mienić w nieprzyjaciół.
Cóż to? zalane przed wiekami miasta
Wołają z Gopła do Boga o litość
Płaczem wieżowym… Może jaki krzyżyk
2235 Wieży sodomskiej między lilijami
Widać na fali?… Pójdę — nie wytrzymam —
Pójdę przeżegnać miasto potępione;
Może spokojne pod modlitwą starca
Snem cichym zaśnie w pogrobowej fali;
2240 Jak potępiony człowiek, za którego
Dziecię się modli.
Poleciał… głupi jak wrona.
Patrz, oto starca korona.
Niechaj na włosach Goplany
2245 Od księżycowych promyków
Błyska jak wianek ogników
Związany włosem i wlany
W gniazdeczko złotych warkoczy.
Patrz, nasza pani tu kroczy.
2250Moja najmilsza wiedźmo, deszczowa panienko,
Tobie jezioro łożem, a chmura sukienką;
Gdy po lesie przechodzisz, każdy kwiat i drzewo
Wołać by cię powinien: „Chodź, panno ulewo!”
Oraczowi by ciebie mieć nad suchą niwą.
2255 A gdybym ja był kwiatkiem, gorczycą, pokrzywą
Albo rumiankiem, wtenczas wieczną tobie miłość
Przysiągłbym i w małżeńską wstąpiłbym zażyłość.
Ale ja na nieszczęście nie kwiat ani ziele;
Człowiek mięsny, panienko; a moje piszczele
2260 Skórę wychudłą podrą jak ostre nożyce,
Jeśli je mgłą napoję, gwiazdami nasycę.
Więc kłaniam uniżenie.
O! biada mi, biada!
Dziś moja róża na pieńku opada,
2265 Dziś jakiś rybak otruł złotą stynkę,
Pieszczotę moję; dziś miłą ptaszynkę,
Co mi śpiewała nocą nad jeziorem,
Na srebrnej brzozie, chłop zabił toporem
I drzewo zrąbał…
2270Pijaństwo, SługaDzisiaj mnie sowito
Wierzbami pod zamczyskiem Kirkora obito;
To prawdziwe nieszczęście, plecy świerzbią. — Ale
Skoro w tym zamku biją, a karmią wspaniale,
Gdy z odkręconych dziobków u rynien w rynsztoki
2275 Płynie jasna gorzałka; więc każą wyroki,
Abym przystał na służbę do kuchni Kirkora.
Co? zawsze do niej! do niej!… Jeszcze wczora
Widziałeś serce tej kobiety. Miły,
Czego zażądasz? władzy, bogactw, siły,
2280 Zmienionej twarzy; chociażby kamyka,
Co sprawia cudem, że przed ludźmi znika
Człowiek, jak widmo rozpłynione we śnie;
Wszystko mieć będziesz. Jakże mi boleśnie
Czarami twoje zakupować serce! —
2285 Chcesz–li mieć owe skrzydlate kobierce,
Co noszą ludzi, gdzie myślą zażądać?
O! miły, powiedz?… Czy pragniesz wyglądać
Jako ów rycerz zjawiony na chmurze
Szykom Lechitów? w złocie i lazurze
2290 Od stóp do głowy.
Więc od stóp do głowy
Miło by mi wyglądać jako król dzwonkowy[60],
W koronie, z jabłkiem w lewej, z berłem na prawicy.
Jak się teraz wywikła wiedźma z obietnicy?
2295Bogactwo, PokusaNiech mam berło, koronę, płaszcz, złote trzewiki,
Od stopy aż do głowy, jak pan król…
O jakiej zamarzysz postaci,
Zakreślony w czarów kole,
2310Taką moc Goplany da ci
Postać, szaty, rysy, dolę…
W mojej myśli dzwonkowe szastają się króle.
Drzewo, PtakStój cicho, nie wychodź z koła.
Słyszysz, jak szumi puszcza wesoła,
2315 Jak po gałązkach sosen, leszczyny
Zlatują na dół śpiewne ptaszyny,
Złociste wilgi, gile, słowiki.
Z nimi ciekawe słońca promyki
Spływają do nas przez listki drżące.
2320 Ale się wkrótce niebo zachmurzy,
We mgle przelecą złote miesiące
I gwiazdy blade, jak tuman burzy
Z błyskawicami!
Wszystko gotowe.
2325A! a! spać chcę…
2330Cudy… Dobranoc, panie Grabku… do widzenia
Na tronie… dobrej nocy, synu organisty,
Polecam się pamięci i afekt strzelisty
Łączę…
A! a! a! cudy…
2335Czuwajcie nad sennym,
Ja czary piekieł zamówię.
Okryj go płaszczem promiennym,
Wdziej mu złociste obuwie.
Król dobrodziej w dobre chrapie,
Na drugi bok się przewraca.
Goplano, niech światło wraca,
2345 Już się twój miły przetwarzył.
Jaką on sobie dziwną postawę wymarzył.
A — a — a — a — dobry dzień… a — piękna pogoda.
SzatanCo to? włosy na brodzie? — diabła! — siwa broda,
Co to znaczy? w co znowu przewierzgnęły biesy?
2350 Jaki płaszcz! — jakie dziwne na piersiach floresy!
Śniło mi się… Dalibóg, nie wiem, co się śniło,
Karczma podobno, piwo z beczek się toczyło,
I był potop, w potopie pływałem jak ryba.
Sztuczka diabla! zrobili ze mnie wieloryba,
2355 Lewiatana w złocistym płaszczu, z brodą siwą.
Ha! chodź tu, moja wiedźmo, moje szklanne dziwo,
Król, PrzebraniePowiedz, kto mnie tak złotem i brodą ozdobił?
Powiedz, co się zrobiło ze mnie?
Król się zrobił.
Nosisz prawdziwą koronę Popielów…
Widzę, że służy ludziom do tych samych celów,
2365 Co czapka: kryje uszy. A to?
Berło twoje.
Jak chcesz, miły węgorzu, ja sobie uroję,
Że to berło; niech oko rozumowi sprzyja
I powie, że to berło… Skąd wy tego kija
2370 Wzięli, diabliki moje?
Gdy cię Grabkiem zwano…
Nie mów mi o tym Grabku.
I ta ręka lewa
Nosi tę samą korę, którąm ja porastał,
I ta kora jest berłem… Ha! to będę szastał
Tym berłem po grzbiecinach. — OjciecAch wielka mi szkoda,
2380 Że się do nieba dostał ojciec golibroda,
Wraz by oszastał długie kędziory na brodzie.
Moja wiedźmo, co chodzisz jak święta po wodzie,
Nie możesz ty mię z łaski swojej brody zbawić?
Nie?… basta… jaki balwierz potrafi się wsławić
2385 Na tej królewskiej brodzie. — Ha… a jeszcze warto
Dać mi jabłko do ręki, a z dzwonkową kartą
Będę chodził po świecie jako ze zwierciadłem.
Na jabłko królewskie skradłem
Chłopakom z bliskiego sioła
2390Bańkę z mydła; a dokoła
Tak piekło słońce, że z głową
I z nogami w kryształową
Siadłem kulkę. — Lecę, lecę…
Wtem banieczka moja złota
2395Na błękitnej siadła rzece;
I konik polny — niecnota!
Kiedy pod tęczowym szkiełkiem
Usnąłem spokojnie w łódce:
Zbił ją gazowym skrzydełkiem
2400I uciekł… a ja rozespan,
Na niebieskiej nezabudce
Ocknąłem się…
Diabliku, to znaczy, że jespan
Głupi jak but… bo jabłko, choć jabłko królewskie,
2405 To jabłko, nie zaś żadne migdały niebieskie.
Dzięki składam waszeci — dobre… a czy winne?
Władza, Państwo, Urzędnik, NiewolaWięc mam wszystko, co król ma. Ach! ach! A gdzie gminne
Szoldry? poddani moi, którym ja panuję?…
Wszystko, co na tej ziemi moją władzę czuje:
2410 Ptaszyny, drzewa, rosy, tęcze, każdy kwiatek
Jest twoim…
Trzeba zaraz nałożyć podatek.
Słuchajcie mnie… a kodeks niech będzie wykuty
W spróchniałej jakiej wierzbie. Ptak, ZwierzętaOdtąd brać w rekruty
2415 I żubry, i zające, i dziki, i łosie.
Kwiaty, jeżeli zechcą kąpać listki w rosie,
Niech płacą, rosę puszczam w odkupy Żydowi;
Niech mi wódką zapłaci. Każdemu szpakowi
Kazać nie myśleć wtenczas, kiedy będzie gadał…
2420 Zabronić, aby sejmik jaskółczy usiadał
Na trzcinach i o sprawie politycznej sądził.
Wróblów sejmy rozpędzić; ja sam będę rządził
I wieszał, i nagradzał… Jaskółkom na drogę
Dawać paszporta, w takich opisywać nogę,
2425 Dziób, ogonek i skrzydła, i rodzime znaki.
Odtąd nie będą dzieci swych posyłać ptaki
Do niemieckich zakładów, gdzie uczą papugi;
Wyjęte sroki, które oddają usługi
Ważne mowie ojczystej. Z cudzych stron osoby,
2430 Jak to: kanarki… śledzić. Na obce wyroby
Nakładam cło… od łokcia tęczy wyrobionej
W kraju słońca, księżyca, białej lub czerwonej
Albo fijoletowej, byleby jedwabnej,
Płacić po trzy złotniki… a od sztuki szwabnej
2435 Płótna z białych pajęczyn…
O czym gadasz, drogi?
Co? króluję… króluję — skarb łatam ubogi.
Róża płaci od pączka, od kalin kalina,
Od każdego orzecha zapłaci leszczyna,
2440 Czy to pusty, czy pełny… mak od ziarek maku,
Nie od makówek. Głowa na mnie nie dla znaku…
Zostawiam ci Chochlika, Skierkę — niechaj służą,
Niechaj zrywają kwiaty, a strzęsioną różą
Osypią, kiedy zaśniesz. Bądź zdrów — do wieczora.
2445 Będę ciebie czekała nad brzegiem jeziora,
I płacząc, piosnką płaczu wabiła słowika.
Aż mi lżej, że ta rybia galareta znika.
Król, WładzaHej, poddani!
Ty jesteś królewskim ministrem,
2450 Boś głupi.
A ty, drugi diable z oczkiem bystrem,
Błaznem; śmiesz mię, łajdaku, aż z radości pęknę.
Ministrze, gdzie mój powóz?
Cztery konie piękne,
2455 Czarne — księżycowymi wierzgają podkowy;
I wóz na ciebie czeka Mefistofelowy;
Ale nie mów Goplanie…
Dlaczego?
Bo ona
2460 Nie chce pożyczać z piekła.
Szalona! szalona!
Jeśli diabeł pożycza, bierz, bo takie wozy
Oszczędzają ci butów…
Ty będziesz wiózł z kozy.
2465 Minister za forysia… teraz jechać pora.
Gdzie król jedzie?
Na ucztę ślubną do Kirkora.
PodstępZa pustelnika celą drzewami ukryty
Słyszałem tajemniczą spowiedź tej kobiety
2470 O! szczęście! — teraz pan–em[63] złotej tajemnicy;
Mógłbym ją z pałacowej rozkrzyczeć wieżycy,
Albo mojemu panu wiernie opowiedzieć,
SzantażAlbo okropną powieść wyrazami cedzić,
Jako piasek klepsydry, w pani trwożne ucho,
2475 Aż zobaczę skarbnicę tego zamku suchą
Jak czoło Araratu… Wraca Balladyna.
Mogę mieć ją i skarby. — Szczęśliwa godzina.
Wyrzuty sumieniaO wszystkim wie ten człowiek stary… powie drzewom,
Drzewa będą rozmawiać o tym w głuche noce,
2480 Aż straszna wieść urośnie. — O! biedneż wy myśli,
Jak dzieci nierozumne cieniów się lękacie.
Ten starzec słowa moje łączy, składa, zbiera,
I mówi: „Być nie może… ta kobieta młoda
Nie zabiła”. A jeśli wie? jeżeli pewny?
2485 A któż w taką rzecz może uwierzyć jak w pacierz?…
StrachAle jeśli uwierzył — jeśli przechodniowi
Zbłąkanemu opowie straszną zbrodnię pani,
Nim wymówi nazwisko, zlęknie się jak prostak
Zemsty możnego pana. — A może — jeżeli
2490 Dobre ma serce starzec; na końcu języka
Znajdzie litośną radę: Na co ludziom szkodzić?
A może już zapomniał, a ja nierozsądna
Myślę, o czym ten starzec myśleć już poprzestał…
Bo i czymże ja jestem, aby mną się ludzie
2495 Zajmowali, śledzili, chcieli gubić? — Piekło!
Tysiącem słów nie mogę zabić tego słowa: „On wie”. —
SzatanNa cóżem poszła do tego człowieka?
Straciłam się; szatańska ręka mnie zawiodła.
I pomyśleć? że gdyby nie te odwiedziny,
2500 Starzec byłby jak owe ludzi milijony,
Których nigdy na świecie nie spotkałam.
Myśleć, że ta sama godzina trwożnych myśli pełna
Byłaby jak wczorajsze godziny, i może
Spokojniejsza; bo wszakże wiele by się strachu
2505 Przez jeden dzień zatarło tajemniczą ciszą.
Teraz wszystko na nowo odradza się z twarzą
Okropniejszą. — Zazdroszczę tej, co dzisiaj rano
Mną była.
Pani! od grafa przysłany
2510 Z darami goniec — na rozkazy czeka…
Dary od męża? zawołaj człowieka,
Niech je tu złoży. Stój… czy tobie znany
Ów żebrak, który mieszka w lesie, stary?
Pustelnik?
Graf pan zawsze słynął
Szczodrobliwością… i był na kształt słońca,
2520 Co wszędy żywne rozsypuje blaski…
Ciekawa jestem nowej męża łaski.
Zawołaj zaraz… zawołaj tu gońca.
Przeze mnie, Gralona,
Kirkor pozdrawia…
Zdrów?
Zdrów jak malina.
2530Czy mąż ci kazał taką osłodzoną
Przynieść odpowiedź?…
Graf Kirkor…
Wiem. — Ale dlaczego
Skrzynię okutą i przysłaną w darze
Kazał mi chować aż do dnia sądnego
2545 Zamkniętą?…
Mówił pan: „Bo ja tak każę…”
Nic więcej…
Głupcze! Twoją głowę ciasną
Nosisz na karku w skorupie blaszanej,
2550 Aby w niej wróble, jak w dziurawym garku,
Gniazda winęły. — Skrzyni okowanej
Nie ruszać? Ha! ha! w Kirkora podarku
Widzę nieufność, nie zaś wierną miłość.
Ty podły chłopie,
2555choć długa zażyłość
Łączy cię z panem, nie miałbyś odwagi
Ruszyć tej skrzyni? bo ty chłosty, plagi
Czujesz na grzbiecie… Ale ja! małżonka,
Jeżeli zechcę… Gdyby mi szepnęła
2560 Mucha… ha, gdyby cichego skowronka
Głosek podszepnął: „Otwórz”, a od dzieła
Szatan odpędzał ognistymi skrzydły,
To wiesz ty, podły służalcze obrzydły,
Że wola moja?
2565Grafini…
Ty może
Chcesz przypominać, że mój mąż ma prawo?
Więc niech doświadcza! co mi tam… Mój Boże,
Gdybym ja była jak inne ciekawą, To…
2570 Ale wy mnie nie znacie, przysięgam!
Ja tak trwożliwa, że nawet w ogrodzie
Po jabłko z drzewa upadłe nie sięgam.
Jeśli mąż zechce, o chlebie i wodzie
Żyć będę, zawsze wesoła, jak wrona
2575 Na cudzym płocie. Anim teraz w złości.
Masz, stary,
Tęsknota, Żonaoto złotówka czerwona,
Weź ją i przepij albo przegraj w kości,
I goń za panem; powiedz, że go czekam
2580 Z niecierpliwością, że łzy po nim ronię;
Że jedwabiami złotymi wywlekam
Szarfę dla niego. Gdzieżeś ty, Gralonie,
Odjechał pana?
W nadgoplańskim borze.
2585Nie zatrzymywał się nigdzie po drodze?
U pustelnika stanął w celi.
Boże!
U pustelnika… Mów — ja ci nagrodzę
Za każde słowo garścią złota — ale
2590 Chcę wiedzieć wszystko… rozumiesz? Wspaniale
Nagrodzę ciebie, ale mów otwarcie.
Choćby co było okropnego — powiedz…
I z konia zsiadł… i…
2600Krzyknął: „Za mną służba
I pieszo z mieczem pod wierzbę poskoczył.
Na mchu trup leżał — a piersi mu toczył
Wianek żelaznych gadzin…
O!!!
Ach!
Mówiłeś, Gralonie,
Że trup pod wierzbą? a na białym łonie
Trupa żelazne leżały gadziny?
2615Na ścierwie tura.
Nieszczęśliwa łania!
To był tur samiec.
Tak, panie.
Blisko starca chaty?
Tak…
I ty mówisz, że tur rosochaty
2625 Leżał pod wierzbą?
Tak.
Przysiąż!
Dlaczego?
Bo ja przysięgnę na szatana złego,
2630 Że nie tur… ale… Broń kłamstwa żelazem!
Zbrodnia, MorderstwoTego człowieka trzeba zabić.
Trzeba.
Broń się!
Co znaczy?
2635Masz!
O jasne nieba!
Zbrodnia!!!
Grafini, napadliśmy razem
Na tego starca: czy wiesz, co to znaczy?
2640Wiem! o mój Boże!
Ja biorę połowę
Twojego strachu, tajemnic, rozpaczy.
Co teraz robić, Kostrynie?
Mieć głowę…
2645KONIEC AKTU TRZECIEGO
Zdrowie jasnego króla!
Podziękuj, ministrze.
Król dziękuje.
Mój błaźnie, każ, niech pieczomistrze
2650 Przynoszą nowe danie…
Już kuchta zamkowy
Nie ma nic na półmisek prócz cielęcej głowy,
Lecz ta, niedopieczona, na królewskim karku.
Widziałem dwa chodzące pawie na folwarku,
2655 Upiec je i dać na stół, ja poczekam na nie.
Służba! przed jasnym królem, na ostatnie danie
Postawcie złotnikami napełnioną tacę.
Ministrze, za rok usług z góry ci zapłacę,
A nie drzyj tak poddanych; tobie, miły błaźnie,
2660 Za tysiąc żartów, złotnik: spraw nam śmiechu łaźnię!
Sobie także za ciężkie płacę panowanie.
A to — to mi schowajcie jutro na śniadanie…
Chłopcze! siedź spokojny,
Na Boga! patrzą — odgadną — zginiemy.
Pijcie, panowie! Panie Chrząszcz z Jemioły,
Pij waść. — Dlaczego pan Gryf siedzi niemy?
2670 Proszę wynaleźć wesołą rozmowę.
Kłamstwo, Pozycja społeczna, PrzebranieMówmy o herbach.
Ja mam w herbie króla —
Złote trzewiki, koronę i głowę.
Ja mam dwie trzaski.
2675A ja mam pół ula.
A ty, grafini[65]?
Ja?…
Pani! wszak byłaś
Księżniczką możnej Trebizonty.
Ja? — o! wspomnienie! Wuj nielitościwy
Wygnał mię z państwa, zagrabił dzielnicę;
2685 Przez niego bracia moi królewice
Zamordowani.
Proszę! co za dziwy!
Kto by uwierzył?…
I mnież odmówicie
2690 Wiary? — nie proszę o pożałowanie.
Ach ja szczęśliwsza, ja uniosłam życie;
Lecz matka moja! — Matkę moją, panie,
Zamurowano w pałacu framudze.
Biedna starzyzna!
2700Stój, matko!
Puszczajcie!
Gdzie ja się skryję?
Co się babie roi?
Co to za stara kobieta?
Co to się znaczy? to jakaś szalona.
A daj mi, córko, te złote dzbanuszki,
Matce się pić chce.
Czemu tu wpuszczona
2720 Ta stara?…
Wziąść[68] ją! idź z Bogiem. — Mój królu,
To obłąkana.
Wziąść ją! wyprowadzić!
Cha! cha! cha! — jaka to chłopska maszkara[69],
Dajcie jej pokój: trzeba ją posadzić
Z nami do stołu.
2730To mi to pan dobry!…
Widzicie! dajcie ławkę, niech usiędę.
Tak, tak, tak trzeba, mój rycerzu chrobry[70],
Czcić starą matkę. — Czy to ja uprzędę
Piękniejszą sobie suknię z pajęczyny?
2735 To wina mojej kwoczki Balladyny,
Że ja w łachmanach, rada czy nierada.
Niech się nie dziwi żaden z was acanów[71],
Że ot
nie złoto, lecz kilka łachmanów
2740 Ze starych kości na proszek opada;
Proszę wybaczyć córce mojej…
O! święci anieli!
Nie znasz?… ty matki nie znasz? matki twojej?
Cha! cha! cha! — uszy królewskie weseli
Taki rozhowor[72]…
2750Powtórz, córko, śmielej,
Ty matki nie znasz? twojej własnej matki?
Czy wy ją znacie, panowie? powiedźcie,
Co to za wiedźma?
Świećcie mi! ach świećcie,
2755 Niebieskie gwiazdy! — Wy mi bądźcie świadki,
Jeśli z was który ojcem?… O ty jędzo!
Ach okropnico córko! to ja ciebie
Nie znam.
Każ, niech ją za wrota przepędzą,
2760 Szczeka za głośno.
Urodziłam z siebie
Trumnę dla siebie — o Boże! mój Boże!…
Puszczajcie! córko! niech pomyśli — córko!…
O córko! pomyśl — ale tam na dworze
2765 Ciemno, deszcz pada, a piorun pod chmurką
Czeka na siwy mój włos, by uderzył.
Patrzaj przez okno — grom nie będzie wierzył,
Jak mię zobaczy samą w taką burzę,
Że ja nie jestem jaką zabójczynią,
2770 Co się po nocy błąka…
Powiem chmurze,
Niech bije w zamek gromem! Nie targajcie,
Ja pójdę sama. — Świat teraz pustynią
Dla starej matki…
2775Chleba kawał dajcie.
Bodaj cię chleb ten zadławił! zadławił!
O! nie targajcie; bo i tak podarta
Sukienka moja — wiatr się będzie bawił
Z łachmanem starej matki. O! to czarta
2780 Córka; nie moja! nie moja! nie moja!
Czemuście smutni? Wszak pod uczty koniec
Ludzie szczebiocą, co język przyniesie.
A wy milczycie jak w zamczysku zbója?
Co to za tętent?
2785Przybył grafa goniec.
Niech wejdzie…
Jakie od męża nowiny?
Pan graf pozdrawia…
A kiedy z powrotem?
Cożeście z panem nowego widzieli?
Pan graf pomyślnej dokonał wyprawy.
Zaledwieśmy wjechali w gnezneńskie ulice,
2800 Koło czerwonej bramy spotkaliśmy orszak
Rycerzy uzbrojonych; na ich czele Popiel
Jechał konno. Koń jego dumny piął się nieraz
I zawieszał w powietrzu żelazne kopyta
Nad głowami pokornie klęczącego ludu.
2805 Gotycyzm, TrupWtem Kirkor — któż by myślał? Kirkor samotrzeci[73]
Chwyta dłonią koniowi królewskiemu cugle
Krzycząc: „Srogi tyranie! trzema zabójstwami
Doszedłeś aż do tronu: idź w piekło!” To mówiąc
Mieczem rozciął przyłbicę ukoronowaną
2810 I za szaty chwyciwszy podniósł, wstrząsnął trupa
I ludowi pokazał. Lud zrazu oniemiał;
Potem w niebo ogromnym uderzył okrzykiem,
Nie można było wiedzieć, pochwalał czy ganił.
Nagle się cały ku nam rzucił szumną falą,
2815 Chwila — a już nas jako trzy maleńkie mrówki
Zalał, strzaskał, zdruzgotał. Kirkor jedną ręką
Trzymał trupa, a drugą swój miecz zakrwawiony.
My zaś, jego rycerze, pełniąc rozkazanie,
Mieczów nie dobywali. Wtem tłok ludu, jako
2820 Bałwan rzucony wiatrem, zniżył się kolanem
Przed olbrzymią postawą Kirkora i wołał:
„Niech żyje ludu mściciel! Kirkor król niech żyje!”
Co mówisz? Kirkor królem?
Racz końca wysłuchać.
2825WładzaGdy lud głosił go panem, Kirkor miecz błękitny
W trupiej ocierał szacie; widać, że głęboko
Dumał, jakimi słowy myśl wyrazić zdoła.
Na koniec rzekł: „O! Lachy, ja nieznany rycerz,
Nie mogę przesławnemu władać narodowi; Com uczynił, czyniłem nie dla wyniesienia
2830 Głowy mojej, czyniłem to dla szczęścia ludu.
Chłop, Pozycja społeczna, Tajemnica, WładzaJam stworzony do ciszy wiejskiej i prostoty,
Dla mnie za ciężką nawet była godność grafa,
I zniżyłem ją szczeblem, pojąwszy w małżeństwo
Zamiast jakiej królewny ubogą chłopiankę;
2835 Ona zamiast herbowych znaków połączyła
Z herby moimi dzbanek pełny malin; ona
Niepodobna królowej; ani państwa pany
Zechcą chłopianki dzieciom na przyszłość podlegać”.
Niegodne kłamstwo! kłamstwo! to kłamstwo!…
2840I dalej
Błazen, KrólKirkor tak rzecz prowadził: „Ogłoście po kraju
Bezkrólewie; a kto się na zamku pokaże
Uwieńczony prawdziwą koroną Popielów,
Koroną, w której znany brylant „żmije-oko”
2845 Między dwoma rubiny na trzech perłach leży,
Tego królem obierzcie”. Lud zgodnym okrzykiem
Przyzwolił na tę mowę, i osierocony
Czeka, aż się ukaże król, dziedzic korony.
PtakCzemu ci ludzie patrzą na mnie jak gawrony?
2850Klękajmy wszyscy przed tym ukoronowanym,
On królem…
Żyj długo…
Sto lat! Sto lat żyć będę; Wążwziąłem skórę drugą
Jak wąż — jak wąż, panowie, mam oko z brylanta.
Puściłbym się po sali z grafinią kuranta[74],
2860 Gdyby nie godność, prawda? która siedzieć każe.
Tak się w mój tron złocisty królowaniem wrażę[75],
Że nie oderwą ludzie od tronu człowieka.
Proszę! co za dziw!
Słyszysz, jak burza się wścieka?
2865 Dzwonią deszczowe rynny.
W tej okropnej burzy
Strach, Wyrzuty sumieniaSłyszę głosy płaczące…
To krzyk nocnych stróży.
Nie, to są jakieś głosy inne, jęk ze świata
2870 Umarłych. — Lej mi wina. Wszystko tak się splata,
Że chyba się powiesić.
Teraz po obiedzie
Trzeba wymyślić wesołą zabawę.
Każcie tu wpuścić kuchenne niedźwiedzie,
2875 Co kręcą rożnem; niech tańczą.
Kulawe,
Pan graf podstrzelił je…
Co grać, panie?
Kładź palce na dziury,
Te berło z mojej wykręcone skóry
Wie, co ja lubię.
Obie kocha pan;
Obie wzięły dzban:
2895Która więcej malin zbierze,
Tę za żonę pan wybierze.
Cha!… cha!…
Co to się znaczy? kto śpiewał i taką
Pieśń skończył śmiechem?
2900Cyt… to przywidzenie!
Ktoś śpiewał…
Proszę, graj —
A ty, Kostrynie,
Patrz w twarze ludzi, a jeśli dostrzeżesz,
2905 Z których ust wyjdzie pieśń, powiedz; obmyślę,
Co z tym człowiekiem stanie się…
Dudarzu,
Zagraj mi jeszcze wieśniaczą balladę
I obudź echa wiszące nade mną
2910 W kopule sali. — Objaśnić pochodnie.
Tobie szatan stróż
Włożył w rękę nóż;
Siostra twoja rwie maliny.
A ty? a ty? Nóż twój siny
2915Poczerwieniał krwią… O!
Przestań, grafini mdleje.
Nie… ja żywa…
Śpiewajcie… jeszcze. — Objaśnić pochodnie…
Na twej czarnej brwi,
2920Niby kropla krwi.
Kto wie, z jakiej to przyczyny?
Od maliny? lub kaliny?
Może… cha!…
Dalej…
2925SzaleństwoCo znaczy takie obłąkanie
W oczach grafini? Czy prosta piosenka,
Którą wieśniacy przy grabionym sianie
Nucą na fletniach, tak ją biedną nęka?…
Dalej!…
Pani!…
Rozkaż, niech ją kładą
2935 W gorące łoże, skościała jak drewno…
Co ze mną było?… Jak ja okropnymi
Sny przerażona.
Strach , TajemnicaSłuchaj ty… ja pewno
Gadałam we śnie. Czy we śnie gadałam?
2940Nie…
Bogu dzięki. Ale gdy ja spałam,
Wyście musieli rozpowiadać głośno
O czym okropnym?
Kobieta, Wino, Praca, ZabawaProszę, pijcie! — widzę,
2945 Że lepiej zrobię usiadłszy za krosno[76]
Niż przy pucharach.
Przepraszam, panowie.
Za co?
Zdrowie Kirkora!
Podściwy! podściwy!
Zamiast panować woli jeść maliny.
2955 Każcie, niech jaki leśnik lub myśliwy
Pójdzie do boru i malin przyniesie.
Straszne zachcenie…
O czym ona gada?
Mów ze mną przez stół. — Niech mi jaki człowiek
Da rękę — ja się boję —
2975Czy słyszycie,
Jak ząb jej dzwoni o ząb z przerażenia?
Jaka woń malin! czujecie?
2985Powietrze pełne malin…
O! umieram!
Wody!… hej wody! Ja szaty rozdzieram,
Lejcie tu na pierś — niech służebne wnidą[78].
Wynieście panią…
2990Raczcie wstać od stołu,
Pochodnie gasną. Napełnia ohydą
ObyczajeTen stół splamiony, resztki chleba, wołu.
Czy chcecie rzucać ogryzione koście
Wzajem na siebie, jak czynią Duńczycy?…
2995 Proszę do komnat. — Wy stoły wynoście;
Wy z pochodniami poprzedzajcie króla,
Gdzie dlań usłano w pobocznej wieżycy
Łoże puchowe. — Jutro się rozhula
Zamek i będzie wesoły jak wczora.
3000 Lecz na dziś dosyć… Panowie, spać pora.
Jedzenie, Pijaństwo, Niemiec, PolakProszę porzucać puchary i ławy — Jak ciężko
Lachy odpędzić od strawy
I od napoju; wiszą by pijawki
Na uszach dzbanka, przy muzyce czkawki.
3005Kradzież, ZłodziejChroń się, starcze, do celi, burza tobie z głowy
Okradnie siwe włosy. Ludzie i zdarzenia
Kradną… złodziej płaszcz zedrze, a nędza koszulę.
Trzeba wszystkiemu zbrojną ręką się opierać…
Lecz smucisz się za wcześnie — bo ja ci przysięgam,
3010 Że zginę lub skradzioną koronę odzyskam.
Oto choć bliski domu, mógłbym za godzinę
Z ust żony pocałunków tysiąc wziąć na drogę
I napić się jak ptaszek w różanym kielichu,
Dziobiąc rosy perełki: wolę tej rozkoszy
3015 Zaniechać, a do Gnezna zaleciawszy nocą,
Lud zebrać — i obwieścić wszystkiemu gminowi,
Jakoś ty, dziedzic prawy, bezecną kradzieżą
Dobra twego postradał. Potem zaś trębaczom
Każę głosić po kraju i mieście, że kto się
3020 O tron Lachów zgłaszając pojawi na zamek
Uwieńczony prawdziwą koroną Popielów,
Temu ja fałsz zarzucam; takiemu na czole
Mieczem wypiszę słowo zasłużone: złodziej…
Módl się więc za mnie, starcze, aby mi Bóg żywy
3025 Dał zwyciężyć na szrankach — i czekaj z powrotem.
Niech cię Bóg błogosławi.
Wsiadać na koń! lotem
Trzeba spieszyć do Gnezna.
Marzenie, SielankaJa, starcze, leniwy,
Dzisiaj odrobić chcę całą pańszczyznę;
A odrobiwszy całą, żyć szczęśliwy
3035 Z drogą małżonką. Całą ci ojczyznę
Włożę na barki; a gdy będziesz dźwigał
Rzeczy i ludzi, to ja się zakopię
W zamku spokojny… Niechby mi dościgał
Sad owocowy, niechbym małe chłopię,
3040 Dzieciątko moje, na rękach kołysał,
O to się modlę… Ty mi zaś co roku
Z tronu do chaty listy będziesz pisał.
Niechaj raz na rok spadnie mi z obłoku
Biały gołąbek i pod skrzydełkami
3045 Przyniesie powieść, pełną tych wielkości,
Co budzą uśmiech i sen pod lipami
Dają smaczniejszy… Król mi pozazdrości
Żony i dziecka, i lipy, i chłodu,
I snów pod lipą — i złotego miodu. —
3050 Żegnaj mi! żegnaj! Nim słońce zaświeci,
Będę w stolicy. Hop! hop! na koń, dzieci!
Zbrodniarz, Żona, MatkaO Boże! Boże! Wolę, niech do Gnezna wraca,
Niżby miał do tych piersi szlachetnych przycisnąć
Krwawą swoją małżonkę. Bogdajbyś ty nigdy
3055 Nie znał, Kirkorze, z jakiej matki się urodzą
Dzieci twoje. Bogdajby za pierwszą nagrodę
Bóg uczynił cię wdowcem, nim ojcem uczyni.
Biedna ja! biedna!
Co to za wołanie
3060 Tak pełne płaczu?
O biedna ja! biedna!
Jakaś kobieta, jak łachman w łachmanie,
W noc tak okropną, ślepa, sama jedna!
Skąd, moja matko?
Skąd idziesz, uboga?
Ja nie uboga. — Siwa, siwa, siwa,
3070 Jak gołąbeczek. — Nie wiesz, co się stało?!
Grafini, moja córka, wielka pani,
A ja na wietrze z głową taką białą
Mówię piorunom: „Bijcie! bijcie we mnie!”
I nie chcą słuchać… A w zamku zebrani
3075 Pijaki sobie winszują wzajemnie,
Że córka moja pije, wielka pani. —
Czy ty rozumiesz? — Ma zamek i wieże —
Grafini —
Jak się córka twoja zowie?
Chodź pod moją chatkę,
Ty drżysz od zimna! chodź!
Chodź!…
Tu będę czekać;
Czy córka moja wie, gdzie twoja chata?
3095 A kto wie? może, jak pies zacznie szczekać
Na jaki łachman, to wspomni o matce
I każe szukać po świecie. — Być może!
Wszak Bóg ma litość!
Chodź! przepłaczesz w chatce
3100 Tę noc burzliwą, a gdy błysną zorze,
Król, Matka, Rodzina, Sprawiedliwość, MiłośćJa cię powiodę do wielkiego króla;
Do nóg się rzucisz błagając o litość
I…
Powiem — jemu:… „Ja biedna matula
3105 Do nóg się rzucam.
SamobójstwoWiesz ty, za szkaplerza sznurki
Wieszałam się na sośnie skrzypiącej, za garło,
Drzewo się ułamało…
3115 Głupia — ślepa, wybrałaś gałązkę umarłą,
Gałązkę — córkę drzewa. — CórkaŻelazna gadzino,
Nie zlitowałaś się ty matki wdowy?
A ja by żyła chleba okruszyną
W twoich pałacach! Niechby twoja ręka
3120 Sypiąc gołąbkom w trawę żer perłowy
Nie odganiała od pszenic ziarenka
Zgłodniałej matki. — Wygnać w las! na burze!
Wypędzić matkę! — WzrokUpadłam w kałużę
I grom czerwony wyjadł z powiek oczy,
3125 Wyjadł do szczętu…
Oślepłaś?…
Mózg toczy
Okropna ciemność. Miałam przed wieczorem
Tyle światłości, że mogłam za borem
3130 Rozróżnić białe słońce od księżyca;
A teraz…
Jak to? i ta błyskawica
Nie świeci tobie?
Wzrok ludzi nie strzeże
3135 Od Boga ręki — co mi dziś po wzroku.
A wiesz ty?… wiesz ty, że ja teraz wierzę,
Ptak, MatkaA nie wierzyłam dawniej — że co roku
Ptaszki jaskółki nim pójdą za morze,
Stare, zgrzybiałe, biedne matki — duszą.
3140 Tak, tak, tak… ludzie prawdę mówić muszą.
Żebrząc po świecie, piosenkę ułożę;
Groszową piosnkę o jaskółkach czarnych,
Co duszą matki — proszę! w ptaszkach marnych
Taka nielitość! Głód, StarośćWygnać matkę starą,
3145 Głodną, na cztery wichry, targające
Za siwe włosy.
Podściwych tysiące
Padają na tym świecie złych ofiarą.
Gdybym ja ciebie wziął za nieszczęść świadka…
3150To i ty matka… i ty także matka?
Nie pójdę z tobą, bo się będziem kłócić
O piękność imion naszych córek — moja!
Ach gdybyś ty mię z grobu chciał occucić,
Wołaj: „Bladina”. — Pójdę szukać zdroja
3155 I pić jak wróble, zadzierając główkę
Do Pana Boga — dzięki Mu, dał wody.
Stara miała jedną krówkę
I chacinę, i ogrody,
I dwie córki…
3160Po kraju całym szukać każę
Tej matki — i okropny sąd wydam na dziecko.
Co to za stuk?…
3180To burza drzwi zawarła.
Cyt… ktoś idzie…
Jakaś mara
W bieli… przez okno wylecę…
Za nim! na koniach w zamku wyprawować hecę.
3185Nie mogłam spać, nóż leżał przy mnie, wzięłam…
W koszuli — wstyd! gdyby cię kto zobaczył
W koszuli z nożem w ręku? — Jak tu ciemno!…
Cyt!… jakiś szmer? — Wiatr mi zagasił świecę…
To przywidzenie — nic nie słychać, zamek cały
3190 Głęboko śpi… Lecz jeśli śpi ten człowiek
Z otwartą tak powieką?… to co? to co?
Jeżeli dziś nie zrobię rzeczy, jutro
Żałować będę, wiem, żałować będę.
Duch, StrachWiatr zamknął za mną drzwi, a ja myślałam,
3195Że jaki ciemny duch zamykał za mną;
I dotąd nie spojrzałam w tamtą stronę,
Jakbym się bała spotkać z czym okropnym.
A widzisz, nie ma nic, nic nie ma. Ciemne
Powietrze, mgła; żadnych nie widać mar.
3200Burza, Ogień, ŻywiołyWszelki duch Boga chwali! Jaka to była
Błyskawica czerwona! jak wszystkie ściany
Widziałam białe. — Cyt. — Nie słychać nic —
Spiesz się! — Lecz jeśli żar błyskawic lunie
Na moją twarz, gdy będę z nożem stała
3205 Nad nim; to co? — Ogień pokaże tobie
Miejsce, gdzie masz uderzyć. — O! błyskawice,
Stwórzcie czerwony dzień na łonie nocy,
Bądźcie mojego czynu słońcem. — Idę.
Drzwi otworzone[80]. Teraz mię, Fortuno[81],
3210 Prowadź i pomóż ze złotego cielca
Jak Jazonowi złote obciąć runo,
Marzenie, Rodzina, Sługa, Pycha, WładzaA ja przysięgam, że choć syn wisielca,
Będę na tronie jako syn książęcy;
Dziś sługa gorszych, jutro pan tysięcy
3215 Lepszych ode mnie. — Cyt. — To puchacz huczy
Na wieży zamku. — Idźmy na drabinę —
Wszystko gotowe. Mam pęk cały kluczy
Od bram zamkowych, płachtami obwinę
Konia podkowy — i z ową koroną
3220 W pochmurnej nocy jak duch czarny zginę;
Kobieta "upadła", KochanekA co nad wszystko, z cudzołożną żoną
Rozbrat na wieki. O! szatanie, prowadź!
Kto to?
Ja.
3225Sama — w ciemnościach — co znaczy?
Słyszałem jakiś jęk, szedłem ratować.
Przynieś mi światła; niech światło zobaczy,
Jak ja okropnie muszę być czerwona.
Skończyłam. — Kogo ty ratować chciałeś?
3230 Już zdaje mi się, że ta burza kona,
Ustało błyskać. — To i ty słyszałeś
Ten jęk okropny?… aż tu było słychać?!
To dziwnie! Kiedy przestawał oddychać,
Raz westchnął. — Idź ty po światło, Kostrynie,
3235 Idź na dół.
Kondycja ludzka, TrupDziwnie krew pachnie ode mnie…
Stało się — stało; teraz nadaremnie
Żałować rzeczy. Stało się — przeminie.
Z nas wszystkich kiedyś będą takie trupy. —
Wszystko śpi w naszej ceglanej fortecy,
Nawet zagasły latarniowe słupy
Przy bramie zamku. Czy służbę rozbudzić?
Nie budź nikogo; musiałam zabrudzić
3245 Ręce po łokieć. Dziwną pachnę wonią.
Wzięłaś koronę?
Nie… stój, pójdę po nią.
Ja się nie lękam. Wiem, gdzie stoi łoże.
Próżno w ciemnościach macałam po stole,
Ten stół miał jakieś rysy zimnej twarzy.
3255 Może to nie był stół…
Ty stój na straży,
Ja pójdę szukać…
Stój… Nie, idź — wszak ja się
Nie lękam siebie. — Nawet nie żałuję…
3260Ja wiem, że zwykle Lachom żal po czasie
Zawraca głowy i sen cichy truje.
Gotycyzm, TrupMoże się teraz trup czerwony snuje
Przed ludzi śpiących oczyma, a oni
Przez sen żegnają krzyżem cichą marę. —
3265 Schodzi po wschodach; jak te szczeble stare
Trzeszczą…
Znalazłeś… ty coś trzymasz w dłoni?
Tak.
Co znaczy? mówisz nieprzytomnie.
Stój tam, bo krzyknę, zamek się obudzi,
MorderstwoStój tam z daleka, aż w tobie przeminie
3275 Ta myśl… W powietrzu ją czuć… o! Kostrynie,
Chciałeś mię zabić, serce twoje biło
Głośno, jak moje bije, gdy zarzynam.
Chodź tam, do komnaty…
A namówiemy się po cichu razem,
Co jutro czynić…
Doniosły mi czaty,
3285 Że Kirkor wrócił do Gnezna, żelazem
Grożąc takiemu, co by się z koroną
O tron upomniał…
To nic… będę miała
Ludzi i miecze; a za moją stroną
3290 Będzie ta tłuszcza ludzi, omal cała
Karmiona w zamku… Kirkor nie poskromi
Złotego deszczu. — Cyt. —
Nic, to na dworze
Wróble świegocą.
Ty ciężarna; troje.
Jak to? i dziecko noszone w żywocie
Będzie wiedziało? — Idź! — W biednej istocie
Nie urodzonej taka tajemnica.
3310 Ty się najgrawasz? jeśliby tak było,
Jak ty powiadasz — czy ja szalenica
Porodzić żywe? Lecz nie — będzie żyło,
Dziecko nic nie wie…
Niechaj moja lwica
3315 Spać się położy — i zbudzi się świeża
Do nowych czynów, w przyłbicy rycerza.
KONIEC AKTU CZWARTEGO
Ja na zamku wieży
Ucztowałem u sowy. Gdzie pani Goplana?
Rośliny, ZwierzętaZnów polecę po rozłogach,
Polecę łąką i borem;
3325 Kwiatki postawię na nogach,
Rozczeszę żyto na grzędzie,
Zatrzymam się nad jeziorem,
Zawołam: „Labu, labusie!”
I dwa Goplany łabędzie
3330 Po wód błękitnym obrusie
Przypłyną do mnie z ajeru[83];
Garsteczką złotego żeru
Śnieżne ptaszęta przysypię;
I znów lecę pod leszczynę,
3335 Gdzie łania Goplany szczypie
Błyszczącą deszczem krzewinę;
I tęczę nad nią zawieszę,
I różę nad nią rozwinę;
I znowu dalej pospieszę
3340 Na skrzydłach babki konika.
Chodźcie mnie uścisnąć, aniołki,
Bo Goplana na wieki wam znika.
O! zapłakane fijołki!
Róże moje, bądźcie zdrowe.
3345Co ty śpiewasz?…
Niestety! niestety!
Piosenkę pożegnania.
Jeszcze oczerety[84]
Nie gną się od jaskółek, jeszcze dnie wiosnowe.
3350Polecę w okropną krainę,
Gdzie sosny i śniegi sine,
Gdzie słońce jak gasnący żar;
Gdzie księżyc jak twarz tych mar,
Co z grobu wychodzą na cmentarz.
3355 Anioł kar ze mną popłynie
Krzycząc mi w duszy:
„Pamiętasz o róż i malin krainie”.
Bądźcie zdrowi! bądźcie zdrowi!
ZemstaPoplątałam ludzkie czyny
3360 Tak, że Bogu mścicielowi
Trzeba wziąć grom i upuścić
Na ludzkie dzieła i winy…
My cię nie chcemy opuścić,
Goplano! Goplano! Goplano!
Jeszcze ci w drodze poświecę,
Jak hajduk[85] biegnąc z ognikiem.
O biada! o biada! o biada!
3380Próżne żale! próżne żale!…
3390Rycerz, Walka, Władza, ZdradaCzłowiek, co się o berło Lachów upomina,
Nie chciał wystąpić w szranki; jak podła gadzina
Kryje się, a zebrawszy, co mówię! ten podły
Obietnicami, złotem, zakupiwszy sobie
Mnogich stronników… rycerz z nieznanymi godły,
3395 Walką chce tron owładać[87] i na moim grobie
Stanąć jako na pierwszym szczeblu królowania.
Mnodzy rycerze nasi (niech nas Bóg ochrania
Od takiego szaleństwa i takiej ślepoty!),
Bóg, Cnota, SprawiedliwośćMnodzy nasi rycerze przeszli pod namioty
3400 Jasnego oszukańca, lecz Bóg patrzy z nieba
W serca ludzkie; nam zdrajców przekupnych nie trzeba.
Skoro przybędzie Popiel, po którego w lasy
Posłałem trzech rycerzy, z orlimi hałasy[88]
Rzucimy się na złoty obóz samozwańca.
3405Wy zamykajcie bramy… Niech z każdego szańca
Na pole walki patrzą mnogie samostrzały!
Gdybym ja przegrał, zginął, to jeszcze te wały
Długo bronić się mogą… Niech wam siwe głowy
Przypomną w chwilę strachu, że mur południowy
3410 Najsłabszy, że tam trzeba postawić mur ludzi.
Ale da Bóg, że miasto jutro się obudzi
Wolne od zgrai łotrów.
Zwyciężysz, Kirkorze!
Jeśli Bóg da… ach! kiedyż ja przyłbicę złożę!
3415 Kiedyż wrócę do żony? kiedyż ujrzę koniec
Krwawym sprawom królestwa i rozbojom?
Goniec.
We trzech wysłani w bory, nie przyprowadzacie
Pustelnika Popiela?
3420Okropność!
Czy w chacie
Nie znaleźliście starca? mów… walka nas czeka.
W celi nie było starego człowieka;
Lecz na skrzypiącej gałęzi przed chatą
3425 Trup jego wisiał na grubym powrozie.
Z białymi włosy i z podartą szatą
Wicher się bawił i trupa kołysał
Jak stara mamka.
Trąbić po obozie
3430 Hasło do walki! — Los jemu dopisał,
Do śmierci gonił nieszczęściem i zabił
Nieznaną ręką. — Serceś mi osłabił
Twoją powieścią, spraw się dobrze w boju. —
Mówisz, że wisiał?
Idźmy! niech w powiewie
Tańczą chorągwie… idźmy! ścisnąć szyki!
3440 Nadzieja w męstwie. — Niech zaczną łuczniki!…
Zostań w namiocie, nie wychodź na pole,
Bo, jak przeczuwam, Walka, Śmierćwkrótce Kirkorczycy
Walkę rozpoczną. Obóz jego w dole,
A nasz na górze jak gniazdo orlicy.
3445Wiele dusz stanie za chwilę przed Bogiem.
Gdzie młócą żyto, tam plewy z omłotku
Lecą pod niebo. Wyrzuty sumieniaStój za gumna[89] progiem
I nie rozplątuj znów na kołowrotku
Szczero–sumiennym — zaplątanych pasem
3450 Dziwnej przeszłości.
Z okropnym hałasem
Idą do boju szyki Kirkorowe.
Królewiczątko moje, bądź mi zdrowe!
Czy zwyciężymy?
3455Kobieta, Mężczyzna, WojnaSiedź, pani, w namiocie.
Niechaj cię próżność nie prowadzi w złocie
Na oczy słońca i na łuków żądła.
Bogdaj byś cicho śpiewała i prządła
Szatę królewską lub śmierci koszulę;
3460 To albo drugie pewnie ci się przyda…
Ha! ha! z proc lecą ołowiane kule,
Patrz, jak kolczate… hej, giermku, gdzie dzida
I tarcza moja?
Jeżeli zwycięży,
3465 Jak mu nagrodzę? w ziemi całej łonie
Nie znajdę kruszcu na zalanie gardła
Temu Niemcowi. Lecz jeżeli przegra?
Jeżeli przegra, to się wszystko skończy
Chwilą okropną, wszystko się rozwiąże
3470 Jak straszna bajka jakiej czarownicy:
Przegrała, w piersi przebiła się nożem,
A nóż zatruty był jadem gadziny.
Czarownica, Kobieta, StarośćGdzie ta kobieta? Obaczyłam w lesie
Babę, podobną do roztrzaskanego
3475 Piorunem dębu… kazałam potworze
Z krukami śmierci gonić za obozem
I przynieść jadu czerpanego z węży.
Jesteś?
Przyniosłam rożek ludomoru.
3480Daj… i uciekaj do ciemnego boru,
Uciekaj, mówię, stara czarownico;
A spróbowawszy na kim tego jadu,
Zapłacę tobie… precz, bo cię pochwycą
Rycerze moi i na rzece spławią.
3485Okropna jędza… Włos by[90] gniazdo gadu
Wisi w postronkach, a oczy się krwawią
Jak zęby wilcze obroczone[91] w ścierwie.
SamobójstwoNóż ten zatruty piersi mi rozerwie,
Jeżeli w ręce męża wpadnę żywa,
3490 I serce moje bijące ukąsi
Jak żądło osy. Już po jednej stronie
Jadem zmazany okropnie poczerniał
I zarumienił się rdzą, pozieleniał;
A druga strona jeszcze nie dotknięta
3495 Śliną wężową, czysta jak tasaki
Świeżo na krętym brusie[92] pociągnione.
Co słychać?
Panie! wszystko zawichrzone
Na polu walki jak w burzliwej chmurze.
3500Czy przegrywamy?
Z czymżeś ty, człowiecze,
Do mnie przysłany?
Donoszę ci, książę,
Że dwiestu ludzi przekupionych wczora
3510 Przeszło na polu z szeregów Kirkora
Na stronę naszą. Jeśli się rozwiąże
Na lewym skrzydle łuczników gromada
Kupiona złotem, pole będzie nasze.
Lewe się skrzydło zaczęło rozwijać
I pierzchać w Gnezno… wkrótce walki koniec.
Przy nas zwycięstwo…
Widziałem sztandar Kirkora zatknięty
Na małym wzgórku, gdzie rosną trzy brzozy;Gotycyzm, Trup
A trupów szaniec[95] urósł tak wysoko
3530 Około niego, że my pełni zgrozy,
Ani wziąć wodza mogliśmy na oko,
Ani przestąpić umarłego wału.
Co to są za głosy?
A Kirkor?
3540Zginął…
Miałam nóż gotowy…
Winnam ci życie. Naczelników głowy
Niech kat pościna — idź, wydaj rozkazy…
Niech żyje wódz nasz, Fon Kostryn!
3545Niech żyje
Wódz wasz, Fon Kostryn… powtarzam wyrazy
Jak głupia sroka… rzucę się na szyję
Niemca i węzłem pocałunków zduszę.
Oto poselstwo z poddanej stolicy.
3550Kazałeś wieszać?
Bunt, Kara Pierwsi buntownicy
Już zgromadzeni pod maćkową gruszę;
A ta się cieszy, że do siego roku[97]
Dwa razy będzie nosiła owoce.
3555Pochlebstwo, SługaCzego wy chcecie?
Aniele z obłoku!
Do ciebie serca narodu sieroce
Wznoszą się wszystkie, ty bądź kraju panem.
Stolica całym zniżona kolanem
3560 Czeka na ciebie z otwartymi bramy.
Witaj więc! witaj, miły hospodynie[98]!
Serca i skarby, i wszystko, co mamy,
Pod nogi twoje strumieniem popłynie,
Boś już zasłużył na wdzięczność narodu
3565 Skaraniem hersztów, którzy nas uwiedli.
Ci nas mękami, karą miecza, głodu,
W mieście trzymali; a nasze zaś serca
Ciebie szukały. Obyśmy dowiedli,
Że między nami żaden przeniewierca
3570 Na gniew twój, wielki panie, nie zasłużył,
Obyś żył długo, obyś skarbów użył,
Obyś nieszczęsną przyciśnionych dolą
I tu przed tobą klęczących na prochu
Przyjął łaskawie. Chlebem cię i solą
3575 Witamy, panie.
Kobieta, Przemoc, WładzaCzy z tego motłochu
Żaden przeciwko mnie nie nosił broni?
Dwóch językami walczyło po mieście,
Lud namawiając do boju.
3580Gdzie oni?
Pan burmistrz Kurier i Pismo.
Powieście
Obu rycerzy burmistrzów na dzwonie
Wieży zamkowej.
3585Panie! w twoim łonie
Kamienne serce.
To wreście, to wreście
Na wasze prośby ułaskawiam obu.
Wybić im zęby i wyłamać szczęki,
3590 Niechaj nie walczą.
Więc nie ma sposobu
Ubłagać ciebie przez łzy ani jęki,
Żelazny panie nasz?
Jestem kobietą.
Na twoje rozkazy
Czekamy, pani, panuj z ludu wolą.
3600Bez ludu woli…
Trucizna, Podstęp, Morderstwo, ZbrodniaDajcie mi chleb z solą.
Posłowie, ufam drożdżom tego ciasta.
Serce, WładzaChodź tu, Kostrynie. Winnam ci tak wiele,
Że ci połowa zdobytego miasta,
3605 Połowa kraju i chleba połowa
Słusznie należy…
Wszystkim się podzielę,
A serce weźmiesz całe.
O! królowa!
3610Czyń, co ja czynię. Nie lękam się jadu
W chlebie poddanych. Choćby miasto[99] żyta
Użyli łusek żelaznego gadu,
Smaczną ci będzie żelazem zdobyta
Bułka… Jedz, proszę… trzeba ludziom wierzyć.
3615 ZwycięstwoA teraz każcie z tryjumfem[100] uderzyć
W trąby zwycięskie. Idźmy, wojownicy,
Do otworzonej żelazem stolicy.
Wszystko gotowe na przyjęcie pana.
Zasiądźcie teraz ławy po urzędzie,
3620 Przy samym tronie wodzowie i sędzie,
Szafarze zboża, dolewacze dzbana.
Niech wszystkich razem nowy król powita.
Świetny urzędzie, wieść przynoszę ważną,
Nasz król, pan nowy — kobieta.
3625Kobieta, WładzaKobieta!
Królem kobieta!
Niech będzie odważną,
Jak była Wanda… niech tak dobrą będzie,
Ale szczęśliwszą.
3630Prześwietny urzędzie!
Królowa weszła już do bram stolicy.
Każcie, niech wszystkie serca na dzwonicy
Biją dzień cały, tak jak serca ludu.
Co za cud?
Nad opis.
Jeżeli chcecie, to go wam opowie
3640 I w księgi wpisze szlachetny dziejopis
Królów na Gneznie.
Przemądry Wawelu,
Czy sam widziałeś?
Co widziało wielu,
3645 Mogę poświadczyć jak świadek naoczny.
Dnia tego ranek był po stronach mroczny,
Lecz się wyjaśnił ku wschodowi słońca —
Więc jak widziałem prawie sam… od końca
Niebios, skąd błyszczy gwiazda Oryjona,
3650 Wyleciał, lecąc sznur żurawi biały,
A na nim wisząc za śnieżne ramiona
Mglista niewiasta.
I wszystko widziały
Twe własne oczy, przemądry Wawelu?
3655Nie ja widziałem, lecz widziało wielu;
Mogę przyświadczyć na rzecz z mego czasu.
Co to? ciemność smutna
3670 Na tron upadła i nam na oblicza:
Jak zaćmionego słońca tajemnicza
Zieloność — bladzi staniemy przed panią.
Okropna ciemność.
Burza, ŻywiołyNad blaszaną banią
3675 Królewskich zamków, skąd w niebo wytryska
Igła złocona, okropne chmurzyska
Wkoło się czarnym owinęły wiankiem
I coraz grubsze już wiszą nad gankiem,
Gdzie ustawiona muzyka króleska.
3680 A cała nieba równina niebieska,
Jakby się z jednej urągała chmury.
Bijcie we dzwony.
Łono ma z purpury
Ognistej…
3685Deszczu potrzeba, niech pada.
Na czarnym wozie jakaś jędza blada,
Stu żurawiami wywieziona z piekła,
Wężami stado wędrujące siekła
I kierowała nad zamek do chmury.
3690 Siedzi w mgle teraz, ale jęk ponury
Piekielnych ptaków z mgły się wydobywa.
Słyszycie?
Prawda, jakiś jęk nieznany!
Okropność!…
Ja sam widziałem i lud z okolicy,
I lud gnezneński…
Niech żyje królowa!
3700Pani! niech będzie poświęconą głowa,
Co nam przynosi koronę Popielów.
Witaj i panuj tak mądrze i szczodrze,
Ażebyś z Bogiem do najświętszych celów
Lud prowadziła. Przewiąż się na biodrze
3705 Szatą czystości, czoło wznieś do nieba.
Daj łaskę winnym — daj łaknącym chleba,
A wszystkim niechaj rządzi sprawiedliwość.
Cóż mam uczynić?
Niech się tak stanie, jak wasze ustawy
Każą…
Co to jest? wódz blednie i pada?
Co to się znaczy… słabo ci?
3720Umieram.
Panie mój! drogi!
Zbrodniarz, Zbrodnia, MorderstwoPrecz! jędzo trująca!
Zrzućcie ją z tronu — ja pierwszy otwieram
Grobowiec ciemny dla ludzi tysiąca,
3725 Co będą żyli pod nią…
On w malignie…
Wynieść go! wynieść!… ciało jego stygnie…
Niech lekarz jaki uzdrowi go, za to
Połową kraju zapłacę.
3730Już skonał.
Pani, okropną zasmucona stratą,
Znoś ją cierpliwie. Śmierć, WładzaBóg ciebie przekonał,
Na samym wstępie u złotego tronu,
Że przy tych szczeblach stoi widmo zgonu
3735 I czeka na nas.
Wdzięczność i sława tobie.
Ja o sławę
Nie dbam, a wyższa teraz nad sąd ludu,
Będę, czym dawno byłabym, zrodzona
3745 Pod inną gwiazdą. Przemiana Życie pełne trudu
Na dwie połowy przecięła korona.
Przeszłość odpadła jak od płytkiej stali,
Którą po stronie jednej ośliniła
Żmija — połowa jabłka leci zgniła
3750 I czarna jadem. Wyście mnie nie znali
Taką, jak byłam — Ksiądz, Tajemnicaniech więc lud nie śledzi
Przeszłości mojej. Wiecie, com wyznała,
A resztę wyznam księdzu na spowiedzi.
Ha! jeszcze jedno — Mąż, Pogrzeb, Śmierć bohaterska, Żonaposzukajcie ciała
3755 Grafa Kirkora między gęste trupy.
I na ten wzgórek, gdzie już tylko słupy
Brzóz obrąbanych mieczami się bielą,
Zanieście mary z jedwabną pościelą,
Na tej pościeli przyniesiecie śpiące
3760 Zwłoki Kirkora… Niech ludu tysiące
Płacze przy marach tego, co z orężem
Poległ mym wrogiem… a był moim mężem. —
Zaprawdę mówię, ja — po grafie wdowa.
Lecz niech nie roi bajek tłum gawiedzi;
3765 SądCo miała wyznać, wyznała królowa,
A resztę powie księdzu na spowiedzi.
Król, Sprawiedliwość, PrzysięgaTeraz, kanclerzu, wywołaj przede mnie
Zbrodniów — na pierwszym siedzę trybunale.
Jeśli fałsz wydam, niechaj będzie ze mnie
3770 Gniazdo robaków! niech się ogniem spalę!
Ani mię ujmie dobroć, ani trwoga,
Ani odwiodą ludzie, ani czarty.
Przysięgam sobie samej, w oczach Boga,
Być sprawiedliwą.
3775Woźni!
Sąd otwarty.
Oto jest księga praw. — Oto Zbawiciel
Na suchym drewnie krzyża rozpostarty.
Ucałuj księgę i krzyż!
3780Oskarżyciel.
Ktoś jest?…
Królewski lekarz.
Trucizna, ZbrodniaO co sprawa?
O jadotrucie.
3785Na kim?
Na Kostrynie.
Twój wódz, o pani można i łaskawa,
Otruty skonał; wielki rycerz ginie
Od jadu, co się zowie ludomorem.
3790 Na jego ciele żelaznym kolorem
Wyszło tysiące plam; skonał otruty.
Kogóż posądzasz?
Niech sąd szuka winnych.
Zbrodniarz nieznany? odłożyć do innych
3795 Sądów tę sprawę. Niech ma czas pokuty.
Sprawiedliwość, ZbrodniarzZwyczajem kraju jest, mościa królowo,
Wydawać wyrok choćby nad nieznanym,
I zawieszony miecz trzymać nad głową
Tajnego zbrodnia, aż będzie schwytanym
3800 I da nam gardło.
Cóż wyrzekły prawa?
Chłop, Kara, Szlachcic, ZbrodniaJeżeli który z szlachty i z rycerzy
Trucizną gorzką na życie nastawa
3810 Równego sobie i dopełni czynu,
To kara miecza. Jeśli zaś kto z gminu
Otrucie spełni…
Dosyć!…
Niech teraz stanie drugi oskarżyciel.
Prawodawczą szalą
Nie można ważyć tego człeka mowy.
Tłumacz się jaśniej.
Oto malinowy
3835 Dzbanek, a oto nóż. A te maliny
ZbrodniaByły pod głową zabitej dziewczyny,
Nóż był w jej piersiach. Kobieta, Kochanek romantyczny, Łzy, Miłość, Miłość platoniczna, Miłość silniejsza niż śmierć, Śmierć, ŻałobaNiechaj z tego dzbanka
Wypłynie nowy Eurotas[103] płaczu,
Niech zaprowadzi smutnego kochanka
3840 Falą przejrzystą do kochanki grobu,
A ja mu powiem: „Strumyku tułaczu,
Dzięki ci wieczne, w grobie dla nas obu
Będzie spoczynek i cichości morze.
Przebacz, Apollo! promienisty Boże!
3845 Że łzy przyszedłem przed ludźmi wylewać
I smutek z nimi łamać jako chleby.
Przychodzę ludziom smutną pieśń wyśpiewać,
Przyszedłem jako Orfeusz[104] w Ereby
Prosić Plutona, by mi wrócił żonę”.
3850 Słuchajcie! ona żoną moją była,
Żoną mej duszy; dziś jedna mogiła
Zamyka białe ciało, zakrwawione
Tym nożem… patrzcie! Oto na tym dzbanku
Znalazłem martwą, o wiosny poranku,
3855 Zabitą nożem.
W tej zawiłej skardze
Czuć zbrodni zapach…
Kanclerzu, ja gardzę
Szalonych ludzi zaskarżeniem.
Trzy razy księżyc i gwiazdy pobladły
Przed Apollinem.
Mów, na kogo padły
Twe podejrzenia o zabójstwo krwawe?
3875Gdzież ją znalazłeś?
W dumającym lasku,
Pod cieniem wierzby rozpłakanej, spała
Snem nieprzespanym.
A jak sądzą prawa?
Za śmierć chcą śmierci.
Z tych pozabijanych
3885 Nie będziem mieli prochu ani ćwierci.
Wydaj sumienny sąd.
Winna jest śmierci.
Winna… Więc sądzisz, że zbrodniarz niewiasta?
Sądzę, jak sądzę…
3890Bóg, Sprawiedliwość, ZemstaNiech ludowi miasta
Otrąbią wyrok na zamkowym progu.
Katowi zemsta należy lub — Bogu.
Niech teraz stanie oskarżyciel trzeci.
Ktoś ty jest?
3895Wdowa.
Na kogo?
Cierpienie, Córka, Dziecko, Matka, KrólNa dzieci
Skargę zanoszę… Mówią, że królowa
Piękna jak anioł, niechaj ona sądzi…
3900 Miałam dwie córki, stara, biedna wdowa,
Żywiłam obie. — Jak to często błądzi
Człowiek na ziemi, czekając pociechy —
Młodsza uciekła spod matczynej strzechy,
Niedobre dziecko. Lecz druga… o Boże!
3905 Królowo moja, ty jak anioł biała,
Sądźże ty sama! — Druga poszła w łoże
Wielkiego grafa; bogdajbym skonała,
Jeśli ja kłamię; graf ją wziął za żonę.
Królowo moja, bogdaj ci koronę
3910 Bóg wiecznie trzymał na tej mądrej główce,
Osądź! — W tej drugiej córce jak w makówce
Było rozumu. Graf ją kochał bardzo,
Ale ja matka kochałam jak matka!
Aż tu w jej zamku już służalce gardzą
3915 Biedną staruszką — cierpię do ostatka
Wzgardę służalców, grób był dla mnie blisko —
Aż tu mnie jednej nocy te córczysko
W obliczu ludzi zaprzało się[107] głośno…
„A! córko”, mówię, „bądźże ty litośną
3920 Dla starej matki, co już bliska truny”.
Była noc straszna i deszcz, i pioruny,
Pioruny i deszcz, i ciemno, i burza.
Córka kazała wypędzić z podwórza
Mnie, starą matkę, na wichry i deszcze,
3925 W noc i w pioruny, i w burzę, i jeszcze
Głodną kazała — niech jej Pan Bóg Stwórca
Przebaczy! — Głodną wypędzić z podwórca,
Do lasu… Wiatr mię poniósł za łachmany,
Piorun wypalił oczy. O! różany
3930 Mój królu! złoty mój panie! litości!
Pani, ty milczysz? Takiej nieprawości
Mszczą się okropnie nasze mądre prawa.
Przecież nie śmiercią?
Córka, Kara, Matka, Miłość tragiczna, SprawiedliwośćLechitów ustawa
3935 Śmierć przepisuje na niewdzięczne dzieci.
Niechaj cię księga naszych praw oświeci,
Czytaj… i czytaj we własnym sumnieniu.
A ty, staruszko, nazwij po imieniu
Wyrodną córkę, a kat ją ukarze,
3940 Chociażby z pierwszym grafem państwa w parze
Los ją powiązał… Powiedz grafa miano
I córki imię, a prawa dostaną
Przez mury zamku jej serca i głowy.
Co? śmierć na córkę?… Panie, bądź mi zdrowy.
3945 Żegnaj, królowo, ja wracam do boru,
Będę żyć rosą…
Podług ustaw toru,
Kto zaniósł skargę, odstąpić nie może.
Wyznaj…
3950Nie! nie! nie!
Wziąć na tortur łoże,
I wszystkie stawy jej w żelazne kleszcze.
Cóż? wyznaj, stara…
Nie, panie.
3955Raz jeszcze
Pytam się ciebie o imię złej córy.
Ona niewinna.
Wziąć ją na tortury.
3965Wygadasz w boleści.
Panie mój! jasny panie! i u ciebie
Żelazne serce…
Praw się trzymam treści.
A za to niech mię wielki Bóg obwini,
3970 Lub uniewinni… A ty, monarchini,
Wiedz, że mam serce pełne łez, goryczy
I przerażenia.
Co to jest?
To krzyczy
3975 Stara kobieta…
I nic nie wydała?
Nic…
Poczekajmy.
Już zdjęta z żelaznego drąga.
Już!…
Powiedziała co w bolach?
3985Umarła.
Bóg, Matka, Śmierć, Święty, ChrystusUmarła, mówisz?
Jak ją kat położył
Na tortur kleszczach, to oczy zawarła;
A patrząc na nią, kto by się pobożył,
3990 Że to kościany Chrystus był bez ducha.
Każda kosteczka wywiędła i sucha
Przez rozciągniętą skórę wyglądała
Prosząc o litość…
I nic nie wydała?
Od rana
Siedzę na sądach, a żaden z nędzarzy
4000 Tak nie pracuje długo i tak znojnie[108].
Ciemność, NocJuż noc, panowie.
Wy ją osądźcie.
Niech twoja korona
Przybierze blasku sądem sprawiedliwym.
Ona zaprawdę winna ogniem żywym
4010 Być obrócona na węgiel piekielny.
Osądź ją…
Osądź!
Jak Bóg nieśmiertelny,
Winna jest sądu.
4015Pociąć ją na ćwierci.
Radź się sumnienia i sądź.
Sprawiedliwość, ŻywiołyWinna śmierci!
Król–kobieta piorunem boskim zastrzelony;
Zamiast w koronacyjne bić w pogrzebu dzwony!
4020KONIEC
Dziejopis Wawel! Wawel, narodu dziejopis!
Prześwietna publiczności, oto mój skoropis
Zaczął rzecz wydarzoną wpisywać do kronik.
Przerwaliście mi pracę.
4025Czyjże jesteś stronnik?
Jestem sędzia bezstronny i naoczny świadek.
Jakżeś ty piorunowy opisał przypadek?
Powiedz! myśmy widzieli rzecz całą do końca.
Panie Wawel, za prędka twych sądów szczodrota.
Było za kulisami stać od pierwszej sceny.
4035Komponowałem wtenczas nad Popielem treny.
Cóż o rodzie królowej?
Konflikt, ZazdrośćZ historycznych szczytów
Patrząc, ród jej prowadzę z kraju Obotrytów,
Którzy mięsa nie jedzą. Poeta, PoezjaChoć jeden uczonek
4040 Mieni, że pochodziła z kraju Amazonek;
Ale ja mu zarzucam fałsz w kroniki nocie
I dowodzę dowodem, i topię go w błocie.
Obaczycie go piórem zabitego w trunie.
Cóż powiadasz na piorun?
4045Sądzę o piorunie,
Że kiedy burza bije, trzeba bić we dzwony,
Kondycja ludzkaŻe gałązka laurowa[109] lepsza od korony,
Bo w laur piorun nie bije ani głowie szkodzi.
Czy jesteś tego pewny?
4050Ten, co w laurach chodzi,
Autor niniejszej sztuki, słusznie wam opowie,
Że odkąd nosi wieniec laurowy na głowie,
Piorun weń nie uderzył.
Pochlebiasz, mój łysy,
4055 I królom, i poetom… Idź precz za kulisy!
KONIEC EPILOGU
karaceńska zbroja — zbroja z metalowych łusek na podkładzie ze skóry lub grubego materiału; przypominała pancerz robaka zwanego prusakiem lub: karaczanem (karakanem), stąd nazwa.
synogarlica — szlachetna odmiana gołębicy; przypisywano jej bezwzględną wierność jednemu partnerowi, niejako „naturalną monogamiczność”.
Mojżesza plagi — chodzi o biblijne plagi (opisane w Księdze Wyjścia), które za sprawą Mojżesza (wspieranego w swym dziele przez Boga) spadły na Egipt, kiedy faraon nie chciał wypuścić ze swego kraju ludu izraelskiego powołanego, by wyruszyć do Ziemi Obiecanej.
Scyta — mieszkaniec Scytii, członek starożytnego plemiania Scytów, którzy 700 lat p.n.e. najechali m.in. ziemie polskie, co w sarmatyzmie dało podstawę dla genealogicznych rojeń o pochodzeniu szlachty polskiej.
z żebra swego kości — nawiązanie do biblijnej legendy o powstaniu pierwszej kobiety, Ewy, z żebra Adama.
Filon — jest to postać, w której znajdują swą karykaturę wątki sielankowe i sentymentalne; już samo jego imię odsyła nas do sielanki Franciszka Karpińskiego Laura i Filon. Znaczące jest to, że bohater jest „pasterzem” (choć żadnej zwierzyny nie pasie), że używa obficie nazewnictwa pochodzącego z mitol. gr. i rzym., mówiąc nieustannie o bogach i boginiach oraz, że w jego wypowiedziach znajduje się pełno wzmianek o rozmaitych urokach przyrody. Będąc kochankiem sentymentalnym, nie dostrzega (jak Werter) groźnego i strasznego oblicza natury. Swego rodzaju kulminacją w konstrukcji tej postaci będzie to, że Filon, który nie mógł spełnić swej miłości na ziemi, trwając w oderwaniu od życia — zakocha się w końcu bardzo „romantycznie” (miłością niemożliwą do zrealizowania) w trupie Aliny. W ten sposób z kochanka sentymentalnego przekształca się dość gładko w kochanka romantycznego.
Endymion — w mit. gr. pasterz, w którym zakochała się Selene; Zeus obdarzył go wieczną młodością, lecz na wieki uśpił; symbol spokoju śmierci.
Akteon — w mit. gr. młody myśliwy, który podglądał Artemidę w kąpieli. Za karę został zamieniony w jelenia, a wtedy rozszarpały go własne psy.
Wenus — w mit. rzym. bogini miłości, słynąca z urody, której imieniem nazwano jedną z planet naszego układu słonecznego, jej obserwacja możliwa jest tylko rano i wieczorem, przez co zwana jest również Jutrzenką, Gwiazdą Poranną (Zaranną) lub Gwiazdą Wieczorną.
nezabudek — tak w tekście Słowackiego; dziś zapisujemy zmiękczone „n”: niezabudki (tj. niezapominajki).
Będziemy razem… — mamy tu do czynienia z nawiązaniem do ballady Mickiewicza Świtezianka, w której również tajemnicza pani jeziora zawiera śluby z młodzieńcem, a następnie poddaje próbie jego wierność. Grabiec, przez swą rubaszność i całkowitą nieczułość na romantyczne nastroje, przekształca to nawiązanie w satyrę na miłość romantyczną.
gwiazdę przedsterną — gwiazdę przewodnią (przedsterną — wiodącą „przed sterem”); tu Kirkor nawiązuje do gwiazdy betlejemskiej.
pieczywo — czyli „to, co upieczone”, tu chodzi o pieczeń z mięsa żubra (dziś pieczywo oznacza chleb i bułki, zaś pieczone mięso to: pieczyste).
szlafmyca — nakrycie głowy zakładane do snu (nazwa utworzona z połączenia wyrazów niem. schlafen — spać oraz: mütze — czapka).
Febie — Febus, w mit. rzym. odpowiednik Apollla; monolog Filona pełen jest dość chaotycznych i pomieszanych odniesień do mitologii, ogólnie mających dotyczyć miłości.
blada Dyjanna — Diana (odpowiednik Artemidy z mit. gr.), bogini Księżyca; w Endymionie jednak zakochała się Selene.
Była już na grabinie — chodzi tu o żartobliwą grę słów: grabibi, czyli hrabina, zbliża się dźwiękowo do określenia grabiny, czyli drewna z grabu.
mamka — kobieta, zwykle pochodząca z niższych warstw społecznych, zatrudniana, aby karmiła piersią niemowlę ludzi zamożnych.
Goplana w tej scenie upodabnia się do bóstw kobiecych władających przyrodą; z półksiężycem nad czołem wystepują Diana oraz Hekate w mit. gr. Postać podobną jak tu Goplana przybiera również Królowa Nocy w Czarodziejskim flecie Mozarta.
cep — narzędzie do młócenia ziarna, zbudowane z dwóch pałek połączonych rzemieniem lub łańcuchem; tu: miało posłużyć do zatłuczenia niedołężnego bociana.
mój cały zamek za błysk świecy! — nawiązanie do sławnego cytatu z tragedii Shakespeare'a: „konia! królestwo za konia!”
z orlimi hałasy — tj. z hałasem orlich piór doczepionych do żelaznego stelaża. Były to tzw. skrzydła husarskie, które stanowiły część wyposażenia ciężkiej jazdy polskiej (husarzy), ich rolę stanowiło wywoływanie u przeciwnika przerażenia głośnym świstem piór w czasie szarży. Kirkor jest w dramacie Słowackiego wystylizowany na dzielnego, cnotliwego, walecznego i odważnego Polaka, wyznającego zasady rycerskie, niezłomnie przeciwstawiającego się walczącemu podstępem i kierującemu się nieszlachetnymi pobudkami „żywiołowi niemieckiemu” (uosobionemu przede wszystkim w Kostrynie). W tej scenie występuje ubrany w guście sarmackim, z husarskimi skrzydłami.
Orfeusz — w mitologii greckiej muzyk, który zszedł do świata podziemnego prosić Hadesa (w mit. rzym. noszącego imię Plutona) o przywrócenie żonie życia.
laur — symbol wybitnych osiągnięć, tak odznaczano w starożytnej Grecji zarówno mistrzów w dziedzinie sportu, jak np. literatury; stąd pochodzi: laureat, czyli uwieńczony laurem.