Odrodzenie przez gróbWięc będę śpiewał i dążył do kresu;
Ożywię ogień, jeśli jest w iskierce.
Tak Egipcjanin w liście z aloesu
Obwija zwiędłe umarłego serce;
Na liściu pisze zmartwychwstania słowa;
Chociaż w tym liściu serce nie ożyje,
Lecz od zepsucia wiecznie się zachowa,
W proch nie rozsypie… Godzina wybije,
Kiedy myśl słowa tajemną odgadnie,
Wtenczas odpowiedź będzie w sercu — na dnie.
Juliusza Słowackiego — Lambro
Roku 1799 dnia 31 grudnia w nocy
10Ha, czarownico! czy biła godzina?
Która?
Godzina, której żaden człowiek
Dwa razy w życiu nie słyszy[1].
To zgrzebło, pokaż mi je — pokaż!…
Łzy mi płyną… poznaję Twardowskiego grzebień,
On mię zgrzebłem tym czesał, gdy w psa wlazłszy skórę
25 U nóg mu się łasiłem. Odejdź, moja pani;
Goście sproszeni zlecą się na Łysą Górę.
Szatani!
Deszcz, Drzewo, Jabłko, RajSpadł z nieba deszcz szatanów, niech ziemię polewa;
Jeśli jeszcze na ziemi są edeńskie drzewa,
30 Niech rosną, to jesienią człowiek owoc zbierze…
Siadajcie! cóż między wami
Nie widać Mefistofela?
Zaszedł na grób przyjaciela.
Na grobie Twardowskiego odmawia pacierze.
35Taki się teraz zrobił czuły i pobożny
Jak poeta… Lecz księżyc zabłysnął dwurożny,
Czas przystąpić do dzieła…
Co nam król rozkaże?
Obejrzeć trzeba koła w wiekowym zegarze,
40 Dziecko, KrewKrwią dziecięcia namaścić gwichty[3] i sprężyny;
Niech nam bije wyraźnie lata, dnie, godziny.
Przynieście go, postawcie… Co? czy nie zepsuty?
Wszystkie koła, wszystkie druty
Całe, rdza wieków nie trawi;
45Godzinnik z hostii, co dławi[4],
Po nim żądło Lewiatana[5]
Przez wieki wieków się toczy,
Na dnie wskazuje ząb smoczy,
Na godziny żądło osy;
50I dotąd trwa nieprzerwana
Włosień siwa z kós[6] szatana,
Któremu zbielały włosy
Od strachu, gdy grom z obłoku…
Pamiętacie?.. A sprężyna
55Z ojczyzny Tella, Kalwina,
Na ludzkim wsadzona oku,
Chodzi jak na dyjamencie
W kołek i sprężyn zamęcie
Zamknięta grzesznika dusza,
Wszystkie sprężyny porusza
Jak wahadło…
Obraz świata, Trup, Kondycja ludzka, MarzenieŚwiecie! świecie! świecie!
WążWąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie,
70 Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie;
I wieki mrą nad tobą, zasypując pyłem
Umarłych pamiątek.
Ja widziałem twój początek.
Ta garść gliny, powietrzem opasana zgniłem,
75 Ten trup chaosu, w trumnie zamknięty błękitów,
Strawiony zgnilizną czasów,
Okrył się rdzami kruszców i kością granitów,
Porósł mchem kwiatów i lasów;
Potem wydał robaki, co mu łono toczą
80 I myślą.
Biada im! jeśli marzeń ziemią nie okryślą,
Kołem widzenia — biada, jeśli je przekroczą…
Królu, wiek dziewiętnasty uderzył.
Astaroth
85 Niech liczy lata; może ten, co za obłokiem
Gromy ciska, chcąc wesprzeć jaki ziemski naród,
Może wiek który ludziom skrócił jednym rokiem,
Może ukradł szatanom dzień jeden, godzinę;
Więc się o nią upomnę u Boga
90 Lub buntowną chorągiew rozwinę.
We mnie i w przyrodzeniu zgwałconym ma wroga.
Tysiąc ośmset lat wybiło.
Więc się koło tortury całe obróciło?
Każdy ząb jej rozdziera, każda szruba ciśnie.
95 Teraz, gdy niebo zabłyśnie,
Kondycja ludzkaBłyskawica trwa dłużej niż te wszystkie lata,
Zbiegłe męczarnią dla świata;
A każdy rok jak ślimak sunął się leniwo
Dla nędzarzy, dla głupich kochanków nadziei;
100 A gdy śliną osrebrzył ślad zbiegłej kolei,
Ślizgał się po niej człowiek pamiątką przerżchliwą[10].
Obłąkani w przeszłości żeglarze
Brali imię dziejopisów;
Sztuką ich było pisać wielkie kalendarze,
105 Pełne królewskich imion i dat, i napisów.
Filozof, Otchłań, RozumInni myślą ścigali treść myśli,
Filozofy — głęboko myśleli,
Aż nad ciemną przepaścią zawiśli,
Obudzili się, w przepaść spojrzeli
110 I zawołali: «Ciemno! ciemno! ciemno!»
To hosanna dla nas szatanów,
To śpiew naszych kościelnych organów;
Kto myślał przez godzinę, jest lub będzie ze mną.
Wiek, co przyjdzie, ucieszy szatany.
Samiż tylko rycerze ujdą nam bezkarni[15]?
Polak, Naród, Żołnierz, Bunt, Powstanie, Historia, Dziedzictwo, ZemstaSłuchaj! wśród narodów wiela
130 Jednemu się ludowi dzień ogromny zbliża.
Idź tam, jego rycerze noszą krzywe szable
Jako księżyc dwurożny, jako rogi diable;
I rękojeść tych kordów nie ma kształtu krzyża.
Pomóż im — oni mają walkę rozpoczynać
135 Taką, jakąśmy niegdyś z panem niebios wiedli.
Oni się będą modlić, zabijać, przeklinać.
Oni na ojców mogiłach usiedli
I myślą o zemsty godzinie.
Ten naród się podniesie, zwycięży i zginie;
140 Miecze na wrogach połamie,
A potem wroga myślą zabije,
Bo myśl jego ogniste ma ramię,
Ona jak powróz wrogi uwiąże za szyje
I związanych postawi na takim pręgierzu,
Królu, niechaj poszukam w diabelskim psałterzu
Modlitwy na dzień, co się zowie zmartwychwstaniem;
Zmówię ją za ów naród… Przywódca, Polak, Naród, CzaryDziś pierwszy dzień wieku,
Dziś mamy prawo stwarzać królów i nędzarzy
150 Na całą rzekę stuletniego cieku.
Więc temu narodowi stwórzmy dygnitarzy,
Aby nimi zapychał każdą rządu dziurę.
A gdy wzrośnie ich potęga,
Ten naród, jak piękna księga,
155 W starą oprawiona skórę,
Pargaminowym[17] świecić będzie czołem.
Dobra rada, stańcie kołem,
Stwarzajmy ludzi do rządu.
Zawołajcie czarownicy…
Pozory, GłupotaW żywioł ziemi
Dorzucić szpilek Kaprala
Z główkami laku, któremi
170Kreśli plany, królów zwala,
Szpilek czterdzieście tysięcy
Rzućcie w kocioł…
I nic więcéj[19]?
Nic…
175Coś z rozumu Kaprala?…
Nic.
Skończony.
Niechaj leci!
Panie! czy skończysz na jednym?
Już gotowy! mimo czary
Wyszedł jakiś człowiek godny,
Złe w tym kotle były wary,
Płyn za rzadki lub za chłodny.
Lepszy będzie człowiek trzeci.
Ktoś z rycerzy.
Wódz! chodem raka przewini,
Jak ślimak rogiem uderzy,
Sprobuje — i do skorupy
220Schowa rogi, i do skrzyni
Miejskiej zniesie planów trupy[23],
Czekając, aż kur zapieje.
MędrzecRzucić w kocioł Lachów dzieje,
Słownik rymowych końcówek;
225Milijon drukarskich czcionek,
Sennego maku trzy główek.
Coż tam?
Przyśpieszajmy dzieła,
235Bo z tamtej krakowskiej wieży
Słyszę dzwon rannych pacierzy;
W powietrzu się rozpłynęła
Woń kadzideł katedralnych.
Diabeł, WiatrPrzeklęte wasze dzieło! Wicher diablej mowy
240 Rozczesał z mojej chaty włos słomianej głowy;
Czy mi na nią dachówek dacie z hostii mszalnych?
Zawierucha wierzbowe gałązki obrywa,
Ludzie nie znajdą rószczek[26] na kwietną niedzielę.
Tłum, tłum, tłum poleciał na ziemię
Jak chmura…
Tłum! tłum! tłum poleciał na ziemię
Jak zwichrzone szpaków stado.
Czy lepiej, kiedy jest król? czy kiedy go nie ma?…
Precz z tym sfinksem, co prawi zagadki!
Sam jej diabeł rozwiązać nie umie;
Niech w szkolarzów zasiewa ją tłumie,
275Oplątaną w dziejowe wypadki;
Niech z ministerialnej ławy,
Nad rozlewem żyźniącym krwi Nilu,
Ze złamanych kolumien podstawy
Gada hieroglifem stylu.
280Panie! Patrz, tam z kotła pary
Znów się jakiś twór wylęga.
Twarz ma okropnej poczwary,
Przez pierś jeneralska wstęga.
Witajcie go! oto twór
285Niszczyciel, jakby horda Nogajca.
On w stolicy owłada dział mur,
On z krwi na wierżch[29] wypłynie — to zdrajca!
A gdy zabrzmi nad miastem dział huk,
On rycerzy ginących porzuci;
290Z arki kraju wyleci jak kruk[30],
Strząśnie skrzydła, do arki nie wróci…
Kraj przedany on wyda pod miecz.
W imię Boga! precz stąd! precz!…
Onego czasu jedna z gwiazd wiecznego gmachu
Obłąkała się w drodze, jam ją zgonił lotem,
300 Czułem w dłoni jej serce bijące z przestrachu,
Jak serce ptaka ludzkim dotkniętego grotem;
I drzącą[31] położyłem przed tronem Jehowy.
A Bóg rzekł do mnie świato-tworzącymi słowy:
«Krew ludzka skrzydła twoje rumieni».
305 Padłem twarzą na boskie podnóże,
Na proch gwiazd, na kobierce z promieni…
«Boże! Boże! Boże!
Skrzydeł pióry otarłem o ziemię,
Krwawa była — widziałem! widziałem!
310 Za grzechy ojców w groby kładące się plemię,
Lud konał… gwiazda gasła… za gwiazdą leciałem —
Lud skonał…
Czas, byś go podniósł, Boże, lub gromem dokonał.
A jeśli Twoja dłoń ich nie ocali,
315 Spraw, by krwi więcej niżli łez wylali…
Zmiłuj się nad nimi, Panie!»
A Bóg rzekł: «Wola moja się stanie…»
Ziemia — to plama
Na nieskończoności błękicie,
320 A Bóg ją zetrze palcem lub wleje w nią życie
Jak w posąg gliniany Adama.
Duch, Koniec świataBoże! zeszlij na lud twój, wyniszczony bojem,
Sen cichy, sen przespany, z pociech jasnym zdrojem;
Niechaj widmo rozpaczy we śnie go nie dręczy.
325 Rozwieś nad nim kotarę z rąbka niebios tęczy,
Niech się we łzach nie budzi przed dniem zmartwychwstania;
A mnie daj łzy ogromne i męki niespania,
Po mękach wręcz mi trąbę sądnego anioła;
A kogo przed tron Boga ta trąba zawoła,
330 Niechaj stanie przed Tobą. Daj mi siłę, Boże,
A komu palec przekleństw na czoło położę,
Niech nosi znak na czole… Pozwól, Panie, tuszyć[32],
Że słowem zdołam cielce złote giąć i kruszyć…
Z brązu wzniosę posągi, gdzie pokruszę gipsy.
335 A kto ja jestem? — Jestem duch Apokalipsy —
Obróćcie ku mnie oczu zamglonych i twarzy…
Oto stoję wśród siedmiu złocistych lichtarzy
Podobny do człowieka… szata w długość szczodra
Spływa do stóp; pas złoty przewiązał mi biodra,
340 Głowę kryje włos biały, jak śniegi, jak wełna;
Z oczu skra leci ogniów dyjamentu pełna,
Nogi mam jak miedź świeżym ogniskiem czerwona,
Głos huczy jako woda wezbraniem szalona,
W ręku siedem gwiazd niosę, a z ust mi wytryska
345 Miecz ostry obosieczny, a twarz moja błyska
Jak słońce w całej mocy wyświecone kołem.
A gdy przede mną na twarz upadniecie czołem,
Powiem wam: «Jestem pierwszy… i ostatnim będę…»
PoetaJa wam zapał poety na nici rozprzędę,
350 Wy śmiejcie się z zapału mego towarzysza…
Kto on? — do tureckiego podobny derwisza;
Owe siedem lichtarzy, jest to siedem grodów,
Stoi wśród siedmiu złotem nalanych narodów,
Wygnaniec. — A włos czarny w siwość mu zamienia
355 Nie wiek, ale zgryzota… W oczach blask natchnienia,
W ręku gwiazdy… to myśli, z których jasność dniowa;
Miecz w ustach obosieczny, jest to sztylet słowa,
Którym zabija ludzi głupich… albo wrogów.
Zwaśnionych obu spędzam ze scenicznych progów.
360 Dajcie mi proch zamknięty w narodowej urnie,
Z prochu lud wskrzeszę, stawiam na mogił koturnie
I mam aktorów wyższych o całe mogiły.
Z przebudzonych rycerzy zerwę całun zgniły,
Wszystkich obwieję nieba polskiego błękitem,
365 Wszystkich oświecę duszy promieniem i świtem
Urodzonych nadziei — aż przejdą przed wami
Pozdrowieni uśmiechem, pożegnani łzami.
Zabił się — młody… Zrazu jakaś trwoga
Kładła mi w usta potępienie czynu,
370Była to dla mnie posępna przestroga,
Abym wnet gasił myśli zapalone;
Dziś gardzę głupią ostrożnością gminu,
Gardzę przestrogą, zapalam się, płonę,
Jak kwiat liściami w niebo otwartemi
375Chwytam powietrze, pożeram wrażenia.
Myśl Boga z tworów wyczytuję ziemi
I głazy pytam o iskrę płomienia.
Woda Ten staw odbite niebo w sobie czuje
I myśli nieba błękitem.
380Drzewo, JesieńTa cicha jesień, co drzew trzęsie szczytem,
Co na drzewach liście truje
I różom rozwiewa czoła,
Podobna do śmierci anioła,
Ciche wyrzekła słowa do drzew: Gińcie drzewa!
385 Zwiędły — opadły.
KwiatyMyśl śmierci z przyrodzenia w duszę się przelewa;
Posępny, tęskny, pobladły,
Patrzę na kwiatów skonanie
I zdaje mi się, że mię wiatr rozwiewa.
390 Cicho. Słyszę po łąkach trzód błędnych wołanie.
Idą trzody po trawie chrzęszczącej od szronu
I obracają głowy na niebo pobladłe,
Jakby pytały nieba: «Gdzie kwiaty opadłe?
Gdzie są kwitnące maki po wstęgach zagonu?»
395 Cicho, odludnie, zimno… Z wiejskiego kościoła
Dzwon wieczornych pacierzy dźwiękiem szklannym bije,
Ze skrzepłych traw modlitwy żadnej nie wywoła,
Ziemia się modlić będzie, gdy słońcem ożyje…
Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od kiści,
400 Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto uwiędłych liści;
Ilekroć wiatr silniejszy wionie, zrywa tłumy.
Celem uczuć — zwiędnienie; głosem uczuć — szumy
Bez harmonii wyrazów… Czyn , Dusza, SerceNiech grom we mnie wali!
Niech w tłumie myśli jaką myśl wielką zapali…
405 Boże! zdejm z mego serca jaskółczy niepokój,
Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj…
Jedną myśl wielką roznieć, niechaj pali żarem,
A stanę się tej myśli narzędziem, zegarem,
Na twarzy ją pokażę, popchnę serca biciem,
410 Rozdzwonię wyrazami i dokończę życiem.
Jam się w miłość nieszczęsną całym sercem wsączył…
SługaGrzegorzu, porzuć strzelbę czyścić…
Jużem skończył.
Co mi panicz rozkaże?
415Chodź tutaj, mój stary…
Nudzę się…
Było sobie niegdyś w szkole
Piękne dziecię, zwał się Janek.
Czuł zawczasu bożą wolę,
425Ze starymi suszył dzbanek.
Dobry z niego byłby wiarus,
Bo w literach nie czuł smaku;
Co dzień stary bakalarus[35]
Łamał wierzby na biedaku[36],
430I po setnej, setnej próbie
Rzekł do matki: «Oj, kobiéto[37]!
Twego Janka w ciemię bito,
Nic nie wbito — weź go sobie!…»
Dziecko, Ksiądz, MłodośćBiedna matka wzięła Jana,
435Szła po radę do plebana,
Przed plebanem w płacz na nowo;
A księżulo słuchał skargi
I poważnie nadął wargi,
Po ojcowsku ruszał głową.
440Wysłuchawszy pacierz złego:
«Patrz mi w oczy» — rzekł do żaka —
«Nic dobrego! nic dobrego!»
Potem hożą[38] twarz pogładził,
Dał opłatek i piętaka[39]
445I do szewca oddać radził…
Jak poradził, tak matczysko
I zrobiło… Szewc był blisko…
Lecz Jankowi nie do smaku
Przy szewieckiej ślipać igle.
450Diabeł mięszał żółć w biedaku,
Śniły mu się dziwy, figle;
Zwyciężyła wilcza cnota,
Rzekł: «W świat pójdę o piętaku!»
A więc tak jak był — hołota[40],
455Przed terminem rzucił szewca
I na strudze do Królewca
Popłynął…
Jak do wody wpadł i zginął…
Matka w płacz, łamała dłonie;
460A ksiądz pleban na odpuście
Przeciw dziatkom[41] i rozpuście
Grzmiał jak piorun na ambonie;
W końcu dodał: «Bogobojna
Trzódko moja, bądź spokojna,
465Co ma wisieć, nie utonie».
Mały Janek gdzie się chował
Przez rok cały, zgadnąć trudno.
Wsiadł na okręt i żeglował,
I na jakąś wyspę ludną
470Przypłynąwszy — wylądował…
Owdzie król przechodził drogą.
Jaś pokłonił się królowi
I dworzanom, i ludowi;
A kłaniając szastał nogą
475Tak układnie, że król stary
Włożył na nos okulary.
I wnet tymże samym torem,
Dwór za królem, lud za dworem
Powkładali szkła na oczy…
480Owoż król ten posiadł sławę,
Jakoby miał wzrok proroczy;
I choć stracił oko prawe,
Tak kunsztownie lewym władał,
Że człowieka zaraz zbadał,
485Na co mierzy, na co zdatny:
Czy zeń ma być rządca kraju,
Czy podstoli, czy też szatny[42]
Lecz tą razą, wbrew zwyczaju[43]…
Król pan oczom nie dowierza,
490Czy żak Janek na tancerza?
Czy na rządcę dobry kraju?
Więc zapytał: «Mój kochanku,
Jak masz imię?»
«Janek».
495«Janku,
Coż ty umiesz?»
«Psom szyć buty».
«A czy dobrze?»
«Oj tatulu!
500Czyli raczej, panie królu!
Jak szacuję, ręczyć mogę,
Że but każdy ostro kuty
I na jedną zrobię nogę,
Czyli raczej na łap dwoje…
505To na zimę. — Z letnich czasów
But o jednym szwie wystroję.
Na opłatku, bez obcasów;
A robota takiej wiary,
Że psy puszczaj na moczary,
510Suchą nogą przejdą stawy».
«Masz więc służbę, złotem płacę» —
Rzekł do Janka pan łaskawy
I za sobą wiódł w pałace.
A gdy dzień zaświtał czwarty,
515Szły na łowy w butach charty;
A szewc chartów w aksamicie
Przy królewskiej jechał świcie;
Złoty order miał na szyi,
W trzy dni został szambelanem,
520W sześć dni rządcą prowincyji,
W dni dwanaście został panem.
Starą matkę wziął z chałupy,
Król frejliną[44] ją mianował.
A plebana pożałował
525W biskupy…
Cha! cha! cha! przednia powieść.
A widzi pan, widzi,
Jak zabawiłem gadką… Niech się pan nie wstydzi,
W tej powieści moralna kryje się nauka.
530Jaka? Powiedz mi, stary.
A któż jej wyszuka?
Dość, że jest sens, powiadam.
Wierzę.
Cierpienie, Mądrość, TęsknotaTrzeba wiary.
535 Bo widzi panicz, kiedy gada sługa stary,
To w słowach dziecku dawać nie będzie trucizny.
Błąkałem się ja długo z dala od ojczyzny
I tak mi było ciężko od tęsknego żalu,
Że żołnierze ciesali[45] kołki na wąsalu;
540 Odcinając się szablą, nie brałem pociechy,
ŚmiechBo żadnych kłosów ludziom nie wysieją śmiechy,
A smutek niby mądra książka w sercu żyje
I mówi wiele rzeczy, i człowiek nie gnije
Jak muchomor pod sosną, lecz zbiera po szczypcie
545 Przestrogę do przestrogi… Byłem ja w Egipcie!
Ponoś no o tej walce nie mówiłem panu?
Czy wolno?
Mów! mów, stary.
Daj go tam szatanu
550 Kaprala… tęgi człowiek!… Wywiódł wojsko w pole,
Nie w pole, w piaski raczej; równo jak po stole,
Otwarto na wsze strony, kędyś wzrok obrócił,
Oko biegnąc po piaskach Boga szuka w niebie.
Wódz szyki w pięć kwadratów sprawił ku potrzebie
555 I niby pięć gwiazd jasnych na pustynię rzucił.
Mnie, świecącemu w jednej, widać było cztery.
Nauka, MędrzecPrzed walką, przypominam, śmiech nas ruszył szczery;
Bo, trzeba panu wiedzieć, na wojska ogonie
Snuły się z bagażami osły… przy bagażach
560 Przywlekli się z Francyji w bagnetów zachronie
Mędrkowie, co to baśnie piszą w kalendarzach.
Gardziliśmy jak Niemcem tą chmurą komorów[46],
Tą psiarnią, co jak truflów wietrzyła kamieni;
Więc gdy do walki wiele stanęło pozorów,
565 Zawołaliśmy głośno: «Osły i uczeni,
Chowajcie się w kwadraty! dalej za pas nogi!»
Dalibóg, korzystali z łagodnej przestrogi;
Przyznam się jednak panu, że choć żołnierz bitny,
Przed walką byłem nieco nad zwyczaj ponury. —
570 Jak dziś pamiętam, z dala lał się Nil błękitny,
Dalej jakiegoś miasta widać było mury;
I nad głowami niebo czyste, bez obłoku,
A powietrze, choć bardzo jasne, grało w oku,
Nad katafalkiem niby od gromnic płomyki…
575 DziedzictwoLecz co najbardziej ludu zadziwiło szyki,
To były owe wielkie, murowane góry;
Stąd by je było widzieć, gdyby nie Karpaty
I gdyby z nieba można zetrzeć wszystkie chmury.
Wtem wódz przyjechał konno… zagrzmiały wiwaty,
580 Acz bez winnych kielichów. Wódz wskazał na wieże
I rzekł: «Soldats!», co znaczy, powiedział: «Żołnierze!»
Słyszałem wszystko; wódz rzekł: «Patrzcie, wojownicy!
Ze szczytu piramidy — co znaczy: z dzwonnicy —
Ze szczytu tych piramid sto wieków was widzi».
585 CudWięc spojrzałem, gdzie wskazał po nieba błękicie;
Aż tu patrz… niech kto ze mnie jak z prostaka szydzi,
Opowiem… Klnę się panu, na piramid szczycie,
Jak w kościołach sławnego malują Michała,
Taki stał rycerz w zbroi, promiennego ciała,
590 I płomienistą dzidą przebijał z wysoka
Wijącego się z dala na pustyni smoka[47],
Co ku nam leciał w chmurze kurzawy i piasku.
Sto dział zagrzmiało, oczy zgubiłem od blasku.
A kiedym wzrok odpytał, aż tu mameluki[48]
595 Krzywymi nas szablami dziobią gdyby kruki[49],
To końmi do ucieczki obróceni wrzkomo[50],
Siadają na bagnetach jak małpy.
Coż daléj[51]?…
A wstydźże się pan pytać, każdemu wiadomo,
600 Żeśmy zawsze łamane parole wygrali,
I gdyby nie ta dżuma… Ale pan nie słucha!…
Wstyd mi! Starzec zapala we mnie iskrę ducha.
Nieraz z myślą zburzoną w ciemne idę lasy,
Szczęk broni rzucam w sosen rozchwianych hałasy,
605 Widzę siebie wśród świateł czarodziejskich sławy.
Wśród promienistych szyków; szyki wstają z ziemi.
Ziemia wstaje jak miasto odgrzebane z lawy…
Głupstwo… dzieciństwo marzeń… myślami takiemi
Nie śmiałbym się wynurzyć przed starców rozsądkiem,
610 Więc szukam — kogo? — sługi, co rozwlekłym wątkiem
Snuje głupie powieści.
Idź sobie, Grzegorzu!
Jak się panna na konną przechadzkę wybierze,
Dasz mi znać.
Cóż, umarł?
A gdzie tam, mój panie!
Więc żyje!
625Oj nie żyje! Niewola, Syberia, ZesłaniecGdy nas Rosyjanie
Wzięli w dwunastym roku, spędzili jak trzodę
I na Sybir zawiedli… Dwóchset naszych było.
Wiarusy kęs nadpsute, oficerstwo młode;
A jak wzajem sprzyjali, wspomnieć starcu miło;
630 Jeden drugiemu nigdy nie powie jak «Bracie»,
Chleb łamią jak opłatki, w jednej chodzą szacie.
Ten, o którym rzecz wiodę, zwał się Kazimierzem.
Otóż kiedy się Moskal pastwił nad żołnierzem,
Pan Kazimierz za wszystkich cierpiał, potem z głowy
635 Dobył myśli — zawołał na tajemne zmowy
I odkrył zamiar wcale dostojny, bo śmiały.
Nie szydź, panie, kto kupi niewolą włos biały[52],
Ten rozpaczy szalonej w ludziach nie potępi.
Więc on myślał, że straże kozackie wytępi,
640 Zmarłym wydrze żelazo i polskie wiarusy
Do Polski odprowadzi… Poznali się Rusy
Na malowanych lisach; wywiedli na pole;
Cały nas pułk Baszkirów ostąpił w półkole,
Wołga stała za nami… pułkownik tatarski
645 Przeczytał głośno niby jakiś dekret carski,
A w tym dekrecie stało, aby polskie jeńce
Rozdzielić na dziesiątki i w pułki powcielać.
Wtenczas nasze wiarusy wziąwszy się za ręce
Krzyknęli: «Nie pójdziemy!…» — Zamiast nas wystrzelać,
650 Czy wierzysz pan, że owe tatarskie szatany
Rzucali nam na szyje rzemienne arkany,
Właśnie jakby na koni zdziczałych tabuny.
Oh! co czułem, to z sobą poniosę do truny[53]!
Okrucieństwo, Starość, Śmierć, TrupZwiązaliśmy się wszyscy rękoma co siły…
655 Pamiętam, z prawej strony — nie, z lewej, od serca —
Stał przy mnie żołnierz wiekiem, ranami pochyły,
Ku niemu zwinął koniem baszkirski morderca;
Więc biedak rękę moją na kształt szabli ścisnął.
Potem ociężał na niej, bezwładny obwisnął,
660 Patrzę mu w twarz, posiniał cały na kształt trupa,
Oczy wybiegły, szyja związana powrozem.
Tu Baszkir zaciął konia, koń spięty dał słupa,
Skoczył — a starzec jak koń uwiązany lozem
Pociągnął się po piasku, po krzemiennej warście.
665 Widziałem na krzemieniach włosów siwych garście,
Z krwi wyrwane kroplami… Koń leciał jak strzała,
Już trup zniknął — a jeszcze widać było konia
I myśl przy koniu starca krwawego widziała.
Staliśmy jak garść kłosów pożółkłych śród błonia;
670 Głuche było milczenie, zgroza, obłąkanie.
Piszcząc, kołem jak krucy krążyli poganie,
Wybierali oczyma, gdzie powrozem skiną,
Śmierć dając, chcieli zabić przedśmiertną godziną.
Gotycyzm, TrupWtem, panie! nasz Kazimierz! ów Kazimierz młody!
675 Skoczył w tłumy Baszkirów i z tłumu wyskoczył
Z pułkownikiem tatarskim, rzucił się do wody;
Tak ujętego wroga między dwie kry wtłoczył,
A kry się zbiegły, głowa z Baszkira odpadła
Jak mieczem odrąbana i na krze usiadła
680 Z otwartymi oczyma…
A Kazimierz?
Zginął…
Grzegorzu, czy nie pomnisz zmarłego nazwiska?
Nie wiem: On pod imieniem Kazimierza słynął,
685 Co mu tam dziś nazwisko po śmierci? Pan ściska
Rękę starego sługi…
Boże! jak ten stary
Rósł zapałem w olbrzyma; lecz ja nie mam wiary,
Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam.
690 Z wyniosłych myśli ludzkich niedowiarka okiem
Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam.
Dróg zawartych przesądem nie przestąpię krokiem.
Teraz czas świat młodzieńca zapałem przemierzyć
I rozwiązać pytanie: żyć? alboli nie żyć?
695 Historia, Obraz świata, PrzemijanieJam bezsilny! nie mogę, jak Edyp zabójca,
Rozwiązać wszystkich sfinksów zagadki na świecie;
Rozmnożyły się sfinksy, dziś tajemnic trójca
Liczna jak ziarna piasku, jak łąkowe kwiecie;
Wszędzie pełno tajemnic, świat się nie rozszerzył,
700 Ale zyskał na głębi… wierzchem człowiek płynie,
Lecz jeśli drogi węzłem żeglarskim nie mierzył,
Nie wie, czy bieg jest biegiem, gdy brzeg z oczu ginie…
Chyba, że w owej drodze jak milowe słupy
Mija stare przesądy — zbladłe wieków trupy.
705 Nie, to są raczej krzyże przy ubitej drodze,
Prostak przy nich koniowi zatrzymuje wodze
I żegna się, i pokłon oddaje — gdy mija…
Potem mędrkowie prostsze wytkną ludziom szlaki,
Z wolna na drogę nową zjeżdżają prostaki;
710 Na zapomnianym krzyżu bocian gniazdo zwija,
Mech rośnie, pod nim dzieci w piasku sadzą kwiaty;
Nieraz krzyż, u stóp samych podgryziony laty,
Pada, zabija dzieci z sielskiego pobliża,
A lud płacze, że zwalić nie pamiętał krzyża.
715 Miłość, Konflikt wewnetrznyWięc idę na świat rąbać nadpróchniałe drewna.
Miłość? zapomnę o niej — Wspomnieniawśród światowej burzy
Pozostanie głos wspomnień… jak pieśń dzika, rzewna,
Jak pieśń żurawia, co się opóźnił w podróży
I samotny szybuje po błękicie nieba.
720 Ostatni, z licznych szczęsnych tłumów odbłąkany.
Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba.
Jak Kolumb na nieznane wpływam oceany
Z myślą smutną i z sercem rozbitym…
Kordianie!…
725Ten głos rozwiewa złote zapału świtanie.
Zamknięty jestem w kole czarów tajemniczem,
Nie wyjdę z niego… Mogłem być czymś… będę niczem…
Czemu Kordian tak smutny?
Znalazłam dziś rano
730 W imionniku wierszami kartę zapisaną,
Poznałam rękę, pióro — o! nie, raczej duszę…
Czemu się pan mój schyla?
Odmiatam i kruszę
Gałązki, ciernie, chwasty spod stóp twoich, pani. —
735 Cierń, co mi zrani rękę, nikogo nie zrani!
Kordian zapomniał, że ma matkę, matkę wdowę.
Cóż to? Kordian brwi zmarszczył, chmurzy się, rumieni?
Zapytaj się drzew, pani, dlaczego w jesieni,
Szronem dotknięte, noszą liście purpurowe?
740 To tajemnica szronu…
Usiądźmy w alei.
Któż z nas pierwszy obaczy gwiazdę dobrze znaną?…
Nie ujrzę jej, jeżeli to gwiazda nadziei!….
A jeśli gwiazda wspomnień?
745O! dla mnie za rano
Na bladą gwiazdę wspomnień!…
Gdzież gwiazda Kordiana?
Jak się nazywa?
Przyszłość.
750W której stronie nieba?
O! nie wiem! nie wiem — jest to gwiazda obłąkana,
Co dnia ją trzeba tracić, co dnia szukać trzeba…
ŚwiatłoKordian ma piękną przyszłość, talenta, zdolności…
Jaki dziś Kordian gorzki?
Czarowna natura!
Jak koń Apokalipsy szara leci chmura,
Jesiennym gnana wiatrem; a w chmurze myśl gromu,
765 Omdlała zimnem, iskry wydobyć nie może;
Więc co ma w łonie gniewu, nie powie nikomu?
I przepłynie nad światem… Z gromem myśli złożę,
Niechaj płyną nad światem zimne i bez głosu…
Pani, weź tę gałązkę purpurową wrzosu,
770 Ale jej nie otrząsaj ze szronu brylanta…
Pani — patrz tam na niebo… oto duchy Danta.
Drzewo, PtakTam się na starym drzewie wichrzy szpaków stado,
Zaleciały przelotem i do snu się kładą,
Wiatr przez noc będzie liście zbijał — one prześnią
775 Noc całą, drzew ginących kołysane pieśnią;
Anioł przeczucia śpiącym wskaże lotu szlaki,
A gdy się zbudzą, drzewo powie: «Lećcie, ptaki!
Nie mam już dla was liści, jam się zestarzało
Przez noc, kiedyście spały…»
780Cóż stąd za nauka?…
Cha! cha! nauka smutku, że drzewo nie spało,
A ptaki spały…
Kordian, co przyszłości szuka,
Powinien spać jak ptaki…
785Gdzież anioł przeczucia?
Czy przyjdzie? poprowadzi? Więc myśli i czucia
Trzeba skąpca przykładem na lata rozłożyć
I nigdy zmysłów w jednej nie utracić burzy.
Trzeba się dziś zwyciężyć, aby jutra dożyć.
790 Dziwna ciekawość życia prowadzi w podróży,
A za ciekawość trzeba nieszczęściami płacić
I nigdy zmysłów w jednej burzy nie utracić…
Jam je utracił! Boże! zmiłuj się nade mną!
Kordianie!…
795Czas powracać, już wietrzno i ciemno…
O pani! zostań jeszcze…
Więc pan mi przyrzeka,
Że będzie spokojniejszy?
Tak…
800Przyszłość daleka,
Póki jesteśmy młodzi, wszystko jest przed nami…
Ciemny się błękit nieba wyświeca za mgłami,
Ach księżyc! patrz tam, pani! księżyc srebrny, pełny
Stanął i patrzy na nas, chmur srebrzyste wełny
805 Spadły nań — leci, jakby wyrywał się z chmury;
Teraz go na pół gałąź rozcina spróchniała,
Teraz śród czarnych liści krąg chowa ponury…
Pani! gdy kiedyś! kiedyś! twarz księżyca biała
Błyśnie wśród chmur lecących na jesiennym niebie;
810 Będziesz mój cień natrętny odpędzać od siebie.
Dusza, Światło, Kondycja ludzka, Anioł, Idealista, MarzenieBóg promień duszy wcielił w nieskończone twory,
Dusza się rozprysnęła na uczuć kolory,
Z których pięć wzięło zmysły cielesne za sługi,
Inne zagasły w nicość… ale jest świat drugi!
815 Tam z uczuć razem zlanych wstanie anioł biały,
Mniejszy może niż człowiek, atom, środek koła
Rozpryśnionych promieni; ale jasny cały
I plam ludzkich nie będzie na sercu anioła.
Nieskończoności zmysłem dusza się pomnoży,
820 Bóg aniołowi oczy na przyszłość otworzy,
Aż przestanie zaglądać w ciemną wspomnień trumnę.
Bóg mu pod nogi światła wywróci kolumnę,
Po niej gwiazd mirijady[54] zapali i słońca;
Anioł je przejrzy wzrokiem nadziei do końca
825 I do gwiazdy podobny będzie w przyszłość płynął…
O! duch mój chce się wyrwać! już pióra rozwinął.
Dusza z ust zapalonych leci w błękit nieba…
Na jednego anioła dwóch dusz ziemskich trzeba!…
Źle, jeśli się pan będzie marzeniem zapalał,
830 Prawdziwie nie pojmuję, co mu jest?…
Oszalał!…
Światła nocy błyskają na nieba szafirze,
Myśl zbłąkana w błękity niebieskie upadła,
Oto ją gwiazdy w kręgi porywają chyże
835 I kręcą, aż zmęczona, posępna, pobladła,
Powróci z tańcu niebios w nudne serce moje…
Czekam — nad otchłaniami niebieskimi stoję,
Zalękniony o myśli w gwiazd tonące wirze.
Gwiazdy! wy gdzieś lecicie jak żurawi stada!
840 Gwiazdy! polecę z wami po niebios szafirze!
Nabity — niechaj krzemień na żelazo pada…
Obraz świata, Zaświaty, ZwątpienieBól, chwila jedna, ciemno — potem jasność błyśnie.
Lecz jeśli nie zaświeci nic?… i ból przeminie?
Jeśli się wszystko z chwilą boleści rozpryśnie?
845 A potem ciemność… potem nawet ciemność ginie,
Nic — nic — i sobie nawet nie powiem samemu,
Że nic nie ma — i Boga nie zapytam, czemu
Nic nie ma?… Ha! więc będę zwyciężony niczem?…
Śmierć patrzy w oczy moje dwustronnym obliczem,
850 Jak niebo nad głowami i odbite w wodzie…
Prawda lub omamienie — lecz wybierać trudno,
Gdzie nie można zrozumieć…
Nie… nie w tym ogrodzie.
Znajdę śród lasów łąkę kwietną i odludną.
855Dotąd Kordian nie wrócił, jedynasta biła.
Duma, Łzy, Młodość, SerceNatrętna niespokojność w serce się zakrada,
Gdybym też dziecię płochym szyderstwem zabiła?
Dmucham w różę, co słońcem palona opada?
A jeśli jego serce z takich kruszców lane,
860 Że co na nim napiszę, przetrwa napisane
Na wieki wieków? Boże! jeśli jego oczy
Przywykną do ciemności i do łez? Co gorsza!
Jeśli miasto łez, w dzieciach zapalonych skorsza[55]
Duma gorzkie uśmiechy na twarz mu wytłoczy?…
865Nudnymi grzecznościami zapisane karty,
Ten mię równa do kwiatu, ci do gwiazd — a czwarty
Do Dyjanny bogini — on sam jak bóg Apis
Zwierzęcą nosi głowę. — Ten kwiat chce rozkwitać…
Rysunek siostry mojej. — Ach! Kordiana napis;
870 Spojrzałam mimowolnie, muszę raz odczytać…
Wspomnienia, Duch, Dusza, Kochanek romantyczny, Księżyc, Miłość tragiczna, Przemijanie, ZaręczynyO! przypłynę ja kiedyś we wspomnień łańcuchu,
Zatrzymam się… wspomnienia krokiem się nie ruszą…
Aż powiesz: «Natrętny duchu!
Ciężysz na duszy mojej twoją cichą duszą
875 Jak księżyc, mórz oczyma podnoszący ciemnie.
Jesteś wszędzie, koło mnie, nade mną i we mnie…» Luba, jam koło ciebie i z tobą i w tobie…
Nie przychodzę wyrzucać ani przypominać,
Ani śmiem błogosławić, ani chcę przeklinać;
Przyśniło mi się tylko kilka pytań w grobie…
880 Słuchaj, niegdyś ze szczęściem brałaś zaręczyny,
Pokaż mi ów pierścień złoty;
Ha! szczerniał? szczerniał pierścień? — to nie z mojej winy!
ŁzyDlaczego na twarz włosów rozpuszczasz uploty?…
Spostrzegłem we włosów chmurze…
885 Bladość twarzy i coś błyska!…
Może to blask w pereł sznurze?
Może światło brylanta? albo kornaliny?
Może rozgrane słońcem topazu ogniska?
Może to łzy? — ty płaczesz? — to nie z mojej winy!…
890 KwiatyMój aniele! mój aniele!
Kwiat ci niegdyś wieńczył głowę,
A było kwiatów tak wiele,
Że nim zwiędły, brałaś nowe.
Dlaczegóż dzisiaj w stroju zmianę widzę jawną?
895 Wszak kwiaty przeżyć burze musiały i spieki;
Prócz jednej bladej róży, która dawno! dawno!
Nie pomnę, z jakiej przyczyny,
Zwiędła na wieki…
Jeśli tak wszystkie zwiędły? — to nie z mojej winy!…
900Koń, SamobójstwoSłyszę tętent… to Kordian! — więc okno otworzę —
Nie, może bym za zbytnią troskliwość wydała…
Co nikt drzwi nie odmyka?
Boże! wielki Boże!
Koń przeleciał bez jezdca… Co to jest? Drżę cała!
905Gdzie Grzegorz?
Nie wiem, pani, nie siadł do wieczerzy,
Widać było, bo dzbankiem z nami się nie dzielił
Jak Żyd płaszczem Chrystusa.
Szukaj go! niech bieży!
910Nieszczęście! Oh nieszczęście! panicz się zastrzelił!…
KONIEC AKTU PIERWSZEGO
Wyspę łąk porzucono na pałaców stepy,
Uciekam tu opodal od wrącego gminu;
LudLud woli pić dym węgli i zaglądać w sklepy;
A ten ogród, czarowna sielanka Londynu,
915 Jak ustęp złoty w nudnym ginie poemacie.
DrzewoLudzie! wy się tym drzewom przypatrywać macie
Jak cudom Boga obok cudów waszej ręki.
Drzewa nietknięte, rajskie zachowały wdzięki;
Nieraz mgły nadpłynione w kłęby czarne zwiną
920 I liściowym wachlarzem na miasto odwieją.
Po sadzawkach łabędzie rozżaglone płyną.
Ludzie piaskiem Paktolu[56] węże ścieżek sieją,
A łąki flamandzkiego aksamitu puchem.
Tam! miasto… Zegar ludzkim kręcący się ruchem,
925 A tu cisza — tu ludźmi nie kwitną ogrody,
Ale się po murawach wyperliły trzody…
Dorosłość, Dzieciństwo, Młodość, MarzenieBył wiek, żem ja w dziecinnych marzeniach budował
Wszystkie stolice ziemskie, dziś je widzę różne;
Alem pierwszych obrazów w myśli nie zepsował,
930 Są dziś porównań celem jak księgi podróżne.
Rzeczywistości naga, wynagrodź marzenie!
Obym się sam ocenił, skoro świat ocenię…
Kto wie? może w szczęśliwych grono mię powoła…
Piętno, Morderstwo, Samobójstwo, Zbrodnia, ZbrodniarzChciałbym bliznę Kaima[57] zmazać z mego czoła,
935 Pierwszy wzrok ludzi czoło samobójcy bada…
A Panie mój! pens za krzesło!…
Duma, PanPan mój jak lord płaci,
A jak lord siąść nie umie!
Jakże więc lord siada?
940Na trzech krzesłach zarazem siadają magnaci:
Na jednym lord się kładzie, a na drugim nogi,
A na trzecim kapelusz, to trzech pensów suma.
Dziękuję, bracie! będę korzystał z przestrogi.
Szlachetny to jest zwyczaj, żyzna ludziom duma,
945 Lękam się, by go nowa reforma nie zniosła.
Tam, gdzie gęstymi drzewy sadzawka zarosła,
Jakiś człowiek samotny jak cień się przesuwa,
Patrzy na księżyc, wzdycha — to miłośnik czuły,
Zapewne wielkie serce smutkami zatruwa;
950 Może mu się marzenia złotym wątkiem snuły
I przerwały się nagle — od świata ucieka.
Chciałbym go poznać… Bracie, znasz tego człowieka?
To pewien dłużnik, bankrut potępion wyrokiem.
Dlaczegóż nie w więzieniu duma, lecz w ogrodzie?
955Prawo w domy nie wchodzi; po słońca zachodzie
Nie biega po ulicach za dłużnika krokiem;
Więc dłużnik we dnie sypia, a chodzi po nocy.
Myślałem, że pan także przy Boga pomocy
Mijasz się z prawem.
960Nędzny!…
Pan jakby lord płaci.
Mam honor mu polecić siebie, moich braci…
Jeden, jak ja, przedaje krzesła w parlamencie,
Drugi, jak ja, przedaje groby w Westminsterze;
965 Trzeci robi na przedaż herbowe pieczęcie,
Na każdej ryje łokieć, szalki i dwie wieże,
Podobne kształtem do wież dłużników więzienia.
Czwartego lud nazywa Garrikiem tragicznym;
Prawdziwie małpi talent wziął od urodzenia
970 I Punsza bohatera[58] przed tłumem ulicznym
Pokazuje, przez Punsza usta opowiada,
Jak zabił żonę, dziecię wyrzucił przez okno,
Obwiesił kata, wreszcie w szpony diabła wpada;
A gdy go diabeł porwie, widzę we łzach mokną…
975Otchłań«Chodź! oto szczyt, stój cicho… Zakręci się w głowie,
Gdy rzucisz wzrok w przepaści ubiegłe spod nogi…
Wrony przelatujące w otchłani półowie
Mało większe od żuków… a tam — na pół drogi
Czepia się ktoś… chwast zbiera… z ciężkiej żyje pracy!…
980 Stąd go nie większym widać od człowieka głowy.
A owi, co się snują po brzegu, rybacy
Wydają się jak mrówki… Okręt trójmasztowy,
Spoczywający w porcie, widać stąd, bez żagli,
Łupinę tylko, mniejszą od węzła kotwicy…
985 A szum zhukanej fali, którą wicher nagli
I pokłada na brzegów skalistej granicy,
War piany i kamieni, równy głośnej burzy,
Ucha tu nie dochodzi… O! nie patrzę dłużej,
Bo myśl skręcona głową w otchłań mię zanurzy…»
990Szekspirze! duchu! zbudowałeś górę
Większą od góry, którą Bóg postawił.
Boś ty ślepemu o przepaści prawił,
Z nieskończonością zbliżyłeś twór ziemi.
Wolałbym ciemną mieć na oczach chmurę
995I patrzeć na świat oczyma twojemi.
Kondycja ludzkaPróżno myśl genijuszu świat cały pozłaca,
Na każdym szczeblu życia rzeczywistość czeka.
Prawdziwie jam podobny do tego człowieka,
Co zbiera chwast po skałach życia. — Ciężka praca!…
1000Duszo! niechaj ci włosy na czole rozgarnę!
Weź mię w twoje ramiona, rozkoszą odkwitnę.
Patrz na mnie! Twoje oczy jasne, skrzące, czarne,
Białka oczu jak perły śnieżystobłękitne.
Gdy rzucasz wzrok omdlony, padam, słabnę, mdleję;
1005 Tak na przesłodkiej róży mrą złote motyle;
A gdy spojrzysz iskrami twych oczu — szaleję!
I ożywam na całą pocałunku chwilę.
Puść mię! omdlewam.
Luba! gdy padasz omdlona,
1010 Odpychając mię falą kołysaną łona,
Wtenczas gdy z rozkwitłego na pół ust koralu
Płomień z niewysłowionym wybłyska wyrazem,
W którym miłość złączyła wszystkie głosy razem,
Dźwięk strun urwanych, wstydu głos i skargę żalu,
1015 Jęk, śmiech dziecka, westchnienie… wtenczas, moja droga,
Ty mię kochasz…
Nad życie! Wszak lorda i Boga
Porzuciłam dla ciebie, czyż wątpisz, szalony?
Wierzę! na koralowych ustach zawieszony
1020 Jako motyl na róży. Twoja szyja płonie,
A perły takie zimne na płomiennym łonie!
Rozerwij perły — czekaj, rozgryzę nić!…
Szkoda!…
Perły po twoich piersiach leją się jak woda;
1025 Boisz się łaskotania pereł, moja miła?
Drżysz jak liść… Czy mię kochasz?…
Jam stokroć mówiła,
Żeś mi droższy nad życie; wiszę u twej szaty
Jak kropla rosy, strząśniesz? rozprysnę się cała.
1030Patrzę na wazon z lawy, w którym rosną kwiaty;
Niegdyś ta lawa ogniem zapalona wrzała,
Skoro ostygła, snycerz kształt jej nadał drogi…
Świat jest nieraz snycerzem, a serce kobiety
Lawą ostygłą.
1035Wyrzut dla płci naszej srogi!
Nie zasłużony wiernym sercem Wioletty…
Luba! gdzieś na północy stał zamek wiekowy,
Herby pradziadów moich świeciły na bramie,
W salach portrety dziadów w ozłoconej ramie
1040 Patrzały na mnie; dzisiaj wzrok ojców surowy
Aż tu, do włoskiej willi, ściga za mną — goni.
Bo zamek ojców moich stopiłem na złoto,
A z tego złota nosisz przepaskę na skroni.
Luby! zatruwasz serce niewczesną zgryzotą.
1045Kochanek, Łzy, MiłośćDroga! gdybym pałace mógł nazad odzyskać
Jedną łzą twoją, nie chcę, abyś łzę wylała.
Luba! tobie przystoi brylantami błyskać.
Tak droga mleczna światów milijonem biała.
Bieda, Bogactwo, Miłość, PieniądzChciałbym w tej pięknej willi przeżyć z tobą wieki
1050 Wśród laurów, wodospadów, róż, brązów, zwierciadeł;
A kto wie? jutro może otworzysz powieki
I spojrzysz w lice nędzy, najsroższej z widziadeł…
Przekleństwo! jam utracił wszystko!
Mio caro,
1055 Co się to znaczy?
U drzwi stoją wierzyciele!
Lecz bogactwo w miłości znikomą jest marą,
Dawałem ci brylanty, dziś sercem się dzielę.
Ach brylanty… Gdzie klucze?…
1060Stój! stój, moje życie!
Wczoraj — aby opóźnić majątku rozbicie,
Z twoimi brylantami siadłem do gry stoła;
Gra mi wszystko pożarła… Lecz serce anioła!…
Ach! ach! ja nieszczęśliwa, zabrał mi klejnoty!
1065Zabijasz mię, kochanko, niewczesnymi łzami —
Serce twoje przekładam nad wszelki dar złoty.
Przegrałeś moje serce razem z klejnotami!!
Nędza! nędza mię czeka!…
Mnie zaś koń mój czeka.
1070Jedź z diabłem!…
Droga moja nie nazbyt daleka,
Koń ma złote podkowy, tysiąc czątych warte;
Wygrałem je był wczoraj na ostatnią kartę,
Przed wierzycieli okiem w podkowach uniosę.
1075 Przez noc całą galopem popędzę przez błonia,
Złotymi kopytami srebrną bijąc rosę.
Potem w najbliższym mieście każę rozkuć konia
I za cztery podkowy uczt wyprawię cztery;
A potem, jako czynią modne bohatery,
1080 W łeb sobie strzelę… Panią na uczty śmiem prosić.
A jeśli po kochanku chcesz żałobę nosić,
Upewniam, że ci będzie do twarzy z żałobą…
Pani! czy jedziesz ze mną?…
Luby! jadę z tobą…
1085Cóż to?
Nic… koń rozkuty upadł.
Koń rozkuty?
To nic… Kazałem słabo przybić mu podkowy.
Nie przybić, raczej związać spróchniałymi druty,
1090 Zgubił je przy wyjeździe…
Wężu Adamowy!
Ewo moja! Adama zastąpią ci drudzy,
A ja cieszę się z serca, że gdzieś moi słudzy,
Wygnani z willi, z czołem spuszczonym ku ziemi
1095 Pójdą tą samą drogą, za ślady mojemi,
I będą zbierać złoto, tam gdzie łzy upadną.
Gniew, PrzekleństwoNiech ludzie z pistoletów kule ci wykradną!
Niechaj cię głód zabije, zapali pragnienie!…
Prawdziwie, ta kobieta kocha mię szalenie,
1100 Poszła szukając śladów kochanka po drodze…
Dalej, mój koniu! leć, gdzie zechcesz! puszczam wodze…
Graf Kordian, Polak!
Witam potomka Sobieskich.
Miserere[60]!!!
Lacryma Christi[61]…
Precz, Luterku, precz mówię… Cóż, synu Polonie,
Byłeśże w Piotra gmachu? w Cyrku, w Panteonie?
Ostrzegam, bądź w niedzielę w chórze Bazyliki,
1120 Bo właśnie nowy śpiewak przyjechał z Afryki,
Dej[62] mi go przysłał fezki… Jutro z majestatu
Dam wielkie przeżegnanie Rzymowi i światu,
Ujrzysz, jak całe ludy korne krzyżem leżą;
Niech się Polaki modlą, czczą cara i wierzą…
1125Lecz garści krwawej ziemi nikt nie błogosławi.
Cóż powiem?…
De profundis clamavi! clamavi! [63]
Precz, szatanku! Z tiary na pastorał rusza,
Przeklęte zwierzę ptasie… o mało nie powiem,
1130 Że w niej zaklęta Lutra[64] pokutuje dusza,
Pełna przysłówków ergo[65], ponieważ, albowiem.
Raz, za firanką skryta, wdała się w dysputy
Z kardynałem, prezesem dataryji[66] biura.
Rozumiał, że mu doktor jakiś tęgo kuty
1135 Odpowiadał na kwestie — ona trzęsła pióra,
A kardynał rwał włosy i nadrabiał krzykiem;
Papuga odrzucała odpowiedzi ślepe;
Na koniec go zabiła hebrajskim językiem
Krzycząc: «Pappe satan! pappe satan! aleppe[67]…»
1140 Głupie stworzeńko! Tak to czasem Bóg pozwala,
Że słaby Golijatów rozumu obbala…
No, mój synu, idź z Bogiem, a niechaj wasz naród
Wygubi w sobie ogniów jakobińskich zaród,
Niech się weźmie psałterza i radeł, i sochy…
1145Rzucam na cztery wiatry męczennika prochy!
Ze skalanymi usty do kraju powrócę…
Na pobitych Polaków pierwszy klątwę rzucę.
Niechaj wiara jak drzewo oliwkowe buja,
A lud pod jego cieniem żyje.
Tu szczyt… lękam się spojrzeć w przepaść świata ciemną.
Spojrzę… Ach! pod stopami niebo i nad głową
Niebo… Zamknięty jestem w kulę kryształową;
Gdyby ta igła lodu popłynęła ze mną
1155 Wyżej — aż w niebo… nie czułbym, że płynę.
Stąd czarne skrzydła myśli nad światem rozwinę.
Ciszej! słuchajmy… o te lody się ociera
Modlitwa ludzka, po tych lodach droga
Myślom płynącym do Boga.
1160 Tu dźwięk nieczysty głosu ludzi obumiera,
A dźwięk myśli płynie dalej.
Tu pierwszy zginę, jeśli niebo się zawali,
A ten kryształ powietrza, by tchnieniem rozbity,
Kręgami się rozpłynie na nieba błękity
1165 I gwiazdy w nieznajomą uciekną krainę,
I znikną, jakby ich nigdy nie było…
Spróbuję — westchnę i zginę…
Ziemia, GróbHa! przypominasz mi się, narodów mogiło!
Oto się przedarły chmury,
1170 Igły lodu wytrysły z chmur kłębów;
Tam las ogromny sosen i dębów
Jak garść mchu w szczelinie góry,
A ta plamka biała — blada —
To morze.
1175 Silniej wzrok napnę — oczy rozedrę, otworzę,
Chciałbym stąd widzieć człowieka.
Tam koło jednej igły krążą orłów stada,
Jak pierścionki żałobne na perłowych lodach;
A ode mnie błękitna płynie szczelin rzeka,
1180 Każda w jedną otchłań zlata
I nikną jak w morza wodach…
Przywódca, WładzaJam jest posąg człowieka na posągu świata.
RozumO, gdyby tak się wedrzeć na umysłów górę,
Gdyby stanąć na ludzkich myśli piramidzie
1185 I przebić czołem przesądów chmurę,
I być najwyższą myślą wcieloną…
Pomyśleć tak — i nie chcieć? o hańbo! o wstydzie!
Pomyśleć tak — i nie móc? w szmaty podrę łono!
Nie móc? to piekło!
1190 SerceMogęż siłą uczucia serce moje nalać,
Aby się czuciem na tłumy rozciekło
I przepełniło serca nad brzegi,
I popłynęło rzeką pod trony — obalać?
Mogęż zruszyć lawiny? potem lawin śniegi,
1195 Zawieszone nad siołem,
Zatrzymać ręką lub czołem?
Mogęż, jak Bóg w dzień stworzenia,
Ogromnej dłoni zamachem
Rzucać gwiazdy nad świata zbudowanym gmachem,
1200 Tak by w drodze przeznaczenia
Nie napotkały nigdy kruchej świata gliny
I nie strzaskały w żegludze?
Mogę — więc pójdę! ludy zawołam! obudzę!
Może lepiej się rzucić w lodowe szczeliny?…
1205Miłość, ReligiaUczucia po światowych opadały drogach…
Gorzkie pocałowania kobiety — kupiłem…
Wiara dziecinna padła na papieskich progach…
Nic — nic — nic — aż w powietrza błękicie
Skąpałem się… i ożyłem,
1210 I czuję życie!
Lecz nim myślą olbrzymią rozpłonę,
Posągu piękność mam — lecz lampy brak.
Więc z ognia wszystkich gwiazd uwiję na czoło koronę,
W błękicie nieba sfer, ciało roztopię tak,
1215 Że jak marmur, jak lód słonecznym się ogniem rozjaśni…
Potem piękny jak duch baśni,
CzynPójdę na zimny świat i mogę przysiąc,
Że te na czole tysiąc gwiazd i w oczach tysiąc,
Że posągowy wdzięk — narodów uczucia rozszerzy
1220 I natchnie lud;
I w serca jak myśl uderzy,
Jak Boga cud…
Rycerz, PoświęcenieNie — myśli wielkiej trzeba z ziemi lub z błękitu.
Spojrzałem ze skały szczytu,
1225 Duch rycerza powstał z lodów…
Winkelried dzidy wrogów zebrał i w pierś włożył,
Ludy! Winkelried ożył!
Polska Winkelriedem narodów!
Poświęci się, choć padnie jak dawniej! jak nieraz!
1230 Nieście mię, chmury! nieście, wiatry! nieście, ptacy!
Siadaj w mgłę — niosęć… Oto Polska — działaj teraz!…
Polacy!!!
KONIEC AKTU DRUGIEGO
No! patrzaj, panie kumie, co przed zamkiem stoi…
To car nasz miłościwy kazał stawić w nocy
1235 Te wielkie rusztowanie… jeśli naród zbroi,
To będą ścinać głowy…
Waść rzucasz jak z procy
Niepomyślane baje… na te rusztowanie
Wchodzą wielmożni nasi i wielmożne panie,
1240 Co na koronacyją chcą patrzeć z wysoka…
Kwiatem dam się pokrywa estrada szeroka.
Estrada! jakie słowo! — Ja przyswoić wolę
Wyraz wschodowidownia.
Zgoda, mój purysto.
1245Władza, PrzemocLecz patrzaj, pióra, kwiaty, tiule, parasole,
To istna łąka. — Chciałbym zostać ziemną glistą
I pełzać po tych kwiatach.
Wolisz zostać carem
I chodzić po tych głowach.
Toć ten sam, który niegdyś jak koń w taczkach chodził
Za jakieś przewinienie, z woli księcia pana,
1255 Tak wychudł biedak wówczas i tak się wygłodził,
Że, jak mówią, aż własne obaczył kolana
I łzami się rozpłakał.
Cha! cha! cha! jak się szlachcic czerwony jendyczy[73]!…
Cicho! słuchajcie — oto pierwszy szereg krzyczy,
Cesarz przechodzi — krzyczmy.
Niech żyje! niech żyje!
1270Nic nie widać… Chorągiew z wiatrami się bije
I posuwa się z wolna…
Idzie jakiś starzec,
Siwy cały — oh, siwy jak srebrzysty marzec,
Niesie złotą poduszkę, na niej szabla leży…
1275Oj, dobrze cesarzowi, że polskie szablice
Śpią sobie na poduszkach…
Wielki Książę bieży
I nakazał gardłowej przegrywać muzyce.
Ha! ha! dmą sobie ludzie w gardła jak w oboje.
Kto?
Król.
1285Boże, pochowaj nam króla!
Nie w takt śpiewasz i nie w sens…
Cha! cha! cha!
To go wstrzymał skórzanym wędzidłem.
Pozwólcie też, panowie, spojrzeć człowiekowi…
Garbuś! garbuś! Ustąpcie miejsca garbusiowi…
1300 Wsadzić go na ramiona…
Zgodziłby się mały!
Wszak o nim historyja świat obiegła cały.
Wracając nocą nie mógł rynsztoka przeskoczyć;
Sajetowego sukna nie chciało się zmoczyć;
1305 Czeka… Aż tu przechodzi drogą pozytywek[77],
Więc w prośby, by go ludzie zanieśli do domu,
Zgodzili się, na skrzyni konno usiadł krzywek;
Gdy go tam przywiązali jak garść suchą łomu[78],
Nuż korbą kręcić, różne muzyki wygrywać
1310 I do szynków zachodzić… musiał biedak śpiewać,
A nie śpiewać, to ludziom grać jak z dobrej woli…
Cha! cha! cha!
At w inną stronę poszła sobie wieża…
Car przeszedł, a my wszyscy patrzali jak głupce
Na garb i nie widzieli cara…
Przysięgam!…
Car się ukoronował, wychodzi z kościoła,
Przysiągł konstytucyją święcić jak pacierze.
1325Wróciwszy, pewnie w zamku zasiądzie do stoła?
Choć królem, to jeść musi jak i każde zwierzę.
A wiecież, co jeść będzie?
Będzie zjadał bażanty, a na wety — prawa.
Waćpan musisz zagadki słać do Kuryjera[82].
Przemoc, Krew, Zbrodnia, Dziecko, KobietaCo to za krzyk?
Zapewne żandarm tłum przeciera.
1335O! nie, to się sam książę wdał z babami w boje.
Dziecię moje! o! dziecię! dziecię! dziecię moje!
Coż to za krzyk? Waszmości czoło aż pobladło.
Książę uderzył starą kobietę z dziecięciem,
Potknęła się i dziecko do rynsztoka padło.
1340 Zbiegł się tłum… teraz cały ucieka przed księciem
I tylko widać starą nad dzieckiem kobietę,
Ciałem dziecię zakrywa… To odwaga rzadka!
Matka, PoświęcenieDziecko zabite…
Dziecko zabite…
1345Zabite…
A matka?…
Kto wie, czy to matka.
O! to matka,
Inna by już uciekła; co się tam z nią stało!?…
To dla nas sukno! dla nas! rozerwać je w sztuki!…
Pijcie wino! pijcie wino!
Nie wierzycie, że to cud,
1355Gdy strumienie wina płyną,
Choć nie sadzi winnic lud.
Pij, drużyno! pij, drużyno!
Chrystus wodę mienił w wino,
Gdy weselny słyszał śpiew,
1360 Gdy wesele było w Kanie…
A gdy przyszło zmartwychwstanie,
Chrystus wino mienił w krew…
Jutro błyśnie jutrznia wiary,
Pijcie wino! idźcie spać!
1365 My weźmiemy win puchary,
By je w śklanny sztylet zlać.
Niech ten sztylet silne ramię
W piersi wbije i załamie…
Pijcie wino! idźcie śnić!
1370 Lecz się będzie świt promienić,
Trzeba wino w krew przemienić,
Przemienione wino pić!…
Kto to śpiewał?
Śpiew huczał we mnie i pode mną…
1375Idźmy do domu… Jest coś strasznego… tak ciemno…
Ciemna jaskinio trumien, znam ja ciebie!
Nieraz w te prochy iskrę myśli kładłem,
Budziłem królów, serca ich odgadłem,
Działali… w dziejach jak na jasnym niebie
1380Nigdzie czerwone nie padały plamy. —
Gdybyście, króle, z trumien dziś powstali,
Ludzie by rzekli: «O, znamy was! znamy!
Starzec nam o was mówił, żeście biali
Jako anieli… Tak nam starzec prawił».
1385 Jaż bym tron nieskalany Polaków zakrwawił?
Rzuciłem się w otchłani spisków czarne cienie,
Zapalonej młodzieży sztyletami władam,
Mam sto rąk, sto sztyletów… gdy chcę, sto ran zadam;
Wzrok mój przytępiał długim wiekiem, lecz sumnienie[85]
1390 Ma bystre oczy, widzę, że światło zagasło.
Lepiej przy Waszyngtonie było umrzeć…
Hasło!…
Winkelried!
Tędy!
1395Prezes wszystkich nas ubiegłeś.
Nie dziw się, że mię w grobach pierwszego spostrzegłeś,
Starość mię prowadziła.
Powiedz mi, prezesie,
Jak się to skończy?
1400Nie wiem.
Burza nie rozniesie
Sztyletów tak jak liści… Byle się udało!
Pomnij, że nosisz szatę Zbawiciela białą!
Splamisz ją.
1405Głos twój drżący…
Zimno mi i ciemno…
A mnie krew pali…
Boże! zmiłuj się nade mną…
Księże! powiedz mi, wiele lat masz?…
1410Pięćdziesiąty…
Gdyś się rodził, rok miałem dwudziesty dziewiąty
I biłem się za wolność…
Cóż stąd?
Nic… wspomnienie.
1415Zachwiałeś duszą moją — zbudziłeś sumnienie,
Cóż rozkażesz? co robić?
Słońce, RozumWstrzymać ich, na Boga!
Niech myśl młodych ciemnicy nie przestąpi proga,
Niech spisek z czarną twarzą na świat nie wychodzi,
1420 Bo tam na świecie białym błyszczy Boga słońce!
Historia, Król, PolakZwołałem tu szalonych, bo wiatr grobów chłodzi,
Bo mogę wezwać prochy królów za obrońcę.
Jam niegdyś z piersi moich lał poety pienia,
Dziś bym je chętnie wydarł z kart wiekowej sławy
1425 I spaliłbym je w ogniu, gdyby z ich płomienia
Myśl wydobyć głośniejszą nad młodzieńcze wrzawy,
Myśl łamiącą sztylety.
Źle począłeś sobie,
Oni tu miecze jasne wyostrzą na grobie.
1430Na grobie królów naszych? O hańbo! o wstydzie!
Ostrzyć miecz królobójczy? sztylety?
Kto idzie?
Winkelried.
Tędy droga.
1435Wesprzyj mię, biskupie.
Poznany jestem… Maski zdradzają nas trupie.
Historia, RobakIle się w trumnach królów robactwa wypasło?
Chciałbym podnieść te wieka, zajrzeć w prochy…
Hasło!
1440Winkelried!
Ha, prezesa głowa, chociaż stara,
Dobre obrała miejsce… Bo kościół otwarty
Na czterdziestogodzinne pacierze za cara,
SzpiegA przy bramie kościelnej stoją szpiegów warty
1445 I spisują pochwały dla człeka, co wchodzi
Pomodlić się za cara. — Więc to nic nie szkodzi,
Można jednym krzesiwem dwie hubki zapalić,
Będzie nas i kraj kochać, i szpieg cara chwalić.
Kto idzie? ludzie, kto wy? hasło…
1450Winkelriedy!
Co to znaczy Winkelried?
Jakieś słowo czarów.
To by się dziś ów rycerz dobrze z nami zgodził!
Kto idzie?
Winkelried!
1465Bracia, w imię Boga sąd otwarty.
W imię Boga sztyletem piszę zemsty słowo…
W imię Boga ja drugi.
Ja trzeci.
Ja czwarty…
1470Ludzie, stoję przed wami z osiwiałą głową
I powiadam: czekajcie! Dziedzictwo, HistoriaMoje oczy stare
Widziały wielkich mężów i mówię wam święcie,
Żeście wy niepodobni do nich! Jeśli wiarę
Boga chowacie w sercu? na Boga zaklęcie
1475 Wzywam was, ludzie: stójcie! i sztylety wasze
Zamieńcie na święcone w kościołach pałasze,
A kiedyś uderzemy[88] w zmartwychwstania dzwony,
Tak że odgłosem królów zachwieją się trony
Jak drzewa podrąbane.
1480W przeszłość patrzę ciemną
I widzę cień kobiety w żałobie — kto ona?
Patrzę w przyszłość — i widzę tysiąc gwiazd przede mną,
A cień przeszłości ku nim wyciąga ramiona;
Te gwiazdy to sztylety… Kraj nasz dawny widzę.
1485 ModlitwaMądrość rządców na starym zaszczepiła drzewie
Kraj młody, oba kwitły na jednej łodydze
Jako dwie róże barwą różne w jednym krzewie.
Jak dwaj równi rycerze w jednakowej zbroi
Chodzili pierś przy piersi z wrogiem staczać bitwy…
1490 Jako dwie w łonie Boga tonące modlitwy,
Jedną natchnięte[89] myślą — jak dwa pszczelnych roi[90],
Które pasiecznik zlewa w jednych ulów[91] ściany…
Rewolucja, Niewola, Trup, WampirOnego czasu wielkie południa Tytany
Powstali przeciw Bogu — królom — i niewoli.
1495 Bóg uśmiechnął się tylko na tronie szafirów,
Lecz króle padły na kształt zrąbanej topoli;
Gilotyna, okryta łachmanami kirów,
Niezmordowana, ręką wahała stalową,
A ilekroć skinęła, tłum umniejszał głową[92].
1500 I widzieli ją króle, bo ta gilotyna
Była tragedią ludu, a króle widzami.
Cierpienie, ZemstaWięc zemsta! Nierządnica i car Katarzyna
Zabijające oko trzymała nad nami;
Osądziła nas wartych[93] męczeńskiego wieńca,
1505 Rewolucja, TrupWymyśliła męczeństwo… Wziąwszy czaszkę spadłą
Z Burbońskiego tułowu[94] — krwawą i pobladłą,
Wsadziła ją na tułów swego oblubieńca
I dała nam za króla, króla z trupią głową.
Potem spod niego kradła dziedzinę grobową,
1510 A on ręką nie ruszył… I nie stało kiru
Na szatę matki naszej, więc w troje pocięto.
A dziś — zapytaj mewy lecącej z Sybiru,
Ilu w kopalniach jęczy? a ilu wyrżnięto?
A ilu przedzierżgniono[95] w zdrajców i skalano?
1515 A wszystkich nas łańcuchem z trupem powiązano,
Bo ta ziemia jest trupem. Brat się wściekł carowi,
Więc go rzucił na Polskę, niech pianą zaraża!
Zębem wściekłym rozrywa. WolnośćMściciele! spiskowi!
Gdy car wkładał koronę u stopni ołtarza,
1520 Trzeba go było jasnym państwa mieczem zgładzić
I pogrzebać w kościele, i kościół wykadzić
Jak od dżumy tureckiej, i drzwi zamurować,
I rzec: O Boże! racz się nad grzesznym zmiłować!…
To wszystko — i nic więcej… UcztaTeraz car za stołem,
1525 Satrapy[96] nasze korni pokładli się czołem,
Win tryskają brylanty z kielichów tysiąca
I palą się pochodnie, a muzyka grzmiąca
Gipsy ze ścian oprósza. Kobiety dokoła
Rozkwitłe, świeże, wonne jak Saronu[97] róże,
1530 Na rosyjskich ramionach opierają czoła.
Ogień Idźmy tam… i wypalmy ogniami na murze
Wyrok zemsty, zniszczenia, wyrok Baltazara[98].
Carowi niedopita z rąk wypadnie czara,
Błękitnym blaskiem mieczów napisane słowa
1535 Wytłumaczy śmierć mędrsza niż głos Danijela.
A potem kraj nasz wolny! potem jasność dniowa!
Polska się granicami ku morzom rozstrzela
I po burzliwej nocy oddycha i żyje.
Żyje! czy temu słowu zajrzeliście w duszę?
1540 Nie wiem… w tym jednym słowie jakieś serce bije,
Rozbieram je na dźwięki, na litery kruszę,
I w każdym dźwięku słyszę głos cały ogromny!
Dzień naszej zemsty będzie wielki — wiekopomny!
A dzień pierwszy wolności gdy radość roznieci,
1545 Ludzie wesela krzykiem o niebo uderzą,
A potem długą ciemność niewoli przemierzą,
Siądą… i z wielkim łkaniem zapłaczą jak dzieci,
I słychać będzie płacz ogromny zmartwychwstania.
Krew, Morderstwo, SumieniePiekielna myśl złoconym obrazom przygania,
1550 Nie śmiałbyś zgłębić myśli — sumnienia oczyma,
Ciebie młodzieńczy zapał nad przepaścią trzyma.
Patrz, car zabity — we krwi — zabita rodzina —
Bo to następstwo zbrodni… lecz nas Bóg ukarze!
Z Cezara karła weźmy zemstę Rzymianina.
1555A gdy jaki Antoniusz Europie pokaże
Płaszcz skrwawiony Cezara?… i do zemsty zbudzi?
A kiedy się na Polskę wszystkie ludy zwalą,
Wielu przeciw postawisz wojska? wielu ludzi?
Czym zbrojnych? Czy sztyletu zakrwawioną stalą?
1560Coż powie głos z mównicy? gdy ciało mocarza,
Który swym berłem trony Europy podważa,
Wśród kadzidł, świec jarzących na katafalk wniosą,
O ludy! ludy! płaczcie łez rzęsistą rosą
I za ziemię Lechitów w prochy bijcie czołem,
1565 I posypujcie czoła prochem i popiołem,
Bo ta ziemia Jaheli uzbrojona ćwiekiem,
Niegodnie…
Strój cię świętym wydaje człowiekiem.
Miałeś na cara pogrzeb mowę napisaną.
1570 Wiatr jakiś chorągiewkę okręcił blaszaną,
Obosieczne kazanie przeciw nam obrócił.
Miało być tak w kazaniu: «Naród więzy zrzucił,
Więc przed ziemią Lechitów, ludy, bijcie czołem,
A króle niechaj głowy posypią popiołem
1575 I wyją na ulicach».
Cha! cha! cha!
Przeklęty,
Kto śmiechem groby królów znieważa…
Wyklęty!
1580Zwołali nas, ażeby naśmiać się do woli,
Obłąkać i przeklinać…
Sam Bóg nie pozwoli,
Aby zbrodnia, w kościelnym rozwinięta domu,
Miała ogień błyskawic ze skrzydłami gromu.
1585 Bóg! co zabójców rzuca w piekielne ogniska!
Wiele potrzeba zabójstw, nim się kraj odzyska?
Car…
To jedne…
Carowa żona…
1590Drugie…
I dwóch braci…
Cztery… Licz dalej, bracie, bo się liczba straci…
Syn cara…
Piąte…
1595I już wszyscy.
Zabijajcie!!!
A krew niech na mnie spada…
Masz włos biały, starcze!
Do ciebie nic nie mówię… Król, Lud, Zbrodnia, BógSpiskowi, słuchajcie!
1600 Jeśli krwi ciężarowi jeden nie wystarczę,
Syny moje i córki za was się poświęcą.
Krew dziecka i kobiety sam wezmę — książęcą
Syny wezmą. — Dwóm córkom nieszczęsnym na głowy,
Na dwie — bo słabe — rzucę lekką krew cesarza.
1605 A kiedy Bóg zawoła w straszny dzień sądowy,
Stanę przed Bogiem obok jakiego mocarza,
Co się codzienną zbrodnią we łzach ludu pławi;
I powiem: «Boże! Boże, patrz, otośmy krwawi!
Zdjęliśmy tę krew z ludzi, aby drzewo krzyża
1610 Lżejsze było płaczącym na ziemskim padole;
A teraz się na Twoję opuszczamy wolę…»
O! Błogosław mi, starcze!
On Bogu ubliża,
Sprawiedliwości boskiej…
1615Milcz, księże! milcz, księże!
Myśli w niebo lecącej twój wzrok nie dosięże…
Więc oto jest ogromna poświęceń nauka!
SłowoMnie samego ten starzec nową natchnął wiarą.
Chyba was po tych słowach sam szatan oszuka,
1620 Chybam ja Boga jakąś obciążony karą,
Jeśli wyrazy sieję jak kwiat bezowocny.
Starość, Młodość, Cierpienie, Melancholia, RobakWierzcie mi! wierzcie, ludzie! jam jest wielki, mocny.
Jedyną słabość zamknę w sercu tajemniczym,
Robak smutku mię gryzie… tak że mówiąc z wami,
1625 Chciałbym przestać… i usiąść, i zalać się łzami;
Lecz ten smutek — to żałość dziecinna po niczym,
Może po kraju… Ludzie, wierzyć powinniście
Człowiekowi, co cierpi… nie siadać pod drzewem,
Któremu wiek spróchniałe poobrywał liście…
1630Dziedzictwo, Historia, PoezjaO gdyby lutni! ja bym was poruszył śpiewem;
Gdyby historii księga!… przeczytałbym kartę
O Polszcze, kiedy była kwitnąca, szczęśliwa,
A wstalibyście wszyscy jak groby otwarte,
Rzucające mścicieli… SerceMnie zapał rozrywa,
1635 Zdaje mi się, że piersi otworzył na poły,
Że powinniście widzieć czyste serce moje…
Naród, PrzywódcaNie przyszedłem was błąkać jak ciemne anioły
Ani się waham myślą przecięty na dwoje,
Jestem cały i jeden… A gdy kraj ocalę,
1640 Nie zasiądę na tronie, przy tronie, pod tronem,
Ja się w chwili ofiarnej jak kadzidło spalę!
Imienia nie zostawię po ciele spalonem,
Tylko echo… i miejsce jakieś wielkie! próżne!
A dzieje będą memu imieniowi dłużne
1645 Pochwałą, a zapłacą tylko zapomnieniem.
Nic! nic po mnie!… lecz imię ON i tym imieniem
Piastunki na królewskie dzieci będą swarzyć,
Królątka zaczną płakać i nocami marzyć
O bezimiennym duchu, co zrywa korony…
1650 Dla was życie, kraina wolna, dla was trony;
Ja wszystko skończę z chwilą ogromną odrodu.
Lecz dajcie mi się w ręce, zamiast trzymać berło
Niechaj piastuję siłę olbrzymią narodu!
A koronę Jehowy przyozdobię perłą
1655 Ludu zmartwychwstałego… Sen, Chrystus, CierpienieDajcie mi się w ręce!
Ani mię duma wstrzyma, ani sny zwierzęce,
Póki długiej wolności nie zaszczepię wieki,
Niechaj się sen do moich powiek nie przybliża.
Lękacie się? — więc weźcie, przybijcie do krzyża,
1660 Niech mam jako Regulus obcięte powieki,
Niechaj wiecznie bezsenny na kraj patrzę mrący,
Potem nieście przed sobą godło — krzyż cierpiący
Nie zgubi was… Przysięgam na ojcowskie cienie!
I na mękę Chrystusa!… Przysięgam, że wiara
1665 Mówi wam: «Wy jesteście krainy sumnienie,
Zburzcie się — i z dusz waszych odrzućcie grzech cara».
I przysięgam wam jeszcze! że przysięgłem[99] szczerze!
Jak chcę zbawienia duszy mojej! jak w nią wierzę!
Tak dajcie mi się w ręce…
1670O! głos mi zastyga,
Nie mogę mówić…
Starcze! zapał cię prześciga?
Oto pierwsze zwycięstwo… pokonam! lub zginę!…
Kradzież, Zbrodnia, ZbrodniarzHa! carze, ty nam polską ukradłeś krainę?
1675 Za to śmierć! bo wiedziałeś kradnąc, żeś wart śmierci!
Ha! carze, tyś ją zabił i rozdarł na ćwierci,
Potem kawały, spadłe z gilotyny ścienic,
Przybiłeś do trzech tronów jak do trzech szubienic,
Gdzie na nie patrzą wzgardą królewscy zbrodniarze;
1680 Carze! gdybyś dwa razy mógł umrzeć? O! carze,
Dwa razy ciebie przed sąd Boga zapozywam!…
Róbcie, jak chcecie… Lecz ja ręce z krwi umywam.
A wy?…
Kto idzie? hasło?
1685Zginęliśmy! zdrada!
Ciszej…
Nie wiedział hasła…
Trup po schodach spada.
Nie drżyj, prezesie! wszakże z krwi umyłeś dłonie?
Rozchodźmy się ze schadzki… drugiej nie naznaczam.
1700Niech tak będzie… przeważy staropolska cnota.
Czymże będziem głosować?…
Radzi sługa boży,
Kto jest za śmiercią cara, rzuci na stół kulę,
Kto za uniewinnieniem, niechaj grosz położy…
1705 Ten grosz znajdzie się zawsze w ubogich szkatule…
Za prezesa przykładem niechaj grosz utracę.
Nie mam grosza przy duszy, a więc kulę kładę,
Niech żyje wolność!
A ja grosza nie zapłacę
1710 Za cara życie…
Może kupujemy zdradę,
Niech z grosiwa nasz prezes zda sprawę, czas przyjdzie.
Wy, co tam grób kopiecie, chodźcie… rzecz tu idzie
O to, czy grosz, czy kulę rzucić.
Grosz dali;
Widać, że się w grabarzy nie chcą pisać cechu,
1720 Lękają się, by carom grobu nie kopali.
Obaczemyż, z którego wiatr powieje miechu
I pogra na organach?
Świećcie mi pochodnią —
Dzięki ci, Boże, tylko pięć głosów za zbrodnią.
1725Więc car zginie…
Młodzieńcze, pięć kul tylko padło…
Stu pięćdziesięciu przeciw zbrodni głosowało…
Wszak maski nie włożyłem na me włosy białe.
Wiecznie śpiewasz to samo! hymn starości piejesz;
1730 Jako bakałarz szkolny w duszę dzieci siejesz
Naukę, aby wstali przed zbielałym włosem. —
Pamiętaj, że są ludzie tknięci nieszczęść ciosem,
Ludzie z bijącym sercem i z duszą płomienną,
Których włosy zbielały w jedną noc bezsenną;
1735 Więc ich uszanuj — wstań przed nimi, stare dziecię…
TłumA wam wszystkim śmiem długie przepowiedzieć życie,
Boście umieli wybrać gwiazdę przewodnika;
Idźcie za srebrną głową w noc niewoli czarną —
We mnie wszystka nadzieja upada i znika;
1740 Boście z tłumu wysiani jak największe ziarno,
A tak mali jesteście… Idźcie! gardzę wami!
MaskaKto nie śmiał się poświęcić, może zdradę knuje?
Więc na znak wzgardy, ludziom okrytym maskami
Rzucam pod nogi życie moje… i daruję…
1745To Kordian! Kordian! Kordian! nie znasz nas, Kordianie!…
Nie ma tu zdrajcy! nie ma! Patrzaj w nasze twarze.
Pośród szlachetnych Kordian zwycięzcą zostanie.
Wy oblicza, on myśli i serce pokaże.
Kordian ma wartę w zamku tej nocy… słyszycie?
1750 Kordian ma wartę w zamku w nocy…
«Narodowi
Zapisuję, co mogę… Krew moją i życie,
I tron do rozrządzenia próżny».
Precz, spiskowi!
1755Kordianie!
Któż mię budzi? czy godzina biła?
Przychodzę do pamięci… latarnie — mogiła…
Jesteś jednym z grabarzy i żądasz zapłaty?
Ha — oto masz z Najświętszą Panną dwa dukaty,
1760 Które mi dała matka błogosławiąc syna.
Musisz mieć dzieci? Słuchaj! niech twoja rodzina
Westchnie za mną do Boga.
Och! ja nie mam dzieci!
Nie masz? a włos twój biały jako srebro świeci;
1765 Tyś nic za twoje życie nie odpłacił Bogu.
Kordianie! oto klęczę na ołtarza progu,
Lecz nie przed Bogiem, klęczę, Kordianie, przed tobą.
Jam cię na śmierć poświęcił, teraz walczę z sobą,
Z sumnieniem, jam sąd zmroził sumnieniem…
1770Ha! stary!
Kładziesz zbrodnią na zbrodnią, klękłeś przed zbrodniarzem.
Chodź ze mną — zajrzym w księgi i światu wykażem,
Że Polska cala żadnej nie godna ofiary,
Że ja będę zbrodniarzem…
1775Na Boga, Kordianie!
Ty masz gorączkę, w oczach dziwne obłąkanie…
To nic, starcze… To włos mi siwieje i boli,
Włos każdy cierpi, czuję zgon każdego włosa;
To nic… Na grobie wsadzisz dwie rószczki[101] topoli
1780 I różę… Potem spadnie łez rzęsistych rosa,
To mi włosy ożyją… Masz pióro przy sobie?
Chciałbym spisać imiona płaczących nade mną. —
Ojciec w grobie — i matka w grobie — krewni w grobie,
Ona — jak w grobie… Więc nikt po mnie! wszyscy ze mną!
1785 A szubienica będzie pomnikiem grobowym…
Kordianie! oto pismo, któreś dał spiskowym,
Schowaj je, spal, bądź wolnym od przyrzeczeń słowa.
Raz, dwa, trzy, broń na ramię, warta pałacowa…
Czujność… Głupie wyrazy, stąpać, jak nakażą?
1790 Młodość, StarośćStarcze, nudzisz mię! nudzisz nieruchomą twarzą,
Nie będę mógł zapomnieć, że starym nie będę.
Jeśli cię kiedy z kołem mych dzieci obsiędę,
Pluń mi na siwe włosy.
To z nieba wołanie.
1795Kordianie — stój, na Boga zaklinam… Kordianie!
Puszczajcie mię! puszczajcie! jam carów morderca;
Idę zabijać… ktoś mię za włos trzyma.
Słuchaj! ja mówię oczyma.
Słuchaj! mówię biciem serca.
Nie patrz na mnie, lecz patrzaj, gdzie ja palcem wskażę.
Palca twego nie widzę, lecz mój wzrok upada
Tam, gdzie wskazujesz palcem. Widzę jakieś twarze.
1805 To arabeski, ścienne malowidła.
Przekonaj się! wpatrzaj się w ściany.
Ściana gadem się rusza… przebrzydła…
Każdy wąż złota ogniem nalany,
Pierścieniami rozwija się z muru.
1810 Kolumny potrząsają wężów zwitych grzywę;
Sfinksy straszliwe
Spełzły z marmuru;
Sfinksy płaczą jak dzieci — węże jak wiatr świszczą.
Nie nastąp na nie… patrzaj… wiją się i błyszczą.
1815Jako motyl płocha, powiewna,
Odleciała od ściany dziewica;
Może jakaś zaklęta królewna?
Królewna — lub czarnoksiężnica?
Przypomnij! widziałeś jej lica,
1820Przypomnij! do kogoś podobna,
Przypomnij!
Tamta była posępna i patrzała skromniej,
U tej szata gwiazdami ozdobna,
To gwiazdy prawdziwe — to światy,
1825 Błyszczą na szafirze szaty…
Jest to pasterka z gwiazd sioła,
Kosz na głowie, w koszu kwiaty,
I twarz anioła.
Lecz patrz na oczy! nieruchome oczy!
1830Gdzie się obrócisz, patrzą za tobą.
Czy czujesz woń jej warkoczy?
Rozgniotłeś węża pod sobą.
Pękła żmija.
Stój!…
Puśćcie! Boska cięży na mnie kara!…
Słuchaj! szum głuchy z milczeniem się bije,
Jak gdyby wicher wleciał w komnat szyje.
1840 Niby szum suchego drzewa,
Niby ulewa
Grzmi o dachy pałacu… grzmi… a księżyc świeci!
Car, Władza, KrewTa komnata srebrnego nalała się blasku,
Trójnóg złoty — korona leży na trójnogu,
1845 Jest to korona carów dzisiaj — lecz o brzasku
Ta korona należeć będzie tylko — Bogu…
Idźmy! Nie mogę oczu odpiąć od korony.
Dwa rogi wytrysły mu z czoła,
Oczy jak żar — bez powiek…
Skąd on? i na co?
Skąd? i na co ten człowiek?
Jeśli nie zmyjesz wodą z polskich rzek,
Przyniosę krwi — podłogę całą
Wymyjemy, będzie białą
1865Jak twarz trupa.
Jeszcze jedną komnatę przejść trzeba.
Ciemno — i czarne okna; żadnej gwiazdy z nieba —
Tam wiedzie — droga na kształt ognistego słupa.
Lampa strzeże cesarza, oświeca mu łoże
1870 I leje światło na posadzki szkliste,
Jak księżyc po wód jeziorze.
Chwyta łódź moją w kręgi ogniste…
Płynę zawrotem głowy… któż doda podniety?
Nie patrz tylko za siebie — bo tam u podwoi…
Drzewo, SzpiegDwie z malakitu[103] wazy, w nich dwa drzewa rosną
Zimą i wiosną.
1885 Patrz! liście z ludzkich uszu, z oczu ludzkich kwiaty,
I zwykły nasionami języków się plemić,
Lecz cesarz rwie nasiona, by drzewa oniemić…
Więc jak nieme hajduki przy wejściu komnaty
Patrzą kwiatem — liściem słyszą;
1890 A wszystko z grobową ciszą
W grubiejący pień się wlewa…
Widzą! i słyszą! drzewa…
Nie zaglądaj przez okna na ciemną ulicę!
Z kościoła aż do zamku orszak zmarłych długi,
1895 Niosą żółte gromnice,
Wiele trupów… jeden, drugi,
Setny, nie przeliczysz więcej…
Tysiąc tysięcy…
Berła — korony — szaty króleskie.
1900 Z gromnic dymy niebieskie
Mglą trupom twarze kościane.
A trumien, ile trupów — każdy niesie trumnę;
Rzucają pod zamku ścianę,
Budują wschodów kolumnę,
1905 Wysoko jak stogi gumien…
Trumny się kruszą,
Lecz tyle trumien!
Wejść muszą.
Gdzie idą?
1910Tu.
Czy cara trumnami uduszą?
Car, Diabeł, Morderstwo, OjciecCiszej! patrz… jakieś straszydło
Z ognistą twarzą wyszło z sypialnej komnaty.
Nie słychać kroku jego, choć posadzek kraty
1915 Rozstępują się — łamią pod nogą obrzydłą.
Czuć krew! Wyszedł z tamtej komnaty…
Tam śpi cesarz w łożu białem,
Ten człowiek stamtąd wyszedł…
Widziałeś?
1920Widziałem?
Co on tam robił?
Co on tam robił?
Zdławiłem cara — i byłbym go dobił,
Lecz tak we śnie do ojca mojego podobny.
Słyszę — dzwony —
Jezus! Maryja!
Zniknął… trumny się walą
Jak grom.
Wracaj, tu czarta dom…
1940Pójdę mimo diabłów głosy,
Abym się we krwi ochłodził.
Tłum jakiś drogę zagrodził,
Przejść nie można… jak przez kłosy
Trzeba deptać… nie roztrącę.
1945Widma blade i milczące
Jak stooki strażnik pawi
Zaglądają w tamte drzwi,
Gdzie śpi cesarz… Czy ciekawi,
Jaka barwa carskiej krwi?…
1950Ha… mówcie… czy się nie budzi…
Pożarłbym teraz mowę stu tysiąca ludzi…
Jak w grobie głucho…
Słyszałem jakiś stuk i czułem we snów burzy,
Jakby mię ktoś za gardło cisnął szarfą.
Czułem, co niegdyś ojciec mój, lecz czułem dłużej.
Czyż zawsze sen ma być sumnienia harfą,
1960 Po której grają wichry strachu?… Idźmy. —
Lecz nie znam dróg, zabłądzę w gmachu.
Brat, Władza, ZbrodniaCoż to? co to się znaczy?… tu trup jakiś leży…
Z bagnetem w ręku, mundur polskich ma żołnierzy
Ze szkoły podchorążych. Pewnie stał na warcie
1965 I szedł do mnie zabijać?… Padł na samym progu…
Wszak brat mi za nich ręczył? Kusicielu! czarcie!
Nie natrącaj mi na myśl brata — w każdym wrogu
Pokazujesz mi brata, nie, to być nie może…
O gdyby wstał ten człowiek i przemówił słowo!…
1970 Ciepły… Wstań! mów! bo szpadą gardło ci otworzę.
Mów, czy to brat ci kazał?
Z pochodnią grobową
Trupy w oknie.
Przemówił… Otwórz jeszcze usta,
1975 Wymów: brat? — słowo krótkie… brat?
Blady jak chusta
Car śpi… Jezus Maryja!… świt zaczął pobielać…
Nic z niego się nie dowiem ni z ust, ani z twarzy…
O! to brat… brat mój pewnie…
1980Straży! moja straży!
Jeśli nie zwaryjował ten żołnierz… rozstrzelać…
Waćpan przyszedłeś zwiedzić szpital waryjatów?
Oto jest pozwolenie.
Z podpisem dukatów…
1985 Wolno panu, gdzie zechcesz, zazierać do klatek,
Tu waryjaci, dalej sala waryjatek…
Cały szpital rozłożę jak zegar po sztuce…
Pan zapewne w medycznej ćwiczysz się nauce?
Tak.
1990Jakież systemata pan doktor zachwala?
Macanie głów…
Rozumiem, to systemat Galla.
Tak.
Ciekawość mię bierze, czy się pan przekona
1995 Z głów, która tutaj głowa najostrzej szalona?
O! ja odgadnę z twarzy sądem Lawatera.
Ot — ta…
Wzrok eskulapa niedobrze przeziera,
Ten młodzieniec wszedł tutaj, bo cesarz osądził,
2000 Że musi być szalony — lecz cesarz pobłądził.
Ten młody ma gorączkę, lecz rozsądek zdrowy,
Zdrowszy niż twój, doktorze, niż mój nawet.
Nawet?
Ha! obraziłem ciebie, paluszku Gallowy!
2005 Chciałbyś mi ostrym słówkiem odpalić wet za wet
I abyś dowiódł, że ten młody pstro ma w głowie,
Może dowiedziesz, żem ja szalony?
Któż to wie?…
Pozwól mi pan zapalić cygaro hawańskie…
Dziękuję.
O! na Boga, to sztuki szatańskie!
Tak ci się to wydało, rozumny człowiecze,
2015 Patrz, dukat zimny jak lód, pali, bo czerwony.
Czy mi się zdało? czym ja doprawdy szalony?
Niech mię Najświętsza Panna w swej opiece trzyma!
Nie patrz nigdy na dukat rozsądku oczyma,
Dukat jest elementem, żywiołem…
2020Prawdziwie!
Odejść muszę, gdy słucham, rozum sobie krzywię.
Wypędziłem go przecie, jutro oszaleje
Myśląc o tym dukacie; teraz mam nadzieję,
Że sam na sam z szalonym pogadam młodzieńcem.
2025Ktoś ty jest? brat mój? krewny?
Jestem zapaleńcem.
Musiałeś się więc chyba urodzić dziś rano?
Wszyscy dotąd mówili, żem jeden na świecie.
Ciebie znali, mnie jeszcze dotąd nie poznano,
2030 Siedziałem sobie cicho zamknięty w sztylecie.
Daj mi pić… mam gorączkę… słów twych nie rozumiem.
Natęż uwagę… jasno tłumaczyć się umiem,
Ale natęż uwagę mocno! mocno! mocno!
Natężyłem… Znam ciebie…
2035W godzinę północną
Wychodziłem z sypialnej cesarza komnaty.
Cóż tam robiłeś?
Ha! nic, polewałem kwiaty…
Co? Owe drzewa pełne uszu, bez języków…
2040Tak, to klony… a inne rosną w liść krzyżyków
Jak gwoździki maltańskie; inne jako trzciny
Pełne kolan i puste, a cesarza syny
Na pustych kolankowych trzcinach grać się uczą.
Umiem jedną, co ludzi popycha do bitwy.
Nie chcę… za głośna będzie, a może bezbożna?
To modlitwa turecka, jak księżyc dwurożna,
Jednym rogiem zabija wroga, drugim siebie…
2050Wszak potrzeba bić wrogów?
Wiem o tej potrzebie…
Naród ginie, dlaczego? — aby wieszcz narodu
Miał treść do poematu, a wieszcz rym odlewał,
Aby nieliczną iskrę ognia pośród lodu
2055 Z pieśni wygrzebał anioł i w niebie zaśpiewał.
Widzisz, jak cenię wieszczów gromowładne plemię.
Nie — to nie tak… inaczej… idź z nieba na ziemię.
Rozumiem. Hymn anioła w wieszcza się przelewa,
Zaśpiewał — naród ginie, bo poeta śpiewa.
2060Głupiś! Mów co ze starych testamentów księgi.
Faraon kiedy stanął na szczycie potęgi,
Śniło mu się, że siedem wypasionych wołów
Siedem chudych pożarło.
Nie! to nie tak było…
2065Ale tak jest, zapytaj potomka Mogołów…
Mów o czym innym, Pismo święte mię zabiło.
Czy nie jesteś botanik?…
Żądam tajemnicy,
A zwierzę się, żem wcale nowe odkrył ziele;
2070 Rośnie na moim oknie, w rycerskiej przyłbicy,
Posiane w stu miast dawnych ostygłym popiele.
Wkrótce, jak się spodziewam, wyda pączek liczny
Jak myśli milijonów… a potem kwiat śliczny,
Czerwony jak krew ludzi, a potem nasienie
2075 W strąkach wielkich zawarte, które pękną z trzaskiem
Jak milijony harmat… Wpadasz w zachwycenie?
Oczy twe poetycznym zapłonęły blaskiem.
Czy ta roślina kwitnie? plemi się?…
Już wschodzi.
2080Wschodzi dopiero?
Tak jest, a że mróz jej szkodzi,
Więc ją do czasu garnkiem przykryłem kuchennym.
Dręczysz mię — nudzisz — łamiesz — gryziesz — jestem sennym…
Gadaj mi nie o kwiatach.
2085Trzy są elementa,
Które składają rozum, trzy wielkie myślniki.
Przez nie wytłumaczona jasno Trójca święta.
Myślnik jedność — urodził wielości liczniki,
Z nieskończoności starszej określność wypływa;
2090 A związek między nimi, myśl, co porównywa,
Jest trzecim elementem, z trzech trójca się składa;
Bez wyobrażeń liczby wnet jedność upada;
Bez określności bytu — nieskończoność niknie;
Więc jedna równa drugiej jak Ojciec Synowi,
2095 Względność ich dała życie świętemu Duchowi,
A wszystkie trzy idee są trójcą — rozumem.
Napełniłeś mi uszy oceanu szumem,
Mam gorączkę… Człowieku, co prawisz, u kata?
Wyleczę ciebie… Teraz o stworzeniu świata,
2100 Czy o stworzeniu ludów… Świat przed ludźmi ginie;
Ziemia to orzech, w chmurnej zawarty łupinie.
Bóg przez sześć dni wiekowych stwarzał ziemskie ludy.
W pierwszym dniu stworzył państwo modlące się Judy,
To była ziemia, na niej wyrosły narody.
2105 W drugim dniu porozlewał wschodnich ludów wody,
W trzecim — jak drzewa greckie wyrosły plemiona;
W czwartym dniu zaświeciło z gór Sokrata słońce;
W piątym wzleciały orłów rzymiańskich znamiona,
To były ptaki — a na dnia piątego końce
2110 Padła noc wieków średnich, długa, zachmurzona,
W szóstym człowieka zlepił Bóg… Napoleona.
Dziś dzień siódmy, Bóg rękę na rękę założył,
Odpoczywa po pracy, nikogo nie stworzył.
Łżesz, podły! Każdy człowiek, który się poświęca
2115 Za wolność — jest człowiekiem, nowym Boga tworem.
Cha! cha! wolność gancarskie koło dziś pokręca,
Dobrze mówisz, te koło[104] nowym idzie torem,
Wyda gliniany garnek.
Wyda wielkich ludzi!…
2120Widzisz, jak ci się płomień gorączkowy studzi,
Gadasz wcale do rzeczy…
Poświęcenie, Szaleniec, SzaleństwoSłuchaj! powiedz szczerze,
Czy nie widziałeś nigdy człowieka? anioła?
Co swe cierpienia ludom przynosi w ofierze
2125 I gromom spadającym wystawia cel czoła,
I śmierć za Zbawiciela ponosi przykładem
Za lud cierpiąc…
Ten człowiek szedł tu moim śladem.
Zawołam go.
2130Dwóch widzisz, za lud cierpią oba;
A jak cierpią, powiedzą, abyś sam ocenił…
Bracie! powiedz mi, coś ty za wielka osoba?
Jam nie osoba, jam się dawno w krzyż zamienił.
Ja byłem krzyżem w Chrystusa męce,
2135 Do mnie zmarłego przybili;
A jam Go zamiast ćwieków unosił za ręce
Jak małe dziecię, gdy kwili.
Jestem krzyżem; gdy papież daje krzyża drzewo,
Nie wierzcie! ja mam nogi, rękę prawą, lewą,
2140 Nic ze mnie nie ubyło, niech kto części liczy…
Boże! odwróć ode mnie ten kielich goryczy.
Widzisz, on się poświęcił za lud.
Zwaryjował!…
A ty czemuś tak ręką w niebo wygórował?…
2145Ciszej mów! Nieba sufit lazurowy
Trzymając na tej dłoni, zasłaniam świat cały.
Niebo, słońce, księżyc biały
Chcą upaść ludziom na głowy;
Lecz ja stoję pod nieba nachylonym stropem,
2150 Znużony, tęskny, bezsenny.
Módlcie się do mnie, jam zbawca codzienny,
Zasłaniam ludy przed nieba potopem…
Śpijcie, ludzie! dobrej nocy!
A cóż? to wielki człowiek! za lud się poświęcił!
2155To waryjat!…
Bluźnierstwa rzucasz z ustnej procy!
To waryjaty oba! i tyś sam mózg skręcił.
A cóż wiesz, że nie jesteś jak ci obłąkani?
Ty chciałeś zabić widmo, poświęcić się za nic.
2160 Kondycja ludzka, Obraz świataO! złota rybko w kryształowej bani,
Tłucz się o twarde brzegi niewidzianych granic;
Mały kryształ powietrza, w którym pluszczesz skrzelą,
Jest wszystkim, a świat cały nicości topielą.
Myślę.
2165Więc świat jest myślą twoją.
Cierpię.
Nie myśl.
Nie mogę…
Możesz, sposób niemyślenia przemyśl,
2170 Oszalej, będziesz świętym w Stambule.
DuszaSzatanie!
Przyszedłeś tu zabijać duszy mojej duszę;
Ostatni skarb wydzierasz, własne przekonanie;
Ostatni promień gasisz.
2175Glinę boską kruszę…
Niechaj Bóg litościwy wyrwie z twej paszczęki.
Wziąść[105] go, prowadzić zaraz na śmierć i na męki!
To głos ludzi, o! Boże, raczyłeś mię przecie
Choć śmiercią wyswobodzić od tego człowieka…
2180Gdzież on? gdzież on?
Skoro go w mundur ubierzecie…
Prowadzić na Plac Saski…
Gdzież on?
Książę czeka.
2185Tysiące żołnierzy, bagnetów tysiące,
Obwisłe sztandary, bagnety nie drżące,
Cicho jak w ostatni sąd.
Do frontu! równać front!…
Grać!
2195I zagrzmiały muzyki janczarskie,
Ucichły znowu… dają głos carowi.
Zdrowiście, dzieci?
Z łaski Boga zdrowi.
Ha! psie polski! przyszedłeś — czemuś taki blady?
Przewidziałeś, co czeka? Kacie! roskolniku!…
Ty nosisz szlify? precz! precz! precz! Rozciskam gady.
Rzucę cię pod kopyta trójrzędnego szyku
2205 Albo tu zwalę w piasek… i moją ostrogą
Napiszę «wor»[109] na czole. Car ciebie darował
Zemście mojej… Car ciebie sam w grobie pochował!
Z książęcej dłoni diabły wydobyć nie mogą!
Myśli, że mię oszuka?
2210Dać tu cztery konie!
Ha, ty psie, masz gorączkę, ale ciało zdrowe?
Każdy z członków zostawisz na końskim ogonie,
A koń mój najsilniejszy zerwie z karku głowę.
Milczysz!… Ha, ja się wścieknę… ten pies ciągle milczy.
2215Słuchaj, do twego ciała głód uczułem wilczy,
Kąsałbym.
Cha! cha! Carze, lubisz konne sztuki?
Pokażę ci ogromny skok… Znieść karabiny,
Ustawić w piramidę, posczepiać za kruki
2220 Ostrzem do góry — związać jak snopy, jak trzciny.
Teraz, psie! siadaj na koń… i leć z nim do diabła!
Ty milczysz… co? Na widok dusza ci osłabła?
Myślisz, że się zlituję. — Wszak poświęcam konia,
Konia poświęcam, słyszysz? A ciebie? No! w drogę!
2225 No! ruszaj! ruszaj! ruszaj! Czemuż trąbą słonia
Wziąść ciebie i na kolce zarzucić nie mogę?
Wrzuciłbym…
No, posłuchaj, Lachu, wstydem płonę…
Mówiłem o Polakach, że chłopy szalone,
2230 Gotowi z królewskiego zamku w Wisłę skoczyć…
Skacz! bo każę cię w lochy Karmelitów wtłoczyć!
Głodem zamorzę! wsadzę pomiędzy szkielety!
No, Lachu! jeśli żywy przeskoczysz bagnety,
To daruję ci życie…
2235Dzięki, książę! dzięki,
Żeś mi powiedział wszystko… Gdyby dar żywota
Można zyskać ruszeniem palca u tej ręki,
To nie ruszyłbym palcem.
Boi się hołota!
2240Jeśli o to ci chodzi, ręczę, że choć zdrowy
Jako ptaszek przelecisz nad las bagnetowy,
To kule cię nie miną… Książę, on się boi!…
Widzisz! więc car zaręczył… zginiesz… martwy stoi!…
Żołnierze! kto z was skoczy, dam krzyż świętej Anny,
2245 Świętego Stanisława… jeśli wyjdzie ranny,
Tysiąc złotych pensyji… tysiąc — dwa tysiące,
Cztery tysiące… O, wy psy! nie psy — zające!
Polaki!…
Niech mi konia podadzą…
Ten człowiek wart knuta.
Niechaj przeskoczy! słuchaj! ja chcę, niech przeskoczy!
Car ujrzy, jak mój żołnierz nad Moskale lotny…
2255 Lud, Tłum, BłotoPatrz! jedzie… zatrzymał się… tam obraca oczy,
Do ludu… tam lud stoi cichy, czarny, błotny.
Nie lubię tego ludu… Patrz, chustkami wieje,
Kapelusze podrzuca… Kruta! masz nadzieję?
Jak wasza książęca mość…
2260Patrz! patrz! piasku chmura!
Nie widzę… Spinaj konia! Ha! przeskoczył…
Urra!
Żyje!
Cóż ci, mój druhu? No! no! chwat młodzieniec!
2265 Nieprawda, koń mój żartki? skacze jak szaleniec?
Musiałeś nie czuć skoku? — Wasza mość cesarska
Widziałeś. — Odprowadzić konia, niech wyparska.
Ręczę za twoje życie… idź! tyś chory? senny?
Wziąść go… odnieść do łóżka…
2270Złożyć sąd wojenny,
Godził na moje życie… Rozstrzelać…
Trębacze!
Niech grają Dąbrowskiego, książę sam poskacze…
Ten ksiądz już od godziny dręczy mego pana,
2275 Ot! dajcie mu przed śmiercią pokój! dajcie pokój!
Jaki tam Bóg powiedział: «Dziecko w więzy okuj»?
Nie ma Boga, przystaję do cechu szatana…
Grzegorzu, módl się za mnie.
Synu! powstań z prochu
2280 I leć do Boga, ale przebacz światu.
Bóg cię wyrywa z lwiej paszczy i z lochu,
W którym byś uwiądł na kształt mdłego kwiatu…
Teraz, mój synu, przed wieczności drogą
Nie masz co komu przekazać na ziemi?
2285Nic.
I nikogo na ziemi?
Nikogo.
Nie byliż ludzie przyjaciółmi twemi?…
Nikt.
2290Tyś mi tego nie powiedział grzechu!
Zlituj się nad nim, Boże! Wielki Boże!
Nim zimne ciało do grobowca złożę,
Jakiś głos tęskny słyszę w duszy echu;
Pamiątek woła… i śladu na świecie…
2295I to grzech, synu… Wy, młodzieńcy, chcecie
Schodząc ze świata ślad wieczny zostawić,
Myślą wypalić lub mieczem wykrwawić;
Po cóż ta żądza? Ani te opady
Liści uwiędłych chciwa rola zbierze,
2300 Ani pomogą duszy jak pacierze
W ustach przechodnia… I po coż te ślady?…
Jam cię zasępił… przebacz! bo ja może
Jestem za stary, a ty dziecię wiosen…
Więc nie rozumiem… KwiatySłuchaj… przy klasztorze
2305 Jest ciemny ogród, szpalerami sosen
Różnie pocięty… dzisiaj w tym ogrodzie
Zasadzę różę miesięczną i twojem
Nazwę imieniem… by zakwitła w chłodzie
Posępna, blada…
2310Niech ci pociech zdrojem
Bóg wynagrodzi… I nazwiesz tę różę
Moim imieniem? I może nie zwiędnie!…
ŚmierćSpłyńcie się teraz w jednej myślnej chmurze
Wszystkie sny marzeń latające błędnie!
2315 I bądźcie ze mną! Niebo! ty mi zapal
Słońce i księżyc, i gwiazdy, bo konam!
Bo tam przed ludźmi, choćby wbity na pal,
Zamknę cierpienia i bóle pokonam;/Łzy, Obraz świata Lecz tu łez moich duma nie zatrzyma…/Matka, Ziemia O! gdybym wiedział, że tak bez powrotu
Ziemię żegnałem; przed chwilą odlotu
2320 Patrzałbym na świat innymi oczyma,
Dłużej! ciekawiej, a może ze łzami…
Bo tam pomiędzy ogrodu kwiatami
Jest pewnie piękny kwiat… a ja go nie znam!…
Może dźwięk jaki nowy struna daje…
2325 A jam nie słyszał… Czegoś mi nie staje!
Ludzi znać nie chcę, lecz niech się obeznam
Z ziemią, piastunką ludzi!… O! ty ziemio!
Byłażeś dla mnie piastunką troskliwą?
Patriota, TłumNiech się rojami podli ludzie plemią
2330 I niechaj plwają na matkę nieżywą,
Nie będę z nimi! — Niechaj z ludzkich stadeł[111]
Rodzą się ludziom przeciwne istoty
I świat nicują na złą stronę cnoty,
Aż świat, jak obraz z przewrotnych zwierciadeł,
2335 Wróci się w łono Boga, niepodobny
Do tworu Boga… Niechaj tłum ów drobny!
Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna!
Nie będę z nimi! — Niech słowo ojczyzna
Zmaleje dźwiękiem do trzech liter cara;
2340 Niechaj w te słowo[112] wsięknie[113] miłość, wiara,
I cały język ludu w te litery,
Nie będę z nimi! — Cierpienie, Łzy, Śmiech, Zabawa, Krew, GotycyzmNiech szubienic drzewa
W ogrodach miejskich rosną jak szpalery,
Niech się w ogrody takie tłum wylewa
2345 Śmiechom przyjazny, a łzom nienawistny;
Niech niańki w ogród szubienic bezlistny
Prowadzą dziatki, by tam dla zabawy
Grzebały piasek krwią męczeńską rdzawy…
Nie będę z nimi! — Historia, PolakO zmarli Polacy,
2350 Ja idę do was!… Jam jest ów najemny,
Któremu Chrystus nie odmówił płacy,
Chociaż ostatni przyszedł sadzić grono;
A tą zapłatą jest grób cichy, ciemny;
Tak wam płacono…
2355Bóg, Modlitwa, WrógPanie! nie mogę skończyć pacierza, co każe
Przebaczyć wrogom. Bóg ich na ziemi ukarze!
Grzech, Morderstwo, Piętno, Krew, Samobójstwo, ZłoOj paniczu mój drogi, na cóż tobie było
Ten pistolet przykładać do białego czoła?…
Pamiętam, w lesie oko miesięczne świeciło,
2360 Szedłem, a ciągle za mną ktoś: «Grzegorzu!» — woła.
Szedłem po lesie… nagle widzę me dzieciątko
Na wrzosach, krew czerwona płynie jak rubiny…
Nie wspominaj mi o tym…
Szatańską pieczątką
2365 Pan naznaczyłeś czoło, giniesz z owej winy.
Widzi pan… Człowiek siebie nad brata miłuje,
Gdy Bóg karał Kaima, a on zabił brata;
Więc każdy, co się kulą zabija lub truje…
Przewidziałem nieszczęście… lecz śmierć z ręki kata!!!
2370 Dziecko, Kwiaty, Słowo, StarośćO! o! o! Panie drogi! pociesz mię, mów do mnie!
Pisarzowi napisać każę twoje słowa,
W życiu je stary Grzegorz na piersi przechowa;
Każę je dzieciom w grobie położyć — koło mnie,
Blisko… bo słowa dziecka — to staremu kwiaty…
2375Czy ty masz dzieci?
Och! mam syna…
Czy żonaty?
Więc jeśli się synowi twemu syn narodzi,
To go ochrzcij imieniem moim, Kordian…
2380Panie,
Będę płakał wołając na wnuczka: Kordianie!
O nie! tak nie nazywaj… imię mu zaszkodzi…
Nie nazywaj Kordianem…
Paniczu mój drogi,
2385 Nie wydzieraj, coś dawał; jam się już oswoił
Z tą myślą, że mój malec, choć nędzarz, ubogi,
Ja go będę nazywał Kordian… jeśli zbroił,
Ja go nie będę karał… Niech rośnie jak kwiatek
Kordianek mały! mój Kordianek! mój bławatek!…
2390O panie! panie! czemuż ty go nie zobaczysz?
Boże! dziecka za imię ukarać nie raczysz,
Ani mu stworzysz życie, równe memu życiu?
Nieśmiertelność, Pamięć, ŚmierćTo dziwne! że jak człowiek tonący w rozbiciu
Chwytam się każdej słomki… szukam przeżyć siebie…
2395Więc gdy mi wezmą życie… a starzec pogrzebie!…
Kiedyś!… za błędnym dzieckiem po łąkach lub w borze
Głos matki wołać będzie: Kordian! Kordian! — długo…
Dziecię śmiechem odpowie nad kwiecistą strugą…
A pośród ciemnych murów, gdzieś w cichym klasztorze,
2400 Róża moja zakwitnie… Ksiądz w czarnym habicie
Pacierze nad nią zmówi… Więc róża — i dziecię. —
Synu!…
Na jaką idę śmierć?…
Na rozstrzelanie…
2405Bądź zdrów — mój wierny — ojcze…
Panie! panie! panie!
Car, Nuda, Okrucieństwo, Władza, ZabawaNudno! Szkoda, żem puścił tego szambelana,
Co jak mops na dwu łapach przede mną tańcował.
Skacz! skacz! skacz! Rad bym dostać Machmuda sułtana,
2410 Aby skakał przede mną… Będę go częstował
Dymami siarki, prochu, aż w dymie uduszę…
Pająk, Trup, GróbCóż to, na ścianach gmachu pył spostrzegam brudny?
Tam w końcu pająk sidła zastawuje[114] musze[115].
Pył… pył… Ten pył mię bawi, świadczy gmach odludny,
2415 To chwast na grobie wroga… Polska już ostygła,
Umarła, i na wieki. — Jak magnesu igła
Na północ obrócona, w Sybir patrzy mroźny.
Z dala trup tego kraju zdawał mi się groźny…
Marzące o podbojach myśli nieraz zwichnął…
2420 Przyjechałem… trup zadrżał, nawet się uśmiechnął…
Łez nie widziałem… domy kobiercami kwietne?
Dalej więc… Europę jak jabłko rozetnę,
A nóż zatruty obie zatruje połowy.
Króle! dajcie mi pokłon koronami z głowy!…
2425 Ha! ha! albom ja wielki? albo świat ten mały?
Albo głupi świat cały? albom ja rozumny?…
Część ogromnego kraju Szach mi oddał dumny;
Garść tej ziemi kazałem spłomienić w kryształy
I kryształowe łoże Szach dostał, i wdzięczny.
2430 O wielki synu słońca! o bracie miesięczny!
Czy ci nie zimno w łożu kryształowym cara?
Na zachodzie stugłowa wyrasta poczwara,
Lecz wkrótce w petersburgskiej każę ulać hucie
Łoże drugie z kryształu dla ludów zachodu;
2435 Miarę na długość wezmę z moskiewskiego rodu,
A który naród dłuższy nad łoża okucie,
Kryształu nie rozciągnę, lud skrócę o głowę.
Ludy! poszlę wam! poszlę łoże kryształowe.
Któż to?… Brat mój!
2440Jak się masz, Kostusiu! co słychać?
Wasza cesarska mość… niech…
Nie możesz oddychać?
Widać, żeś się tu spieszył! Czemuż ci tak śpieszno?
Zapewne mi przynosisz jaką wieść pocieszną?
2445Ha, wasza cesarska mość… kazałeś…
Mów śmiało…
Rozstrzelać… Ha!
Tak mi się, bracie, podobało…
Niech wasza cesarska mość odwoła! niech raczy
2450 Odwołać wyrok śmierci.
Książę, co to znaczy?
Proszę waszej cesarskiej mości, niech ten człowiek
Żyje… Nie traćmy czasu — chwili, mgnienia powiek,
Oto ułaskawienie, pióro…
2455Pióro moje
Spisałem na wyroku śmierci, przy nim stoję.
Wasza carska mość niech stawi żyda na papierze[116],
Byle podpis… do kroćset…
Bracie, mówmy szczerze.
2460 Chcesz ocalić Kordiana?
Chcę! chcę! chcę!
I właśnie
Dlatego zginie.
Co? Co?
2465Bracie, skończmy waśnie,
Spać mi się chce…
Dlaczegóż wasza mość cesarska
Nie chce tej małej łaski? — Jam ci tron darował!…
Bracie, pohamuj wściekłość, co nozdrzami parska.
2470Przebacz, wasza cesarska mość, będę hamował,
Lecz proszę, niech ten człowiek żyje.
Tyś morderca,
Jeśli on nie morderca… Odejdź, bracie miły,
Nie chce mi się zaglądać w brudy twego serca;
2475 Wolałbym dwumiesięczne rozrzucać mogiły.
Co? Nie rozumiem…
No! no! idź i bądź spokojny.
Car, Morderstwo, Władza, ZbrodniaBracie! bracie, z tygrysem nie zaczynaj wojny!
Jam ci tron dał, na którym siedzisz, ja przy tronie
2480 Leżę jak lew brązowy; jeśli ja zawyję?
Jeśli usłyszą ludy, że lew ryczy? żyje?
Ludy przypomną, żem ja winien żyć w koronie,
A ty w stajni, w kazernie[117] musztrować szeregi…
Książę! widzę, że wina przelałeś nad brzegi;
2485 Co, tyś mi tron darował? Było go wziąść, bracie,
Matka, OjciecBoś ty się w purpurowej urodził komnacie,
Sto dział grzmiało nad twoją złocistą kołyską
I dano ci greckiego cesarza nazwisko;
Lecz potem matka twoja, żona Pawła cara,
2490 Zbrzydziła cię, wyrodku! Tyś miał nos Tatara,
Zamiast ssać łono, tyś je pokąsał jak szczenię…
Wyrosłeś. Przyszła matka i rzekła: «Tyś głupi» —
A tobie powiedziało to samo sumnienie.
Rzekła ci: «Daj tron bratu!», rzekłeś: «Niech brat kupi…»
2495 Więc kupiono u ciebie zrzeczenie się tronu.
Było go wziąść[118]… a co by ci zostało z plonu?
Czy śmiałbyś w oczy matki spojrzeć okiem cara?
A uśmiech jej? a słowo: Tyś głupi? a czara
Nalana zmarszczonymi rękami twej matki?…
2500Carze! carze! truciznę schowaj na ostatki.
Znałem was dobrze, katów bezczestnych[119] i dumnych,
Was matka nauczyła zabijać słowami.
Dwóch było mądrych, trzeci głupi; do rozumnych
WążKtoś rzekł: «Waszego ojca udusim szarfami»,
2505 Odpowiedzieli: «Dobrze». — Poszli… udusili…
Pomnisz, Beningsen przyszedł i rzekł: «Pawła cara
Udusiliśmy…» — rzekli: «Amen…» — Więc zabili,
Sami zabili ojca — a na szarfy kara…
Ha! szarfy wyrzucili jak zużyte sprzęty
2510 Za granice moskiewskie, na kraje sąsiadów;
Darowali Europie gniazdo żółtych gadów.
Lud, PogrzebA do lochu rzucili zewłok ojca święty,
Zaledwo ksiądz odszeptał jeden pacierz prędki.
Nie wynieśliście trupa na tron złotolity?
2515 Bo spod nogi zabójców wyszedł zmięty, zbity,
Podobny do tygrysa z błękitnymi cętki.
Lecz naród krzyczał: «Syny! wyście nam ukradli
Komedyją pogrzebu, łzy wasze książęce
I widok miły królów, co tak nisko spadli…
2520 Wynieście ojca ciało; całujcie mu ręce!
Bo my chcemy obaczyć, jakie to są cary,
Których można zabijać bez sądu i kary?»
Pamiętasz, jak zduszony kadzideł wyziewy
Całowałeś tę rękę i całun żałobny?…
2525 A potem myłeś usta całą wodą Newy.
O! jak ty jesteś, bracie, do ojca podobny,
Patrzeć nie mogę! Zmyj twarz! zmyj twarz, podobieństwo…
Bo ja patrzeć nie mogę… Bo rzucę przekleństwo,
Które aż Bóg usłyszy…
2530To królewska zbrodnia.
A wszakże ci Sybircy, których karzesz co dnia,
Mogą krzyczeć z kibitek: «Carze! z nami razem!
Jedź z nami! bo zabiłeś ojca; niechaj kąty
Pocałują cię w czoło czerwonym żelazem…»
2535 Lecz ty lud trzymasz głupi, bez żadnej oświaty.
Kilka kłosów z gwardyjskiej wyrosło równiny;
Więc na Turków! — «Michale, wiedź ich…» — on nie umie…
«Wiesz, czego chcę po tobie?» — Michał nie rozumie.
«Głupcze — krzyknąłeś — podsadź pod szeregi miny
2540 I wysadź na powietrze!…» — Brat Michał dwa palce
Do czoła — pokłon niemy — i odszedł — a w miesiąc
Pod gwardią zatopione saletry padalce
Wybuchnęły jak piorun… aż grunt musiał przesiać
Krwią ruską… Car się uśmiał… i rzekł: «To pomyłka!…»
2545 A wiesz, carze? że za to mało knuty! zsyłka!…
Katorgi nawet mało!…
Bracie, twego serca
Powstydziłby się może najęty morderca.
Przypomnę ci zdarzenie…
2550Co? jakie?
Nie skłamię.
Znałeś?
Carze! milcz! milcz! milcz!
Carze! ja się wściekę!
Milcz!
Milczeć?… Wszak nie jestem sumnieniem książęcia
2560 Ani pochlebcą płatnym…
Na wszystkie zaklęcia!…
Milcz!…
Gdzie się owa piękna Angielka podziała?
Lat szesnaście, dziecinna, płocha, jak śnieg biała,
2565 Z błękitnymi oczyma, na balach szczęśliwa,
Na pół smutna, wesoła, mdlejąca i żywa;
Tak nieświadoma uczuć i światowej burzy,
Że mogłaby się kochać sercem w białej róży
I bronić się kotarą zakrytego łoża
2570 Przed róż kwitnących wzrokiem…
Na nią ręka boża
Wysypała brylanty wszystkie i gwiazd ognie…
Lekki twór kryształowy złamie się, nie pognie —
Tak właśnie ona…
2575Ona… widzę ją…
W dzień pewny
Przed dóm Angielki dworska zajeżdża kareta;
Zapraszają lokaje na bal do królewny.
W lekkich szatach niemyślna jak motyl kobieta
2580 Przyjeżdża, wiodą w zamek — w nieznane komnaty.
Pyta, gdzie bal? gdzie światła? gdzie muzyka? kwiaty?
Wszędzie cicho… prowadzą… wiesz, gdzie wprowadzona?
Nie starłeś jeszcze z czoła śliny, którą plwała.
Mściwy — wołasz… żołnierzy wściekłych rota cała…
2585 Wali się…
Nie kończ, carze! bo ci język skona!
TrupSiedź i słuchaj! Wiem koniec zabawnej powieści.
Na piękny żart się zdobył lubownik niewieści;
Jak ukryć trupa? lato — nie włożyć do lodu?
2590 A trzeba skryć przed carem, przed posłem narodu,
Z którego książę ukradł człowieka — gdzież schować?
Jeden z przyjaciół księcia podjął się usługi,
Nie zaniedbał wszelako włosów przemalować,
Twarzy przekształcić… potem jak Pylades drugi,
2595 Wziąwszy odzież bogatą, krzyże, tytuł grafa,
Najął w mieście część domu i zapłacił z góry.
Do pokojów z meblami weszła wielka szafa;
Co było w szafie? nie wiem — odźwiernego córy
Myślały, że w niej szaty wieszano dziewicze.
2600 Zamknąwszy drzwi na zamek zniknął Pylad wierny.
Upływa tydzień — drugi… szmery tajemnicze…
Przez szpary do pokojów zagląda odźwierny,
Nikogo… nagle krzyknął: «Zaraza! zaraza!»,
Więc drzwi wywalił, z szafy odbija żelaza,
2605 Okropnego coś razem wszystkie zmysły bije;
W szafie szkielet człowieka topi się i gnije…
Na trupie zapomniany brylant ogniem błyska.
Ten pierścień mówił… i dwa powiedział nazwiska:
Jej i twoje. —
2610Ha! carze! carze! znasz mordercę?
Ja ci muszę te słowa nazad w gardło wdławić!
Połknąłeś tajemnicę i nie możesz strawić?
Pomogę mieczem… Ona w sercu? wydrę serce!
Ona w mózgu? więc z mózgiem na ściany rozprysnę!
2615 Czy wiesz, że skoro szpadą z okna tego błysnę,
Wnet czterdzieście tysięcy bagnetów poruszę.
Na co? ja ci na gardle siądę i uduszę,
Do szaf zamknę królewskich i wyjdę wesoły.
Na ulicach Warszawy tłum ludu natrafię,
2620 «Cha! cha! cha! — zapytają — gdzie brat? gdzie car?» — «W szafie!»
Cha! cha! Cara zamknąłem jak miecz kata goły
W pochwę zgnilizny… Cha! cha! niechaj go rdza toczy!
Niech lud czuje w powietrzu! Bunt , Oko, Pojedynek, Siła, WzrokA co? drżysz, mój bracie?
Wiesz, żem silny jak tygrys… wiesz, że w tej komnacie
2625 Jesteś sam na sam ze mną… A co? patrz mi w oczy!…
Dobrze! wyszedłem cało… ta moskiewska żmija
Buntu dźwignąć nie mogła… myślą się zabija…
Gdyby zamiast słów szpady dobył, już bym nie żył…
Zamyślony — w zmarszczone czoło się uderzył;
2630 Muszę tę myśl uprzedzić… Konstanty!…
Niech wasza
Cesarska mość tę szpadę weźmie…
Brat przeprasza…
Weź je razem ze szpadą.
2635Leć na plac Marsowy!
Weź mego konia, zabij w galop — a leć ptakiem…
Zanieś to… Biada! jeśli włos z Kordiana głowy
Spadnie, nim ty dojedziesz. —
Mój brat… już Polakiem.
2640Chłop, SzlachcicPatrz! teraz kat nad głową łamie lśniącą szpadę.
Jaki to krzyk? czy krzyknął?…
Nie, usta ma blade
I nic nie mówi — ale gdy kat szpadę łamał,
Jakiś starzec padł z jękiem, może stary sługa?…
2645Więc mu wzięli szlachectwo…
Dekret dobrze skłamał:
On jako chłop nie pójdzie do chłopskiego pługa,
Pług po nim orać będzie…
Chcą zawiązać oczy —
2650 Nie pozwolił…
Oficer wystąpił po przedzie…
Już ma komenderować… coś mi serce tłoczy!
Podnieśli broń do oka…
Stój! Adiutant jedzie!
2655Oficer go nie widzi… rękę podniósł w górę.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
Godzina, której żaden człowiek dwa razy w życiu nie słyszy — chodzi o pierwszą godzinę nowego stulecia.
Żółw, z którego to zgrzebło — z pancerzy żółwi morskich wyrabiano dawniej grzebienie, guziki i inne przedmioty codziennego użytku.
hostii, co dławi — według wierzeń ludowych, na zasadzie absolutnej sprzeczności między tym, co święte a tym, co przeklęte, diabeł nie mógł połknąć hostii, będącej symbolicznym ciałem Chrystusa, dławił się nią. Podobnie wierzono, że diabła parzy woda święcona.
Lewiatan (hebr. liwjatan) — biblijny mityczny potwór morski, rodzaj monstrualnego węża lub smoka o siedmiu głowach (nie wiadomo natomiast nic o jego żądle). W Biblii stanowił uosobienie przeciwstawiającego się Bogu zła.
kurant (starop.) — melodia wygrywana przez zegar o stałych porach (np. co godzinę, co pół godziny lub co kwadrans).
Noga kossacza pająka — chodzi o kosarza, należącego do pajęczaków, jednak nie będącego w ścisłym znaczeniu pająkiem (nie ma on np. jadu); cechą charakterystyczną wyglądu kosarza są cztery pary bardzo długich nóg (mogą mierzyć nawet kilkanaście centymetrów, przy ok. półcentymetrowej wielkości głowotułowiu).
przerżchliwy — zapewne: pierzchliwy (w niektórych wydaniach występuje tu forma „pierżchliwy”); pierzchliwa pamiątka to pamiątka krótkotrwała, z łatwością pierzchająca, czyli uciekająca, znikająca.
Wolter — spolszczone: Voltaire, pseudonim François-Marie Aroueta (1694–1778), fr. pisarza i filozofa epoki oświecenia (autora m.in. powiastki filoz. Kandyd); zwolennika liberalizmu, krytyka wszelkich ideologii, hierarchii kościelnej i zabobonnych wierzeń (uznano go za patrona ateizmu i rewolucji). Voltaire był niezwykle wpływową osobistością swego czasu (korespondował m.in. z carycą Rosji, Katarzyną).
Russa — spolszczone nazwisko Jean-Jacquesa Rousseau (1712–1778), szwajcarskiego pisarza i filozofa (autor Umowy społecznej 1762). Rousseau był krytykiem cywilizacji i postępu, propagował hasło powrotu do natury (jemu zawdzięczamy mit „dobrego dzikusa”), uznawał bezwzględną pierwotną równość między ludźmi, ale też występował przeciw racjonalizmowi i ateizmowi; wszystkie te cechy sprawiają, że uznawano go raczej za patrona romantyzmu (a przede wszystkim poprzedzającego epokę romantyczną sentymentalizmu) niż typowego przedstawiciela Oświecenia.
cichego (…) doktora — chodzi o doktora Fausta. Jest to bohater fikcyjny, postać stanowiąca sama w sobie niezwykle płodny motyw w sztuce. Faust to uczony (zarazem filozof, alchemik, przyrodnik), który, zgłębiwszy dostępną człowiekowi wiedzę, doznał rozczarowania, niedosytu i goryczy, co z kolei doprowadziło go do podpisania cyrografu z diabłem. W zamian za diabelską pomoc i usługi zapisał diabłu (występującemu pod imieniem Mefistofelesa) swą duszę. Najbardziej znanym opracowaniem tematu jest dramat Faust Johanna Wolfganga Goethego, cieszący się niebywałą popularnością w okresie romantyzmu. W romantyzmie poza ujęciami literackimi powstały również np. utwory muzyczne inspirowane historią Fausta, jak Symfonia Faustowska Liszta, kantata Berlioza Potępienie Fausta, czy opera Gounoda Faust. Wcześniej motyw podjął Christopher Marlowe (Tragiczna historia doktora Fausta 1588), a później m.in. Thomas Mann (Doktor Faustus 1947). Na wątkach faustowskich oparta jest również powieść Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata. W polskiej literaturze motyw ten, nieco strywializowany, pojawia się w legendzie o panu Twardowskim oraz w balladzie Mickiewicza Pani Twardowska.
Manfred — tytułowa postać dramatu filozoficznego George'a Gordona Byrona (1788–1824); Manfred odbywa m.in. wędrówkę po Alpach szwajcarskich.
Samiż tylko rycerze ujdą nam bezkarni — sens: czy ze wszystkich rodzajów ludzi tylko żołnierzy nie uda się diabłom opętać (ze względu na cechujący ich zdrowy rozsądek).
więcéj (daw.; wym.: więcy) — obecność é tzw. pochylonego zmienia brzmienie wyrazu, przez co rymuje się on z wcześniej użytym słowem „tysięcy”.
Nazwijmy od (…) nędznych chłopów — chodzi o gen. Józefa Chłopickiego (1771–1854), dyktatora powstania listopadowego (wcześniej walczył w powstaniu kościuszkowskim, wraz z Legionami Dąbrowskiego brał udział w kampaniach napoleońskich m.in. we Włoszech i Hiszpanii, został wielokrotnie odznaczony m.in. Legią Honorową i Krzyżem Komandorskim Virtuti Militari; był nadal czynnym wojskowym w Królestwie Polskim, ale na skutek osobistego konfliktu z Wielkim Księciem Konstantym podał się do dymisji). W okresie powstania listopadowego, został członkiem Rady Administracyjnej i naczelnikiem sił zbrojnych, a 5 grudnia 1830 ogłosił się dyktatorem powstania. Nie wierzył w powodzenie powstania, był zwolennikiem rokowań z carem, starał się początkowo nie dopuścić do starć zbrojnych. Wskutek takiej polityki armia rosyjska pod wodzą Dybicza wkraczając do Królestwa zastała armię powstańczą nieliczną i źle uzbrojoną. Po raz ostatni swój kunszt dowódczy pokazał Chłopicki podczas bitwy pod Olszynką Grochowską; w bitwie został ranny w nogi. 17 I 1831 zrzekł się dyktatury. Po upadku powstania wyjechał do Krakowa, gdzie pozostał do końca życia.
Talleyrand — właśc. książę Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord (1754–1838), fr. dyplomata, minister spraw zagranicznych Francji. Mimo, że był duchownym (biskupem) poparł swym autorytetem rewolucję fr. 1789 r. i został wkrótce przewodniczącym Konwentu, gdzie wcześniej patronował przeprowadzeniu ustaw dotyczących sekularyzacji dóbr kościelnych przewodniczącym zgromadzenia. Był reprezentantem Francji na Kongresie Wiedeńskim. Talleyrand słynął z wybitnej inteligencji oraz ciętych a trafnych wypowiedzi.
nazwisko (…) Czarta — chodzi tu o księcia Adama Jerzego Czartoryskiego (1770–1861) dyplomatę, męża stanu, polityka, pochodzącego ze starej rodziny arystokratycznej. W czasie rozbiorów, po abdykacji i śmierci Stanisława Augusta uważano go za pretendenta do tronu Polski.
Wódz! (…) do skrzyni (…) zniesie planów trupy — chodzi tu o generała Jana Skrzyneckiego (1787–1860), uczestnika wojen napoleońskich w armii Księstwa Warszawskiego, odznaczonego Krzyżem Kawalerskim Orderu Virtuti Militari, kawalera Legii Honorowej. W czasie powstania listopadowego Skrzynecki odznaczył się w bitwie pod Grochowem, co przyczyniło się do mianowania go 26 lutego 1831 przez Rząd Narodowy naczelnym wodzem. W tej roli nie popisał się jako strateg i po klęsce powstańców pod Ostrołęką 26 maja 1831 roku oraz utracie zaufania społecznego z powodu konfliktu z Sejmem o reformę rządu, zrezygnował z dowództwa i wystąpił z armii. Po powstaniu przebywał na emigracji w Belgii. W 1839 r. powrócił do Krakowa, gdzie pozostał do końca życia.
Starzec (…) Zastygły pod wspomnień bryłą — chodzi tu o Juliana Ursyna Niemcewicza (1758–1841), cieszącego się sporym autorytetem pisarza, poetę i dramaturga (autora m.in. Powrotu posła i Śpiewów historycznych) oraz pamiętnikarza. Był posłem w czasie Sejmu Wielkiego i współtwórcą projektu Konstytucji 3 Maja, a w czasie insurekcji kościuszkowskiej sekretarzem Tadeusza Kościuszki. Po upadku insurekcji przebywał w więzieniu w Petersburgu, a uwolniony wyjechał wraz z Kościuszką do Ameryki, gdzie mieszkał kilka lat. Do Polski powrócił w 1807, by osiąść w podwarszawskim majątku i poświęcić się literaturze. Sprawował jednak również różne urzędy i funkcje publiczne. Od 1826 r. był prezesem Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Po wybuchu powstania listopadowego udał się z misją dyplomatyczną do Londynu, a następnie z upoważnienia rządu powstańczego zajmował się badaniem dokumentów tajnej policji. Po upadku powstania znalazł się na emigracji w Paryżu, gdzie pozostał do śmierci. Był związany z Hotelem Lambert i Adamem Jerzym Czartoryskim.
Rdzę (…) Na Omfalii igle Od krwią wilgotnych Herkulesa palców — według mit. gr. Herkules, kupiony na targu niewolników przez królową Lidii Omfale, przebywał u niej w służbie przez trzy lata, wykonywał kobiece prace i był przebrany w kobiece szaty. Pobyt u Omfale wiąże się więc ze zniewieścieniem herosa, który w tym czasie przelewał krew nie w bohaterskich zmaganiach, ale kłując się igłą przy szyciu.
Widzicie tę postać bladą — chodzi tu o Joachima Lelewela (1786–1861) wybitnego polskiego historyka, ideologa i działacza polit., profesora w liceum krzemienieckim i na Uniwersytecie Wileńskim (był duchowym ojcem Filomatów). W dziedzinie badań hist. był twórcą tzw. szkoły lelewelowskiej, stawiającej sobie za cel całościową analizę procesów historycznych (w związku z tym np. w dorobku Lelewela znajdują się ciekawe materiały i opracowania z zakresu geografii czy religio- i kulturoznawstwa). W czasie powstania listopadowego Lelewel był członkiem Rządu Narodowego i zwolennikiem przeprowadzenia głębokich, demokratycznych reform społecznych. Po upadku powstania przebywał na emigracji w Paryżu, a następnie w Brukseli, działał m.in. na rzecz zjednoczenia skłóconych polskich emigrantów. Był przywódcą współpracującego z lewicą fr. Komitetu Narodowego Polskiego, a następnie Młodej Polski, republikańskiej organizacji związanej z Młodą Europą Mazziniego. W 1846 wstąpił do Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Po klęsce Wiosny Ludów wycofał się z życia politycznego.
wyleci jak kruk — chodzi tu o generała Jana Krukowieckiego (1772–1850), odznaczonego Krzyżem Kawalerskim Orderu Virtuti Militari, Orderem Obojga Sycylii, Komandora Legii Honorowej. Rozpoczynał karierę w wojsku austr., a kontynuował w armii fr. i armii Księstwa Warszawskiego, brał udział w kampaniach napoleońskich (został ranny pod Smoleńskiem), po Kongresie Wiedeńskim pozostał w wojsku Królestwa Polskiego. Po wybuchu powstania listopadowego dowodził wojskami powstańczymi m.in. w zwycięskiej bitwie pod Białołęką, jednakże jego niesubordynacja wobec rozkazów gen. Chłopickiego w rozgrywającej się tego samego dnia (25 II 1831) bitwie pod Olszynką Grochowską przesądziła prawdopodobnie o klęsce Polaków. Następnie Krukowiecki został gubernatorem Warszawy, a pod koniec powstania przewodniczył Rządowi Narodowemu, a faktycznie również był wodzem wojsk powstańczych. Konserwatysta (ideowo zajmował stanowisko przeciwstawne wobec poglądów np. Lelewela czy Mochnackiego), był przeciwny prowadzeniu dalszej walki z Rosją, zajął się raczej pertraktacjami z Paskiewiczem dotyczącymi warunków kapitulacji, nie przygotował właściwie obrony Warszawy. Krukowiecki nie opuścił jednak, jak sugerują słowa dramatu „rycerzy ginących”. Po kapitulacji Warszawy pozostał w mieście, a po upadku powstania przebywał na zesłaniu w Jarosławiu i Wołogdzie do 1834 r. Następnie powrócił do Królestwa, by do końca życia zajmować się już tylko gospodarowaniem w majątku żony.
śpiéwa — (daw.; wym.: śpiwa) — obecność é tzw. pochylonego zmienia brzmienie wyrazu, przez co rymuje się on z użytym wcześniej słowem: spoczywa.
bakalarus (z łac. średniow.: baccalarius) — bakałarz (osoba, która uzyskała najniższy stopień naukowy na uniwersytecie), nauczyciel.
kobiéto (daw.; wym.: kobito) — obecność é tzw. pochylonego zmienia brzmienie wyrazu, przez co rymuje się on z „bito”.
podstoli (…) szatny — funkcje przy dworze; podstoli maił za zadanie dopilnować królewskiego stołu, zaś szatny ubiorów.
frejlina (daw; z niem. Fräulein: panna; Hoffräulein: dworka) — dama dworu (szczególnie na dworze rosyjskim).
rycerz w zbroi (…) I (…) przebijał (…) smoka — jest to kanoniczne przedstawienie Michała Archanioła (pogromcy szatana, przedstawianego często w postaci węża) albo też św. Jerzego, który z wysokości, siedząc na białym koniu zabija smoka.
mameluki (właśc. mamelucy; z arab. mamluk: niewolnik) — sławna ze swej bitności, wyszkolenia i sukcesów militarnych armia utworzona ze specjalnie zakupionych niewolników lub jeńców wojennych.
Paktol a. Paktolos — rzeka w starożytnej Lidii (dziś Turcja), której piasek obfitował w złoto i srebro.
Punsz — chodzi o charakterystyczną postać z komedii dell'arte (to włoski Pulcinella, a angielski Punch), złośliwego prześmiewcę.
hosanna (z hebr.) — słowo oznaczające radość i uwielbienie dla Boga, występujące w Biblii, zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie oraz modlitwach i tekstach religijnych judaizmu i chrześcijaństwa.
miserere (łac.)— słowo rozpoczynające Ps. 51, będący psalmem pokutnym i żałobnym, zawierającym błaganie do Boga o pomoc. Po polsku incipit tego psalmu brzmi: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej”.
dej (z arab.) — daw. oficer w tur. wojsku janczarów lub tytuł namiestników w Algierii i Tunisie; dej fezki to namiestnik Fezu, dużego miasta w Maroku.
Martin Luter (1483–1546) — doktor teologii, ideolog i inicjator reformacji (jego pierwsze wystąpienie było skierowane przeciw odpustom); przełożył Biblię na niem., jest autorem wielu tekstów (m.in. katechizmu) i pieśni religijnych kościoła ewangelickiego.
dataria (z łac. datare: datować) — władza w kurii rzymskiej zajmująca się sprawami łask, rozdzielaniem pomniejszych beneficjów i potwierdzaniem aktów prawnych wydawanych przez stolicę apostolską.
Pappe satan! pappe satan! aleppe — wers rozpoczynający Pieśń VII części Piekło w Boskiej Komedii Dantego; pełni on funkcję inwokacji skierowanej do Szatana, formułę przyzywającą władcę piekieł albo niezrozumiałe przekleństwo, którym Pluton wita przybyszów (Dantego i Wergiliusza) w czwartym kręgu piekielnym, przeznaczonym dla skąpców i rozrzutników. Z trzech słów składających się na ów wers „satan” jest jedynym rzeczywiście istniejącym i rozpoznawalnym wyrazem; pozostałe są zniekształcone i różnie interpretowane. „Pape” może być kojarzone ze znaczeniem „ojciec”, zaś „aleppe” niektórzy badacze uznają za zdeformowane „alef”, czyli nazwę pierwszej litery hebrajskiego alfabetu.
alleluja (z hebr.) — chwała Panu; słowo używane w Biblii Starego i Nowego Testamentu oraz modlitwach judaizmu i chrześcijaństwa.
prawidło (tu w lm: prawidła) — reguła, norma; także: forma (najczęściej drewniana) o kształcie stopy wkładana do butów i służąca do wyrobu, rozciągania bądź utrzymania fasonu obuwia.
kozyrny — jest to najprawdopodobniej forma zniekształcona wyrazu: kozerny, a więc „odpowiedni”, do rzeczy; por. wyrażenie „ nie bez kozery” znaczące tyle co: „nie bez powodu”, „nie od rzeczy”; por. też nie używany już poza związkami fraz. wyraz kozera: powód, przyczyna (z łac. causari: podawać jako przyczynę, rację, procesować się; bronić jakiejś sprawy).
hołupce — dziś popr.: hołubce; hołubiec: figura w tańcu polegająca na uderzeniu obcasem o obcas podczas podskoku.
baldachim (z wł. baldacchino) — przenośna lub stała osłona stanowiąca zadaszenie np. nad łóżkiem, tronem, a także noszona nad dostojnikami; tu zniekształcona forma wyrazu: baldakim.
zagadki słać do Kuryjera — chodzi o „Kurier Warszawski”, założoną w 1821 r. najważniejszą gazetę informacyjną Królestwa Polskiego.
satrapa — namiestnik prowincji (satrapii) w starożytnej Persji, który posiadał uprawnienia administracyjne, sądowe i wojskowe; synonim tyrana. Satrapy nasze: ci, którzy posiadają władzę.
Saron — żyzna równina w Izraelu, nad morzem Śródziemnym rozciągająca się między Karmelem a Jaffą.
wyrok Baltazara — chodzi o wyrok boski na babilońskiego króla Baltazara. Podczas urządzonej przez niego uczty, na której posilano się ze zrabowanych w świątyni jerozolimskiej naczyń, czcząc przy tym pogańskich bożków, nagle ukazała się ręka, która wypisała tajemnicze słowa: „Mene, Mene, Tekel, Ufarsin”. Wywołało to przestrach króla Baltazara, nikt jednak nie potrafił rozszyfrować znaczenia napisu. Zrobił to dopiero prorok Daniel, który tak wyjaśnił przepowiednię: „Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres; zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki; twoje królestwo uległo podziałowi, oddano je Medom i Persom”. Przepowiednia wkrótce spełniła się.
nié ma (daw.; wym.: ni ma) — obecność é tzw. pochylonego zmienia brzmienie wyrazu, przez co rymuje się on z „oczyma”.
Tella Szwajcara — chodzi tu o legendarnego bohatera szwajcarskiego, symbol niesubordynacji z pobudek patriotycznych wobec narzuconej władzy (w tym wypadku: władzy cesarza austriackiego). Tell wsławił się tym, że wystawiony na próbę strącił strzałą z łuku jabłko położone na głowie swego syna, nie czyniąc chłopcu krzywdy. Do tej legendy nawiązuje cała wypowiedź chóru.
Dmitrij Dmitrijewicz Kuruta — rosyjski generał greckiego pochodzenia, szef sztabu Wielkiego Księcia Konstantego; prowadził też biuro zajmujące się raportami, donosami oraz kontrolą korespondencji w Królestwie Kongresowym.