Author: Zygmunt Krasiński, motif: Ojciec
Motywem tym zaznaczamy fragmenty mówiące o roli społecznej ojca, oraz o wymaganiach i zadaniach, które się z nią wiążą. Zwrócić należy uwagę na niektóre konkretne, a typowe przykłady tego, jak ojcowie starają się sprostać swojej roli (np. ojciec tytułowego bohatera w noweli Doktor Piotr). Jednocześnie motyw niesie ze sobą niebagatelne znaczenia metaforyczne. Figura ojca w patriarchalnej perspektywie definiuje się poprzez symbolikę ,,głowy rodziny", a więc pana domu oraz czerpie uzasadnienie swojej naczelnej, decyzyjnej pozycji z symboliki Boga Ojca, przez co ojcu przypisana jest niejako automatycznie władza. Oczywiście Nowy Testament kładzie nacisk na opiekuńczość ojcowską, zdolność do wybaczania (por. motyw syna marnotrawnego) i miłosierdzia obok kontroli poprzez wymierzanie kar.
Motywem tym zaznaczamy fragmenty mówiące o roli społecznej ojca, oraz o wymaganiach i zadaniach, które się z nią wiążą. Zwrócić należy uwagę na niektóre konkretne, a typowe przykłady tego, jak ...
-
Cmentarz — Mąż i Orcio przy grobie w gotyckie filary i wieżyczki.
MĄŻ
209Zdejm kapelusik i módl się za duszę matki. —
ORCIO
↓ Expand fragment ↓210Zdrowaś Pann
Cmentarz — Mąż i Orcio przy grobie w gotyckie filary i wieżyczki.MĄŻ
209Zdejm kapelusik i módl się za duszę matki. —
ORCIO
210Zdrowaś Panno Maryjo, łaskiś Bożej pełna, Królowa niebios, Pani wszystkiego, co kwitnie na ziemi, po polach, nad strumieniami…
MĄŻ
211Czego odmieniasz słowa modlitwy — módl się, jak cię nauczono, za matkę, która temu dziesięć lat właśnie o tej samej godzinie skonała.
ORCIO
212Zdrowaś Panno Maryjo, łaski Bożej pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś między Aniołami, i każdy z nich, kiedy przechodzisz, tęczę jedną z skrzydeł swych wydziera i rzuca pod stopy Twoje. — Ty na nich, jak gdyby na falach…
MĄŻ
213Orcio! —
ORCIO
214Kiedy mi te słowa się nawijają i bolą w głowie tak, że, proszę Papy, muszę je powiedzieć. —
MĄŻ
215Wstań, taka modlitwa nie idzie do Boga. — Matki nie pamiętasz — nie możesz jej kochać. —
ORCIO
216Widuję bardzo często Mamę. —
MĄŻ
217Gdzie, mój maleńki? —
ORCIO
218We śnie, to jest, niezupełnie we śnie, ale tak, kiedy zasypiam, na przykład zawczoraj. —
MĄŻ
219Dziecko moje, co ty gadasz?
ORCIO
220Była bardzo biała i wychudła. —
MĄŻ
221A mówiła co do ciebie?
ORCIO
222Zdawało mi się, że się przechadza po wielkiej i szerokiej ciemności, sama bardzo biała, i mówiła:
Ja błąkam się wszędzie,
Ja wszędzie się wdzieram,
225 Gdzie światów krawędzie,
Gdzie aniołów pienie,
I dla ciebie zbieram
Kształtów roje,
O dziecię moje!
230 Myśli i natchnienie.
I od duchów wyższych,
I od duchów niższych
Farby i odcienie,
Dźwięki i promienie
235 Zbieram dla ciebie,
Byś ty, o synku mój!
Był, jako są w niebie,
I ojciec twój
Kochał ciebie —
240Widzi Ojciec, że pamiętam słowo w słowo — proszę kochanego Papy, ja nie kłamię. —
MĄŻ
241Mario, czyż dziecię własne chcesz zgubić, mnie dwoma zgonami obarczyć?… Co ja mówię? Ona gdzieś w niebie, cicha i spokojna, jak za życia na ziemi — marzy się tylko temu biednemu chłopięciu. —
ORCIO
242I teraz słyszę głos jej, lecz nic nie widzę. —
MĄŻ
243Skąd — w której stronie? —
ORCIO
244Jak gdyby od tych dwóch modrzewi, na które pada światło zachodzącego słońca. —
MĄŻ
257Czyż myśli ostatnie przy zgonie towarzyszą duszy, choć dostanie się do nieba — możeż być duch szczęśliwym, świętym i obłąkanym zarazem? —
ORCIO
258Głos Mamy słabieje, ginie już prawie za murem kośćtnicy, ot tam — tam — jeszcze powtarza —
MĄŻ
262Boże, zmiłuj się nad dzieckiem naszym, którego, zda się, że w gniewie Twoim przeznaczyłeś szaleństwu i za wczesnej śmierci. — Panie, nie wydzieraj rozumu własnym stworzeniom, nie opuszczaj świątyń, któreś Sam wybudował Sobie — spojrzyj na męki moje, i aniołka tego nie wydawaj piekłu — mnieś przynajmniej obdarzył siłą na wytrzymanie natłoku myśli, namiętności i uczuć, a jemu? — dałeś ciało do pajęczyny podobne, które lada myśl wielka rozerwie — o Panie Boże — o Boże! —
264Od lat dziesięciu dnia spokojnego nie miałem — nasłałeś wielu ludzi na mnie, którzy mi szczęścia winszowali, zazdrościli, życzyli — spuściłeś na mnie grad boleści i znikomych obrazów, i przeczuciów, i marzeń — łaska Twoja na rozum spadła, nie na serce moje — dozwól mi dziecię ukochać w pokoju, i niechaj stanie mir już między Stwórcą i stworzonym. — Synu, przeżegnaj się i chodź ze mną. Wieczny odpoczynek.
Wychodzą.↑ Hide fragment ↑ -
Pokój. — Mąż — Lekarz — Orcio.
MĄŻ
302Nic mu nie pomogli — w Panu ostatnia nadzieja. —
LEKARZ
303Bardzo mi zaszczytnie…
MĄŻ
↓ Expand fragment ↓Pokój. — Mąż — Lekarz — Orcio.MĄŻ
302Nic mu nie pomogli — w Panu ostatnia nadzieja. —
LEKARZ
303Bardzo mi zaszczytnie…
MĄŻ
304Mów panu, co czujesz. —
ORCIO
305Już nie mogę ciebie, Ojcze, i tego pana rozpoznać — iskry i nicie czarne latają przed moimi oczyma, czasem z nich wydobędzie się na kształt cieniutkiego węża — i nuż robi się chmura żółta — ta chmura w górę podleci, spadnie na dół, pryśnie z niej tęcza — i to nic mnie nie boli. —
LEKARZ
306Stań, Panie Jerzy, w cieniu — wiele Pan lat masz? —
MĄŻ
307Skończył czternaście. —
LEKARZ
308Teraz odwróć się do okna. —
MĄŻ
309A cóż?
LEKARZ
310Powieki prześliczne, białka przeczyste, żyły wszystkie w porządku, muszkuły w sile. —
311Śmiej się Pan z tego — Pan będziesz zdrów jak ja. —
312Nie ma nadziei. — Sam Pan Hrabia przypatrz się źrzenicy — nieczuła na światło — osłabienie zupełne nerwu optycznego. —
ORCIO
313Mgłą zachodzi mi wszystko — wszystko. —
MĄŻ
314Prawda — rozwarta — Szara — bez życia. —
ORCIO
315Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma. —
LEKARZ
316Myśl w nim ciało przepsuła — należy się bać katalepsji. —
MĄŻ
317Wszystko, co zażądasz — pół mojego majątku. —
LEKARZ
318Dezorganizacja nie może się zreorganizować. —
319Najniższy sługa Pana Hrabiego, muszę jechać zdjąć jednej pani kataraktę. —
MĄŻ
320Zmiłuj się, nie opuszczaj nas jeszcze. —
LEKARZ
321Może Pan ciekawy nazwiska tej choroby?
MĄŻ
322I żadnej, żadnej nie ma nadziei?
LEKARZ
323Zowie się po grecku, amaurosis. Jest to ślepota spowodowana chorobą czy uszkodzeniem nerwu wzrokowego lub zmianami w mózgu. —
MĄŻ
324Ale ty widzisz jeszcze cokolwiek?
ORCIO
325Słyszę głos twój, Ojcze. —
MĄŻ
326Spojrzyj w okno, tam słońce, pogoda. —
ORCIO
327Pełno postaci mi się wije między źrzenicą a powieką — widzę twarze widziane, znajome miejsca — karty książek czytanych. —
MĄŻ
328To widzisz jeszcze?
ORCIO
329Tak, oczyma duszy, lecz tamte pogasły. —
MĄŻ
330Przed kim ukląkłem — gdzie mam się upomnieć o krzywdę mojego dziecka? —
331Milczmy raczej — Bóg się z modlitw, Szatan z przeklęstw śmieje. —
GŁOS SKĄDSIŚ
332Twój syn poetą — czegóż żądasz więcej?
*
Lekarz — Ojciec ChrzestnyOJCIEC CHRZESTNY
333Zapewnie, to wielkie nieszczęście być ślepym. —
LEKARZ
334I bardzo nadzwyczajne w tak młodym wieku. —
OJCIEC CHRZESTNY
335Był zawsze słabej kompleksji, i matka jego umarła nieco… tak…
LEKARZ
336Jak to?
OJCIEC CHRZESTNY
337Poniekąd tak — Wać Pan rozumiesz — bez piątej klepki. —
Mąż wchodzi.MĄŻ
338Przepraszam Pana, żem go prosił o tak późnej godzinie, ale od kilku dni mój biedny syn budzi się zawsze około dwunastej, wstaje i przez sen mówi — proszę za mną. —
LEKARZ
339Chodźmy. — Jestem bardzo ciekawy owego fenomenu. —
*
Pokój sypialny. — Służąca — Krewni — Ojciec Chrzestny — Lekarz — Mąż. —KREWNY
340Cicho. —
DRUGI
341Obudził się, a nas nie słyszy.
LEKARZ
342Proszę Panów nic nie mówić. —
OJCIEC CHRZESTNY
343To rzecz arcydziwna. —
ORCIO
344O Boże — Boże. —
KREWNY
345Jak powoli stąpa. —
DRUGI
346Jak trzyma ręce założone na piersiach. —
TRZECI
347Nie mrugnie powieką — ledwo że usta roztwiera, a przecie głos ostry, przeciągły z nich się dobywa. —
SŁUŻĄCY
348Jezusie Nazareński!
ORCIO
349Precz ode mnie ciemności — jam się urodził synem światła i pieśni — co chcecie ode mnie? — czego żądacie ode mnie? —
350Nie poddam się wam, choć wzrok mój uleciał z wiatrami i goni gdzieś po przestrzeniach — ale on wróci kiedyś, bogaty w promienie gwiazd, i oczy moje rozogni płomieniem. —
OJCIEC CHRZESTNY
351Tak jak nieboszczka, plecie sam nie wie co — to widok bardzo zastanawiający. —
LEKARZ
352Zgadzam się z Panem Dobrodziejem. —
MAMKA
353Najświętsza Panno Częstochowska, weź mi oczy i daj jemu. —
ORCIO
354Matko moja, proszę cię — matko moja, naślij mi teraz obrazów i myśli, bym żył wewnątrz, bym stworzył drugi świat w sobie, równy temu, jaki postradałem. —
KREWNY
355Co myślisz, bracie, to wymaga rady familijnej. —
DRUGI
356Czekaj — cicho. —
ORCIO
357Nie odpowiadasz mi — o matko! nie opuszczaj mnie. —
LEKARZ
358Obowiązkiem moim jest prawdę mówić. —
OJCIEC CHRZESTNY
359Tak jest — to jest obowiązkiem — i zaletą lekarzy, Panie Konsyliarzu.
LEKARZ
360Pański syn ma pomieszanie zmysłów, połączone z nadzwyczajną drażliwością nerwów, co niekiedy sprawia, że tak powiem, stan snu i jawu zarazem, stan podobny do tego, który oczewiście tu napotykamy. —
MĄŻ
361Boże, patrz, on Twoje sądy mi tłumaczy. —
LEKARZ
362Chciałbym pióra i kałamarza — Cerasi laurei dwa grana etc. etc. …
MĄŻ
363W tamtym pokoju Pan znajdziesz — proszę wszystkich, by wyszli. —
GŁOSY POMIESZANE
364Dobranoc — dobranoc — do jutra —
ORCIO
365Dobrej nocy mi życzą — mówcie o długiej nocy — o wiecznej może — ale nie o dobrej, nie o szczęśliwej. —
MĄŻ
366Wesprzyj się na mnie, odprowadzę cię do łóżka. —
ORCIO
367Ojcze, co to się ma znaczyć? —
MĄŻ
368Okryj się dobrze i zaśnij spokojnie, bo doktor mówi, że wzrok odzyskasz. —
ORCIO
369Tak mi niedobrze — sen mi przerwały głosy czyjeś. —
MĄŻ
↑ Hide fragment ↑370Niech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie — nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęścia, ni światła, ni sławy — a dobija godzina, w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma ludźmi przeciwko wielu ludziom. — Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi — o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu? —
-
MĄŻ
↓ Expand fragment ↓784Zapewne słyszałeś wystrzały, odgłosy naszej wycieczki — ale bądź dobrej myśli, dziecię moje, nie przepadniemy jeszcze ni dzisiaj, ni jutro. —
MĄŻ
784Zapewne słyszałeś wystrzały, odgłosy naszej wycieczki — ale bądź dobrej myśli, dziecię moje, nie przepadniemy jeszcze ni dzisiaj, ni jutro. —
ORCIO
785Słyszałem, ale to nie tknęło mi serca — huk przeleciał i nie ma go więcej — co innego w dreszcz mnie wprawia, Ojcze.
MĄŻ
786Lękałeś się o mnie. —
ORCIO
787Nie — bo wiem, że twoja godzina nie nadeszła jeszcze.
MĄŻ
788Sami jesteśmy — ciężar spadł mi z duszy na dzisiaj, — bo tam w dolinie leżą ciała pobitych wrogów. — Opowiedz mi wszystkie myśli twoje — będę ich słuchał, jak dawniej w domu naszym. —
ORCIO
789Za mną, za mną, Ojcze — tam straszny sąd co noc się powtarza. —
MĄŻ
790Gdzie idziesz? — Kto ci pokazał to przejście? — Tam lochy wiecznie ciemne, tam gniją dawnych ofiar kości. —
ORCIO
791Gdzie oko twoje, zwyczajne słońcu, nie dowidzi — tam duch mój stąpać umie. — Ciemności, idźcie do ciemności! —
*
Lochy podziemne — kraty żelazne, kajdany, narzędzia do tortur, połamane, leżące na ziemi. — Mąż z pochodnią u stóp głazu, na którym Orcio stoi.MĄŻ
792Zejdź, błagam cię, zejdź do mnie. —
ORCIO
793Czy nie słyszysz ich głosów, czy nie widzisz ich kształtów?
MĄŻ
794Milczenie grobów — a światło pochodni na kilka stóp tylko rozświeca przed nami.
ORCIO
795Coraz już bliżej — coraz już widniej — idą spod ciasnych sklepień jeden po drugim i tam zasiadają w głębi.
MĄŻ
796W szaleństwie twoim potępienie moje — szalejesz, dziecię — i siły moje niszczysz, kiedy mi ich tyle potrzeba. —
ORCIO
797Widzę duchem blade ich postacie, poważne, kupiące się na sąd straszny. — Oskarżony już nadchodzi i jako mgła płynie. —
CHÓR GŁOSÓW
798Siłą nam daną — za męki nasze, my, niegdyś przykuci, smagani, dręczeni, żelazem rwani, trucizną pojeni, przywaleni cegłami i żwirem, dręczmy i sądźmy, sądźmy i potępiajmy — a kary Szatan się podejmie. —
MĄŻ
799Co widzisz? —
ORCIO
800Oskarżony — oskarżony — ot, załamał dłonie. —
MĄŻ
801Kto on jest? —
ORCIO
802Ojcze — Ojcze!
GŁOS JEDEN
803Na tobie się kończy ród przeklęty — w tobie ostatnim zebrał wszystkie siły swoje i wszystkie namiętności swe, i całą dumę swoją, by skonać. —
CHÓR GŁOSÓW
804Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie, prócz siebie i myśli twych, potępion jesteś — potępion na wieki. —
MĄŻ
805Nic dojrzeć nie mogę, a słyszę spod ziemi, nad ziemią, po bokach westchnienia i żale, wyroki i groźby. —
ORCIO
806On teraz podniósł głowę, jako ty, Ojcze, kiedy się gniewasz — i odparł dumnym słowem, jako ty, Ojcze, kiedy pogardzasz. —
CHÓR GŁOSÓW
807Daremno — daremno — ratunku nie ma dla niego ni na ziemi, ni w niebie.
GŁOS JEDEN
808Dni kilka jeszcze chwały ziemskiej, znikomej, której mnie i braci moich pozbawili naddziady twoje — a potem zaginiesz ty i bracia twoi — i pogrzeb wasz jest bez dzwonów żałoby — bez łkania przyjaciół i krewnych — jako nasz był kiedyś na tej samej skale boleści. —
MĄŻ
809Znam ja was, podłe duchy, marne ogniki, latające wśród ogromów anielskich. —
ORCIO
810Ojcze, nie zapuszczaj się w głąb — na Chrystusa imię święte zaklinam cię, Ojcze. —
MĄŻ
811Powiedz, powiedz, kogo widzisz? —
ORCIO
812To postać —
MĄŻ
813Czyja?
ORCIO
814To drugi ty jesteś — cały blady — spętany teraz męczą ciebie — słyszę jęki twoje —
815Przebacz mi, Ojcze — Matka pośród nocy przyszła i kazała…
MĄŻ
816Tego nie dostawało. — Ha! dziecię własne przywiodło mnie do progu piekła! — Mario! — nieubłagany duchu — Boże! i Ty, druga Maryjo, do której modliłem się tyle! —
817Tam poczyna się nieskończoność mąk i ciemności. — Nazad! — muszę jeszcze walczyć z ludźmi — potem wieczna walka. —
CHÓR GŁOSÓW
↑ Hide fragment ↑818Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie, prócz siebie i myśli twych, potępion jesteś — potępion na wieki. —
-
MĄŻ
↓ Expand fragment ↓868Chodź, synu — połóż tu rękę swoją na dłoni mojej — czołem ust moich się dotknij — czoło matki twojej niegdyś było takiej samej bieli i miękkości.
MĄŻ
868Chodź, synu — połóż tu rękę swoją na dłoni mojej — czołem ust moich się dotknij — czoło matki twojej niegdyś było takiej samej bieli i miękkości. —
ORCIO
869Słyszałem głos jej dzisiaj, nim zerwali się męże twoi do broni — słowa jej płynęły tak lekko jak wonie, i mówiła: „Dziś wieczorem zasiądziesz przy mnie”. —
MĄŻ
870Czy wspomniała choćby imię moje? —
ORCIO
871Mówiła: „Dziś wieczorem czekam na syna mego”. —
MĄŻ
872U końca drogi czyż opadnie mnie siła? — Nie daj tego, Boże! — Za jedną chwilę odwagi masz mnie więźniem twoim przez wieczność całą. —
873O synu, przebacz, żem ci dał życie — rozstajemy się — czy wiesz, na jak długo? —
ORCIO
874Weź mnie i nie puszczaj — nie puszczaj — ja cię pociągnę za sobą. —
MĄŻ
875Różne drogi nasze — ty zapomnisz o mnie wśród chórów anielskich, ty kropli rosy nie rzucisz mi z góry. — O Jerzy — Jerzy! — O synu mój! —
ORCIO
876Co za krzyki! — Drżę cały — coraz groźniej — coraz bliżej — huk dział i strzelb się rozlega — godzina ostatnia, przepowiedziana, ciągnie ku nam. —
MĄŻ
877Śpieszaj, śpieszaj, Jakubie! —
Orszak hrabiów i książąt przechodzi przez dolny dziedziniec — Jakub z żołnierzami idzie za nim.GLOS JEDEN
878Daliście odłamki broni i bić się każecie. —
GŁOS DRUGI
879Henryku, ulituj się! —
TRZECI
880Nie gnaj nas słabych, zgłodniałych ku murom! —
INNE GŁOSY
881Gdzie nas pędzą — gdzie?
MĄŻ
882Na śmierć. —
883Tym uściskiem chciałbym się z tobą połączyć na wieki — ale trza mi w inszą stronę. —
Orcio pada, trafiony kulą.GŁOS W GÓRZE
884Do mnie, do mnie duchu czysty — do mnie, synu mój! —
MĄŻ
↑ Hide fragment ↑885Hej! do mnie, ludzie moi! —
886Klinga szklanna jak wprzódy — oddech i życie uleciały razem. — Hej! tu — naprzód — już się wdarli na długość szabli mojej — nazad, w przepaść, syny wolności! —
Kinds
See full category Dramat
Genres
See full category Dramat romantyczny
Epochs
See full category Romantyzm
Loading


