1Noc listopadowa; w chacie, w świetlicy[1]. Izba wybielona siwo, prawie błękitna, jednym szarawym tonem półbłękitu obejmująca i sprzęty, i ludzi, którzy się przez nią przesuną.
2Przez drzwi otwarte z boku, ku sieni, słychać huczne weselisko, buczące basy, piskanie skrzypiec, niesforny klarnet, hukania chłopów i bab i przygłuszający wszystką nutę jeden melodyjny szum i rumot tupotających tancerzy, co się tam kręcą w zbitej masie w takt jakiejś ginącej we wrzawie piosenki….
3I cała uwaga osób, które przez tę izbę–scenę przejdą, zwrócona jest tam, ciągle tam; zasłuchani, zapatrzeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę… wirujący dookoła, w półświetle kuchennej lampy, taniec kolorów, krasych[2] wstążek, pawich piór, kierezyj[3], barwnych kaftanów[4] i kabatów[5], nasza dzisiejsza wiejska Polska.
4A na ścianie głębnej: drzwi do alkierzyka[6], gdzie łóżko gospodarstwa i kołyska, i pośpione na łóżkach dzieci, a górą zszeregowani Święci obrazkowi. Na drugiej bocznej ścianie izby: okienko przysłonione[7] białą muślinową firaneczką; nad oknem wieniec dożynkowy z kłosów; — za oknem ciemno mrok — za oknem sad, a na deszczu i słocie krzew otulony w słomę[8], w zimową ochronę okryty.
5Na środku izby stół okrągły, pod białym, sutym obrusem, gdzie przy jarzących brązowych świecznikach żydowskich[9] suta zastawa, talerze poniechane tak, jak dopiero co od nich cała weselna drużba wstała, w nieładzie, gdzie nikt o sprzątaniu nie myśli. Około stołu proste drewniane stołki kuchenne z białego drzewa; przy tym na izbie biurko, zarzucone mnóstwem papierów; ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego „Wernyhory”[10] i litograficzne odbicie Matejkowskich „Racławic”[11]. Przy ścianie w głębi sofa wyszarzana; ponad nią złożone w krzyż szable, flinty, pasy podróżne, torba skórzana. W innym kącie piec bielony, do maści[12] z izbą; obok pieca stolik empire[13], zdobny świecącymi resztami brązów, na którym zegar stary, alabastrowymi kolumienkami[14] dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju z lat 1840 w lekkim muślinowym zawoju przy twarzy młodej w lokach i na ciemnej sukni.
6U boku drzwi weselnych skrzynia ogromna wyprawna wiejska, malowana[15] w kwiatki pstre i pstre desenie; wytarta już i wyblakła. Pod oknem stary grat, fotel z wysokim oparciem.
7Nad drzwiami weselnymi ogromny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej[16] z jej sukienką srebrną i złotym otokiem promieni na tle głębokiego szafiru; a nad drzwiami alkierza takiż ogromny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej[17], w utkanej wzorzystej szacie, w koralach i koronie polskiej Królowej, z Dzieciątkiem, które rączkę ku błogosławieniu wzniosło.
8Strop drewniany w długie belki proste z wypisanym na nich Słowem Bożym i rokiem pobudowania.
RZECZ DZIEJE SIĘ W ROKU TYSIĄC DZIEWIĘĆSETNYM
A, mój miły gospodarzu,
mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.
Pan polityk!
Otóż właśnie polityków
15 mam dość, po uszy, dzień cały.
Kiedy to ciekawe sprawy.
A to czytaj, kto ciekawy;
wiecie choć, gdzie Chiny leżą?
25A po co — ?
Sami się do światu garniemy.
Ja myślę, że na waszej parafii
świat dla was aż dosyć szeroki.
Pani to taki kozaczek;
45 jak zesiądzie z konika, jest smutny.
A pan zawsze bałamutny.
To nie komplement, to czuję i tego bynajmniej nie tłumię.
Dobrze, że przynajmniej pan umie
zmiarkować, kiedy uczucie,
50 a kiedy salonowa zabawka —
ale w tym razie…
To sprawka
pani wdzięku, pani jest bardzo miła,
pani tak główkę schyliła…
55Prawda? Tak jakbym się dziwiła,
że mnie tyle honoru spotyka;
pan redaktor dużego dziennika
przypatruje się i oczy przymyka
na mnie, jako na obrazek.
60A obrazek malowny, bez skazek,
farby świeże, naturalne,
rysunek ogromnie prawdziwy,
wszystko aż do ram idealne.
Widzę, znawca osobliwy.
65I czemuż pani się gniewa?
Że pan jak Lohengrin[24] śpiewa
nade mną jak nad łabędziem,
że my dla siebie nie będziem,
i po cóż tyle śpiewności?
70Oto tak, tak z rozlewności
towarzyskiej.
Ach, cioteczko, ciotusieńko!
Co, serdeńko?
Tamci tańczą, my stoimy;
75 chcemy tańczyć także i my.
Może który z panów zechce?
Z nikim z panów tańczyć nie chcę.
Potańcujcie trochę same.
Poszłybyście tam do ciżby?
To tak miło, miło w ścisku.
Oni się tam gniotą, tłoczą
85 i ni stąd, ni zowąd naraz
trzask, prask, biją się po pysku;
to nie dla was.
My wrócimy zaraz.
Cóżeś ty dziś tak wesoła?
90 Odgarnij se włosy z czoła.
Raz dokoła, raz dokoła!
Ciotusieńka zła okropnie,
zła okrutnie — a przelotnie —
zaraz buzię pocałuję.
95Hanka zawsze swego dopnie.
Niech się panna wytańcuje.
Pochwalony, dobry wieczór państwu[26].
Pochwalony — gospodyni…
Radczyni[28]
jestem z Krakowa.
Macie syna.
Tańcuje tam.
105Niech się bawi;
som ta dziwki, niech nie stoją.
Jakoś mu nie idzie sporo,
bo się ino pogapuje.
Wyście sobie, a my sobie.
Każden sobie rzepkę skrobie.
Myślałam, pomówię z matusią,
115 toby wnuczka kołysała — ?
A toście wy skora, kumosiu;
ledwo że wkoło spojrzała,
już by mi synów swatała — ?
Hej, jo sie bawiła wprzódzi,
120 teroz bym lo inszych chciała.
Coraz więcej potrza ludzi.
Żeniłabym, wydawała!
Drużba tańczy, proszę ze mną.
Panienka obcesem[29] wpada.
125A w kółeczko…
Dookoła.
Panienka se ta wesoła.
Ano Kaśka będzie rada,
jak przestoi.
130Kaśka, jaka?
Ano ta, co w kącie taka…
Druhna?
Juści, druhna pirso[30],
co mi ją na żone rają.
135Raz dokoła, raz dokoła…
Pewno drużba kocha Kasię — ?
140Panienka se ta wesoła.
Raz dokoła, raz dokoła…
Jakby Jasiek chciał tańcować,
tobym z Jaśkiem tańcowała — ?
A mogę sie ofiarować,
145 by ino panienka chciała — ?
Proszę, proszę, chwilkę w koło,
jak wesoło, to wesoło.
Jasiek dzisiaj pierwszy drużba.
Najmilso mi tako służba.
Tym ta casem sie nie siwo.
A mieliście dobre żniwo — ?
Dzięka Bogu, tak ta bywo.
155Jak złe żniwo, to was boli,
żeście się napracowali — ?
Zawszeć sie co przecie zgarnie.
Dobrze sobie wyglądacie.
I pani ta tyz nie marnie.
160Jeszcze się widzicie młoda.
Jak po Marcinie jagoda[33].
Może jeszcze się wydacie — ?
A cóz sie ta tak pytacie?!
Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo.
165 Proszę nas nie zapominać.
Są i tacy, co mną gardzą,
żem jest ze wsi, bom jest z chłopa.
Patrzą koso — zbędą prędko,
a tu mi na sercu lentko.
170 Sami swoi, polska szopa,
i ja z chłopa, i wy z chłopa.
Ksiądz dobrodziej już niebawem
będzie nosić pelerynkę[34] — ?
Może i należy mi się;
175 lecz pewnego nic nie wi się.
Inni także robią ślinkę!
Może sprawię pelerynkę —
Jo myślała, że co inne.
Naiwne to i niewinne.
Cięgiem ino rad byś godać,
190 jakie to kochanie będzie.
A ty wolisz całowanie —
będziesz kochać, a powiédzże — ?
Przeciem ci już wygodała.
Przecież ci mnie nikt nie wydrze.
Ano chciałeś, masz wesele.
A krew sie tak zesumuje[37].
Takiś ta nienasyceniec.
Nigdy syty, nigdy zadość;
taka to już dla mnie radość;
całowałbym cię bez końca.
Nie chwalący, nie chwalący,
spokoju mi nie dawały.
215A bo chciałeś.
Same chciały.
Cóz ta za śkaradne śtuki[38]?
A no z duszy;
jak ci dobrze, niech ta będzie.
Teraz ci mnie nic nie zwiedzie.
225 Takem pragnął, zboża, słońca…
Mos wesele! — Pódź do tońca!
Żeby mi tak rzekła która,
sercem już dysponująca,
tak po prostu: „no, chcę ciebie”,
230 jak jaka wiejska dziewczyna…
To niby ja ta dziewczyna,
ja oświadczyć się mająca?
Skądże taka pewna mina?
Muszę panu się pożalić,
w serduszku nie napalone;
jak kto weźmie mnie za żonę.
będzie sobie ciepło chwalić;
245 muszę panu się pożalić:
choć zimno, można się sparzyć.
Amor mógłby gospodarzyć.
Amor ślepy, może zdradzić.
Amor: duch skrzydlaty, gończy.
250Pretensji do skrzydeł wiele.
Więc się na pretensjach kończy.
A nie kończy się w kościele.
Byłby to już Amor w klatce.
Lis w pułapce.
255Motyl w siatce.
Paź królowej[39]na usługach.
Ślub po zapłaconych długach.
Miłość nęci rozmaita.
A, to z nami kwita.
Czegóż to pan jeszcze szuka?
Że nie poszła w las nauka.
265Któż się uczył?
Tak wzajemnie
Ja od pani, pani ze mnie.
A na cóż mnie tej nauki?
Na nic.
270Więc?
Sztuka dla sztuki.
Zawrót głowy, wielka chwała;
niech pan sztuki płata różne,
bylebym ja spokój miała.
Ale gdzie ta, ale gdzie ta.
Pan poeta, pan poeta.
Coś, jak liryzm, struna brzękła:
290 ja o pana się przelękła,
że ta strzała niespodziana
może trafić, ale pana.
Słucham, co to za wymowa!
Słowa, słowa, słowa, słowa.
Ale gdzie ta, ale gdzie ta!
Jakaż znów refleksja nowa?
305Pan poeta, pan poeta.
Zwracam się do panny młodej,
pijąc do pana młodego…
Cóz takiego, cóz takiego?
Może, hm, po pewnym czasie,
310 bo to człowiek jest człowiekiem,
ot, przykładem tylu ludzi —
bo to człowiek jest człowiekiem,
usiada się tylko z wiekiem…
Niby jak to kwaśne mliko.
Dzięki, niech się ksiądz nie trudzi,
niech nie trudzi się dobrodziej,
320 wdał się Pan Bóg już w tę sprawę
i ten wszystko załagodzi;
byliśmy rano w kościele,
braliśmy ślub u ołtarza.
Podziękujże za obawę.
Zdarłabym jej łeb, jak krosna!
A kocha, bo jest zazdrosna.
Kochasz ty mnie?
Moze, moze —
cięgiem ino godos o tem.
Twoja, jak trza, juści twoja;
bo cóż cie ta znów tak dumi?
Cięgiem ino godos o tem.
340A ty z twoim sercem złotem
nie zgadniesz, dziewczyno–żono,
jak mi serce wali młotem,
jak cię widzę z tą koroną[43],
z tą koroną świecidełek,
345 w tym rozmaitym gorsecie,
jak lalkę dobytą z pudełek
w Sukiennicach, w gabilotce[44]:
zapaseczka[45], gors, spódnica,
warkocze we wstążek splotce;
350 że to moje, że to własne,
że tak światłem gorą lica!
Buciki mom trochę ciasne.
A to zezuj, moja złota.
Ze sewcem tako robota.
355Tańcuj boso.
Panna młodo?!
Cóz ta znowu?! To ni mozno.
Co się męczyć? W jakim celu?
Trza być w butach na weselu.
360Któż komu czego zabroni?
Zależy, za czym kto goni.
Tak cudzego pilnujecie — ?
Nie każdy ma jedno na świecie,
a każdy ma swoje osobne,
365 co go trzyma — a te drobne
rzeczki, małe, niepozorne
składają się na jedną wielką rzecz.
A panny już bez pamięci,
widzę, hulają.
Do smaku.
Jak mnie Czepiec chwycił wpół,
380 jak zawinął i obleciał w kółko,
tom w oczach zobaczyła gwiazdy,
jakby jakieś napowietrzne jazdy,
kręcące się zawrotem kół.
Pot oblewa całe czółko;
385 możesz się zaziębić wnet.
A tak — teraz to sobie myślę:
co insze złoto, a co insze miedź.
Nie pleć, spocznij, cicho siedź.
A myśl moja het, het, het…
390Elektryczność z oczu bije.
Zgrzałam się przy tańcowaniu.
Pani marzy o kochaniu —
co tam pani serce czyje.
Może pańskie serce zatem — —?
395Umie pani strzelać batem — —?
Jak to, co to — tak przez kogo?
Tak w powietrze, a szeroko.
Co tam panu serce czyje; —
a umie pan kopnąć nogą — —?
400Tak przez kogo — ?
Nie tak srogo —
tak w powietrze, a wysoko.
Na co, po co?
Dla niczego.
405To nic złego.
I nic z tego.
To zagadka?
Sfinks[47].
Meduza[48].
Słucham, co to za wymowa — ?
Słowa, słowa, słowa, słowa.
To uczucia tak się garną;
szkoda, żeby szły na marno.
435Ale gdzie ta, ale gdzie ta.
Pan myśli, że ja zajęta?
Otóż to, to etykieta.
Chciałabym kochać, ale bardzo,
445 ale tak bardzo, bardzo, mocno.
To ta muzyka gra tak skoczno
i pewno serce tobie skacze.
Jeszcze się dosyć, dość napłacze,
nim go kochanie ułagodzi.
450 Pociesz się, serce, pociesz, miła,
jeszcze niejedna łza, mogiła,
od tej miłości ciebie grodzi.
Że to tak losy szczęściem gardzą,
że tak nie sypią szczęściem w oczy,
455 tylko tak zaraz błyski gasną,
ledwo się w oczach świt roztoczy?
Musisz przejść wprzódy cierpień koło;
przejść musisz wprzódy nędzę, bole,
a potem kiedyś będzie wesoło,
460 jak ci ból serce dość nakole.
Ja, gdybym była losów panią,
na przykład taką, wiesz: Fortuną[52].
tobym odarła złote runo[53],
żeby dać wszystko ludziom tanio;
465 żeby się tak nie umęczali,
w takiem gonieniu ciężkiem, długiem:
każden, jak więzień, za swym pługiem;
żeby się syto nakochali,
żeby się wszystko im kręciło:
470 jakby się złote nitki wiło.
A tu są takie Parki stare[54],
co nożycami tną przędziwo…
A chyba to za jaką karę
Miłość jest taką nieszczęśliwą.
475 Za czyjąż winę, czyjąż karę rwać chcą przędziwo Parki stare…?
Ach, tak bym chciała kochać bardzo!
Musisz się wprzódy dość naszlochać,
napłakać, zbeczeć, razy wiele,
aże postawią cię w kościele,
480 a potem sobie możesz kochać.
Ach, tym uczucia moje gardzą —
nie to, nie jeszcze miałam w myśli:
chciałabym, żeby się kto zjawił,
kto by mi nagle się spodobał,
485 żebym się jemu też udała
i byśmy równo na to przyśli.
Widzisz, takiego bym kochała,
i to tak bardzo, bardzo, bardzo.
Ach, tym uczucia moje gardzą;
490 przecie trza wprzódy wypróbować,
trza coś przecierpieć, coś przeboleć,
żeby móc miłość uszanować.
Już ja tam swoje będę woleć.
Przyszedł Mosiek na wesele…
495Nu, ja tu przyszedł nieśmiele.
No, jesteśmy przyjaciele.
No, tylko że my jesteśmy
tacy przyjaciele, co się nie lubią.
A tak, jak są tacy, co skubią,
500 to i są tacy, co się boczą.
Niech się boczą, a jak oni potrzebują,
to ich u mnie jest bardzo wiele.
W zastawie.
Narodowy chłopski strój.
No, to jeszcze wróci.
Jak będzie każdy patrzeć przed nos swój,
może co z tego będzie na inkszy raz.
Oto właśnie teraz taki czas.
Przyszedł Mosiek na wesele, to mu basuję.
No, już ja wiem od mojej córki,
że pan młody muzykę czuje.
Pragnąłem widzieć pannę Rachelę.
Nawet wierzę.
Więc satelita?
Żeby pan był przecie kiedy
chciał z nią gadać — ?
Chciałem, chciałem.
Raz byłem, to nie zastałem.
One mnie się wydają przeciętne.
555 Kocham te z Botticellego,
lecz nie chcę zapychać niemi
każdej piędzi naszej ziemi.
Ach, bon soir[61].
Moja córka.
560Jedna mnie tu zwiodła chmurka,
jedna mgła, opary nocy;
ta chałupa rozświecona,
z daleka, jak arka w powodzi[62],
błoto naokoło, potopy,
565 hukają pijane chłopy;
ta chałupa rozświecona,
grająca muzyką w noc ciemną,
wydała mi się arcyprzyjemną,
jako arka, na kształt czarów łodzi,
570 i przyszłam — — tate pozwoli…?
No, niech sobie Rachel poswywoli.
Córka, OjciecNo, pan się mną Żydem brzydzi,
a ją to pan musi uszanować;
ona się ojca nie wstydzi.
575Przyszła pani z nami potańcować;
jeśli pani szuka parki,
przygarniemy ją w noc ciemną.
Tam są tańce — tam są grajki,
a tu zastaw gospodarski.
Zlatują się w dobrej wierze,
na oślep, serdecznie, szczerze;
nie domyślają się wcale,
590 że ich tam czeka ogarek,
co im będzie skrzydła piec.
Na skrzydłach pani tu przyszła — ?
Tak to czuję, tak to słyszę:
i ten spokój, i tę ciszę,
sady, strzechy, łąki, gaje,
orki, żniwa, słoty, maje.
605 Żyłem dotąd w takiej cieśni,
pośród murów szarej pleśni:
wszystko było szare, stare,
a tu naraz wszystko młode,
znalazłem żywą urodę,
610 więc wdecham to życie młode;
teraz patrzę się i patrzę
w ten lud krasy, kolorowy,
taki rześki, taki zdrowy —
choćby szorstki, choć surowy.
615 Wszystko dawne coraz bladsze,
ja to czuję, ja to słyszę,
kiedyś wszystko to napiszę;
teraz tak w powietrzu wiszę
w tej urodzie, w tym weselu;
620 lecę, jak mnie konie niosą —
od miesiąca chodzę boso,
od razu się czuję zdrowo,
chadzam boso, z gołą głową;
pod spód więcej nic nie wdziewam
625 od razu się lepiej miewam.
Panna młoda jakieś słówko
ma do ciebie.
Rzucam damę,
muszę służyć mojej pani.
630Może słóweczko z wymówką,
bo coś na mnie kiwa główką.
Takie tam drobnostki same.
A pan mi zostawia siebie.
Pani mnie interesuje.
635Ja się patrzę i miarkuję.
Tak od pierwszego spojrzenia?
Ach, myśli pan, tak z niechcenia?
Trzask gromu.
Spudłować można.
640Otóż, panienko wielmożna:
miłość, Amor, strzała złota.
Bellerofon[65] leci oklep.
Pani poezją przesiąkła;
ledwo słówek parę brząkła
Muza pani — a już błyski — ?
650Pan sądzi, że koniec bliski;
że mnie porwie Amor–bożek?
Oto od stóp głowy do nożek:
Galatea[66]!
Więc go pani zaniedbuje,
że to człowiek pracy — ?
665Pani żąda z pierwszej ręki — ?
Jak od kwiatów, od jabłoni,
od chmur, słońca, żabek, gadu,
jak od kwitnącego sadu; —
cała ta poezja, co goni
670 w powietrzu, którą wichr miata,
która co dnia świeża wzlata,
z wszystkiego fosforyzuje — —
pan to pisze, ja to czuję,
więc…
675I czegóż pani życzy?
Miodu, rozkoszy, słodyczy
miłości, roznamiętnienia
i szczęścia.
A miłość wolna[69]?…
680Ach, marzyłam o tym zawsze!
A gdyby tak szczęście łaskawsze
pożaliło się jej biedy?
Przestałabym marzyć wtedy.
Jak się żenić, to się żenić!
685Komu dzwonią lat południe,
niech się spieszy użyć wczasu.
Tak się pić chce przy źródełku;
ożenić się w tym pragnieniu,
to tak jakby w uniesieniu…
690W równe nogi wskoczyć w studnię.
Nie utonę, nie utonę!
Topi się, kto bierze żonę.
Niech się stopi, niech się spali,
byle ładnie grajcy grali,
695 byle grali na wesele.
Jak się tak muzyka miele,
jak na żarnach[70], hula, dzwończy,
niech se huka, stuka, puka,
pląsa, bije, przybasuje,
700 piska skrzypiec struną cienką,
tak podskocznie, tak mileńko;
niech się miele jak młyn wodny
w noc miesięczną, w czas pogodny;
szumiejąca, niech się snuje,
705 a niech w dźwiękach się nie kończy,
choćby usnąć w tańcowaniu
przy mieleniu, przy hukaniu,
w zapomnieniu, w kołysaniu;
światy czarów — czar za światem! —
710 jestem wtedy wszystkim bratem
i wszystko jest moim swatem
w tym weselu, w tej radości:
Bóg mi gości pozazdrości.
Granie miłe, spanie miłe,
715 życie było zbyt zawiłe,
miło snami uciec z życia,
sen, muzyka, granie, bajka —
zakupiłbym sobie grajka —
spać, bo życie zbyt zawiłe,
720 trza by mieć ogromną siłę,
siłę jakąś tytaniczną,
żeby być czymś na tej wadze,
gdzie się wszystko niańczy w bladze —
to już tak po uszy sięga,
725 Los: fatyga, czas: mitręga.
Spać, muzyka, granie, bajka,
zakupiłbym sobie grajka,
to mi się do duszy nada…
Ach, pan gada, gada, gada.
730Jakże ci tu na weselu?
Zdaje mi się, żem pan młody.
A mnie się widzi, że patrzę
na piękno i szczęście cudze,
że nie moje to, co moje.
Wiersze?
To ciekawe,
że, co my rozumiemy przez prozę,
przetapia się na dźwięk, rymy
i że potem z tego idą dymy
755 po całej literaturze.
Zupełnie tak, jak w naturze:
kwiat w swoim zapachu się lotni
i przychodzą różni markotni
te same wąchać róże.
Trzeba by lutni Homera!
A Los, a Atmosfera,
a ogień, a płomieni góra,
a czarna obłoków chmura,
770 co by się ze stosu wzbiła?!!
Śmierć!?
A to byłaby Siła!
Taki mi się snuje dramat
groźny, szumny, posuwisty
775 jak polonez; gdzieś z kazamat[72]
jęk i zgrzyt, i wichrów świsty. —
Marzę przy tym wichrów graniu
o jakimś wielkim kochaniu.
Bohater w zbrojej[73], skalisty,
780 ktoś, jakoby złom granitu,
rycerz z czoła, ktoś ze szczytu
w grze uczucia, chłop „qui amat”[74],
przy tym historia wesoła,
a ogromnie przez to smutna.
A wszystko bajka wierutna.
Wyraźnie się w oczy wciska,
790 zbroją świeci, zbroją łyska
postać dawna, coraz bliska,
dawny rycerz w pełnej zbroi,
co niczego się nie lęka,
chyba widma zbrodni swojej,
795 a serce mu z bólów pęka,
a on, z takim sercem w zbroi,
zaklęty, u źródła stoi[75]
i do mętów studni patrzy,
i przegląda się we studni.
800 A gdy wody czerpnie ręką,
to mu woda się zabrudni.
A pragnienie zdroju męką,
więc mętów czerpa ze studni;
u źródła, jakby zaklęty:
805 taki jakiś polski święty.
Dramatyczne, bardzo pięknie —
u nas wszystko dramatyczne,
w wielkiej skali, niebotyczne —
a jak taki heros jęknie,
810 to po całej Polsce jęczy,
to po wszystkich borach szumi,
to po wszystkich górach brzęczy,
ale kto tam to zrozumi.
Duch się w każdym poniewiera,
że czasami dech zapiera;
835 tak by gdzieś het gnało, gnało,
tak by się nam serce śmiało
do ogromnych, wielkich rzeczy,
a tu pospolitość skrzeczy,
a tu pospolitość tłoczy,
840 włazi w usta, uszy, oczy;
duch się w każdym poniewiera
i chciałby się wydrzeć, skoczyć,
ręce po pas w krwi ubroczyć,
ramię rozpostrzeć szeroko,
845 wielkie skrzydła porozwijać,
lecieć, a nie dać się mijać;
a tu pospolitość niska
włazi w usta, ucho, oko; — —
daleko, co było z bliska —
850 serce zaryte głęboko,
gdzieś pod czwartą głębną skibą,
że swego serca nie dostać.
Tak się orze, tak się zwala
rok w rok, w każdym pokoleniu;
855 raz wraz dusza się odsłania,
raz wraz wielkość się wyłania
i raz wraz grąży się w cieniu.
Raz wraz wstaje wielka postać,
że ino jej skrzydeł dostać,
860 rok w rok w każdym pokoleniu
i raz wraz przepada, gaśnie,
jakby czas jej przepaść właśnie. —
Każden ogień swój zapala,
każden swoją świętość święci…
875A bo chłop i ma coś z Piasta,
coś z tych królów Piastów — wiele!
— Już lat dziesięć pośród siedzę,
sąsiadujemy o miedzę.
Kiedy sieje, orze, miele,
880 taka godność, takie wzięcie;
co czyni, to czyni święcie;
godność, rozwaga, pojęcie.
A jak modli się w kościele,
taka godność, to przejęcie;
885 bardzo wiele, wiele z Piasta;
chłop potęgą jest i basta.
Szczęść wam Boże!
Pochwalony.
Pochwalony, ojcze, kumie —
890 tyle gości od Krakowa!
A bo lo nich to rzecz nowa,
co jest lo nos rzeczą starą,
inszom sie ta rzondzom wiarą,
przypatrujom sie jak czarom.
895A to dla nich nowe rzeczy,
to ich z ospałości leczy.
Pan brat — z miasta — do nas znowu.
Jak się panu na wsi widzi?
Jak u siebie za pazuchą.
900Tu ta ładniej, tam to brzydzij;
Chłop, Obywatel, Patriota, Szlachcicz miastowymi to dziś krucho;
ino na wsi jesce dusa,
co się z fantazyją rusa.
Gdyby wam tak…
910Toście zawdy mocny pyskiem.
Ino sie napatrzcie pięści,
niech no ino kaj–gdzie świsnę,
to słychać, jak w ziobrach chrzęści.
Jak z tym Żydem…!
915Tego Zyda,
było, jak go huknę w pysk —
juzem myśloł, że sie stocył,
on sie tylko krwiom zamrocył,
a nie upod, bo był ścisk.
920 A to było przy wyborze[79],
w sali w tym sokolskim dworze[80],
po co sie bestyjo darła,
a to tak z całygo garła; —
było, jak go huknę w pysk,
925 myślołem juz, że sie stocył,
on sie ino krwiom zamrocył,
a nie upod, bo był ścisk.
Toście Ptaka wybierali?
A kiedy ptak, niechta leci.
930Macie ta skrzydlate ptaki?
Ptok ptakowi nie jednaki,
człek człekowi nie dorówna,
dusa dusy zajrzy w oczy,
nie polezie orzeł w gówna —
935 pon jest taki, a ja taki;
jakby przyszło co do czego,
wisz pon, to my tu gotowi,
my som swoi, my som zdrowi.
Pokłońcie się byle komu,
940 poszukajcie króla Piasta.
Pon mi razy dwa nie powi,
bo jo orze grunt i basta.
Znom, co kruk, a co pędraki,
bo jo orze grunt i basta.
945Brat mój wiele podróżuje…
Szkoda, że pon nie lubuje,
u nas wschodzi pikne żyto,
pon pszenice odlazuje;
pojonby sie pon z kobitą,
950 swoja rola, swoja wola,
swoje trocha, dobre i to.
Mnie to tak coś gna po świecie.
Kaj ta znów…
Nie rozumiecie;
955 panu trza powietrza dużo.
Jestem sobie pan, żurawiec[81];
zlatam, jak się ma na lato;
buduję se gniazdo z róż,
ciułam słomę z waszych strzech,
960 przysiadam na kalenice[82],
rozpatruję okolice:
daleko czy blisko burz? —
Grób, PoezjaRośnie wtedy wszystko u mnie,
jak na próchnie, jak na trumnie;
965 pełno wszelakiego ziela,
które słońca żar aż spopiela —
przy tym ta ogromna skala:
jak w cmentarzu Ruisdala[83].
Cierpienie, PoezjaA jak mnie kto w serce rani,
970 ostrz się tępy w biedrze złomi,
tego ani leczyć, ani
ustrzec się i zażyć hartu;
człowiek się na ból łakomi,
że ból swój, że to są swoi — — —
975 ucieka wtedy za morze.
Jak tak sercem co zatarga,
to ostanie w sercu skarga;
chce mieć wtedy szumne łoże
fal, gdzie szuka snu w głębinie,
980 snu w topieli, gnać w przestworze!
Taki grot się ze mną włóczy;
myślę, że ten ból jest siłą.
ŻonaWeź pan sobie żonę z prosta:
duza scęścia, małe kosta.
985Cie cie cie, panie starosta!
Wy byście ino swatali!
Jo chce, by sie ludzie brali,
zeby sie jako garnęli,
zeby sie tak w kupę wzięli,
990 toby sie przecie nie dali.
A to sie wam chwali, chwali…
Ptak, Życie jako wędrówkaCzegóż wy tak prosto z mosta
na panaście nastawali — ?
Pon pedzieli, że żurawiec.
995Ptak powrotny.
Pon latawiec[84]!
Patrzcie, kumie, patrzcie, kumie,
jak sie wam to przydarzyło.
Pan Bóg daje, Pan Bóg bierze;
1000 ani mi sie o tym śniło.
Piękne pany, szumne pany,
i cóż wy na to mówicie,
że to niby różne stany — ?
Co tam po kim szukać stanu.
1005 Ot, spodobała się panu.
Jednakowo wszyscy ludzie.
Ot, pany się nudzą sami,
to się pięknie bawiom z nami.
Bawiom, bawiom, moiściewy,
1010 Grzech, Krew, Szatana toć były dawniej gniewy!
Nawet była krew, rzezańce[85]
i splamiła krew sukmany.
Choroba, Krew, Śmierć, ZbrodniaByłeś młodszy,
1020 a ja bywał blisko, bywał,
widziałem, patrzały oczy,
jak topniał śnieg i krew spłukiwał,
a potem Widziadło kroczy[87].
wielką czarną chustą wieje
1025 i Śmierć sieje…
Strasno podobno cholera…
Tylo sta luda zabiera. —
Padali, jak bąki rażone,
byle ka, pod płot, na gnoju.
1030Wieczyste odpocznienie…
PtakOt wy, dziadu, jakby kruk,
włóczycie się przy weselu.
Hej hej, stary przyjacielu,
będzie pan twój wnuk.
1040Tu tańcują, tam hulają…
W karczmie trza podmiatać izbę,
kręcicie się tu po weselu.
Co godocie, co godocie,
córka wam robotę do,
nie kręćcie się tu, tam służba.
Mosiek ta tyz tu nie drużba.
1050Ja tom tu po interesie.
Ciągnąć do swojego szynkwasu.
Z weselem tyle hałasu,
że wszystko się gniecie tu.
On z miasta pan, ona chłopka,
1055 z miasta het poprzyjezdzali,
z chłopami się przywitali
jak się patrzy.
Ano, panie arendarzu,
jutro[90]!
Termin, ja to wim.
1065A Mosiek jest akuratny,
to dlatego trzymam z nim.
Co do czego Żyd jest nieprzydatny,
to do takich rzeczy z groszem
zawsze się przyda.
1070Po chłopach jednaka bieda;
nic nie sprzedam z pustym koszem.
Bierę, płacę.
Daję, bierę.
Moje, twoje.
1075Twoje, moje.
Chłopską biedą nie obstoję.
Patrz dobrodzij, co się dzieje,
przy stołach się chłopy biją!
Czepiec Maćka gruchnoł w łeb.
1080Maciek ta ma mocną głowe.
Może mu i nic nie zrobił,
może rozbił na połowe.
A sprzedaję, bo mam sklep; —
Czepiec jutro ma mnie płacić,
to dziś wkoło bije w pysk.
Na chłopach się chcesz bogacić,
1090 drzesz podwójny zysk.
Chce dobrodzij na nich stracić,
karczmę oddam.
Jeszcze czas.
Czas to pieniądz.
1095Dług rzecz święta:
jutro termin.
Żyd pamięta.
Pomów z Czepcem.
Chamy piją.
1100 Kto by zadarł z tą bestyją?
O mnie mowa — jestem ci jo.
Panie Czepiec, znów coś było!
Obmył sie juz, nic nie będzie,
szyćko przeńdzie, wylicy–sie[91].
1105A wam to cosi patrzy–sie
za te bitki, zwady, kłótnie.
Zawzięty jestem okrutnie,
po co mi sie pies sprzeciwio.
Ty psie ścirwo,
konic twój? Łżesz! Z nas się żywią,
ssają naszą krew — grosz łudzą,
1115 nasze szyćko świństwem brudzą.
Panie Czepiec, macie dług.
Nawet konic nie był wart;
te trzy kopki raił czart;
nie dam nic.
1120Pozwijcie sądem.
Ciewy, ciewy, z kiepskim rządem!
Toć to z waszej łaski ino
Mosiek w karczmie sie rozpiro.
A bo wy nie chcecie płacić.
1125Bo drzecie skórę aż miło.
Prawda jest, za duży czynsz!
Spuści z czynszu ksiądz dobrodzij.
A, bo trzeba drzyć takiego.
Jaka taksa słuszna, muszę.
1130Nie dam księdzu, aż zapłaci
swój dług.
Płaćcie dług!!
Wódka —
Weź, skąd chcesz!
Psie dusze!!
Niech jegomość sie nie gniewa,
1140 ale takim w gorącości,
żebym, psiakrew, potłukł kości
nawet rodzonemu bratu.
Jak się kłócą, jak się łają!
A jakże to okropne, jakże…
Do dziś chwalą sobie te zapusty.
To, co było, może przyjś —
1165Mego ojca gdzieś zadźgali,
gdzieś zatłukli, spopychali:
kijakami, motykami
krwawiącego przez lód gnali…
Myśmy wszystko zapomnieli.
1170Jak się to zmieniają ludzie,
jak się wszystko dziwnie plecie;
myśmy wszystko zapomnieli:
o tych mękach, nędzach, brudzie;
stroimy sie w pawie pióra.
1175At, odmienia nas natura;
wiara, co jest jeszcze w ludzie,
że coś z tego przecie będzie;
rok w rok idziem po kolędzie
i szukamy, i patrzymy,
1180 czy co kiedy z tego będzie — ?
Ot, odmienia nas natura:
wicher, co nad łanem wionie;
drżenie, gdzieś aż w ziemi łonie; —
par, który się wsiąka, wdycha,
1185 że się tak w tych zbożach tonie;
chocia gleba może licha,
nie trza ustępować z drogi:
były bogi, będą bogi;
wiara jeszcze jakaś w ludzie.
1190Jak się wszystko dziwnie plecie…
Jak się wszystko plecie dziwno.
Ksiądz dobrodziej chce się spieszyć
chce odjechać, zaraz konie…
Ciekawe, wszystko ciekawe.
Strzemiennego![95]
Strzemiennego!
Coś staropolskiego — —
Kurdesz nad kurdeszami!!!
A, dziękuję, Jaśku.
Dobrze?
1205Dobrze, dobrze — później jeszcze.
Ja bo się panienką pieszczę
jak jakim świętym obrazkiem,
jak pisanką, malowanką.
Jeszcze będę tańczyć z Jaśkiem.
Nie wiem, co.
Że te panny to nos chcom.
1215Moze — jo tak myśle som.
Kasper, drużba, słuchaj, bratku:
co ci powiem na ostatku;
zgadnij, co — ?
Nie wiem, no?
1220Że tak one ino kpiom.
Co ta o to, druhny som,
jesceśmy nie lada jacy.
Albośmy to jacy, tacy[97].
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
1225I Zdobyłem se pawich piór[98],
nastroiłem pawich piór:
pawie pióra ładne,
pawie pióra kradnę:
postawie se pański dwór!
1230II Zdobędę se pański dwór,
wywlekę se złoty wór:
złoty wór wysypie
ludziskom przed slipie:
nakupie se pawich piór!
Mego zdania to nie zmienia.
Punkt widzenia, kąt widzenia
O ten kredens, o tę szafę
1245 rozbiją się, jak o rafę,
i najbardziej zakochani; —
znałem takich, proszę pani,
pięć lat byli zaręczeni —
naraz kredens wszystko zmieni.
1250Mego zdania to nie zmienia.
Pani się kiedy zakocha
w chłopie…
Pan może wywróży.
Mam do chłopców pociąg duży,
1255 lecz być musi ładny chłopiec.
Powrót, powrót do natury.
Nie tak trudno tego dociec:
nie trafia się inszy który;
skarżył się już pani ociec
1260 na ten literacki ton.
Na wszystko dla mnie pozwala;
nawet sobie mnie zachwala.
Interesujące, co?
Wyzysk, handel, ja i on — ?
1265Wszystko się w poezji topi
u pani, ojciec i chłopi.
Ogromnie dużo wierszy czytałam
Pisała pani kiedy?
Ze świętymi pani przestaje;
za pan brat z różami w ogrodzie;
za pan brat z obłokami,
1280 a ku swojej wygodzie
chce pani za pan brat z poetami.
Ach, pan ciągle mnie łaje —
cała ta przyroda tajemna
przestała mi być ciemna.
1285Choć oko wykol, noc na dworze —
to pannie serce żądzą gorze
i wolałaby gdzie w komorze
nie sama…?
A włócz się, poezjo, włócz,
1300 od komory do komory,
od ogrodu róż
do sadu tych śpiących drzew:
widać je tu z okienka;
więc jak pójdzie panienka,
1305 a muśnie jej szal który krzew,
to jej tęsknota i żal
udzieli się przyciętej słomie,
a z krzaka smutek i cień
udzieli się nieświadomie
1310 panience…
A tak, a tak…
A jak się drużba przydarzy,
serduszko się drużbą pocieszy
i zgrzeszy.
To szczytnie; —
ach, pani się trochę dąsa — ?
Patrz pan różę na ogrodzie
owitą w chochoł ze słomy;
1335 przed tą pałubą[101] słomianą
poskarżę się mej poezji;
wyznam, jakich się herezji
nasłuchałam;
jak się jęto kąsać, gryźć
1340 mnie, com przyszła zakochana! —
Zmówię chochoł, każę przyść
do izb, na wesele, tu —
może uwierzycie mu,
że prawda, co mówi Rachela.
1345Pani na imię Rachela —
Czy to postać rzeczy zmienia?
Ach, pani się zarumienia; —
cieszę się pani imieniem —
sproś pani, jakich chcesz, gości —
1350 imię pani tak liryczne…
Prawda, śliczne —
a teraz proszę Miłości
wysłuchać. —
Chcę poetyczności
1355 dla was i chcę ją rozdmuchać;
zaproście tu na Wesele
wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy,
pioruny, brzęczenia, śpiewy…
I chochoła!
Może być weselna feta
1365 na wielką skalę!
Otula się panna w szal —
1370 więc już adie?!
Jako, jo nie umiem nic;
niby na moje zawołanie?
I o cóz się to rozchodzi,
że pon tyło się spodziwo
po mnie?
I po cóż te z Piekła duchy?
Niechaj przyjdą na podsłuchy,
na Wesele, gdzie muzyka…
Muzyka ich chwilę popieści;
duch taki chwilę przystanie,
a potem, jako dym znika.
Ja szczęśliwy, do gospody
sprosiłbym tu cały świat:
takim rad, takim rad.
Zaprośże tego chochoła;
1410 tam za oknem skrył się w sad.
Cha cha cha — cha cha cha,
przyjdź, chochole,
na Wesele,
zapraszam cię ja, pan młody,
1415 wraz na gody
do gospody!
Jest na tyle jeść i pić,
mozes sobie z nami kpić!
Przyjdze, przyjdze, jak mos wole!
Cha cha cha…
Cha cha cha!
Cha cha cha…
Cy on nos tyz posłucha,
1430 bo to głucho psiajucha.
Sprowadź jeszcze, kogo chcesz,
ciesz się z nami,
ciesz Godami!
Ciesz się, ciesz!
1435Cha cha cha,
czy on nas też posłucha — ?
DzieckoTrza rozbirać dzieci spać,
już północno godzina.
Chodź tu zaraz.
1455Ocy ci sie przymykają,
ślipki ci sie mruzom.
Chciałabym być duzom:
jak cepiny przypinają,
jak druhny słuzom.
Aj, aj, aj — aj, aj, aj,
a cóz to za śmieć?!
A ty mi się przepadaj,
śmieciu jakiś, chochole,
huś ha, na pole!
Tatusiowi powiadaj…
1490Huś ha, na pole,
głupi śmieciu, chochole!
Szepnij w ucho mamusie…
Wynocha, paralusie![111]
Kto mnie wołał,
1495 czego chciał…
A, słomiany nygusie,
wynocha, paralusie!
Ubrałem sie, w com ta miał,
sam twój tatuś na mnie wdział,
1500 bo się bał, bo się bał,
jak jesienny wicher dął,
zaś bym zwiądł, róży krzak,
a tak, tak, a tak, tak,
skądże bym ja sam to wziął…
1505Idź precz, idź precz, na pole,
huś ha, hulaj, chochole!
Kto mnie wołał,
czego chciał,
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
1510Odpocnijze haw, Wojtecku,
bo i jo tańcem zmęcona.
Tak se ta znów nie zyce,
żebym wystoć nie mogła
przy tobie.
„ale nie nase, Marysiu,
ale nie nase[112]…”
Podź hań, przy dzieciach se siądź,
1525 pośpij, zaśpisz bolenie.
W głowie mi sie zamrocyło,
inom ku muzyce wszed,
Wizjai tak mi sie uwidziło,
ze łazom koło nos cienie…
Smęcisz czego — ?
Marysiu!
Miałem ci być poślubiony,
moja ślubna ty.
1540Bywałeś mój narzeczony,
przyrzekałeś mi.
Byłaś dla mnie słońce złote,
w moim domku zimno mnie.
Mróz jakisi od wos wionie,
1545 zimnem ubiór dmie.
Ogniem, żarem lico płonie,
zaś krew w tobie wre.
Miałam ci być poślubiona
i mój ślubny ty.
1550Maryś, Maryś, narzeczona,
długie moje sny.
Ka ty mieszkasz, kaś ty jest?
Jechałeś do obcych miest,
czekałam cie długo, długo
1555 i nie doczekałam sie.
Kaś ty jest, kajś ty jest,
gdzie ty mieszkasz, gdzie?
Goniłem do różnych miest,
rozhulaniec, pędziwiatr,
1560 ażem gdziesi w ziemię wpad,
gdzie mnie toczy gad.
O mój Boże, Boże mój,
to juz ciebie tocy gad.
Zwabiło mnie echo z Tatr,
1565 otom jest, otom jest,
zwabiły mnie głosy z chat,
do myśli mi przyszedł gest
przypomnieć się z dawnych lat;
Ciało, Duch, Kondycja ludzkadomek mój, podobnoś grób,
1570 nie jestem wymagający,
przeszedłem niejedną z prób,
ale żebym ja był trup,
nie wierz, Maryś, bo to kłam;
żywie Duch, żywie Duch,
1575 wytężyłem cały słuch,
zwabiły mnie głosy z chat.
Ka twój grób, ka twój grób?
Pono gdziesi zadaleko,
nie dobiegnie, nie doleci.
Dawno, dawno, tyle lat.
Skłońże ku mnie główkę, skłoń.
1590Hańśmy stoli w dłoni dłoń —
szedł od ciebie swat.
Dawno, dawno, tyle lat.
Miałabym tylo wesele,
co jak dziś, jak to dziś.
1595Potańcujmy raz dokoła,
potem zaś znów mus mnie iść.
Som tu twoi przyjaciele,
ostań chwile.
Ano dziś nasze wesele;
raz dokoła, raz dokoła.
Taki smutek idzie z czoła…
1605Takie zimno wieje z ust…
Przytul mnie do twoich chust,
przytul mnie do piersi, rąk…
Nie chytaj sie moich wstąg,
taki wieje trupi ciąg.
1610Kochaj…!
Precz, nie sięgaj lic.
Nie broń mi się — nic to, nic…
Zimnem dołu wieje strój,
ty nie mój, ty nie mój!
1615Mus mnie woła, mus mnie woła,
raz dokoła…
Stój, ach, stój!
Maryś — jakoześ ty blado — ?
To światła sie takie kładą
1620 po twarzy…
Trzęsiesz się cała.
Uchyliłam drzwi i stamtąd powiała
jakaś zawieja — to nic —
A to znów czerwoność do lic
1625 przyszła —
„Pójdze, Maryś, po niewoli
1630na mój jeden zagon roli”.
Ktoś się za mną włóczy wciąż.
Ktoś przede mną ciągle stąpa.
Domek mały, chata skąpa:
Polska, swoi, własne łzy,
1635 własne trwogi, zbrodnie, sny,
własne brudy, podłość, kłam;
znam, zanadto dobrze znam.
Zacz kto? —
Błazen.
1640Wielki mąż!
Ojcze, Salve!
Szereg dobrych błaznów zrzedł,
przywdziewamy szarą barwą;
koncept narodowy gaśnie;
1650 gasną coraz te pochodnie,
które do hajduków ręku
przywiązane żarem płoną.
Skąpały, zżarły się świece,
a że do rąk przytroczone,
1655 więc jeszcze palą się ręce,
w tę samą zaklęte stronę. —
Trzeba by do służby narodu
błaznów całego zastępu;
palą się hajduki[116] w męce,
1660 z własnego bólu się śmieją;
gasną świece narodowe,
okropne rzeczy się dzieją,
śmiechem i szyderstwem biegu
obudzić, ośmielić zdolne
1665 serce spodlone, niewolne,
które naszą krew zaprawia.
A wolicie spać —
To jedno!
Usypiam duszę mą biedną[117] i usypiam brata mego;
1670 wszystko jedno, wszystko jedno,
tyle złego, co dobrego,
okropne rzeczy się dzieją.
MarzeniePatrzeć na przebiegi zdarzeń —
dalekie, dalekie od marzeń,
1675 tak odległe od wszystkiego,
co było wielkie w kraju;
że wszystko, co było, przepadło,
bezpowrotnie w mroku zbladło:
to bajki o Trzecim Maju!
1680 Grób, Klęska, Matka, Niewola, Ojczyzna, ŚmierćMatkę do trumny się kładło,
siostry i rodzinę całą;
ksiądz pokropił i poświęcił,
grabarze gruz przywalili;
Patriota, Pogrzeb, Polak, Żałobaepigonów[118] co zostało,
1685 na stypie[119] się weselili
wesołością, co przeklina;
w pijaństwie duszę zabili,
a nie mogli zabić serca.
Zostało serce, co woła,
1690 spłakane u bram kościoła,
skrwawione u wrót świątyni
i jeszcze w męce okrutnej,
w czułej litości rozrzutnej
samo siebie wini.
1695Asan[120] jako spowiedź czyni,
spowiedź, widzę, cudzych grzechów;
Grzech, Kłamstwo, Łzy, Wyrzuty sumieniaAcan się zalewa łzami,
duszę krwawi, serce krwawi;
ale znać z Acana mowy,
1700 że jest — tak — przeciętnie zdrowy;
jutro humor się naprawi. —
Gotów mi płakać najrzewniej,
rozczulać się cudzych grzechów,
u bliskiego widzieć tramy[121],
1705 zbrodnie, brudy, grzechy, plamy
i za swojego bliskiego
uczynić publiczną spowiedź. —
A! doprawdy! warte śmiechów —
Może jeszcze rozgrzeszenie
1710 wziąć kapłańskie z cudzych zbrodni —
Ojciec, Ojczyzna, Syn, ZdradaWina ojca idzie w syna[122];
niegodnych synowie niegodni;
ten przeklina, ów przeklina —
ród pamięta, brat pamięta,
1715 kto te pozakładał pęta
i że ręka, co przeklęta,
była swoja[123]. — Rozbrat wieczny
duszy z ciałem[124], ciała z duszą;
w nim się słabi kruszą —
1720 miecz do walki obosieczny —
myśmy słabi. — Wielkość gniecie,
przekleństwo nosi na grzbiecie:
zbrodnie nosi, czarne kiry,
szatę krwawą Dejaniry[125]
1725 Wielkość: Zbrodnia; Małość: podła —
Jakaż nasza dzisiaj Wola?!
CzaryCzarodziejska dłoń ogrodła[126]
nasze pola.
Łzy ze źródła!
1730 Tyle żalów o nieswoje!?
A cóż tobie niepokoje
tych, co w grobach leżą?
Myślisz — że się trupy odświeżą
strojem i nową odzieżą —
1735 a ty z trupami pod rękę
będziesz szedł na Ucztę–mękę
i jako potrawy żuł,
czym się tylko kiejś kto truł;
wsączał w siebie i pił,
1740 czym tylko kto gdzie gnił;
czy to ma być twoja krew?!
Morze , PtakMoja krew, moja krew —
czy ja wiem — okrzyk mew,
gdy gonią ponad skały,
1745 okrzyk mew osmętniały,
żałośliwy, straszny,
gdy od brzegu odbiegły daleko.
Morze ciche, strop się chmurzy,
ale burza i orkan daleko.
1750 Tylko głuchość i pustka bezmierna —
a tu skrzydła rozchwiane do lotu,
nie pragną, nie pragną powrotu
i wiedzą, że tam, gdzie dążą,
wylądu szukać daremno;
1755 Los, Śmierćprzekleństwu swojemu wierne,
lecą — i nie śmieją ustać,
aż krew do ust pocznie chlustać
ze znużenia — wtedy padną,
łzą nie pożegnane żadną,
1760 bo śmierć ulga, ulga zgon.
Zaśpiewałeś kruczy ton;
tobież tylko dzwoni w głuszy
pogrzebowych jęków dzwon?
— — — — — — — — — — — — A słyszałżeś kiedy, z wieży
1765 jak dźwięczy i śpiewa On?
Zygmunt, Zygmunt[127]…
Dzwon królewski: —
Siedziałem u królewskich stóp,
królewski za mną dwór:
1770 synaczek i kilka cór,
Włoszka[128] — a wielki chór
kleru zawodził hymny; —
a dzwon wschodził.
Patrzali wszyscy w górę,
1775 a dzwon wschodził —
zawisnął u szczytów
i z wyżyn się rozdzwonił:
głos leciał, polatał,
kołysał się górnie,
1780 wysoko, podchmurnie —
a tłum się wielki pokłonił.
Pojrzałem na króla,
a król się zapłonił…
Dzwon dzwonił
1785 — — — — — — — — — — — —
A toć on nam tętni dziś,
jak grzebiemy[129], kto nam drogi;
zwołuje nas, każąc iść
posłuchać kościelnych szumów,
1790 w wielkim zamęcie rozumów,
w wielkim modlitew rozjęku,
On pan, ten dzwon królewski,
nie ustający w brzęku,
o pękniętym sercu:
1795 nasz ton[130]. — Nad przepaścią stoję
i nie znam, gdzie drogi moje.
Ty Wid!
Żyję w Piekle[135]!
Społem w przepaść!
1810Społeczeństwo!
Oto tortury najsroższe,
śmiech, błazeństwo —
to my duchy najuboższe. —
„Społem” to jest malowanka,
1815 „społem” to duma panka,
„społem” to jest chłopskie „w pysk”,
„społem” to papuzia kochanka,
próżność, nadczłowieczeństwo —
i przy tym to maleństwo:
1820 serce pęknione, co krwawi.
Asan prawi —
jako najwalniejsi gębacze,
odrośl od tych samych pni
z moich dni.
1825Wolałbym już stokroć razy
policzone dni
niż ten bieg, bieg, pęd, gonitwa
ku przepaści, otchłani, zawrotom!
Ach, kresu, ach, kresu lotom!
1830 Stacza się sercowa bitwa,
opadam coraz na głazy,
mrze na ustach modlitwa,
ach, kresu, ach, kresu lotom! —
Niechby się raz wszystko spali[136],
1835 zetrze się, na proch się zsypie,
jak kolumny, na gruz się rozwali,
byśmy padli potruci
jadami w pogrzebowej stypie;
niechajby się raz wszystko spali,
1840 i te nasze polskie posty
dusz do polskich świętych[137],
i te nasze tęczowe mosty
czułości nad pustką rozpiętych[138],
malowanki Częstochowskie[139]
1845 w koronach — i wszystkie Wiary!
Nieszczęścia wołam!!
Puszczyku[140]…
Puszczyku!
Zgrałeś się przy zielonym stoliku[141]
1860 czy z kobietami w gorączce
opętałeś duszę mdłością
i w tej momentu palączce
oślep gnasz we własne próchno.
A gdy na nie wichry dmuchną,
1865 rozleci się zgasłe próchno,
zamurują się otchłanie
i krzyk i jęk, i wołanie
zda ci się błazeństwem duszy,
które nikogo nie skruszy,
1870 które zeżre siebie samo,
a trzewia mu gniciem cuchną. —
Znam ja, co jest serce targać
gwoźdźmi, co się w serce wbiły,
biczem własne smagać ciało,
1875 plwać na zbrodnie, lżyć złej woli,
ale Świętości nie szargać,
bo trza, żeby święte były,
ale Świętości nie szargać:
to boli.
1880Tragediante…
Oto naści twoje wiosło:
błądzący w odmętów powodzi,
masz tu kaduceus[145] polski,
mąć nim wodę, mąć.
Fata pędzą, pędzą Fata —
Wielkość — Nicość — pusty dzwon,
1910 serce strute —
uderzyłeś błazna ton:
moją nutę[147].
Kłam sercu, nikt nie zrozumie,
hasaj w tłumie!
1915 Masz tu kaduceus, chwyć!
Rządź!
Mąć nim wodę, mąć!
Na Wesele! Na Wesele!
Idź!
1920 Mąć tę narodową kadź,
serce truj, głowę trać!
Na Wesele! Na Wesele!
Staj na czele!!!
Cóżeś tak się rozżalił, rozpalił,
czy cię jakie przemieniły cuda?
Nie przeczę, że rozmyślania uczą,
ale cóż tak sobie żalisz serce?
Och, w okropnej jestem poniewierce;
1940 po torturach mię duchowych włóczą,
więżą mnie konwenansowe szpangi[150]:
oto droga utarta do rangi,
a ja gardzę, ja gardzę, ja plwam
na to wszystko, ze serca szczerego —
1945 i nie zdołam rozerwać obroży,
a wstrętów coraz się mnoży
i cokolwiek słyszę, to mnie drażni.
Przyjaźń farsą, Litość: kłam,
a słyszę, że gadają o przyjaźni.
1950 Miłość farsą —
słyszę wkoło półszepty miłości.
Kłamstwo Szczerość, a widzę tu gości
i muzyki słyszę swoje, polskie, nasze,
i po ścianach złożone pałasze[151],
1955 obrazeczki, sceny narodowe.
To mnie drażni i męczy, i boli:
Czy my mamy prawo do czego?!!
Czy my mamy jakie prawo żyć…?
My motyle i świerszcze w niewoli,
1960 puchnąć poczniemy i tyć
z trucizny, którą nas leczą.
I tę naszą dolę kaleczą,
widzieć i trupem gnić…
Na nerwy!?
Na nerwy działa te, na te sieci,
które mają duszę w uwięzi,
1970 że gdy tak mi grają bez przerwy,
zdało mi się, że moja dusza
ze mnie wyszła i koło mnie świeci.
Zdawało ci się — sam mówisz przez to,
że o jedno złudzenie więcej.
1975PoezjaPoezjo! — tyś to jest spokojną sjestą[152];
chcesz mnie uśpić, znieczulić, zniewolić,
byle słówka nie wyrzec goręcej.
Ach, nie ukrywaj — nie udawaj,
ty sameś w ogniu — to maska
1980 ten pozorny spokój — to kłam.
A! ta muzyka tak brzęczy,
jak z ula dzwonienie pszczół —
a my jak szerszenie:
to mi się rzuca do garła
1985 ta duża wesołość narodowa,
to mi się rozszerza głowa
szumem, gwarnością, zawrotem
i nawet mi jest wstrętny ból.
Daj rękę.
Daj dłoń…
Daj mi spokój!
Daj dłoń!!
Puszczaj!
Ty mój!
Puszczaj!
2005Ty mój!!
Żelazem owita ręka,
żelazem zakryta skroń.
Co mówisz, okropne widziadło,
na koń? — gdzie? — jak?
Żelazna twoja dzwoni szczęka,
żelazna więzi mnie ręka.
Na arkan mnie wiąże!
Puszczaj, przepadaj w Noc —
2030 o, ręce, ręce martwieją…
Ty mój!
Precz. —
Słysz grom…
Zatrzasnął się cały dom…
2035A czy wiesz, czym ty masz być,
o czym tobie marzyć, śnić?
Sen, marzenie, mara, wid.
Jutro dzień! przede dniem świt!
Wiesz ty, czym ty mogłeś być?
2040Słowo, Widmo gończe!
Zwiastun!!
2045Krew, WalkaKrwi, krwi pragnę, krwawe żniwo!
Wracam do dom w noc szczęśliwą,
w noc ponurych wichrów łkań.
Niosę dań, orężną dań.
Wracasz do dom ze snów, z dali…
2050Z dali, hen z zaświatów, z prochów. —
Przeszedłem ogień, co pali,
przeszedłem zapady lochów.
Ścigam, gonię, moc roztrwonię.
Niosę dań, orężną dań.
2055W noc ponurych wichrów łkań
wstajesz z lochów, z prochów, skał…
Na głos mój ty będziesz drżał:
Grunwald, miecze, król Jagiełło!
Hajno się po zbrojach cięło,
2060 a wichr wył i dął, i wiał;
stosy trupów, stosy ciał,
a krew rzeką płynie, rzeką!
Tam to jest!! Olbrzymów dzieło;
Witołd, Zawisza, Jagiełło,
2065 tam to jest!! — Z pobojowiska
zbroica się w skibach przebłyska,
żelezce, połamane groty,
drzewce powbijane do ciał,
z trupów zapora, z trupów wał,
2070 rycerski zgotowiony stos:
Ofiarnica —
tam leć — tam chodź, tam leć!!!
brać z tej zbrojowni zbroje.
kopije, miecz i szczyt[154]
2075 i stać tam wśród krwi,
aż na ogromny głos
bladością się powlecze świt,
a ciała wstaną,
a zbroje wzejdą
2080 i pochwycą kopije, i przejdą!!!
Spiesz, tam leżą stosy ciał;
przeparłem trumniska wieko,
czas, bym wstał, czas, bym wstał.
Łzy mnie pieką, łzy mnie pieką,
2085 czymże bym ja tam być miał.
Niosę dań, orężny szał.
Dech twój zimny, dech grobowy…
Patrzaj w twarz, patrz mi w twarz,
ślubuj duszę, duszę dasz.
2090Za przyłbicą pustość, proch;
w oczach twoich czarny loch,
za przyłbicą Noc;
zbroja głuchym jękiem brzękła.
Ktoś jest?
Moc.
— — Przyłbicę wznieś!
2100Rękę daj.
Duszę weź.
Patrz!!
Śmierć — — — Noc!
Potęga, wieczysta Potęga,
2105 Moc nieprzeparta!!
O czym mówisz — ?
Niedołęga
byłem — a dzieła to mitręga
próżna — mgła nic niewarta.
2110 Teraz naraz się koło mnie zapaliło
i gore — i piersi się palą;
zdaje mi się, że słyszę gdzieś górą,
jak skały się padają
i w otchłań z łoskotem się walą.
2115Będziesz sonet pisać czy oktawę?
Nie — przewiduję inszą zabawę;
poczułem na szyi arkan[155] —
Polska to jest wielka rzecz:
podłość odrzucić precz,
2120 wypisać świętą sprawę
na tarczy, jako ideę, godło,
i orle skrzydła przyprawić,
husarskie skrzydlate szelki
założyć,
2125 a już wstanie któryś wielki,
już wstanie jakiś polski święty.
Zajmujące.
Ty tematem zajęty.
Myślałżeś ty co więcej
2130 niż poemat?
Może ja to myślę goręcej
i w tej chwili to jeszcze się pali —
jeszcze — a jutro się zawali
w gruz ten pożarny gmach.
2135 A! chciałbym wstąpić w to Piekło
Ach!
Rozpalony.
A to coże?!
Hulaj dusza, z nami w zgodzie,
potańcujemy w gospodzie;
pocałuj się z nami, pocałuj,
2155 nie żałujta, hetmanie, kieski,
braliśta pieniążek moskieski,
hej, hetmanie, hetmanie Branecki!!
Bierzcie złoto, pali złoto.
Pali pieniążek moskieski?
2160Cierpienie, Kara, Szatan, ZaświatyPiekielna mnie dziś gospoda:
diabły moją piją krew;
szarpają mi pierś, plecyska,
psy zjawiska, łby ogniska;
szarpają, sięgają trzew!
Puszczajcie, litości!
Jezu!!
Ha, przepadli kędyś diabli,
ktoś się doli ulitował;
2170 rana jeno straszna boli — —
puste żale, mnie nie szkoda,
bo ja pan, piekielny pan,
drwię z serdecznych ran.
Setkę lat przez puszczę gnam,
2175 przez bór gonię, gęsty las,
przez ugory, łąki, błoń —
upałami bije skroń,
młotami serce wali,
ogień wnętrzności pali — — —
2180 Każ muzyce dla mnie grać,
mnie na Piekło stać.
Ja pan, ćwierć kraju mam w ręku,
a jak kto po cichuteńku
powie „Jezus” — ja wolny na chwilę,
2185 powietrzem się zasilę:
odetchnąłem piersią całą;
bierz ty, ile złota zostało,
patrz, oto niecki,
diabli mi to kazali nieść;
2190 co noc tak świeżych nasypią,
a sztabowi, czerńcy przeklęci,
krzyczą za mną: panie Branecki,
nie żałuj; — krew moją chlipią — —
Masz!
2195Hetmaniłeś ty, hetmanie,
chocia byłeś łotr,
i sam król był tobie kmotr[160];
przewodziłeś, przewodziłeś,
a my dzisiaj w psiej niewoli:
2200 nie hetmany, strzęp, łachmany, gruz;
duszę ziębi mróz;
ciebie ogień, ogień pali -
przecz już nic nas nie ocali,
ani król, ani ból,
2205 ani żale, ni płakanie,
hej, hetmanie, hej, hetmanie
dzisiaj to mój dzień miłości…
Bierz cię diabli.
Gębuj, widzęś nie przy szabli.
Ścigają psy, kąsają psy.
2220Przeklęty ty, przeklęty ty.
Sursum corda, serce żreją —
serce mi wyjmują z trzew.
Zaprzedałeś kraj, ty lew;
złotem pysk ci zaleją!
2225 Złoty pan, weselny pan,
pójdźże w tan, pójdźże w tan!
Złoto pali, złoto war;
sursum corda[162], wiwat Car!
Lejcie mu do pyska żar,
2230 sięgajcie mu dłońmi trzew.
Piją krew, żłopają krew,
cielsko drą po kawale!
Złoty pan, weselny pan,
Pójdźże w tan, dalej w tan:
2235 na Weselu hula Śmierć,
garniec pereł, złota ćwierć,
zaprzedałeś Czortu kraj.
Żłopią krew Czarty Moskale,
sursum corda, wiwat Car!
Tyle się przewlekło mar
z okropnym śmiechem Piekła…
2245Cóż wam to? cóż wam to?
Czy was panna młoda urzekła?
Oj, tu Diabły, ze samego Piekła,
włóczyły przede mną człowieka,
ach, powietrza, tchu…
2250Cóż Don ucieka?
Miałem rzec, cosi miałem rzec:
Szczęść Boże przy weselu.
Przyjacielu, przyjacielu…
Kto! ty we krwi! precz, piekielny!
2255Ja weselny, ja weselny,
dajcie, bracie, kubeł wody:
ręce myć, gębo myć,
chce mi się tu na Weselu
żyć, hulać, pić.
2260Precz, przeklęty, precz, przeklęty.
Dajcie, bracie, kubeł wody:
gębę myć, ręce myć…
Krew na sukniach, krew na włosach…
Nie pyskuj, nie powtarzaj. —
2265 Już, już wiedzą o tym w niebiosach.
„A stało się to w Zapusty”.
Precz, przeklęty, precz, przeklęty.
Jeno ty nie przeklinaj usty,
boś brat — drzyj! ja Szela!!
2270 Przyszedłem tu do Wesela,
bo byłem ich ojcom kat,
a dzisiaj ja jestem swat!!
Umyje się, wystroje się.
Dajcie, bracie, kubeł wody:
2275 ręce myć, gębę myć,
suknie prać — nie będzie znać;
chce mi się tu na Weselu
żyć, hulać, pić —
jeno ta plama na czole…
2280Cholera!
Zaraza, grób.
Precz, precz, ty trup!
Widzisz, w orderach chodzę[165].
O! plamy na podłodze od nóg.
2285To krew, obmyję próg,
dajcie ino, bracie, wody,
kubeł wody — gębę myć,
suknie prać — nie będzie znać.
Przeklęty! Maryjo, strać!
Kasiu —
Kasiu —
Cóz ta, Jasiu?
2300Bo to widzis, Kasiu, że to —
tak mnie ciągnie bez pół.
Pódź, Kasicko, ku mnie, cosi
mom ci sepnonć.
Co, że co — ?
2305Radź, co z nami — ?
Kiej na ogrodzie rosi.
Kiejbyśmy byli sami!…
Kasper — idze pod stodołę.
Po co? — Idze ty.
2310Wis, bracie,
idź ty pirwy — namość słomę.
Przyjdziewa.
Cóz sie trzymacie,
lgnies do niego — ?
2315To sie zeń.
Do zeniacki pirsy leń,
a wpół chyci, zwyobraco.
Jest ta Kasie chycić za co.
Juz bym do wos nic nie cuł —
2320 ino ciągnie mnie bez pół.
Przynieś wódki.
Naści grosz.
Zaros, juści racje mos,
lece!
2325Powiedziałam tak na hece.
Kasiu, dyć to k'sobie miło,
byśwa poszli spolnie ka.
Na ogrodzie sie zrosiło —
Pocałunekjak kces gęby, na —
2330Ino by najmilej było
k'sobie, Kasiu, byle ka.
Juści, miło, Kaspruś — co?
k'sobie —
Ano —
2335Juści…
Zaś.
Splezła mi się[166] wstązka kaś —
Wstązka od gorseta?
Nie ta,
2340 przewiązka spodnicki.
Kabyśwa[167] pośli, Kasicko,
mojeś ty palące policki.
„Ino mi się nie broń dziś,
jutro mozes sobie iść”[168].
2345W twoje ręce.
Podziękować.
A dej Kasię pocałować.
W twoje ręce!
Podziękować!
2350A teraz pocałuj z woli.
Ej ta, cóz to — ?
Nie zaboli —
Kasiu, dziwcze, co za dąs,
i on, i ja gołowąs;
2355 chcesz go, to ci go nie bronię;
niedobrze ci w tej koronie.
Pódzies pon, patrzcie go,
ledwo przysed, juz by kcioł.
Adie, druhna, jak nie, to nie.
2360Cało flaszkę bestia schloł.
Och, mójeśty, juz nie mogę tańcować,
a tańce, nie chciałabym żałować
jutro, że dzisiaj nie dosyć,
jak dzisiaj, że nie dość wczora,
2365 ażem osłabła, aż prawie chora,
ino, że mi nie trza doktora,
ino tańca —
Jak paciorki różańca,
taniec jeden, jak drugi
2370 jednaki,
a łańcuch taneczny długi,
do rana, a od rana do nocy.
Pokiel starcy piecywa i kołocy[169],
hulać, hulać w kółecko, tańcować…
2375A pocałuj, bo będziesz żałować.
Tak ci mnie to granie tkliwi —
Poczekaj, będziemy szczęśliwi —
Mój ty Boże — !
Brzoza straśnie sybko pusco,
het ściany we trzy roki ocieni.
W paradzie.
„A jak będzie słońce i pogoda,
słońce i pogoda…”[171]
2390„Pójdziemy se razem do ogroda —
będziemy se fijołecki smykać…”
Ach!
Aa! —
Bardzo ciemno.
2395Nie widno.
Zmęczonam, wciąż w kółko, w kółko…
I cóż? chłopy pani nie brzydną?
Nie wiem — nie; — patrzę na ludzi
jak na przeróżnych ludzi.
2400A tak się serduszko budzi.
Patrzę i usypiam serce;
to ładne — to bardzo górne,
ale z tego co? — ja czuję,
muru głową nie przewiercę,
2405 a jak widzę w lichej poniewierce
rzeczy górne i piękne, i czułe,
to mnie boli.
A ten ból przechodzi.
Epidemia.
Coraz lepiéj,
jeszcze jeden taniec w kółko,
a edukacja skończona.
Nie byłabym ja chłopu żona;
2420 nikt mnie w śluby nie poprosi —
ale myślę, panie redaktorze,
że tam w tej wiejskiej komorze,
w półblasku kuchennej lampy,
że tam mój taniec coś znaczy.
2425Gdy sama to pani uznać raczy… —
Pan skąd się tu bierze?
Ja się patrzę, lubię i nie wierzę,
za to wierzę w panią.
Za co?
2430Za tę minkę, oczy, gest.
Podobam się?
W tym coś jest.
To pani, o, proszę wejść.
Idę za panem jak cień;
2435 pan się może śmiać,
ale mnie się wymarzyło,
że się tu zaczyna coś dziać — ?
Byłam w ten szal owita cała
i w świetle ode drzwi, ot tak.
Noc nasze przeinacza widzenia.
Ja prawie że jestem w trwodze —
2445 a wie pan, że się zwróciłam w drodze,
bo mi w poprzek ścieżki przeszła
jakaś osoba…
To są ludowe baśnie.
Chodzą hałaśnie
2450 w huczącym wichrze; pan widzi,
jaki się huragan zrywa,
jak świszczy i drzewa szamoce —
Zatrząsł szybami; — patrz pani,
czego nie dostrzegam w ogrodzie…
2455Tak bardzo ciemno…
Ktoś wyrwał krzew różany.
Czy ten, co był w słomę odziany?
No ten chochoł.
W powietrzu atmosferyczna zmiana:
chata stała się rozkochana
w polskości — właściwa skala:
żar, co się duchem udziela,
2475 co się na powietrzu spala
jak garść lnu.
Dawno nie miałem snu,
jak ten wieczór, jak ta noc.
Hen z Tatr
przylatują ku mnie przypomnienia!
Skrzydeł! — nad ten las z kamienia
2485 lecieć — w górę —
Na szczyty!
Walküra[173]!
Dzisiejsze sny,
po tej nocy nieprzespanej,
2490 będą cudne — bo oczy patrzące
stały się figurami ludne,
które się niełatwo zatrzeć dadzą.
Chodźmy patrzeć!
Weźcie konia
razem ze Staszkiem ku szopie;
podrzućcie co żryć.
Bania się z gośćmi rozbiła
w ten weselny dzień;
kogóż ta ciekawość przywiodła?
Latarkę zaświć! —
Słyszysz, ponoś ktoś w gościnę,
2520 jakiś jakby wielki gość…
Tu drzwi zawrzes — tam se gwarzcie,
jo już mom tych tańców dość;
a cóż ty mos za tęgom minę,
coś ty jakisik niepewny — ?
Tu drzwi zawrzes, tam se gwarzcie.
Kto to taki, kto to taki — — ?
2530Sława, panie Włodzimierzu,
zjechałem tu gość.
Spocznij, Wasza Mość;
żona stroi się w alkierzu…
Ostań, panie Włodzimierzu.
2535Żona stroi się w alkierzu;
niespodziany gość,
właśnie była przy pacierzu,
bo się dziecka kładło spać.
Niechajże żona w alkierzu[178]…
2540Bo się dziecka kładło spać,
a ci nie przestają grać:
jak wesele, to wesele,
to nie będą w miejscu stać;
ot, tu żona jest w alkierzu.
2545Niechajże żony w alkierzu,
niechże tańcuje Wesele.
Siądźże, panie Włodzimierzu,
mam Asaństwu nowin wiele:
Pomówimy o Przymierzu.
2550Ano proszę, bardzo proszę.
Siadaj.
Siadam — zacny gość —
bardzo proszę, bardzo proszę;
ceremonii dość.
Podły czas.
A do wszystkich spadłych biesów,
toście tu są pierwszy raz;
2560 któż was zwabił w taki czas?
A do wszystkich spadłych biesów,
żeście tak niespodziewanie
w noc i na to weselisko
zechcieli tu, Ichmość Panie?
Z daleka, a miałem blisko;
ledwom wymienił nazwisko,
2575 a zaraz mi pokazali
tacy chłopcy, rześcy, mali.
Złote żniwo, serce złote:
jeszcze u was w duszy młodo,
żeście sobie prości, mali,
toście wielkich krzywd nie znali. —
2600 Może żona ma robotę — ?
Żona stroi się w alkierzu,
chce się wydać urodziwa,
że to gość niespodziewany,
każe zaraz podać piwa.
2605Zostaw, panie Włodzimierzu,
że to chwila osobliwa…
Nie poznałeś — ?
Dawnej wiary.
Ktoś mi znany, niespodziany…
A sen, sen jakiś daleki,
jeszcze w uszach mam te dzwony —
mieszają weselne grajki:
2630 jakieś stare dumy, bajki.
Jeszcze w uszach mam te dzwony
ponad ich weselne grajki:
jęk posępny, jęk męczony,
tyle krwi rzezanych ciał;
2635 ja tam był, przy trupach stał;
jeszcze w uszach mam te dzwony.
Patrzyłem się na lud święty,
jako upadał przeklęty,
przekleństwami potępiony:
2640 kiedy ojce klną na synów,
kiedy syny przeklną ojce,
takie jęczące ogrojce
łez krwawiących, łez serdecznych
słyszałem w tych głosach wiecznych:
2645 w głosach dzwonów jęk szalony —
jeszcze w uszach mam te dzwony.
Dawne czasy — dawne wieki,
a sen, sen jakiś daleki,
jęki przygłuszają grajki;
2650 jakieś stare dumy, bajki.
Ja stałem w pożarnej łunie
na siwym, na siwym rumaku,
czekając Bożego znaku.
Za mną piorun po piorunie
2655 bije z chmur, przez niebo łyska.
Wernyhora.
Pan–Dziad z lirą — Wernyhora!
Wy mnie znany — spodziewany,
Wy, o którym jeszcze wczora
2665 tylko we śnie, tylko w marze:
jak owi dawni mocarze,
Wy na koniu, siwym koniu,
poprzed dom mój, z wieścią.
Słowem!
2670Wy ze Słowem — Wy ze Słowem!
Ja z Rozkazem.
Rozkaz–Słowo!
Dawno serce już gotowo
tem wezwaniem piorunowem.
2675Słowo–Rozkaz, Rozkaz–Słowo;
dla serca serce gotowo.
Słuchaj, panie Włodzimierzu:
oto chwila osobliwa,
pomówimy o Przymierzu.
Trzy zlecenia.
Chwila dziwnie osobliwa:
2685 żem niejako jest wezwany.
Roześlesz wici przed świtem[187],
powołasz gromadzkie stany.
Ma być jawne, co jest krytem;
co dalekie było — blisko.
Dziś u Waści weselisko;
prawie że są wszyscy społem;
2695 roześlesz wici przed świtem;
niech jadą we cztery strony.
Porozsełam konno gońce,
roześlę wici przed świtem;
zaraz się poradzę żony —
2700 ona swoim chłopskim sprytem.
Niech jadą we cztery strony!
Bądź gotów, nim wstanie słońce.
Skoro porozsełasz gońce,
zgromadzisz lud przed kościołem,
2705 jak są zdrowi, prości, mali;
ażeby godność poznali,
Bogiem powitasz ich kołem,
a wtedy przykaż im ciszą,
niech żaden brzeszczot[188] nie szczęknie,
2710 a skoro rzesza uklęknie,
niech wszyscy natężą słuch:
czy tętentu nie posłyszą
od Krakowskiego gościńca — ?
Wytężam, wytężam słuch.
2715Ja wiem, żeś jest Asan zuch
Od Krakowskiego gościńca
czy tętentu nie posłyszą,
czy już jadę z Archaniołem — ?
Słuchać ślepo, wierzyć święcie;
ja wiem, żeś jest Asan zuch.
Ja mam stanąć przed kościołem?
2725 to jak we śnie prawda żywa.
Któż mnie darzy tym zaszczytem;
któż śle ku mnie dawne gońce:
chwila dziwno osobliwa.
Bądź gotów, nim wstanie Słońce.
2730Wstaną kosy w słońca świcie;
będę gotów!
Przysiąż Słowo.
Rzekłem.
Przysiąż.
Mówię Słowo — rzecz prawdziwą;
2745 chwila, chwila osobliwa:
wybrałem dziś weselisko,
twój dworek, dróżkę, zagrodę. —
Słyszysz, jaki wicher wyje!
Słyszysz, wielki deszcz się pluszcze!
2750 Słyszysz, chrzęszczą wielkie drzewa
i jako trzaskają kuszcze[189]:
to tam moja drużba[190] śpiewa,
tysiąc koni grudy bije
ze złotymi podkowami!
2755Jezus, zmiłuj się nad nami — — !
Jako żywo, jako żywo;
Waść mi takie dziwa prawi,
i to jako rzecz prawdziwą.
Złoty róg.
Możesz nim powołać chór.
Bratni zbór.
Dziękuj Bóg.
Waść masz porozsełać wici,
2780 lud zgromadzić przed kaplicą.
Jutro? — skoro się zgromadzą?
mają radzić? — co uradzą?
Jutro?!
Jutro!!!
Wszelki duch!!!
Żono, słuchaj no, żonisia,
2795 pódź no, Hanuś!
Cóz takiego?!
Osobliwy ten dzień dzisia,
tyle naraz wiem nowego.
A złego co, cy dobrego?
Cóz takiego, cóz takiego?
możeś chory, któż ten stary?
2805Kto ten stary: — Wernyhora;
jeno nie mów to nikomu,
to ci mówię po kryjomu,
i on był tu w tajemnicy.
Ka już posed — — ?
A co tobie?
O Jezusie, jakieś borby[192]
po nocy, gdzież to, cóż znowu — — ?
Mam być gotów.
2820Gwałtu, rety!
Ledwo stoisz, jesteś chory.
Zaraz konno jechać muszę.
Jeszcze spadniesz ka do rowu…
Poprzysiągłem się na duszę;
2825 konno muszę — — !
Cary[193], zmory,
jakaś siła?!
Od tej pory
żyć zaczniemy — coś wielkiego!
2830Chowaj Boże czego złego.
Z daleka jechał, miał blisko;
goniec, zwiastun, Wernyhora!
Tam! już jakaś wielka Zgoda.
Z daleka jechał, miał blisko —
2835 koniec i początek Sprawy.
Kazał. — Słowo. Słuchać muszę,
zaprzysiągłem się na duszę.
Jego siła mnie urzekła:
Duch narodu!
Duch ponosi!
2845Jasiek!!
Pon co!?
Sam tu![194]
Juści!
Siodłać konia, dosiądź szkapy,
2850 pojedziesz zwoływać chłopy!
Jechać, teraz, trzeba — — ?
Musi!
Zagubię się w tej celuści,
wszędy straszne błotne chlapy.
2855Aleś Jasiek, co przeleci!
Konia se odwiąze z szopy!
Musi! Ważne rzeczy.
Nasza[195]?
Przeleć, przeleć w cztery strony;
2860 pukaj w okna, zakrzycz „musi”;
niech tu staną przede świtem,
niech tu staną przed kaplicą
chłopy z ostrzem rozmaitem.
Chłopy z kosą — dobra nasza!
2865Dobędzie się i pałasza.
Że pon wojak — dobra nasza!
Dobra nasza!
Lecę duchem[196]!
Tajemnica!
2870Chłopy z kosą!
Same wichry mnie poniosą!
Niech przed świtem staną.
Musi!!
A nie słuchaj, choć czart kusi,
2875 jeno prosto.
Swego nosa.
Nim na wrzosy padnie rosa,
zanim ptaki zaświergocą…
Lecę duchem.
2880A leć z mocą!
Hej!
Masz w łapę, to jest dar.
Szczyre złoto, cóż to?
Do samych granic!
2900Wolę goreć w Piekle poty.
Bez tego złotego dźwięku
wniwecz pójdzie cały ruch.
Opasę sie.
Nie szarp w ręku!
2905Hajże — !
Leć, krakowski zuch!
Moja copka z pawim piórem.
Stawaj tu przed trzecim kurem.
Toś ty przywodził starego,
tego pana w delii[200], w pąsach?
Koń siwy, czaprakiem kryty,
2920 czaprak tkany, rozmaity.
U siodła pistolców dwoje.
I lira przez siodło zwisła.
Wszystko jakbyście widzieli…
Gdziesi, kiedyś coś widziałem…
2925Przy samiuśkim koniu stałem;
szkapa jak ogonem świsła —
skąd ta u niej tako siła —
to pysk Kubie osmaliła.
Kuba strzymał?
2930A, psiawiara,
nijak strzymać się nie dała,
ino het ogonem prała,
żeśmy oba sie chycili
uzdek — aż i dosiadł Stary.
2935Siadł, pojechał —
A cy cary,
koń — jak ony nań sie zwalił,
jakby wągle w nim rozpalił:
ogniem piernół, ogniem łysnął,
2940 jak się naroz bez płot cisnął,
mnie i Kubie pysk osmalił.
A wszelki duch Pana Boga:
na zegarze po północku.
Została zguba u proga…
2945Zguba!?
Na!
Złota podkowa —
Błyskotała sie na błocku.
Wymowniejsze niźli słowa:
2950 znak widoczny, oczywisty,
że zawitał gość ognisty
na stepowym siwym koniu,
z lirą dzwoniącą u siodła:
orły, kosy, szable, godła!
2955Patrzaj, Hanuś!
Scęście w ręku!
Szczęście, szczęście znalezione.
Ka?
Cała złota,
o mistyrna tyz robota.
Któż to zgubił? — Schować trzeba.
Zwołać ludzi — spadło z nieba;
2965 trza pokazać zgromadzeniu.
Ni ma cego — Scęście w ręku;
tego z ręki się nie zbywa,
w tajemnicy się ukrywa,
światom się nie przekazuje:
2970 Scęście swoje sie szanuje!
Złota!
Prawda.
Rzuć do skrzyni!
Prawdziwieś do ręki wzięła;
2975 szczęście swoje się szanuje,
czyli Piekła dar, czy z Nieba —
aleć jensze szczęście moje.
Cóz ty godos, ja sie boje.
A boś jeszcze nie pojęła:
2980 skończyć nędzę — zacząć dzieła.
Jakie dzieła, co za dzieła?
cóżem to ja nie pojęła?
A cóż tobie, cy gorącka?
Snuło się to jak gorączka,
2995 jak gorączka na wulkanie,
jak szumienie na organie:
takie figury w koronie,
tacy pyszni szlachta w herbie,
pałace, zamczyska, wille,
3000 tabunami gnane konie,
sześciu paradników w tyle:
hulaj dusza bez kontusza
z animuszem, hulaj dusza!!
ani zbili pan w koronie,
3005 że stoimy gdzieś na szczerbie[203],
ani zbili[204] szlachta w herbie,
ani zbili chłop przy roli,
czy tam kogo gdzie co boli:
wół przy roli, świnia w ganku —
3010 hulajże, panie kochanku.
Połóżże sie, boś pijany.
Świat pijany, świat pijany,
cały świat zaczarowany
puść mnie, ja mam jechać, muszę,
3015 poprzysiągłem się na duszę.
Gwałtu, rety!!!
Co się dzieje??
Co się stało?
Ot, szaleje!
3020Maska, Nuda, PozoryWy a wy — co wy jesteście:
wy się wynudzicie w mieście,
to sie wam do wsi zachciało:
tam wam mało, tu wam mało,
a ot, co z nas pozostało:
3025 lalki, szopka, podłe maski,
farbowany fałsz, obrazki;
Szlachcicniegdyś, gdzieś tam, tęgie pyski
i do szabli, i do miski;
kiedyś, gdzieś tam, tęgie dusze,
3030 półwariackie animusze:
kogoś zbawiać, kogoś siekać;
dzisiaj nie ma na co czekać.
Nastrój? macie ot nastroje[206]:
w pysk wam mówię litość moje.
3035Spił sie, no!
Miecz — miecz, czynnik główny miecz
Dziwna rzecz — dziwna rzecz;
połóżcie go spać.
3050Szarpie sie.
Widzi mi się, jestem w lesie;
uciekają drzewa precz….
Czy cię nudzi?
To sie spił.
Ciekawa rzecz.
Wszystko zawsze jest ciekawe,
wszystko interesujące.
3065Własny ton, muzyka duszy;
ton, przez który dusza krzyczy.
Ciszej — czegoś sobie życzy.
Kapkę wina, w gardle suszy.
Masz —
Chciałem, żebym w tłumie zginął,
żeby się tak zniwelować[209],
zanurzyć się po szczyt głowy
w ten świat zdrowy;
3085 indywidualność zdusić,
do prostoty się przymusić,
ale cóż, kiedy natura
rozśpiewała moją duszę;
mimo żem chciał się pogłębić,
3090 na plan pierwszy wstąpić muszę —
czuję! psiakrew, serce czuję…
Nie żarty, choroba serca;
po cóż pijesz?
Niebezpieczno,
3095 ach, to już prawie szaleństwo.
…A jednak i to… męczeństwo:
żyć z tą pustką w duszy wieczną.
Połóżże się na kanapie,
3110 jak się wyśpisz, pójdziesz w tan.
Chłop, Szlachcic, TaniecTańcowałem z Morawianką,
nikt jej nie chciał w taniec brać,
przecie mnie na litość stać:
ona chłopka, a ja pan,
3115 jak się prześpię, niech poczeka.
Sen — sen: — niech poczeka tam;…
długa droga i daleka,
jedzie drogą wielki pan…
Coś się marzy — — ?
3120I ja śpiący.
Podź na łóżko, zgotowione.
Nie — zostanę tu w fotelu.
PrzyjaźńHe, dobranoc, przyjacielu,
tych prawdziwych już niewielu.
3125Całowałem Morawiankę[211],
a trzymałem flaszkę w łapie;
flaszka mi się przechyliła
i czuję, że wino kapie;
szkoda wina; — w tym przyczyna,
3130 że trzymałem flaszkę w łapie;
chciałem wyjąć korek, a tu
korek coraz na spód idzie;
myślę sobie, daj go katu,
wyciągnę korek za włos,
3135 za włos długi Morawianki,
a ona poszła po szklanki;
no, ale się jakoś stało,
że wypiłem flaszkę całą
i… musiałem wypić włos!
3140 i to mnie tak rozmarzyło,
żem się kochać począł naraz —
chcę całować drugi raz
i tutaj nowy ambaras,
bom runął jak, jak — jak głaz.
3145Pamiętaj na drugi raz:
wprzód całować, potem pić.
Wprzódy zmarnieć, potem żyć.
A podźcie juz, niechże śpiom.
Tom te rom tom, tom, tom, tom…
3150Ostawcie ich, podźcie już.
Ciekawy stan takich dusz.
My jeno znamy połowę
o sobie — któż resztę wie — — ?
Na ten temat myślę co dzień;
jak się wyśpię, powiem mowę —
3160 chce mi się okrutnie spać,
najlepiej na ten temat śpię.
Całe ciało zlane potem.
Trza mu suknie insze wdziać.
Czas, Przemijanie, WinoWieczność — czy tak rozumiecie — ?
3165 Nieskończoność — hej, gdzieś, hej —
ty mi, panno, wina lej;
spłyniem, inni po nas przyjdą.
Czas, Kondycja ludzka, PrzemijanieSpłyniem, inni po nas przyjdą;
uciekajcie, kysz, a kysz —
après nous le déluge[212].
Nie gawędźcie, gospodorzu,
połóżcie się spać;
niech se potańcują inni.
Psiekwie — mieście grać powinni;
3180 to mnie kazujecie leżeć,
jagem wom zesypoł piniądze. —
Patrzyć! — jak wom pyski spiere.
Będziecie czy nie będziecie grać — ?
Psiekwie — mieście grać powinni[216].
Psiekwie — mieście grać powinni.
Dejze pokój —
cóz ci ta o głupie granie;
zastępujesz ta komu.
Pojdze do dom, boś ochlany.
O cóz to ci — o cóz to ci?
Następ, ja im sprawie lanie.
Dejze pokój.
Was ta śpi.
Mój ta śpi.
Telo z tym Weselem zachodu.
Niech sie ta pocieszom z młodu.
3210Młodość, StarośćJuści, ino tylecka człowieka,
co sie nawesołuje z młodu;
późni ino cięgiem narzeka:
tego szkoda, tego szkoda…
Tak ta, jak ta, jak sie co da.
3215Ale piknie sie odbywo.
Chłop, MieszczaninIno to miastowe państwo
patrzy sie, patrzy, a poziwo;
widać to niewyspane cy jakie;
poziwo, a nie odydzie;
3220 widać im sie szyćko udało; —
a naprzyjezdzało niemało.
Tyło ozrywki w cały bidzie.
Ach, panie, jak to piękna dla pana
chwila — ja panu oddana;
3225 a że to tak przemija
i ani się pan coraz zbliża,
ani ja, bo ja wciąż nieśmiała.
Pani by tam stała i stała
na tym wichrze…
3230A, ten pęd; a potem te głosy coraz cichsze —
coraz dalsze — i ta muzyka bliska,
i te wszystkie na sadzie zjawiska,
którem ja widziała —
a że to tak przemija;
3235 że my się rozejdziemy
że się wzajem zapomniemy,
to jest, pan mnie zapomni,
i jak się Rachel oprzytomni,
to będzie marzyć
3240 i może będzie smutna.
To będzie pani kontenta,
że myśl tak upór nie zajęta
smutkiem — a Smutek to Piękno.
A jak struny sie jakie rozpękną
3245 i zacznie grać ten żal.
No a cóż ten serdeczny żal
i ta na moim czole chmura — ?
Ta będzie najszczerzej oddana,
co do wiersza.
Dziękuję ci, panie bratku,
3265 tak mi dobrze było tańcować.
Dobrze, kwiatku?
Dziecko?!
Pocałunek, PoetaNo a wy, to sie całujecie
nie jak dzieci.
3280Wszystko dobrze, prócz całusów
Całus nie jest żadną stratą.
Drużbowie za głupi na to.
To tak mówisz na ostatku!
Nie trza, kwiatku!
3285Coraz piękniej — pani sama.
Pięknieję w tej samotności;
pan już, widzę, przypiął skrzydła,
pan już upoetyzował chwilę
i dom cały, wesele i gości.
No i stał się pan szczęśliwy,
miarkując talentu tyle;
3295 a my co — my nie poeci; —
czy nie uważa pan, że nad nas leci
jakaś kaskada czułości,
że się nam na oczach świeci,
jakbyśmy już coś widzieli — ?
3305Myślę właśnie,
co dalej z anielstwem począć —
że do wozu się koniki zaprzągnie,
my siądziemy — lokaj trzaśnie
z bicza — i wszystko…
3310Jak z bicza trzask zgaśnie.
No ale któż
ten ton tak wysoki uciągnie??
Chłop, PatriotaTam poza mną, jak stałam
przy skrzypaku — wysłuchałam:
3315 mówili o Polsce chłopi
i mówili wcale rozsądnie i szczerze:
że tego, tamtego trzeba bić,
że się nie trzeba dać, że trzeba jakoś żyć,
że dłużej tak nie może trwać,
3320 i, wie pan — jakoś temu wierzę,
że to było rozsądnie i szczerze.
Że jakby przyszło do czego…
Kiedy!?
Bo po co się to ciągle skarżyć biedy:
3325 po co myśleć.
Rzeczywiście, po co —
A za popędem idąc…
Jak kto! —
Oni i my — my i oni,
3330 na wyścigi — kto kogo przegoni!
A pan na Pegazie na chmurze.
Mnie się zdaje — że coś jest…
Tam?!
Tam — tu! — w całej polskiej naturze
3335 przemiana.
Obserwacja?
Ja wróżę.
Ach, wierzę pani, i ja też przemieniony,
a jeszcze sobie nie wierzę
3340 i choć wszystko pani mówię szczerze,
to przed sobą prawdę własną kryję
i we mgle jakowejś żyję.
Tyle się podłości i głupoty
koło mnie wlokło jak psów,
3345 czepiało się moich rąk,
czepiało się moich nóg;
z tylum już zawracał dróg
dla mgieł, dla nocy, ciemności!
Oszaleć — bo wszędy czuję
3350 ten ustrój poetyczności
i wszystko we mnie tańcuje:
mgły i smutek, i podłości —
i na skrzydłach mi cięży
ciężar jakby cudzych łez:
3355 ktoś płacze
i łzy się do mojej duszy
czepiły — skrzydeł nie ruszy
mój Duch, bo spętany.
Słyszałem, jakby gdzieś nad nami
3360 w górze, czy u stropów, czy chmur,
ktoś rzewnymi płakał łzami.
Co panu jest, co panu jest,
niech pan idzie ochłonąć na dworze,
na wichrze.
— A, prawda się jak oliwa
zbiera; — cóż to pana boli?
myśl — ?
3375Ta myśl mnie boli: —
jest ktoś, co mnie wiąże do roli,
i ktoś, co mnie od roli odrywa;
jest ktoś, co mi skrzydła rozwija,
i ktoś, co mi skrzydła pęta;
3380 jest ktoś, co mi oczy zakrywa,
i ktoś, co światło ciska;
jest jakaś ręka święta
i jest dłoń inna, przeklęta;
jest Szczęście, co się ze mną mija,
3385 i Nieszczęście, które mnie tuli.
Że to pan wszystko tak pamięta,
że pan tym wszystkim tak się czuli.
Pódzies, smyku! pódzies, zdybiu[225]!
Dejciez pokój, panie wójcie.
3390Nie kręć się tu pod nogami,
tu starszeństwo ino sami.
A jo coś wim i pedziołbym,
żebyście się nie ciskali.
Co…?
3395Wy macie pójść kajś z nim.
Z tym…
Co śpi.
Ka?
Na Moskali!
3400Co, ja z nim, z tym, co śpi — — ?!
Cyt, jemu sie cosik śni;
był u niego jakiś pon,
bary mioł jak chlebny piec.
Jakiś bardzo znakomity pon,
3405 jeźli bary mioł jak piec.
Zajechał konno w podwórze,
a potem, jak se pogadali
z tym, co śpi — pon Jaśka wzion;
Jasiek zaraz konia spion
3410 i zakrzyknął: bić Moskali!
Myśmy dwa ze Staskiem stali.
Jesce wam i to powtórzę,
jak oni tu sie zgodali…
A ten pon — — ?
Stary — ?
Koń był siwy — ?
Jak śnig, mliko,
3430 a czaprak pozłocisty.
Czy to nie jakosi podrywka,
czy Czart może ze mnie drwi?
Kto go więcej widzioł?
Nik.
Gdzie jest?
3440A oddałem zaroz,
a matuś schowali do skrzynie.
Schowali podkowę do skrzyni — ?
nikomu nie pokazali;
jak na dobrom gospodynie.
3445 dobrze — to sie nawet chwali.
Ale Szczęście! — Jo już wim,
trza, żebyśmy poszli z nim.
Słuchaj, Kuba, pódź ty ze mną,
bo jest ciemno.
3450 Bedzies świciuł, zbierema się!
Czekajcie! Rozmówiewa sie!
A cóżeś za…!
Panie wójcie!
Ni mocie ka? W drodze stójcie?!
3455A strzeżcie sie — zmiłujcie sie —
tak sie rozpytujom chłopy,
jakby się co miało dziać:
chcom sie do żelastwa brać.
Stanie sie, co ma sie stać.
3460Jasiek cosi po wsi gonił
konno — w okna wszystkim dzwonił.
Czy ja spał, gdziem ja był!
Wyście, panie wójcie, pił.
Mój ta śpi…
3465Wasz ta śpi…
Tyla sie naciskoł, szumioł,
zwymyśloł het dookoła.
Mówił co i ciekawego?
A kto by ta co rozumioł?
3470To może co będzie — hę?
Tylo z tego, co z niczego;
kajś sie zbiroł, kajś sie broł,
moze by był kogo proł.
Moze by nie było źle?
3475Moze byście chcieli ś nim
konno lecieć?
Konno, gdzie — !?
Jo to wim?
A mówił tyz więcy co?
3480Jo to wim?
Kto jak kto — ale jo!
3485Rad jestem
od głupstwa oderwać się chwilę.
Pańska praca: rzecz serio,
a pan takim przekreśla ją gestem,
tak ją wspomina niemile,
3490 tę rzecz serio.
Jednak Prawda — ?
3495Nawet Prawdy cienia!
To tak zależy od człowieka:
ale gdy pan sam ucieka
z posterunku — —?
— — A to pan bywa wiele — ?
Tak z nudy.
Człowiek się tak w młyn zamiele,
3505 że bywam, i bywam wiele;
wist[231], partyjka, kolacyjka,
bliscy, dalsi przyjaciele.
Z biegiem lat, z biegiem dni
ten umarł, tamtego brak;
3510 człowiek sobie marzy, śni,
a z nudów przywdziewa frak —
przyjechałem na wesele
i choć mi niejedno wspak,
jakoś, jakoś dobrze mi.
3515MałżeństwoNo, moja ty urocza panno młoda,
jakże wy sobie będziecie żyli?
A tak–ta, tak–ta, co jo wim,
jescem sie nie zgodała ś nim.
Po cóz by, prose pani, godoł,
jakby mi nie mioł nic powiedzieć,
po cóż by sobie gębę psuł?
Cieszę się, a myślę sobie,
3530 że ci będzie, siostro, żal.
Czego żal?
Jakeś do pola ganiała
krasą[232] i siemieniatke[233];
jageś jesce była mała
3535 i ty, i Hanusia, i ja,
byłyśmy razem doma,
że ci sie zacnie bez stajnie;
żeś kole niej wyrosła zwycajnie
i bez cały ty wsioski roboty,
3540 bez tego harowanio;
że jak ty bedzies panią,
cieszę sie, a myślę sobie,
że ci będzie, siostro, żal.
Czego żal — —?
3555Mało szkoda, krótki żal.
A teraz ty sobie chwal,
rumień się teraz i pal;
ale tutok dusza sie ostanie
i tutok twoje kochanie,
3560 a tam ci będzie samotno
i bez to ci będzie markotno,
i bez to ci będzie żal.
Tatuś sie Weselem cieszą…
Niech sie bawią, niech sie weselą;
3565 tela tego, co te parę dni —
a potem, jak sie pobiera,
to już mnie do nich nic,
niech se ta na swoich żarnach mielą,
jako chcą — nie moje prawo.
3570Ale tatuś nam pomogą z tą sprawą
grontów — do tej upłaty — ?
Jo patrzę swego — jo nie bogaty;
posłaś, toś posła;
cy tam za tego, cy za insego:
3575 telo, co byś sie wyniosła
na tamten świat.
Może byście byli więcej rad,
żebym za pana sie wydała,
jak mię to przed laty chcioł — ?
Ka twój mąż?
Idze ku nim.
Potańcuj se.
Ino patrzę…
Płaczesz — — ?
3610Tak się w oczach mgli,
wszystko widzę coraz bladsze.
Panna młoda — ze snu, z nocy?
Od miłości panna młoda osłabła.
— — — — — — — — — — — —
Marzenie, Pieniądz, PoetaWe złotej ogromnej karocy
napotkałam na śnie diabła;
3620 takie mi sie głupstwo śniło,
tak sie ta pletło, baiło.
I od razu diabeł jak z procy,
i od razu kareta złota?
3630Są tacy, co za to płacą;
że z jednego takiego bajania
można sobie powóz sprawić
i zestrojonego diabła,
i ogromnie wielu gapiów zabawić.
3635Od tańcenia takem osłabła…
Śniło mi się, że siadam do karety,
a oczy mi sie kleją — o rety. —
Śniło mi sie, że siedzę w karecie
i pytam sie, bo mnie wieżą przez lasy,
3640 przez jakiesi murowane miasta
„a gdzież mnie, biesy, wieziecie?”
a oni mówią: „do Polski” —
A kaz tyz ta Polska, a kaz ta?
Pon wiedzą?
To może i szukać szkoda.
To zakładka
gorseta, zeszyta trochę przyciaśnie.
— — — A tam puka?
3655I cóz za tako nauka?
Serce — ! — ?
A to Polska właśnie.
Zapewne, noc to poślubna,
ta jest zawsze siłopróbna.
Trochę to, co inne jeszcze.
Ujęły mnie jakieś kleszcze
3665 przestrachu, ogromne grozy.
Uląkłem się nagle prozy,
jaka jest we fantastycznym świecie:
że to, co jest tu przed nami żywe,
tak się nagle wiatrem zmiecie;
3670 że my próżno wyciągamy ręce
do widziadeł — bo to są widziadła,
i tak mi fantazja zbladła,
bo już się była układła
do snu we widziadeł lesie.
I to wszystko na żart — — ?
A ot tak, jak leci czart
po nocy — nie zeszła jeszcze noc.
A trafiaj ty orły z proc,
3685 ja wolę gaik spokojny,
sad cichy, woniami upojny:
żeby mi się kwieciły jabłonie
i mlecze w puchów koronie,
i trawa schodziła zielona,
3690 kręciła się przy mnie żona,
żebym miał kąt z bożej łaski,
maleńki, jak te obrazki,
co maluje Stanisławski[235]
z jabłoniami i z bodiakiem
3695 we złotawem słońcu takiem…
żeby mi tam było cicho, spokojnie,
a jeśli gwarno i rojnie,
to od brzęczących pszczół, błyszczących much.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
3700A moi panowie tu.
Kosa!
Jaka piękna.
A bo nastawiona.
Prawda, ostro najeżona,
3705 jak do bicia — cóż to będzie z tego?
Ano nastawiona do użycia,
ale to wy, panowie, nie wicie,
jak widzę — co sie gotuje.
Cóż to Czepiec mówią — czy do brata
3710 jaka sprawa?
Ano właśnie: Sprawa.
Rzecz ciekawa —
Rzecz ciekawa,
Cóżeście to niby mieli,
3715 żeście tak nagle wlecieli — ?
Ej, pon jakby ślepy, ślepiec;
nie do panam szedł.
Ważno kosa.
Jeśli potrzebował do obrazu
kosy — postawcie ją w kącie —
jak się zbudzi…
Coś dziś u Czepca mina butna.
Pańska ta za rezolutna;
3730 pon sie na mnie skrzywiom, jak rzekę,
że my sie nie rozumiewa
i na nic rozmowa nasa.
No pewnie, my do Sasa, wy do lasa.
Cóż — wyście tu — któż hałasi!?
Gdzież Hanusia? Hanuś!
Cóż mi kum do ucha skrzeczy,
o czym? — cóż z tą kosą, po co?
A tam ludzie sie szamocą
3745 we wsi — tam sie garną, kupią;
może idą już — pon śpią!!
Zaspane ślipia.
Co ty mnie tu — co wy, co to?
A spieszy mi sie z robotą,
3750 juzem sie wycniół ze spania
i jestem gotów, i czekam
dalszego rozkazowania,
a pon sie nie wycniół i śpi.
A wam co się z kosą śni — — ?!
3755Mnie sie nie śni, wstawaj pon;
boć kum pono rozkaz wzion
jakiś ważny, najważniejszy,
i papiry, czy tam co.
Ja, papiery, rozkaz, czyj?
Zachodzę, zachodzę w głowę…
3770Tam w Krakowie już wszystko gotowe.
Wy z nami!
3775A wy wszyscy z kosami…?
Jak się patrzy, ostrzem tak.
Jakiś znak?
— — Jakiś znak?
— Jakiś znak.
Jakiś znak!
Wy, a jako — ?
Wiecież, kto my!?
3795 Co wy o nas wiecie — nic.
O, pon, widno, niewidomy;
widać, że nie znacie nas.
Widzę, żeście krwi łakomy;
jeno że na krew nie czas.
A! wstydzę się waszych słów,
choć mi radość z waszych lic.
3815A wy zaraz w rękę nóż.
A cóż czekać, cy jo tchórz?
Kumie, miarkujcie się w słowie.
A kiej słucho, niech sie dowie.
Gębą toście bardzo harny[239].
A przecież się nic nie dzieje.
A toć przecie wciąż mówicie,
jeśli rozumiem co z tego;
ponoć nawet pierwsi wicie:
3830 to rzecz wielka?
Jaka?!
Dnieje[242]!!!
Co on mówi? A to dziwne,
bo mi się to dziś marzyło:
jako dramat, jako sen.
Co za temat!
3855Chłopska krew
i ten jego pański gniew.
Nas czekają? — Was czekają?
Zaraz — coś to — coś tu było,
co już o tym mnie mówiło —
3860 lecz kto, jaki…
Ja słyszałem
od podwórza, z tego sadu.
A był także jakiś taki —
był też inny — nie pamiętam —
ale mi coś świta —
3885I stąd widzieć, bo to z bliska;
trza zobaczyć.
Po cóż gniewy?
takiście są rozpaleni.
A tam, panie, się rumieni;
3890 na powietrzu słychać śpiewy.
Wyście, Czepiec, w gorącości,
to wam się coś marzy, dzwoni.
Co tam znowu?
PijaństwoKum pijany — ja pijany.
Ładnie wam tak z kosą w dłoni.
Psiakrew — — jo mom stać,
3900 a tu ludzie chcom się rwać.
Podźcie, chłopcy — Kasper, podź!
Stańcie se tu kole proga.
Zamknij, niech nie łazom baby.
A więc co to — co to, co — ?!
Czekaj, czekaj, coś mi świta:
ktoś był u mnie, mówisz kum
3910 taki w głowie słyszę szum —
nie pamiętam, myśl ukryta
nie może się dobyć z głębi — —
coraz innych myśli tłum…
Nie trza Jagi.
Tu sie ważne grajom sprawy;
podź ta pon, boś tu ciekawy,
3925 ino nie trza żadnych bab.
Cóż ci o to?
Jasna pani!
Poszłabyś sie przespać ś nim.
Wyście wszyscy niewyspani,
3935 w izbach swąd, a we łbie dym.
Bracie — nie to.
Na chmurach się dziwy stroją.
Widzioł pon!
Słyszcie, chłopy, podźcie patrzeć,
jakieś wojsko w ogniu stoi.
Całe pole pod Krakowem
3955 od tych kosisków się roi.
Ha! — już stoją!
Tyś widziała —
muszę widzieć! płoniesz cała!
Cóż wy tutaj?
3960Podź sie patrz:
dają znaki, dają znaki!
A cóż za świat jakiś taki;
to ciekawe, to ciekawe.
Niech broni Bóg!!!
Cóz wy chcecie, co wy chcecie!?
Cózeście sie kosów jeni;
idźcież, kumie, haw do sieni,
3990 boście całom noc nie spali.
Coroz wiency nas sie wali.
Gwałtu rety, Boże chroń!
Kto wam wraził kosy!?
Trza nam iść.
Coś mi świta; — świta w polu.
Wszyscy widzą jakieś cuda.
4000 Sen — sny: bajki — Myśl: kąkolu!
Precz, kąkolu, chwaście, precz. —
Niechże wymiarkuję rzecz:
ktoś był — kazał — co — ?
Co, bracie,
4005 w tobie się szamoce ból.
Mgły się już rozwłóczą z pól;
będzie ranek śliczny — Jaga,
wczoraj były wichry, burza,
dzisiaj wszystko się rozchmurza,
4010 moja duszo, jużeś moja.
Mnie się w nocy zjawił duch:
na nim była czarna zbroja;
napadł na mnie tak obcesem,
krzyczał słowa, takie słowa,
4015 wytężałem cały słuch.
Tak mi cięży, cięży głowa.
To powietrza ranny wiew.
Czy to prawda, bracie drogi,
że oni tam jakiś śpiew
4020 napowietrzny słyszą gdziesi?
A może we wichrach biesi
śpiewają i pryszczą krew
na chmury — ?
Na niebie ruch.
A powietrze takie wonne…
Gonitwy po niebie konne;
rycerze jacyś ogromni
stoją równo w dwa szeregi
4035 i dalekim łanem drzewców
godzą na się wielkim pędem.
A to graniczy z obłędem,
tyle zwidzeń, dziwów tyle;
jak to człowiek z czego byle
4040 wysnuje znaczące rzeczy.
Ach, jaka to wielka kosa,
moiściewy, taka szczytna;
można by nią ciąć niebiosa
na płaty, jak sztukę płótna.
Jacyście wy, moiściewi,
dajcie no mi ją do ręki.
A to juz nie lo panienki;
Sprawa inso.
4055Sprawa, Sprawa!
Duch! — przez Boga — Duch — miarkuję:
Ta noc była: dziwna jawa —
miałem gościa — kto przeczuje? —
Była na dusze obława.
4060Widziałem rycerza w zbroi,
bracie, mówisz: Duch!
Mój bracie,
przyleciał Duch — ludzie moi!
Jeszcze w oczach, jak cień, stoi.
4065 Przypominam, przypominam:
człowiek stary, z brodą siwą,
twarz owita w siwy włos,
w kożuchu ogromnym czerwonym
przyszedł tu.
W siodle lira.
Myśli zbieram, słuch naginam…
4075W siodle lira…
Dwa pistolce.
W mózgu kłuje — jakby kolce:
myśli zbieram…
Myśli zbira.
4080O mój Boże, jakiś chory —
Lżej, opadła z piersi zmora. —
Słuchajcie — wytężcie słuch:
był u mnie Duch: Wernyhora!
Co ty mówisz, wszelki duch?!
Tego rana?!
Tego rana.
4095I cóż rozkaz — — ?!
Wić posłana.
Boże, toście wy są z Wici?
A som ludzie rozmaici;
my ta wiemy od chłopaków,
4100 co sie trzymali czapraków,
jak ta śkapa w dworcu stała.
Co sie szarpią, to kopała;
trzymaliśmy uzdki w łapach;
mnie i Kubie pyski sprała;
4105 co za pon na takich śkapach!
Wernyhora! — Wernyhora!
Obudziłem się ze snu —
kazał broń — broń kazał brać!
Lecieć?!
4110Nie — tu w miejscu stać.
Czekać, jak zapieje kur,
wytężać, wytężać słuch,
aż się pocznie słyszeć ruch
od Krakowa na gościńcu.
4115Tyle luda na dziedzińcu.
Sami swoi!
4120Jakaś złuda.
Jakiś los.
Jakoweś wołanie duszy;
w tak długiej żyjemy głuszy.
Jakiś błysk, jakiś dźwięk.
4125Jakieś serce krzyczy w głos.
A! pon słucho! A! pon zmięk!
Słuchać, słuchać, co to być ma — — ?
Ma być słychać tętent, pęd.
Tętent konia
4130Kto przyjedzie?
Nie tu, ale na gościniec
wjedzie stary lirnik siwy.
Wjedzie stary Wernyhora!?!
I gonić!
Nie wiem — potem co — tajemno
potem świt…
Ma zapiać trzeci kur.
4145Tak, na znak.
Te widma chmur
znaczą? — ?
Znaczą! Widma!
Wzdęła się na chmurach wydma;
4150 ucichło się, szumy zaszły.
Słuchać!
Słuchać.
Słuchać —
Cóż…?
Poklękali, luda tłum,
patrzajcie hań ku dworcowi.
Coraz nowi, coraz nowi!!
Czy on sam, czy jedzie społem
4165 z kim — czy jest kto z nim? — ?
Bracie, Duch!
Natężać, natężać słuch.
Rany Boskie, słyszę!
Kaj?
4175Hań, daleko, słyszę.
Gdzie?!
Spadły liście suche z drzew.
Ustał przecie wiatru wiew.
Zerwały się wrony dwie
4180 ze sadu.
Z ogrodu w sad.
Zajść do pola!
Cicho!
Cyt!
4185Może i słychać co — ?
Świt!
Słychać, słychać…
Cicho!
Pędzi ktoś.
Zosiu, Zosiu, Boga proś,
jedzie!
4195Tętni!
Jedzie!
Goni!
Będzie ze sta, do sta koni.
Tętni.
4200Jedzie.
Dudni.
Pędzi! — — —
Duch, Marzenie, PrzywódcaCicho — świta, świta, zorze!
Prawie widno — to On — Boże!
4205 On, On — cicho — Wernyhora. —
W pokłon głowy, prawda żywa,
Widmo, Duch, Mara prawdziwa.
Świtanie na lutniach gędzi…
Tętni.
4210Jedzie.
Tętni.
— Pędzi.
— — — — — — — — — — — —
Słuchajcie, kochani, dzieci —
4215 ażeby to była prawda:
że Wernyhora tam leci
z Aniołem, Archaniołem na czele;
że tej nocy, gdy my przy muzyce,
przy weselu, gdy my w tańcowaniu,
4220 tam, kędyś, stało się tak wiele:
że Kraków ogniami płonie,
a MATKA BOŻA w koronie,
na Wawelskim zamkowym tronie
siedząca, manifest pisze[251]:
4225 skrypt, co przez cały kraj poleci
i tysiące obudzi i wznieci. —
Słuchajcie, serce mi dysze,
ażeby to prawda była:
że Wernyhora tam leci,
4230 a za nim tabunem konie!
Coraz bliżej?
Klęknąć!!
— — — Stanął, wrył.
Strzymał, widać, z całych sił.
4235Gdyby to Archanioł był.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Maryś, panie, panie — Jezu!
koń w podwórcu padł.
Cóż wy — Hanka — Jaga — hej,
4240 cóż wy — cóż to, Jaga — ej
— — — — — — — — — — — —
Cóż to, co to, czy zaklęci:
stoją wsyscy jak pośnięci;
słysta, Hanuś, Błażek, matuś,
4245 panie młody, Czepiec, tatuś,
panie, cóż to — czy zaklęci;
stoją syscy jak pośnięci;
— — — — — — — — — — — —
Aha; prawda, żywy Bóg,
4250 przecie miałem trąbić w róg;
kaz ta, zaś ta, cyli zginoł,
cyli mi sie ka odwinoł —
kajsim zabył złoty róg,
ostał mi sie ino sznur.
4255 — — — — — — — — — — — —
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jak ci spadła czapka z piór.
Tom sie chyloł po te copke,
to mi może sie odwinoł.
Bez tom wiechę z pawich piór.
Ostał ci sie ino sznur.
4265Najdę ka gdzie przy figurze.
Pod figurą ktosik stał[252].
Strasy u rozstajnych dróg — —
cy to pioł, cy nie pioł kur?
Juz świtanie, juz świtanie —
4270 tu trza bydłu paszę nieść,
trza rżnąć sieczki, warzyć jeść; —
jakże ja se rade dam,
oni w śnie — ja ino sam — ?
— — — — — — — — — — — —
4275 Syćko tak porozwierane —
syćko z rękami na usach,
dech im zaparło w dusach;
jako drzewa wrośli w ziem,
jak tu, co tu radzić jem — ?
4280 — — — — — — — — — — — —
Kajsim zabył złoty róg,
u rozstajnych może dróg,
copke strasny wicher zwiał
bez tom wiechę z pawich piór;
4285 żebym chocia róg ten miał —
ostał mi sie ino sznur.
— — — — — — — — — — — —
Straśnie sie zasumowali,
tak im czoła zmarszczek spion,
4290 jakby ciężko pracowali…
To ich Lęk i Strach tak wzion,
posłyszeli Ducha głos:
rozpion sie nad nimi Los.
Powyjmuj im kosy z rąk,
poodpasuj szable z pęt,
zaraz ich odejdzie Smęt.
4300 Na czołach im kółka zrób,
skrzypki mi do ręki daj;
ja muzykę zacznę sam,
tęgo gram, tęgo gram.
Ka te kosy złożyć — — ?
4305W kąt.
Nik ich ta nie najdzie stąd.
Już ni majom kos.
Rozśmiej im się w nos.
Już ich odszedł Smęt.
4320Już nie mają pęt.
Chytajom sie w tan.
Już nie czują ran.
Zniknoł czar!
To drugi CZAR!
4325Tyle par, tyle par!
Tańcuj, tańczy cała szopka,
a cyś to ty za parobka?
Jezu! Jezu! zapioł kur!
Hej, hej, bracia, chyćcie koni!
chyćcie broni, chyćcie broni!!
4340 Czeka was WAWELSKI DWÓR!!!!!
Ostał ci sie ino sznur.
— — — — — — — — — — — —
Miałeś, chamie, złoty róg.
Chyćcie broni, chyćcie koni!!!!
Pieje kur; ha, pieje kur…
Miałeś, chamie, złoty róg….
4350 — — — — — — — — — — — —
świetlica — izba jasna, reprezentacyjna, gdzie m.in. przyjmuje się gości; także salę królewską w „dworcu Bolesławowym” nazwie Wyspiański w dramacie Bolesław Śmiały „świetlicą”.
kierezja albo karazja — sukmana granatowa z czerwonymi wyłogami i szerokim kołnierzem, ozdobionym haftami i błyszczącymi blaszkami, opadającym nisko na plecy; kierezja i rogatywka czerwona, „krakuska”, należały do szczególnie charakterystycznych składników chłopskiego stroju spod Krakowa.
kaftan — noszony pod sukmaną (kierezja) żupanik z rękawami, granatowy na czerwonej podszewce, naszywany frędzlami i metalowymi guziczkami.
kabat — wcięta w pasie kurtka czerwona albo jasnobłękitna, z dwiema fałdami z tyłu, niekiedy naszywana.
krzew otulony w słomę — tzw. chochoł albo chachoł; motyw u Wyspiańskiego powtarzający się; występuje np. w obrazie (pastelu) Chochoły już w 1898 r., także w Nocy listopadowej (1904) mowa jest o „krzewach w słomianej uwięzi”. Słownik języka polskiego, tzw. warszawski, z 1900 r. objaśniał, podając formy oboczne: chochoł, chachoł etc.: „a) wierzch spiczasto okrągły, wierzchołek spiczasto wypukły […]; b) najwyższy snop w mendlu […] (snop rozczapierzony i opuszczony w okap, niby daszek); c) snopek przykrywający ul […]; c) okrycie słomiane, używane przez pasterzy w polu” i inne. Znaczenie, w jakim wyrazu używa Wyspiański, było, jak się okazuje, opracowującym Słownik (przed Weselem) nieznane.
świeczniki żydowskie — siedmioramienne o charakterystycznym kształcie; świece w nich zapalali Żydzi w świąteczny wieczór piątkowy (przed szabatem); z uwagi na piękny kształt przyjęły się również poza środowiskiem żydowskim.
Matejkowski „Wernyhora” — obraz Jana Matejki z 1883 r.; według relacji świadków jego reprodukcja wisiała w domu Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach Małych. Wernyhora to legendarna (lub na pół legendarna) postać Kozaka–wróżbity, którego przepowiednie miały się spełnić w drugiej połowie XVIII i w początkach XIX wieku. Wróżby Wernyhory łączono z dalszymi losami Polski i Ukrainy, widząc w nim w szczególności proroka „zmartwychwstania” Polski i rzecznika pojednania między narodami obu krajów. Postać Wernyhory zyskała dużą popularność w literaturze romantycznej — u S. Goszczyńskiego, L. Siemieńskiego, M. Czajkowskiego, J. Słowackiego. Sen srebrny Salomei z występującą w nim postacią Wernyhory grano właśnie w teatrze krakowskim w 1900 roku (premiera 24 marca). Sam Wyspiański pisał (nieukończony) rapsod Wernyhora począwszy od kwietnia 1900 r. i rysował jego postać (projekty witraża).
Matejkowskie „Racławice” — obraz J. Matejki Kościuszko pod Racławicami (dziś w Muzeum Narodowym w Krakowie), przedstawiający znany moment powitania „naczelnika w sukmanie” przez podkrakowskich kosynierów z Bartoszem Głowackim po zdobyciu przez nich rosyjskich armat. Motyw ten, popularny i nasycony treścią ideową w XIX w., był przedmiotem poematu T. Lenartowicza Bitwa racławicka (1858) i później sztuki W. L. Anczyca Kościuszko pod Racławicami.
empire (fr.) — styl cesarstwa; styl architektury, mebli itp., rozwinięty najpierw we Francji na początku XIX w., właśnie za cesarstwa Napoleona I, nawiązywał do form sztuki Rzymu cezarów. W meblarstwie charakterystyczne były formy proste, przejrzyste, ozdoby z brązu.
alabastrowe kolumienki — „klasyczne” kolumienki należały do znamiennych elementów konstrukcji zegarów w stylu cesarstwa; alabaster — biały marmur, prześwietlony, jakby przejrzysty.
skrzynia […] malowana — takie skrzynie były sprzętami znajdującymi się w niemal każdym podkrakowskim domu, należąc do wyprawy ślubnej; były barwne, malowane głównie w stylizowane kwiaty.
obraz Matki Boskiej Częstochowskiej — kopia obrazu z Jasnej Góry w Częstochowie. Wyspiański sam namalował sobie szkic tego obrazu dla potrzeb scenografii Wesela (lecz na scenie zawieszono jego specjalnie przygotowaną kopię).
Czepiec — jedna z postaci, mających — wraz z nazwiskiem — prawzór w rzeczywistości. Błażej Czepiec, wówczas pisarz gminny w Bronowicach, był starostą weselnym na weselu L. Rydla. Oczywiście, jak i w innych wypadkach, postać w dramacie Wyspiańskiego nie jest odtworzeniem osoby rzeczywistej, lecz konstrukcją o określonej funkcji w kompozycji utworu.
Chińcyki trzymają się […] — jesienią 1899 r. wybuchło w Chinach tzw. powstanie bokserów, skierowane przeciw cudzoziemcom, właściwie przeciw imperialistycznej dominacji mocarstw europejskich na obszarach „Cesarstwa Nieba”. Interwencja wojskowa w 1901 r. tych państw (między nimi również monarchii Austro–Węgier) doprowadziła do stłumienia ruchu rewolucyjno–niepodległościowego i do zwiększenia zależności Chin od mocarstw. Z końcem 1900 roku — a w Weselu „rzecz dzieje się w roku tysiąc dziewięćsetnym” — rząd chiński jeszcze opierał się ich naciskowi, kiedy spotkał się z żądaniem krwawych represji na powstańcach. Pytanie Czepca ma zatem treść najzupełniej aktualną.
w Japonii; jak była wojna — w latach 1894–1895 toczyła się wojna japońsko–chińska; państwa europejskie wysłały tam również swoje oddziały wojskowe dla zabezpieczenia własnych interesów.
wieś zaciszna […] wieś spokojna — zapewne, mimo woli Dziennikarza, ironiczna parafraza słów Panny XII z Pieśni świętojańskiej o sobótce J. Kochanowskiego „Wsi spokojna, wsi wesoła, Który głos twej chwale zdoła?”. Czepiec tłumaczy sobie zdanie Dziennikarza lękiem przed „ruchem” mas chłopskich (por. wiersz następny).
Głowacki — Wojciech Głowacki (ok. 1758–1794), inaczej Bartosz, Bartos, bohater kościuszkowskiego powstania, chłop z podkrakowskich Rzędowic. Zbrojny w kosę (osadzoną „na sztorc” na 5–łokciowym drągu) odznaczył się pod Racławicami zdobywając armatę i przyczyniając się do opanowania całej baterii artylerii rosyjskiej, za co od Kościuszki otrzymał stopień oficerski. Zmarł po bitwie pod Szczekocinami wskutek odniesionych w niej ran. W postaci chłopa–kosyniera pozostał Głowacki w tradycji symbolem udziału ludu w walce o niepodległość kraju. Pisali o nim poeci, jak Lenartowicz i Anczyc, przedstawiali go malarze, jak Matejko i W. Kossak.
Lohengrin — bohater z kręgu legend o Graalu, syn Parsifala. Pospieszył z pomocą Elzie z Brabantu na łodzi, którą ciągnął po wodzie łabędź. Spopularyzowała tę postać opera (dramat muzyczny) Ryszarda Wagnera pt. Lohengrin; tam to śpiewa bohater tytułowy słynną — zwłaszcza na przełomie wieków — arię do łabędzia.
pawimi piórami — pękami pawich piór przybierano czerwone rogatywki, „krakuski”; szczególnie zdobne w pawie pióra i długie, powiewające wstążki, białe i czerwone, były czapki drużbów weselnych.
Pochwalony — zwyczajowy skrót tradycyjnego powitania „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, tu połączony charakterystycznie z „miejskim” dobry wieczór państwu.
Radczyni — żona radcy, radnego (m. Krakowa) albo posiadającego ceniony w monarchii austro–węgierskiej tytuł radcy (np. niem. Hofrat — „radca dworu”).
Paź królowej — motyl wielkiej piękności, spotykany w Polsce; tu, oczywiście, żartobliwa gra słów (por. wiersz poprzedni, na tle całego błyskotliwego dialogu).
kolorowa bajecznie — żartobliwie ironiczny (ze strony autora) wyraz zachwytu estetycznego „barwnością” ludu, niemal przytoczenie tytułu powieści Sewera Bajecznie kolorowa, której wątku użyczyło małżeństwo Włodzimierza Tetmajera z Anną Mikołajczykówną.
z tą koroną — chodzi tu o wieniec ślubny panny młodej: „jakby jakaś mitra wysoka, upleciona z trzęsideł złocistych i z błyskotek, z kolorowych paciorków i wstążek” (z listu L. Rydla do Vondračka).
zapaseczka — zapaska, w stroju chłopek była zarazem fartuchem i pelerynką, zależnie od uwiązania.
Sfinks — mitol. istota o ciele lwa i ludzkiej głowie; według mitu greckiego Sfinks stawiał pytania, od których zależał los człowieka: kto nie umiał odpowiedzieć, ginął. Przenośnie — oznacza osobę zagadkową.
Meduza — w mitol. gr. jedna z trzech sióstr Gorgon, miała na głowie węże zamiast włosów, a jej wzrok mógł przemienić w kamień tego, kto na nią spojrzał. Przenośnie — osoba wzbudzająca lęk (tu żartobliwie).
Psyche — w mitol. gr. ukochana Erosa, boga miłości, wyobrażana w postaci dziewczyny o skrzydłach motyla, oznaczała też duszę ludzką.
etykieta — kartka z napisem o charakterze stałego zaklasyfikowania do odpowiedniej grupy przedmiotów.
złote runo — w mitol. gr. złote runo owcze, po które do Kolchidy wyprawił się Jazon (wyprawa Argonautów); tu przenośnie — szczęście i dostatek.
Parki — w mitol. rzym. trzy prządki snujące nić ludzkiego życia; jedna z nich, najstarsza, przecinała ją ostatecznie.
to już było — chodzi o chłopomanię charakterystyczną dla okresu romantyzmu, połączoną z hasłami demokratycznymi i narodowymi; fiaska kolejnych powstań osłabiły zapały w tym kierunku.
zna cały Przybyszewski — tzn. wszystkie utwory Przybyszewskiego; ostatnie lata przed Weselem były w Krakowie pod urokiem „przybyszewszczyzny” — stąd dowód na „nowoczesność” panny Racheli.
włosy […] a la Botticelli — fryzura wówczas modna, wzorowana na uczesaniu postaci kobiecych z obrazów włoskiego malarza wczesnorenesansowego, Alessandra (Sandra) Botticellego (1444–1510); włosy były rozdzielone przedziałem na środku głowy, gładkie, spięte z tyłu nisko w węzeł.
arka w powodzi — biblijna arka Noego, statek, na którym podczas potopu uratował on wraz z sobą rodzinę i przedstawicieli gatunków zwierząt.
Bellerofon — w mit. gr. heros, który dosiadłszy skrzydlatego konia, Pegaza, walczył z Chimerą, a także dokonał zemsty na Antei, zrzucając ją z konia do morza. Kiedy próbował wzlecieć na Olimp, Zeus strącił go jednak z Pegaza.
Galatea — w mit. gr. boginka morska, córka Nereusa (Nereida). Słynny obraz Rafaela przedstawia Triumf Galatei.
Limfa — tj. człowiek limfatyczny, „bezkrwisty”; tu — w znaczeniu szczególniejszym: „nie indywidualista”.
miłość wolna — swobodny związek, wolny od „przesądów”, poza przyjętymi w społeczeństwie „uświęconymi” normami; hasło „wolnej miłości” było bardzo modne na przełomie wieków XIX i XX.
żarna — urządzenie do mielenia ziarna, składające się z dwu okrągłych płaskich kamieni. Te skojarzenia byłyby znamienne dla L. Rydla jako autora Zaczarowanego koła, gdzie motyw młyna odgrywa znaczną rolę.
kantyczki — zbiór polskich pieśni nabożnych, katolickich, śpiewanych na Boże Narodzenie (ale bywają i na inne okresy roku kościelnego).
bohater w zbrojej — bohater w zbroi, rycerz; w postaci Zawiszy Czarnego objawi się Poecie w akcie II. Kazimierz Przerwa–Tetmajer pisał w 1900 r. poemat dramatyczny Zawisza Czarny, który teatr krakowski wystawił w lutym 1901 r.
qui amat (łac.) — który kocha; w IV Serii Poezyj K. Tetmajera (1900 r.) znajdował się cykl wierszy pt. Qui amant.
zaklęty, u źródła stoi (…) — zarysowany tu obraz poetycki odpowiada obrazowi pędzla Jacka Malczewskiego Rycerz u studni. Zwrócił na to uwagę już sam Wyspiański, który przesłał Malczewskiemu egzemplarz Wesela z zakreślonym tym właśnie fragmentem. Motyw „zatrutej studni” występuje często u tego znakomitego malarza, współczesnego Wyspiańskiemu, w funkcji symbolicznej. Cykl reprodukcji obrazów z tym motywem, pt. Zatruta studnia, ukaże się w r. 1906 z poetyckim komentarzem L. Rydla.
króla Piasta — Wyspiański pisał w latach 1900–1902 nieukończony rapsod (poemat) Piast. Do podania o Piaście nawiązywali już romantycy, wiążący tak odległą przeszłość, jak i przyszłość Polski z mitem ludu–narodu, z rolą chłopów w historii. Rzecz charakterystyczna, jedno ze stronnictw ludowych w I poł. XX w. przyjmie właśnie nazwę „Piast”.
jakby kiedy co do czego — pierwsza wyraźna aluzja do gotowości chłopów do walki („kosy wissom nad boiskiem”) z nawiązaniem do tradycji „kosynierów spod Racławic”. Zaraz dalsze fragmenty przynoszą prozaiczną wersję osadzającą tradycję i mit w codziennych realiach („było, jak go huknę w pysk”…)
było przy wyborze — podczas wyborów do parlamentu Austro–Węgier w 1900 r., poprzedzonych agitacją i ostrą walką wyborczą. Jednym z kandydatów w okręgu krakowskim (w tzw. V kurii, obejmującej m. in. chłopów) był działacz chłopski Franciszek Ptak z Bieńczyc, który jednak w tych wyborach przegrał z Ignacym Daszyńskim, słynnym potem „trybunem robotniczym” (z PPS), ale wszedł do sejmu krajowego (we Lwowie), chociaż dopiero w 1909 r.
sokolski dwór — budynek towarzystwa gimnastycznego „Sokół” — zresztą o szerszych ambicjach i osiągnięciach polityczno–wychowawczych — w Krakowie przy drodze w stronę Woli Justowskiej (dziś ul. J. Piłsudskiego).
żurawiec — neol. od: żuraw, ptak czujny, lecz wędrowny („zlatam, jak się ma na lato”); w tu użytym sensie metaforycznym: bywający gościem w ojczyźnie (jak Tetmajer i wielu naówczas artystów odbywających częste podróże, zwłaszcza na zachód i południe Europy).
kalenica — zwieńczenie strzechy, umocnione drewnianymi kozłami; do niedawna często znajdowały się tam gniazda bocianie (stąd obraz w metaforze Poety).
jak w cmentarzu Ruisdala — na obrazie Jakuba van Ruisdaela z XVII w., znakomitego pejzażysty holenderskiego (wspomina o nim Hrabia w Panu Tadeuszu), pt. Cmentarz żydowski, krzewi się bujna roślinność pośród rozburzonych grobowców i ruin budowli w tle.
krew, rzezańce — pierwsze przypomnienie tzw. „rzezi tarnowskiej” („rabacji”) z 1846 roku, kiedy chłopi niektórych rejonów Galicji (Tarnowskie, Jasielskie) dokonali samosądu na szlacheckich mieszkańcach dworów. Niechęć o podłożu klasowym została celowo rozniecona przez administrację austriacką dla stłumienia przygotowywanego właśnie powstania narodowego. Jedną z pośrednich ofiar wielkiej prowokacji stał się radykalny ludoman i patriota, Edward Dembowski.
pohańce — etym.: poganie, tu jako określenie pejoratywne; Ojciec nie chce pamiętać o krwawej rozprawie sprzed ponad półwiecza.
Widziadło kroczy — uosobienie „pomoru”, tyfusu głodowego i cholery, który pochłonął ogromne ilości ofiar w Galicji w latach następujących po „rabacji” (1847 – 1849). Dopatrywano się w tym „kary bożej”, zesłanej na lud. Na tle tych wydarzeń osnuł swą powieść Pomór Władysław Orkan.
w czas zapust — podczas karnawału; krwawa akcja chłopska rozpoczęła się w połowie lutego (z 20 na 21), więc w czas „zapust”; stąd też jej popularna nazwa: „krwawe zapusty”.
jeden Sas, a drugi w las — parafraza zdania przysłowiowego (z XVIII w.) „Jeden do Sasa, drugi do Lasa” (Leszczyńskiego): każdy w inną stronę potem pociągnie.
arendarz — dzierżawca, w szczególności dzierżawca karczmy, z reguły był nim w XIX w. Żyd. Tu jednak drastyczne i paradoksalne są interesy łączące arendarza z Księdzem.
mego dziadka piłą rżnęli — aluzja do losu m.in. osób z rodzin Rydlów i Tetmajerów, które poniosły śmierć lub ciężko ucierpiały podczas „krwawych zapust” z lutego 1846 r. Należy zaznaczyć, że zgodnie z intrygą prowokatorów — rzeczników administracji austriackiej — w szczególnie wysokim stopniu wydarzenia te dotknęły patriotyczny i demokratyczny odłam szlachty, gromadzącej się po niektórych dworach dla potrzeb konspiracji politycznej (szykowano powstanie, wybuchło ono i chwilowo zwyciężyło w Krakowie).
Kurdesz — jedna z nazw (pochodzenia tureckiego) popularnej w Polsce w XVIII w. pieśni biesiadnej. F. Bohomolec napisał tekst z refrenem „Kurdesz, kurdesz nad kurdeszami”. Według Boya, miała to być ulubiona piosenka Włodzimierza Tetmajera.
Albośmy to jacy, tacy — początek znanego „krakowiaka”; Jasiek z Kasprem zapewne intonują tę piosenkę.
Zdobyłem se pawich piór — popularne odtąd słowa z Wesela do dawnej piosenki ludowej, niegdyś pieśni żołnierskiej: Pod Krakowem czarny las, Pytała się Kasia O swojego Jasia, Czy powróci z wojny wraz… Melodię tę wskazał Wyspiański dołączając do wydania zapis nutowy jako „Motyw muzyki wiejskiej, kończący akt III”.
z obrazu Bern–Dżonsa — popularność znaczną zdobyły z końcem XIX wieku obrazy angielskiego malarza Edwarda Burne–Jonesa (1833–1898), współtwórcy stylu nawiązującego do włoskiego malarstwa wczesnorenesansowego (stąd nazwa prerafaelici). Znamienne dla jego obrazów były idealizowane postacie kobiece, wiotkie i eteryczne, częste motywy kwiatowe, nastrój melancholijny, kompozycja o cechach dekoracyjnych.
pour passer le temps (fr.) — dla zabicia czasu. K. Tetmajer napisał oktawą poemat Pour passer le temps (Poezje, Seria III, 1898 r.).
wciórności (gw.) — diabli (właściwie: wciornostki od: wciornostek — diabeł), użyte jako przekleństwo (bodaj to wciórności! — bodaj to diabli!), tu: zło, zły los.
cepiny (gw.) — czepiny, oczepiny: główna część obrzędu weselnego, polegająca na zdjęciu pannie młodej wieńca, a nałożeniu czepca, oznaki mężatki. Odbywały się około północy, towarzyszyły im obrzędowe pieśni, potem weselnicy ze świecami obchodzili „młodą” dokoła (por.: „to pódzies w kółecko”).
Wynocha, paralusie! — przekleństwo lud.; zwykle: „do paralusa” (lub „do palarusa”) — do diabła. Właściwie: paralus — paraliż („Bodaj cie paralus naruszył”).
ale nie nase, Marysiu — podobnie jak dalsza: „Pilnuj, parobku, koni”, piosenki ludowe, dziś nieznane i o niezidentyfikowanej melodii; trzecia: „Pójdze, Maryś, po niewoli” rzeczywista piosenka ludowa spod Krakowa.
Stańczyk — nadworny błazen (trefniś) trzech ostatnich Jagiellonów, wcześnie już wsławiony ostrym i trafnym dowcipem w tradycji rósł w znaczenie jako bystry a odważny mędrzec zatroskany o los Polski. Postać jego malował kilka razy Matejko, m.in. na obrazie Hołd pruski, wcześniej: Stańczyk (na dworze królowej Bony). Tu chodzi zapewne o ten obraz. Podobno reprodukcja Stańczyka Matejki wisiała nad biurkiem Starzewskiego w redakcji »Czasu«. — Postacią Stańczyka dla własnych celów politycznych posłużyli się twórcy obozu konserwatystów krakowskich — J. Szujski, S. Tarnowski, S. Koźmian, L. Wodzicki — pisząc Tekę Stańczyka, opublikowany w 1869 r. pamflet na dążności niepodległościowe, powstańcze i demokratyczne, w duchu zachowawczym. Stąd nazywano konserwatystów galicyjskich „stańczykami”; »Czas« był ich organem.
już był usiadł [Stańczyk] — tak siedzi Stańczyk przedstawiony na obrazach Matejki: Stańczyk (na dworze królowej Bony) z 1862, Dzwon Zygmuntowski, Zygmunt I słuchający dzwonu „Zygmunta”, Hołd pruski (1882), jak również na nieukończonych zachowanych szkicach. Aktor Kamiński, grając tę rolę na pierwszych przedstawieniach Wesela w Krakowie, ucharakteryzował się i przyjął pozę gorzko zadumanego Stańczyka z pierwszego z wymienionych obrazów.
hajduk (węg.) — w wojsku polskim XVI i XVII w. szeregowiec piechoty węgierskiej, z czasem — służba nadworna ubrana z węgierska; tu w znaczeniu przenośnym.
Typ polskiej spuścizny romantycznej, w który jest wymierzona krytyka zawarta w scenie dialogu Dziennikarza ze Stańczykiem — to przede wszystkim romantyzm, któremu patronuje Zygmunt Krasiński. Wymieniając najważniejsze piętnowane tu cechy, zbieżne z postawą ideową Krasińskiego, należy zwrócić uwagę na: jego konserwatywną politykę powstrzymywania Polaków od działań, które potencjalnie mogłyby przekształcić się w rozruchy godzące w niesprawiedliwą strukturę społeczną w kraju, podnoszące antagonizm interesów szlachty i chłopstwa („usypiam brata mego”, ubolewanie nad rozbratem „duszy z ciałem”), naznaczone bezsilnością odwoływanie się do idei Woli i Czynu, przy jednoczesnym kierowaniu uczuć patriotycznych ku obrzędowości pogrzebowo–żałobnej (motyw śmierci ojczyzny–Matki; tradycja mszy patriotycznych), a wreszcie tony melancholijne (Dziennikarz mówi: „wolałbym już stokroć razy policzone dni niż ten bieg”; por. M. Bieńczyk, Czarny człowiek. Krasiński wobec śmierci, Gdańsk 2001), katastroficzne (pragnienie kresu, nieszczęścia) i dekadenckie (charakterystyczne dla Krasińskiego poczucie postawienia nad otchłanią znajduje tu oddźwięk w słowach Dziennikarza: „Nad przepaścią stoję” itd., a jednocześnie łączy romantyka z postawami twórców żyjących na przełomie XIX i XX wieku; por.Jarosław Włodarczyk, „Z rozłamów wielkiego ducha”. O młodopolskiej recepcji Krasińskiego, Kraków 2002).
tram — stp. belka; tu przetworzenie zwrotu z Biblii (Nowego Testamentu): „Widzisz trzaskę w oku brata swego, tramu w oku swoim nie obaczysz” (w przekł. ks. Wujka).
Wina ojca idzie w syna — tu również można dostrzec motyw, który z pism Krasińskiego zaczerpnął Szujski, współtwórca krytycznej szkoły historycznej krakowskiej. Szujski opublikował pełen patriotycznej goryczy list Krasińskiego do ojca pisany z Florencji 26 stycznia 1836 r., w którym padają m.in. słowa: „Strasznymi bywają zapisy czynione przez przodków: zdrowie, choroba — materialnie, radość, smutek — moralnie, i jeszcze kara lub chwała. My w testamencie dostali tylko wypłatę długów”.
ręka, co przeklęta, była swoja — chodzi tu o zdrajców sprawy narodu w okresie rozbiorów, o sprzedawczyków na żołdzie mocarstw rozbiorowych, zwłaszcza Rosji.
Rozbrat wieczny duszy z ciałem — jest to dość wyraźna aluzja do słów z Psalmu miłości Zygmunta Krasińskiego (z powodów politycznych promowanego na najważniejszego z polskich wieszczów romantycznych przez St. Tarnowskiego, jednej z ważnych postaci wśród krakowskich stańczyków): „Z szlachtą polską polski Lud. Dusza żywa z żywem ciałem Zespojone świętym szałem; Z tego ślubu jeden Duch, Wielki naród polski sam, Jedna wola, jeden ruch (…)”. Konserwatywny projekt „zbawienia” ojczyzny oceniony został w dramacie Wyspiańskiego jako niemożliwy do zrealizowania z powodu duchowej niemocy cechującej szlachtę — klasę, na którą Krasiński wskazywał jednoznacznie jako na jedyną predystynowaną do roli przywódczej w Polsce.
szata krwawa Dejaniry — Dejanira, żona Heraklesa, dowiedziawszy się o jego zdradzie, przesłała mu szatę przesyconą krwią centaura Nessosa, która wżarła się w ciało Heraklesa, sprawiając straszne bóle. Dejanira, zrozpaczona tym, popełniła samobójstwo. Stała się symbolem cierpienia bez nadziei ratunku. Słowacki zwracał się w Grobie Agamemnona do Polski: „Zrzuć do ostatka te płachty ohydne, Tę Dejaniry palącą koszulę”.
Zygmunt, Zygmunt — dzwon „Zygmunt” zawieszono na wieży katedry wawelskiej za Zygmunta Starego. Narracja Stańczyka odtwarza sytuacje, które Matejko odmalował w swych obrazach — zrazu Dzwon Zygmuntowski, potem Zygmunt I słuchający dzwonu Zygmunta.
on nam tętni dziś, jak grzebiemy — majestatyczny dźwięk dzwonu „Zygmunta” rozbrzmiewał podczas większych uroczystości, także pogrzebów, z których Kraków już wówczas słynął. W końcu XIX wieku chowano uroczyście Kraszewskiego, Mickiewicza, Lenartowicza, Matejkę, Asnyka (na Wawelu lub na Skałce). Głosiciel triumfów w XVI w., stał się wówczas głównie dzwonem żałoby.
dzwon(…) o pękniętym sercu: nasz ton — jest to jednocześnie ton patriotyzmu szczególnie uwznioślany przez Z. Krasińskiego: celebrujący powagę żałoby narodowej, narodowego nieszczęścia spowodowanego przez zabory.
Byś serce moje rozkroił […] — parafraza słów Stanisława Orzechowskiego z XVI w.: „Byś serce moje rozkroił, nie nalazłbyś w nim nic innego, jedno to słowo: zginiemy” (Quincunx).
Fata nas pędzą — Łukasz Górnicki (XVI w.) pisał: „Sądy Boże pędzą nas, jako wiatry na morzu okręt, a co wiedzieć, jeśli ku portowi czy ku zginieniu” (Rozmowa o elekcji). Słowa Stańczyka są stylizowane na wzór wypowiedzi współczesnych autentycznemu „błaznowi” ostatnich Jagiellonów.
Piekło wiem gorsze niż Dante — aluzja do Piekła (Inferno), części Boskiej komedii Dantego (XIII–XIV w.)
Żyję w Piekle — to stwierdzenie również można odnieść do twórczości i ideologii Z. Krasińskiego jako autora Nie–Boskiej komedii. Rzeczywistość ziemską, szczególnie zaś polityczną uważał on za piekielną.
Niechby się raz wszystko spali — niechby się spaliło. Tu oryginalna składnia — por. również dalsze wiersze (w. 382: „niechajby się raz wszystko spali”).
polskie posty dusz do polskich świętych — nie chodzi tu o autentycznych świętych, lecz raczej o rozpowszechniony wówczas kult „wieszczów”, stosowane wobec nich (w szczególności A. Mickiewicza) „brązownictwo”, z podkreślaniem i rozwijaniem elementów mistycznych (towianizm). Być może jest tu aluzja do działalności Wincentego Lutosławskiego, który nawiązywał do mesjanizmu romantycznego i głosił odrodzenie duchowe poprzez rodzaj ascezy i kult „wieszczów”.
tęczowe mosty czułości nad pustką — można odnieść to zdanie do postaci Irydiona, którego imię pochodzi od Iris — tęczy, w mitol. gr. posłanki bogów. Irydion miał być uosobieniem myśli, że miłość ojczyzny przynosi zbawienie. Również następna wzmianka o „malowankach częstochowskich” nawiązuje do stylu poezji patriotycznej Z. Krasińskiego, mianowicie Psalmów przyszłości.
malowanki Częstochowskie — banalne, odpustowe reprodukcje „obrazów świętych”; por. określenie „rymy częstochowskie”, wiersze prymitywne.
Tragediante… Commediante (wł.) — aktor tragiczny, komediant; ta błyskawiczna wymiana epitetów powtarza „dialog” pomiędzy cesarzem Napoleonem I a uwięzionym przez niego papieżem Piusem VII.
błazeńska laska — godło błazna, zazwyczaj z dzwoneczkami. Komentatorzy zwracają uwagę, że Matejko w obrazie Stańczyk (na dworze królowej Bony) dał mu laseczkę z główką w kapturze z oślimi uszami i z dzwoneczkami, takim, jaki on sam miał na głowie.
kaduceus (z łac.) — laska Hermesa, przewodnika dusz zmarłych w ich drodze do Hadesu, także jako herolda i posła Zeusa, również boga handlu. Laseczka Hermesa, w oplocie dwóch wężów, była skrzydlata. Tu ironicznie — jako symbol przewodnictwa ideowego, politycznego. Komentatorzy zwracają uwagę na później powstały portret R. Starzewskiego pędzla Jacka Malczewskiego — z kaduceuszem uwieńczonym główką S. Koźmiana, jednego z przywódców krakowskich „stańczyków”.
wlałeś jad goryczny — Dziennikarz, na którego gorzki sąd o przeszłości i o przyszłości narodu wpłynęli „stańczycy”, teraz oskarża o to ich rzekomego patrona.
uderzyłeś błazna ton — jest to wyjątkowo dotkliwa krytyka; Z. Krasiński, zanim porzucił wszelką krytykę szlacheckiej przeszłości, pisał o Polskiej historii i winach Polaków: „U nas było ogromne nic. Ni cnota, ni niegodziwość, ale mezzo termino: błazeństwo. Ni sroga tragedia, ni idylla niewinna, ale mezzo termino: farsa. I tak leżąc na kożuchu, pijąc małmazję i piwo, trefnując dziwnie krotofilnie — zeszliśmy do grobu. (…) O, ze śmiechu, który niegdyś rozlegał się po Polszcze całej, została nam tylko za wczesna starość. Polska lat pięćset się śmiała gardłem całym i komiczną była —– przez kompensacją my dziś płaczem i czujem nieco tragiczniej!” (list do ojca z 26.I.1836). Skazą na kulturze polskiej, która dręczyła Krasińskiego był brak przejęcia się jakąkolwiek ideą, brak wzniosłości, pozostawiający ziejącą nicością pustkę, którą zasłania się błazenadą, cyrkiem, klownadą, operetką, kabaretem. „Uhonorowanie” Dziennikarza, który jest spadkobiercą tej rzewnej tradycji — laską błazeńską — jest jednoznaczne ze stwierdzeniem, że samo ubolewanie oraz płacz nad utraconą wielkością i wzniosłością nie wystarczy, zaś w dalszych konsekwencjach prowadzi do samoośmieszenia.
Młodości! wyrwi mię — odległa i jakby odwrócona parafraza apostrofy z Ody do młodości Mickiewicza.
konwenansowe szpangi — kajdany, więzy konwenansu, utartej i przyjętej formy bycia w sensie towarzyskim lub obyczajowo–moralnym.
po ścianach złożone pałasze […] — w opisie dekoracji wskazał autor: ponad sofą „złożone w krzyż szable”, „ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego Wernyhory i litograficzne odbicie Matejkowskich Racławic”.
Rycerz — dalszy tekst ujawnia cechy, kojarzące go z historycznym Zawiszą Czarnym z Garbowa, który m.in. walczył pod Grunwaldem („Grunwald, miecze, król Jagiełło”), pozostał w tradycji jako symbol „rycerza niezłomnego”. Kazimierz Tetmajer był autorem „fantazji dramatycznej” Zawisza Czarny, którą wystawiono w teatrze krakowskim sześć tygodni przed premierą Wesela.
panie Branecki — Branicki lub Branecki Franciszek Ksawery (ok. 1730–1819), hetman wielki koronny, współtwórca konfederacji targowickiej wraz z Sewerynem Rzewuskim i Szczęsnym Potockim; podczas powstania kościuszkowskiego zaocznie skazany na śmierć jako sprzedawczyk i zdrajca narodu.
sztab moskieski — Hetman wykupuje się diabłom pieniędzmi, jakie sam brał od carycy Katarzyny II. „Chór” występuje w roli diabłów–oficerów rosyjskich (tak też ucharakteryzowani byli grający te role aktorzy w przedstawieniu krakowskim). Obraz cały wystylizowany na wzór Widma (Doktora) z Dziadów cz. III (z epilogu).
Wojewoda — w baśni dramatycznej L. Rydla Zaczarowane koło Wojewoda, jedna z głównych postaci, zapisawszy duszę diabłu dla zdobycia buławy hetmańskiej, na koniec musi mu ją oddać. Stąd analogia między Hetmanem a Wojewodą.
kmotr — kumoter, kum, druh; F. K. Branickiego łączyła w latach młodości przyjaźń ze Stanisławem Augustem. Później stał się jednak przeciwnikiem króla.
do bękartów Carycy iść — Branicki ożenił się z Aleksandrą Engelhardtówną, naturalną córką carycy Katarzyny II.
Upiór — to zjawa Jakuba Szeli; ukazuje się ona Dziadowi, który niedawno uparcie wracał do myśli o „krwawych zapustach”, drażniąc ojca panny młodej, co wydał córki za „panów” z miasta. Jakub Szela (1737–1866), chłop ze Smarzowej niedaleko Tarnowa, stanął 20 lutego 1846 r. w Tarnowskicm Jasielskiem na czele żywiołowego „poruszenia chłopskiego” przeciw szlachcie, sprowokowanego przez administrację austriacką w Galicji dla rozbicia przygotowań do powstania narodowego. Później władze austriackie stłumiły chłopski sprzeciw wobec powrotu do pańszczyzny, a sam Szela musiał przenieść się z Galicji (w 1848 r.) na Bukowinę, gdzie otrzymał 30-morgową posiadłość od rządu cesarskiego, ale pozostawał pod nadzorem policyjnym.
w orderach chodzę — po pacyfikacji wsi, przeprowadzonej przez administrację cesarską latem 1846 r., władze rozdały nagrody gromadom chłopskim zasłużonym w rozgromieniu szlachty gotującej się do powstania; oprócz nagród pieniężnych administracja rozdała również medale („ordery”). Legenda przyznała szczególny medal honorowy Szeli właśnie, choć nie odpowiadało to rzeczywistości: chłopski prowodyr nadawał się do usunięcia z okolicy, w której był działał, więc i przeniesiono go na wschód, na wówczas austriacką Bukowinę.
A jak będzie słońce i pogoda — piosenka ludowa, popularna w kręgach ówczesnych krakowskich artystów. Pierwsza strofka w całości: „A jak będzie słońce i pogoda, słońce i pogoda, Pójdziemy se razem do ogroda. Będziemy se fijołecki smykać, fijołecki smykać. Będziemy se ku sobie pomykać”.
Walküra — Walkiria; w mitol. germ. dziewice kierujące z woli boga Odyna losami bitew; miały odprowadzać cienie poległych do Walhalli i podawać pierwsze czasze niebiańskiego napoju. Przebywały na szczytach gór, pędziły w chmurach na rumakach. Spopularyzowała je opera Wagnera Die Walküre; Walkirie pędzą w niej na szczyty górskie (słynny „galop Walkirii”).
dziady z Kalwaryje — Kalwaria Zebrzydowska, na południe od Krakowa, była słynnym miejscem odpustowym (15 sierpnia), gdzie też schodzili się liczni żebracy, dziadowie–lirnicy, korzystający z ogromnego nagromadzenia wiernych, nawet z odległych stron.
Wernyhora — por. objaśnienie Dekoracji na pocz. aktu I. Charakterystyczne jest tu pojawienie się Wernyhory jako „Polaka”, więc w stroju „polskim”, zapewne szlacheckim, wita wszakże Gospodarza na sposób ukraiński: sława.
Przypominasz krwawe łuny — aluzja do tzw. „koliszczyzny”, krwawego buntu chłopów ukraińskich przeciw polskiej szlachcie w 1763 r. Postać Wernyhory zjawia się na tle tych właśnie historycznych wydarzeń; na takim też tle ukazuje go Słowacki w Śnie srebrnym Salomei. Tam poeta każe mu opowiadać, iż porwie go „piekielny, biały rumak” z „lirą grającą u siodła”, ale że wróci, kiedy Polska będzie trupem; na dźwięk liry trup Polski powstanie. Przed Weselem, a nawet przed weselem Rydla, pisał Wyspiański rapsod pt. Wernyhora.
Pan–Dziad z lirą — tak właśnie zjawia się Wernyhora w Śnie srebrnym Salomei, z lirą, w płaszczu dziadowskim (tu jest jednak w typowym „stroju polskim”). Księżniczka mówi u Słowackiego: „Ten koń, z lirą grającą u siodła, I z dumkarzem zapomnianym […]”. Wernyhora zaś zapowiada: „Aż kiedyś — gdy na godzinie Stanie miesiąc o północy, To koń znowu z siodła skinie Mego ducha na kurhany, Taj znów zagra dziad z powagą […]”.
Roześlesz wici przed świtem — za pomocą wici przekazywano w dawnej Polsce rozporządzenia królewskie, w szczególności zaś zwoływano tak pospolite ruszenie na wojnę (na wici, długim kiju, umieszczano „listy”, tj. zarządzenia, i przekazywano coraz dalej, jakby sztafetą).
ryngraf — wypukła, srebrna lub złota blaszka, zwykle z wyrytym lub malowanym wizerunkiem Matki Boskiej. Niegdyś, zawieszona na szyi, z wyobrażeniem orła polskiego, oznaczała oficera będącego na służbie.
kur — kogut; nocne pianie koguta miewało w mitologii ludowej (nie jedynie zresztą) znaczenie magiczne, w szczególności trzecie, nad ranem.
delia — należący do stp. stroju szlachty wierzchni ubiór męski, narzucany na żupan, podbity futrem i z futrzanym kołnierzem, przeważnie barwny.
zbili — lud. zbilić, zbylić: pamiętać, pomyśleć o czymś, tu: ani zbili — w jakimś innym sensie, dziś mętnym (jak cała przemowa Gospodarza); może: niewątpliwie lub tp.
Goście: w I wydaniu dokładniej — Goście z miasta, do nich to zwraca się Gospodarz (”Wy się wynudzicie w mieście”…)
Nastrój?… — słowa zwrócone przeciw poszukiwaniu „nastrojów”, znamiennych dla sztuki modernistycznej (Stimmung), ale tu raczej dla modnej wówczas postawy, podporządkowującej zachowanie się zmiennym, lecz przeważnie posępnym lub marzycielskim nastrojom, odpowiadającym pesymizmowi w poglądzie na świat.
evviva l'arte (wł.) — niech żyje sztuka. Przybliżony cytat z wiersza K. Tetmajera Evviva l'arte z Poezyj, Serii II (1894): „i chociaż życie nasze nic niewarte: evviva l'arte!” Wiersz ten, głosząc hasło „sztuki dla sztuki”, stał się bez mała programową deklaracją polskich modernistów.
kult Bachusa i Astarte — Bachus w mitol. rzymsk. bóg wina; Astarte — babilońska i fenicka bogini miłości (także wojny, księżyca, niebios).
Chopin gdyby jeszcze żył […] —- w bełkotliwych wynurzeniach pijanego Nosa komentatorzy dosłuchiwali się echa deklaracyj S. Przybyszewskiego, jego fascynacji muzyką Chopina (którego kompozycje grywał podczas pijatyk w gronie cyganerii). W samej postaci Nosa odnajdywano uosobienie „przybyszewszczyzny” krakowskiej. Owo zagadkowe „ram–tam–tam–tam–tam”, które w ustach Nosa zastanawiało może czasem którego z czytelników Wesela, to niewątpliwie nic innego, tylko fraza z Preludium A–dur Chopina, które Przybyszewski godzinami potrafił grywać w chwili największego napięcia, waląc coraz wścieklej, coraz rozpaczliwiej w klawiaturę. I więcej znalazłoby się cech przybyszewszczyzny w Nosie; pewne aktorstwo desperacji, owo „na plan pierwszy wstąpić muszę”, i echa Nad–człowieka: „Bonaparte, ten miał nos” etc. W ten sposób, tą jedną figurą, Wyspiański otwiera — dla wtajemniczonych — okno na cały dwuletni bujny okres krakowskiego i polskiego życia artystycznego. Nos, ten maruder przybyszewszczyzny, odcina się od tego całego Środowiska tragicznie groteskową plamą” — stwierdzał T. Żeleński–Boy (Plotka o „Weselu”, Pisma, t. III, s. 153–154).
Całowałem Morawiankę — zapewne cząstkowa parafraza jakiejś piosenki, może żołnierskiej (Galicja i Czechy z Morawami wchodziły w skład Austrii, łączyła ich mieszkańców często wspólna służba wojskowa).
après nous le déluge (fr.) — dosłownie: po nas potop, „po mojej śmierci niech się dzieje, co chce”, maksyma przypisywana Ludwikowi XV (a raczej powiedziała doń tak pani de Pompadour, chcąc go pocieszyć po klęsce poniesionej pod Rossbach).
gajdus (gw.) — tej formy nie ma w Słowniku gwar polskich J. Karłowicza; gajda — nicpoń, głupiec; gajdziasty — niezgrabny, ociężały.
piniądze tobyś chcioł brać — na zabawie chłopskiej po rzuceniu pieniędzy grajkom można sobie zatańczyć wedle własnej woli (np. na żądaną nutę).
szóstka — wówczas w Galicji dziesięć centów (korona równała się 100 centom), nazwa zaś pozostała po poprzednim systemie monetarnym Austrii. Boy twierdzi, że autentyczny Czepiec miał za złe Wyspiańskiemu, iż kazał mu się targować o tak małą kwotę, jakiej by „porządny” gospodarz nie dawał muzyce (Plotka o „Weselu”).
weźmie szal i przystanie jak Polymnia — Polymnia albo Polihymnia, Muza poezji lirycznej i muzyki, wynalazczyni liry. Przedstawiano ją w pozie pełnej zadumy, często okrytą welonem. Jest rysunek Wyspiańskiego tak właśnie przedstawiający Polihymnię (z 1897 r.).
feleton powieści — felieton, tu: powieść drukowana w odcinkach w gazecie (fr.: roman feuilleton).
że staliście się anieli — nawiązanie do słów z wiersza J. Słowackiego o sile fatalnej jego poezji, która działać będzie: „aż was, zjadacze chleba — w aniołów przerobi” (Testament mój). Wyspiański podejmuje dyskusję z romantyzmem, z uwznioślonym wizerunkiem Polski, Polaków i polskości wykreowanym przez poezję romantyczną. Nadała ona naszemu patriotyzmowi ton trudny do utrzymania; nie wiadomo, co z tym projektowanym patriotycznym „anielstwem” począć, jak mówi Maryna — czyli nie ma sposobu, by je wykorzystać w codziennym życiu i działaniu.
Placówka — zapewne od tytułu powieści Prusa w znaczeniu ważnego stanowiska, służby; tu w intencji ironicznej.
Danaidy — w mit. gr. córki Danaosa skazane na czerpanie wody sitem, zatem na pracę daremną i bez sensu.
siemieniatka (gw.) — krowa maści siemieniatej (siemieniaty — pstry, w cętki lub brunatny, raczej używa się w odniesieniu do kur: siemieniatka — kura pstra).
Jan Stanisławski (1860–1907), objąwszy katedrę pejzażu w krakowskiej ASP, wprowadził metodę studiów plenerowych. Jeden to z najwybitniejszych przedstawicieli impresjonizmu w malarstwie polskim. Malował małe pejzaże liryczne, głównie o motywach ukraińskich (stamtąd pochodził) i podkrakowskich, znakomicie oddając nastrój. Zresztą słowa Pana Młodego świetnie charakteryzują jego „obrazki”.
wyszczezyły [mu] się — znaczenie wyrazu być może w związku z wyr. „wyszczerzać się”, śmiać się.
karazyje — karazja, grube wełniane sukno, z którego szyto chłopskie sukmany, jak również odzież żołnierską.
Dnieje — dialog stanowi krytykę konserwatywnych koncepcji politycznych dotyczących relacji między polskim ludem a szlachtą, poruszanych m.in. w Psalmach przyszłości i Przedświcie, gdzie Krasiński starając się ukoić lęk przed możliwą rzezią szlachty, rewolucją chłopską i w związku z tym rozbratem wewnątrz narodu — postulował ścisły sojusz między tymi dwoma stanami („Jeden tylko, jeden cud: Z szlachtą polską polski lud”). Wykrzyknik Czepca: „Dnieje!!!” stanowi bezpośrednie nawiązanie do tytułu Przedświtu i oznacza świt niepodległości Polski.
wiszar — ziele czepiające się kamieni, skał. Wyraz ten zrobił raczej niespodzianą „karierę” w literaturze modernizmu, w poezji. Wyspiański kpił z tej maniery: „Wiszary”? znany wyraz, powszechnie zużyty, Artur Górski, Miciński karmią się nim co dzień…
wiciny — tu: wici; określenie to oznacza stosowany w dawnej Polsce sposób zwoływania pospolitego ruszenia; początkowo znakiem, że król zwołuje armię były wierzbowe gałązki (witki, wici) rozwożone od dworu do dworu, następnie zastapiły je listy ze stosowną informacją.
kandy — kędy, gdzie. Dom Tetmajera stał na wzniesieniu przy drodze bocznej, prowadzącej ku gościńcowi z Krakowa.
ponad Kraków — ze wzniesienia w Bronowicach roztaczał się widok na cały Kraków wraz z Wawelem na horyzoncie.
manifest pisze — tu, zgodnie z tradycją poezji konfederacji barskiej, Matka Boska jest traktowana niby regimentarz, który pisze i rozsyła manifesty.
Ze skałek — raczej z panewek, na które w broni „skałkowej” sypano proch, a kurek ze „skałką”, tj. krzesiwem, spadając powodował wybuch, wystrzał.
Miałeś, chamie, złoty róg — słowa Wyspiańskiego do melodii ludowej, którą dołączył do tekstu; później „przyjęły się” i słowa jako piosenka rzekomo ludowa.