1. Bóg: 1 2 3 4
  2. Danse macabre: 1
  3. Duch: 1
  4. Grób: 1
  5. Kobieta: 1
  6. Kondycja ludzka: 1 2 3
  7. Krew: 1
  8. Los: 1 2
  9. Miłosierdzie: 1
  10. Modlitwa: 1 2
  11. Obraz świata: 1
  12. Oko: 1 2
  13. Pieniądz: 1
  14. Ptak: 1
  15. Rośliny: 1 2
  16. Serce: 1
  17. Słońce: 1
  18. Śmierć: 1 2
  19. Sobowtór: 1
  20. Starość: 1
  21. Stworzenie: 1
  22. Szatan: 1 2 3 4
  23. Upiór: 1

Spis treści

Jan Kasprowicz Hymny Święty Boże, Święty Mocny!

1O niezgłębione, nieobjęte moce!

Ptak, Oko, SłońceSkrzydłami trzepocę

jak ptak ten nocny,

któremu okiem kazano skrwawionym

5 patrzeć w blask słońca…

Święty Boże! Święty Mocny!

Święty a Nieśmiertelny!…

Krew, Serce, ŚmierćA moje skrzydła plami

krew, która cieknie bez końca

10 z mojego serca…

A oko moje zachodzi mgłą,

która jest skonem

i mego serca i duszy mej!

Niech będzie skonem i Twoim!

15 Święty Boże! Święty Mocny,

Święty a Nieśmiertelny,

zmiłuj się nad nami!

I niechaj łzy,

które o jasnym poranku

20 wiszą na kłosach wypoczętych zbóż

lub szkliwą pianą okrywają kępy

w sen otulonych traw,

zmienią się w głośne skargi

i bez ustanku

25 płyną do Twoich zórz…

Bóg, Stworzenie, SzatanNiechaj rozszarpią na strzępy,

na krwawe szmaty

łuny świtowe, powstałe nad ziemią,

gdzie ból i rozpacz drzemią,

30 ogromne, przez Szatana zapłodnione światy,

a może przez Ciebie,

o Święty, Nieśmiertelny, Święty, Mocny Boże!

Dlaczego moje–li wargi

mają wyrzucać krwawą pieśń?!

35 Płacz ze mną!

Dlaczego sam mam iść w tę przestrzeń ciemną,

choć żar południa pali się w przestworze?…

Dlaczego sam mam wlec się na rozdroże,

ku tym pochyłym krzyżom,

40 którym na czarne ramiona

kracząca siada wrona

i dziobem zmarłe rozsypuje próchno?

Niech głuche żale nie głuchną!…

Idź ze mną!

45Zrzuć z Siebie, Ojcze, nietykalne blaski!

Zgarnij ze Siebie tę bożą,

tę władającą moc, co nad wiekami

nieugaszoną płomienieje zorzą

i światłość daje światom

50 i światy w swoim ogniu na popioły trawi!

Stań się tak lichy, jak ja, i skulony

i, doczesności okryty łachmanem,

wlecz się nieszczęsnym łanem

za kluczem w dal przymgloną ciągnących żurawi,

55 ku cichej, na rozstajach kopanej mogile

zapomnianego człowieka!

Albo w swej całej, wiekuistej sile,

w całej potędze wszechmocnego bytu,

stań przy mym boku

60 i duszę moją rozszerz do Swego bezmiaru

i oczy moje, w smutku zapatrzone strony,

rozewrzyj, królu globów, pełnych żalu,

do nieobjętych orbit,

Kobieta, Los, Starośći wlecz się, wlecz się ze mną na samotne pola,

65 ku tym ostami porosłym przydrożom,

gdzie, kurzem obsypana, ślepa siadła Dola…

A wiatr rozwiewa jej włosy

i żwir jej w puste sypie oczodoły,

a słońce, rozpaliwszy bezdenne niebiosy,

70 pali jej żółte, pomarszczone skronie

i po policzkach leje strumień żaru,

w bezdźwięczną skórę piersi wysuszone zmienia

i wargi jej roztwiera, daremnie łaknące

ach! rzeźwiącego zbawienia…

75 A dzwon się rozlega,

z jękiem się czołga po spalonej łące,

z płaczem się wznosi nad umarłe błonia,

łkaniem wyschnięte chce poruszyć wody

i zrozpaczony zamilka u brzega

80 i znów się zrywa i jęczy i płacze

i łka i płynie i płynie i płynie

w tej rozpłakanej godzinie…

Danse macabre, ŚmierćA jako widna ta ziemia, wspaniała

wielką godziną konania,

85 niepogrzebione wokół leżą ciała,

a ci się wloką, popędzani mocą

strasznego lęku.

A każda głowa ku ziemi się słania,

każde kolano się chwieje,

90 a krzyże posmutniałe drżą w wychudłych ręku,

a w wietrze chorągwie trzepocą,

a w martwym, niemym słońcu gromnice się złocą,

a Śmierć przed tłumem kroczy,

wielkimi kroczy odstępami

95 i z śmiechem na trupich ustach

wywija kosą stalową,

połyskującą w południowym skwarze.

A nad jej głową,

jak wieniec z czarnych ziół,

100 rozkwitłych podmuchem żałoby,

gdzie drzemią stuleci groby,

zgłodniałych kruków krążą stada

chmurą ściemnioną

i, wysunąwszy dzioby,

105 żądliwie chłoną

ten wiew, który idzie od ziemi —

trujący, śmiertelny wiew…

A ona, świata przebiegając smug,

kroki swe liczy na mile

110 i kosą zatacza łuk,

że, jako zboże w dzień kośby,

tak pokolenia padają

na nieskończonym obszarze,

który jej mocy oddał się spokojny,

115 który jej mocy oddał się bezwiedny…

O dzwonu łkające prośby!

O szumie więdnących drzew!

O Boże, Święty Boże! Święty a Nieśmiertelny!…

A ci się wloką,

120 blasków słonecznych odziani powłoką.

GróbA dzwon się rozlega

w blasków słonecznych pozłocistym pyle,

opadającym na zielska przydroży,

Kondycja ludzkana melancholią okryte przecznice,

125 na grób samotny

zapomnianego człowieka…

Kopcie samotny grób!

Niechaj w nim kości położy

ten, który z matki żywota

130 wyniósł nieszczęsny los!

Nieokiełznana gnała go tęsknota

za widmem bólu,

który sam jeden

wszechmocny posiada głos,

135 który sam jeden rozpieśnia

duszę słabego człowieka

w natchnioną pieśń,

zapładniającą światy…

Kopcie samotny grób,

140 pośród krwawników kopcie i dziewanny,

Duch, Upióru stóp

próchniejącego krzyża,

gdzie w południowy skwar

bratnie się schodzą duchy,

145 tłum zapomnianych mar,

i, wśród spalonej usiadłszy murawy,

jęk wyrzucają głuchy

z skrwawionych łon…

RoślinyA jęk ten idzie po zżętych zagonach

150 razem z tą pieśnią, którą jęczy dzwon —

na rżyskach rusza porzucone kłosy,

czarnymi ożyn[1] jagodami chwieje

i wierzb płaczących srebrne czesze liście

i szumi w wierzchach czerwonych chojarów…

155 Kopcie samotny grób

tam, na tej miedzy szerokiej,

gdzie rośnie łopian chropawy,

gdzie srebrne lśnią się podbiały,

gdzie aksamitna bylica

160 rozpierza miękkie swe kiście!

Tam, gdzie ten parów

sączy resztkami wody,

gdzie ten wądolec ospały,

gdzie ci się wloką,

165 blasków słonecznych odziani powłoką,

gdzie się nad drogą kurzu wzbija słup,

kopcie samotny grób!

Gdzie ziemia pęka od żarów,

gdzie każda jej grudka

170 pełna jest znojów

i krwawych prób,

gdzie dzwon się rozlega,

gdzie w wietrze chorągwie trzepocą,

gdzie się gromnice złocą —

175 kopcie samotny grób!

Gdzie w dali pobłyskuje jezioro tęskniące,

gdzie jaskier więdnie na łące,

gdzie opuszczone mogiły,

te kopce poległych wojów

180 nielitościwy rozorywa pług,

rdzawe szablice wyrzucając z wnętrza,

dziś wroga zbrodniczy łup,

tam wy samotny, cichy kopcie grób!…

Niechaj w nim kości położy

185 ten, który powstał z tej ziemi,

który miał w sobie jej trud,

jej tajemniczy jęk,

idący z głębin przestworzy

w południa senny skwar.

190 Niechaj w nim spocznie na wieki

ten, który zabrał z jej chat

żalniki łez

i czekał, kiedy przyjdzie wybawienia kres,

i z jej szumiących zbóż

195 zgarniał ten dziwnie przejmujący szum

i w swoich dum

treść go zamykał i w świat

jak wielką świętość niósł.

I żal go zdejmował,

200 że mu nie daną była moc,

by zmienić w triumf te łzy;

że nie miał siły,

aby te szumy żałobne

w jakiś weselny,

205 w jakiś radosny hymn się rozpieśniły!

I, obarczony przekleństwem najdroższych,

stanął na drodze w dzień tuczy,

jak krzew pogięty,

i z piorunami w zawody

210 rozpaczą grzmiał!

A burza huczy i huczy,

a chmur się kłębi wał,

a wiatr mu deszczem miecie w ślepe oczy,

a grzbiet mu drży, jak brzoza wśród pustego pola,

215 Kondycja ludzka, Losa ślepa na przydrożu przykucnięta Dola

śmieje się dzikim śmiechem,

że się nie spotkał z echem

ten rozpaczliwy głos,

że go wchłonęły odmęty

220 tej burzy!

Że w tej śmiertelnej podróży,

w tej drodze znojnej,

na tym zsieczonym łanie

upadł, bezsilny człek,

225 do wichru zwalił się stóp.

Kopcie samotny grób!

A Ty, o Święty,

o Nieśmiertelny,

który swym jednym oddechem

230 wypełniasz wieków wiek,

Ty od powietrza, głodu i ognia i wojny

i od Szatana, który w dom przychodzi

i dusze zwodzi,

zachowaj nas, Panie!

235 Świat dół swój grzebie

od pierwszych dni,

Okoa w obramieniu Trójkąta

Twe oko lśni

nad węgłem niebieskiej bramy…

240 A my wołamy do Ciebie,

a my wzdychamy,

Ewy nieszczęsne dzieci…

A z głuchym łoskotem

na trumnę sypią się grudki

245 ziemi, oblanej potem,

ziemi, oblanej krwią…

A naokoło zapadłe mogiły

i cicho łkające smutki

wśród trawy, co z cichym szelestem

250 pożółkłe liście kołysze.

A światłość wiekuista biednym ludziom świeci

w tę podróż ciemną…

Jestem!

I Ty jesteś tu ze mną!

255 Przerwij tę ciszę!

Niech Twoje słowo gromowe

zagrzmi nad wielkim cmentarzem!

Radosne niech głosi nadzieje!

Niech zapomniani wstaną,

260 a żywym niechaj życie nie będzie ponurym,

wieki kopanym dołem!

Bóg, MiłosierdzieZmiłuj się, zmiłuj nad nami!

Z kornym błagamy czołem!

Spuść Swoją łaskę na tę naszą głowę,

265 na oczy, zmroczone łzami!

Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!

Daj spiekłym łanom

rzeźwiący deszcz!

Nie zsyłaj gradu,

270 który nam zboże zsiecze, nim dojrzeje…

Nie trać naszego dobytku

w owcach i koniach!

Trzymaj z daleka pomory[2],

które nam biją

275 ostatnią krowę z obory!

Ze zboża wypleń sporysze

i chwast kąkolu

i w ręku trzymaj Swe chmury,

by się nie rwały

280 i nie topiły w ulewie

snopów na polu!

Niechaj nie płaczą stulecia!

Niech mróz spóźniony nie warzy nam kwiecia

na ledwie rozkwitłym drzewie,

285 na naszych wiśniach i gruszach,

na naszych starych, pochyłych jabłoniach…

I wdzięczność rozpal nam w duszach,

byśmy Twe dary godnie oceniać umieli.

O pełen kary

290 i przebaczenia pełny!

Chociaż ci nasze te grzechy utrudnią

stanąć nad nimi z powieką zamkniętą,

niech Twoja litość stokroć większą będzie,

niżeli wszystek nasz grzech!

295 O Panie!

Nie daj wysychać studniom!

Niech się Szatana nie rozlega śmiech!

Na naszej grzędzie,

gdzie ciężki trud rozpoczęto,

300 niech trud ten żniwem się stanie!

Spraw, aby w wielkie, uroczyste święto,

w tę chwilę wesołą,

gdy na organie

i śpiewem i kadzidłem wielbimy Twą moc

305 i dobroć Twoją,

nie była dla nas potrzeba

skąpić dziecinom chleba!

Chroń nas od zdrady

i daj nam tyle,

310 byśmy we własnej spoczęli mogile;

by nasze dzieci czy wnuki,

gdy przyjdzie im dla ojców starych kopać grób,

nie były przymuszone iść między sąsiady

i prosić o jałmużnę ach! na cztery deski,

315 na prostą, białą skrzynię z naznaczonym smołą

krzyżem u głowy…

Ojcze niebieski!

Na pokropienie daj

Modlitwa, Pieniądzi aby grosz był gotowy

320 dla dziadka proszalnego, co w gorącej wierze

ciche odmówi pacierze…

A jeśli ziaren swych łask

nie zechcesz równać strychulcem[3]

po brzegi swej szczodrej ćwierci,

325 od nagłej i niespodziewanej śmierci

racz nas zachować, Panie!

I niechaj w wietrze chorągwie trzepocą,

niech się gromnice złocą,

niech blask ich płynie w ten słoneczny blask!

330 Pogrzebne niech zabrzmią śpiewy

nieszczęsnym dzieciom Ewy!

Padłym na znojnym łanie

niech dzwoni żałobny dzwon,

niech szumi z tej trawy szelestem…

335 Święty Boże! Święty Mocny!

Jestem!

Jestem i płaczę…

Biję skrzydłami,

jak ptak ten ranny,

340 jak ptak ten nocny,

któremu okiem kazano skrwawionym

patrzeć w blask słońca…

A u mych stóp

samotny kopią grób,

345 a czarna wrona,

na Bożej męki usiadłszy ramiona,

bez końca

kracze i kracze

i dziobem zmarłe rozsypuje próchno…

350 A ci się wloką,

świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką,

jak cienie,

do wielkiej się wloką mogiły…

RoślinyZa nimi dziewanny

355 z piaszczystych wydm się ruszyły,

z miedz się ruszyły krwawniki,

spoza zapłoci bez się ruszył dziki,

tatarak zaszumiał w wądolcach

i, z mułu otrząsnąwszy pachnące korzenie,

360 idzie wraz z nimi…

Z mokradeł kępy rogoży,

z przydroży

osty o żółtych kolcach,

szerokolistne łopiany,

365 senne podbiały,

fioletowe szaleje,

cierniste głogi

wstały

i idą…

370 Liśćmi miękkimi

wierzb zaszeleścił rząd

i w cichej, rozpaczliwej sunie się żałobie

śladem ich drogi…

Całe rżyskami zaścielone łany

375 oderwały się w tej dobie

od macierzystej ziemi

i, niby olbrzymie ściany,

wzniosły się w górę i płyną,

tą wielką żalu godziną…

380 Bóg, Kondycja ludzka, Obraz świata, SobowtórA Ty, o Boże!

o Nieśmiertelny!

o wieńcem blasków owity!

na niedostępnym tronie

siedzisz pomiędzy gwiazdami

385 i, głową na złocistym spocząwszy Trójkącie,

krzyż trójramienny mając u swych nóg,

proch gwiazd w klepsydrze przesypujesz złotej

i ani spojrzysz na padolny smug!

Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!

390 Słońcom naznaczasz obroty,

gasisz księżyce,

jutrznie zapalasz i zorze

i płodzisz zasiew na byty,

na pełne cierpień żywoty,

395 które tu muszą mrzeć,

w samotny kłaść się grób…

Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!

O Boże!

O Mocny!

400 Ty się upajasz wielkością stworzenia,

a pośród nas tu głód!

Jak bedłki, tak, jarmużu syty, ginie lud.

SzatanA jako ryczący lew,

Szatan po ziemi tej krąży,

405 na pokolenia

zarzuca zdradną sieć,

w synu na ojca zapalczywość budzi,

wynaturzony gniew,

że syn przed ojcem zamyka swój dom!

410 Bratu na brata wciska krwawy nóż,

a nasze siostry i żony

na straszny rzuca srom…

Podpala nasze stodoły

z garstką zwiezionych świeżo zbóż,

415 mordy narodów wszczyna i pożogę

sieje na miasta i wsi

i przekleństwami znaczy swoją drogę…

O zniszczeń dymiące dni!

A my, ten ród potępiony,

420 krzyże ująwszy w dłonie

i zblakłe w krwawym pochodzie,

trupimi piszczelami znaczone chorągwie,

idziem o głodzie

po tym śmiertelnym wygonie,

425 w ten znojny

w ten nieszczęśliwy czas,

w którym konają wieki

i wraz się rodzą nowe

na cięższą jeszcze niedolę —

430 idziemy, biedną pochyliwszy głowę,

jak ten zsieczony las —

Idziemy, a kres tak daleki!

A lęk niespokojny

biczem popędza nas

435 i dech zapiera wśród łon…

A naokoło rozlega się dzwon,

na to cmentarne przelewa się pole,

na te wyschnięte rzeki,

w chojary żałobą swą godzi,

440 że te się kładą na piaszczystym łanie…

A pierś nasza łka,

a w oku błyszczy łza,

a ptak ciężko ranny

uderza w skrzydła, krwią ociekające,

445 a jaskier więdnie na łące,

a z nami idą dziewanny

i krwawnik i wodne lilije,

a mór nam bydło bije,

a dom się nasz pali,

450 a siostra utonęła w rozplenionej fali,

a ojciec gdzieś daleko w strasznej zginął bitwie,

Modlitwa, Szatana Złe urąga modlitwie…

Bóg, SzatanCóż z nami się stanie!?

O Ty, łaskami hojny,

455 Ty, od powietrza, głodu, ognia i wojny,

od nagłej i niespodziewanej śmierci

i od Szatana, który w dom przychodzi

i dusze zwodzi,

zachowaj nas, Panie!…

460Nie skłonił się jeszcze dzień,

a Szatan z moczarów łożyska,

gdzie nocą ognikami błyska,

z czeluści błota wstał

i, gdy najkrótszy słońce rzuca cień

465 na te manowce, na te ścierniska,

pod ramię chwycił Kościotrupa

i wzrósł nad jego niebosięgłą stal —

nad Ciebie, Boże, wzrósł!…

Masz–li Ty grom —

470 Masz–li Ty chmurę w ten południa skwar,

aby z niej piorun padł

i od Szatana uwolnił ten świat?…

Wal błyskawicą, wal!

Niechaj się łamie,

475 niech się rozkruszy ta zdrada,

która nad życiem i nad śmiercią włada!…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Szatanie!

Ty Kościotrupa chwyciłeś pod ramię

480 i nad wysokość jego ostrej kosy

wzrosłeś w niebiosy —

a grom nie pada!

Z nieukojoną żałobą

klękam przed Tobą!

485 Zlituj się, zlituj nad ziemią,

gdzie ból i rozpacz drzemią,

gdzie ból i rozpacz dzwonem się rozlega

i w strasznej pieśni brzmi…

Szatanie!

490 Kop mi samotny grób

na opuszczonym łanie,

u krzyża czarnego stóp,

pod gliny powłoką rdzawą!

A iżby nie porósł trawą,

495 tańcz na nim taniec piekielny

po wszystkie dni!…

A Ty, o Święty!

A Ty, o Mocny!

Ty Nieśmiertelny,

500 proch gwiazd przesypuj w Swej klepsydrze złotej

i płodź żywoty,

aby tak klęły, jak ja;

aby płakały, jak ja;

aby w szarpiącej modlitwie,

505 co jako dzwon ten łka,

o zmiłowanie prosiły;

aby się wlokły z gromnicami w dłoni

ku tej nieznanej ustroni,

do tej — ostatniej mogiły;

510 aby tak wyschły, jak łza,

którą już oko me płakać nie może;

aby tak marły, jak ja —

o Święty, Nieśmiertelny! Święty, Mocny Boże!

Przypisy

[1]

ożyna — jeżyna.

[2]

pomór — zaraza, epidemia śmiertelnej choroby.

[3]

strychulec — deseczka służąca do wyrównywania wierzchu naczynia służącego do miary materiałów sypkich (jak mąka, piasek itp.)